Выбрать главу

Spalko skinął na Czeczenów, żeby zeszli za nim po betonowych schodach. Kierowcy czekali w pogotowiu. Spalko rozłożył NX 20. Schował rozpylacz, zamknęli kufry i zanieśli je do range- roverów.

Cała drużyna przeszła się po okolicy- cztery przecznice w każdą stronę. Wszędzie było tak samo, martwi i umierający. Wrócili do pojazdów z poczuciem triumfu. Kierowcy ruszyli, gdy tylko wszyscy wsiedli. Objechali obszar o promieniu kilometra – doktor Schiffer powiedział Spalce, że taki właśnie jest zasięg rozpylacza NX 20 – i Spalko z zadowoleniem stwierdził, że nie kłamał.

Zastanawiał się, ilu ludzi umrze w ciągu godziny, zanim ładunek przestanie działać. Przestał liczyć ciała, gdy doszedł do tysiąca, ale przypuszczał, że ostatecznie będzie ich trzykrotnie więcej – może nawet pięciokrotnie.

Przed opuszczeniem umarłego miasta kazał kierowcom wzniecić pożar. Płomienie szybko wspięły się pod niebo.

Ogień zniszczy ślady wydarzeń dzisiejszego ranka. Nikt nie może się o nich dowiedzieć, przynajmniej dopóki nie zakończą misji w Reykjaviku.

Zostało tylko czterdzieści osiem godzin, myślał uradowany Spalko. Już nic nas nie powstrzyma.

Teraz świat należy do mnie.

Część 3

Rozdział 21

To może być krwotok wewnętrzny – oznajmiła Annaka, spoglądając znowu na paskudną opuchliznę na boku Bourne'a. – Musimy cię zabrać do szpitala.

– Chyba żartujesz – mruknął. Rzeczywiście, ból się nasilił; gdy oddychał, czuł, jakby wgnieciono mu kilka żeber, ale o wizycie w szpitalu nie było mowy, przecież był poszukiwany.

– No dobrze – zgodziła s ę. – Jedziemy do lekarza. – Uniosła rękę, nim zdążył zaprotestować. – To przyjaciel rodziny, bardzo dyskretny. Ojciec często korzystał z jego porad.

Bourne potrząsnął głową.

– Możesz pójść do apteki, ale to wszystko.

Bojąc się, że zmieni zdanie, Annaka chwyciła płaszcz i torebkę i obiecała szybko wrócić.

Właściwie ucieszył się, że nie ma jej przez chwilę. Chciał zostać sam na sam ze swymi myślami, skulił się na sofie i przykrył kołdrą. Miał zamęt w głowie. Był przekonany, że kluczem do wszystkiego jest doktor Schiffer. Musi go znaleźć, żeby dotrzeć do osoby, która zleciła zabicie Aleksa i Mo, i która go wrobiła. Problem w tym, że nie zostało mu wiele czasu. Schiffer zaginął już jakiś czas temu, Molnar nie żył od dwóch dni. Jeśli, jak się obawiał, podczas przesłuchania ujawnił miejsce, w którym przebywa Schiffer, należało założyć, że doktor jest już w rękach wroga. A to znaczyło, że ten wróg ma już w rękach wynalazek Schiffera – jakiś rodzaj broni biologicznej c nazwie kodowej NX 20 na wzmiankę o której tak gwałtownie zareagował Leonard Fine, kontakt Conklina.

Ale kim jest ten wróg? Jedyna osoba, o której słyszał, to Stiepan Spalko, szanowany powszechnie filantrop. Według Chana to właśnie Spalko zlecił zabójstwo Aleksa i Mo, i wrobił w nie Bourne'a. Chan mógł jednak kłamać. W końcu chciał dorwać Spalkę z sobie tylko wiadomych powodów.

Chan!

Sama myśl o nim sprawiła, że w sercu Bourne'a wezbrały niechciane emocje. Z trudem skoncentrował swój gniew na amerykańskim rządzie. Okłamali go, uczestniczyli w zmowie, której celem było ukryć przed nim prawdę. Dlaczego? Co chcieli ukryć? Czy uważali, że Joshua mógł przeżyć? A jeśli tak, to dlaczego nie chcieli, żeby Bourne się o tym dowiedział? Co zamierzali? Objął głowę rękami. Coś dziwnego działo się z jego oczami – rzeczy, które w jednej chwili wydawały się bliskie, w następnej się oddalały. Pomyślał, że traci rozum. Z nieartykułowanym krzykiem zrzucił z siebie kołdrę, zerwał się z sofy i nie bacząc na ukłucia bólu w boku, skoczył do kurtki, pod którą ukrył ceramiczny pistolet. Wziął go do ręki. W odróżnieniu od stalowej broni pistolet był lekki jak piórko. Trzymając za kolbę, zgiął palec na spuście. Wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę, jakby chciał siłą woli przywołać wojskowych oficjeli, odpowiedzialnych za ukrycie przed nim faktu, że nigdy nie odnaleziono ciała Joshui, za to zdecydowano, że najprościej będzie ogłosić, iż został zabity, choć nie wiedzieli tego na pewno.

Ból narastał, każdy oddech wywoływał potworny spazm. Musiał wrócić na sofę i przykryć kołdrą. Znowu w ciszy mieszkania, nieproszona, pojawiła się myśclass="underline" a jeśli Chan mówił prawdę, jeśli jest Joshuą? I niezmiennie przerażająca odpowiedź: jeśli tak, to jego syn jest zabójcą, brutalnym mordercą bez wyrzutów sumienia, bez poczucia winy, bez jakichkolwiek ludzkich uczuć.

Jason Bourne opuścił głowę z rozpaczą, jakiej nie zaznał jeszcze nigdy od czasu, gdy stworzył go Alex Conklin.

Kiedy Kevinowi McCollowi przekazano rozkaz wyeliminowania Bourne'a, leżał właśnie na Ilonie, młodej Węgierce, atletycznej, dobrze zbudowanej i pozbawionej zahamowań. Potrafiła wyprawiać niesamowite rzeczy z nogami i robiła je właśnie w chwili, gdy zadzwonił telefon.

Tak się złożyło, że znajdowali się w tureckiej łaźni Kiralya na Fo utca. Była sobota – dzień dla kobiet – więc Ilona musiała przemycić go do środka. To jednak tylko podnieciło go jeszcze bardziej. Jak każdy w jego sytuacji, szybko przywykł do życia ponad prawem – a nawet do bycia prawem.

Z pomrukiem niezadowolenia wydostał się z jej objęć i sięgnął po komórkę. Nie było mowy, by nie odebrać telefonu – kiedy dzwonił, oznaczało to zlecenie. Bez słowa wysłuchał, co ma do powiedzenia dyrektor CIA. Musiał ruszać. Zlecenie było pilne, a cel w zasięgu ręki.

Tęsknie spoglądając na błyszczące od potu ciało Ilony skąpane w delikatnym świetle odbitym od mozaikowych kafelków, zaczął się ubierać. Był postawnym mężczyzną o płaskiej, niewzruszonej twarzy. Jego obsesją była siłownia, i to było widać. Muskuły grały przy każdym ruchu.

– Jeszcze nie skończyłam- zaprotestowała Ilona, pożerając go spoj

rzeniem ogromnych ciemnych oczu.

– Ani ja – stwierdził McColl, wychodząc.

Na pasach startowych portu lotniczego Nelsona w Nairobi stały dwa odrzutowce. Oba należały do Stiepana Spalki. Na obu widniało logo Humanistas Ltd. Pierwszym Spalko przyleciał z Budapesztu, drugi przywiózł ludzi z zespołu Humanistas, którzy teraz przesiedli się do odrzutowca szefa, wracającego do Budapesztu. Ich samolot miał zabrać Arsienowa i Zinę do Islandii, gdzie spotkają się z resztą terrorystów przybyłych z Czeczenii przez Helsinki.

Spalko patrzył na Arsienowa, Zina stała krok z tyłu, za czeczeńskim przywódcą, co Arsienow mógł brać za objaw szacunku, i pożerała Szejka wzrokiem.

– Dotrzymałeś obietnicy, Szejku – powiedział Arsienow. – Ta broń na

pewno przyniesie nam zwycięstwo w Reykjaviku.

– Wkrótce otrzymacie wszystko, co się wam należy – przytaknął Spalko.

– Nasza wdzięczność nie ma granic.

– Nie doceniasz własnych zasług, Hasanie. – Spalko otworzył skórzaną aktówkę. – Tu są wasze paszporty, identyfikatory, mapy, diagramy, najnowsze zdjęcia… wszystko, czego potrzebujecie. – Wręczył Arsienowi zawartość teczki. – Spotkanie z łodzią jutro o trzeciej. – Zmierzył go wzrokiem. – Niech Allah doda wam siły i odwagi. Niech kieruje waszą zbrojną pięścią.

Kiedy Arsienow się odwrócił, zajęty cennym ładunkiem, odezwała się Zina.

– Oby nasze następne spotkanie było początkiem wielkiej przyszłości, Szejku.

Spalko uśmiechnął się.

– Przeszłość umrze – stwierdził, a jego oczy mówiły znacznie więcej – aby ustąpić miejsca wspaniałej przyszłości.

Zina zaśmiała się cicho i podążyła za Arsienowem wchodzącym po trapie na pokład samolotu.

Spalko patrzył, jak zamykają się za nimi drzwi, po czym ruszył do swojego odrzutowca. Wyciągnął komórkę, wybrał numer, a kiedy usłyszał znajomy głos, rzucił bez wstępów: