Выбрать главу

Ból narastał, każdy oddech wywoływał potworny spazm. Musiał wrócić na sofę i przykryć kołdrą. Znowu w ciszy mieszkania, nieproszona, pojawiła się myśclass="underline" a jeśli Chan mówił prawdę, jeśli jest Joshuą? I niezmiennie przerażająca odpowiedź: jeśli tak, to jego syn jest zabójcą, brutalnym mordercą bez wyrzutów sumienia, bez poczucia winy, bez jakichkolwiek ludzkich uczuć.

Jason Bourne opuścił głowę z rozpaczą, jakiej nie zaznał jeszcze nigdy od czasu, gdy stworzył go Alex Conklin.

Kiedy Kevinowi McCollowi przekazano rozkaz wyeliminowania Bourne'a, leżał właśnie na Ilonie, młodej Węgierce, atletycznej, dobrze zbudowanej i pozbawionej zahamowań. Potrafiła wyprawiać niesamowite rzeczy z nogami i robiła je właśnie w chwili, gdy zadzwonił telefon.

Tak się złożyło, że znajdowali się w tureckiej łaźni Kiralya na Fo utca. Była sobota – dzień dla kobiet – więc Ilona musiała przemycić go do środka. To jednak tylko podnieciło go jeszcze bardziej. Jak każdy w jego sytuacji, szybko przywykł do życia ponad prawem – a nawet do bycia prawem.

Z pomrukiem niezadowolenia wydostał się z jej objęć i sięgnął po komórkę. Nie było mowy, by nie odebrać telefonu – kiedy dzwonił, oznaczało to zlecenie. Bez słowa wysłuchał, co ma do powiedzenia dyrektor CIA. Musiał ruszać. Zlecenie było pilne, a cel w zasięgu ręki.

Tęsknie spoglądając na błyszczące od potu ciało Ilony skąpane w delikatnym świetle odbitym od mozaikowych kafelków, zaczął się ubierać. Był postawnym mężczyzną o płaskiej, niewzruszonej twarzy. Jego obsesją była siłownia, i to było widać. Muskuły grały przy każdym ruchu.

– Jeszcze nie skończyłam- zaprotestowała Ilona, pożerając go spoj

rzeniem ogromnych ciemnych oczu.

– Ani ja – stwierdził McColl, wychodząc.

Na pasach startowych portu lotniczego Nelsona w Nairobi stały dwa odrzutowce. Oba należały do Stiepana Spalki. Na obu widniało logo Humanistas Ltd. Pierwszym Spalko przyleciał z Budapesztu, drugi przywiózł ludzi z zespołu Humanistas, którzy teraz przesiedli się do odrzutowca szefa, wracającego do Budapesztu. Ich samolot miał zabrać Arsienowa i Zinę do Islandii, gdzie spotkają się z resztą terrorystów przybyłych z Czeczenii przez Helsinki.

Spalko patrzył na Arsienowa, Zina stała krok z tyłu, za czeczeńskim przywódcą, co Arsienow mógł brać za objaw szacunku, i pożerała Szejka wzrokiem.

– Dotrzymałeś obietnicy, Szejku – powiedział Arsienow. – Ta broń na

pewno przyniesie nam zwycięstwo w Reykjaviku.

– Wkrótce otrzymacie wszystko, co się wam należy – przytaknął Spalko.

– Nasza wdzięczność nie ma granic.

– Nie doceniasz własnych zasług, Hasanie. – Spalko otworzył skórzaną aktówkę. – Tu są wasze paszporty, identyfikatory, mapy, diagramy, najnowsze zdjęcia… wszystko, czego potrzebujecie. – Wręczył Arsienowi zawartość teczki. – Spotkanie z łodzią jutro o trzeciej. – Zmierzył go wzrokiem. – Niech Allah doda wam siły i odwagi. Niech kieruje waszą zbrojną pięścią.

Kiedy Arsienow się odwrócił, zajęty cennym ładunkiem, odezwała się Zina.

– Oby nasze następne spotkanie było początkiem wielkiej przyszłości, Szejku.

Spalko uśmiechnął się.

– Przeszłość umrze – stwierdził, a jego oczy mówiły znacznie więcej – aby ustąpić miejsca wspaniałej przyszłości.

Zina zaśmiała się cicho i podążyła za Arsienowem wchodzącym po trapie na pokład samolotu.

Spalko patrzył, jak zamykają się za nimi drzwi, po czym ruszył do swojego odrzutowca. Wyciągnął komórkę, wybrał numer, a kiedy usłyszał znajomy głos, rzucił bez wstępów:

– Bourne'owi za dobrze idzie. Nie mogę sobie pozwolić, żeby Chan zabił go na oczach świadków… tak, wiem, jeśli w ogóle ma zamiar to zrobić. Chan to intrygujący osobnik, zagadka, której nigdy nie rozwikłałem, ale teraz, gdy stał się nieprzewidywalny, muszę założyć, że postępuje według własnego planu. Jeśli Bourne umrze, Chan przepadnie jak kamień w wodę i nawet ja go nie odszukam. Nic nie może zakłócić tego, co stanie się za dwa dni. Czy wyrażam się jasno? Dobrze. Teraz słuchaj. Jest tylko jeden sposób, żeby zneutralizować ich obu.

Łut szczęścia sprawił, że mieszkanie Annaki Vadas znajdowało się zaledwie cztery przecznice na północ od łaźni. Co więcej, McColl otrzymał nie tylko jej dane, ale i zdjęcie w postaci pliku JPG, który pobrał na telefon. Bez trudu ją rozpoznał, kiedy wyszła z domu przy Fo utca 106/108. Zachwyciła go jej uroda i pewny krok, patrzył, jak chowa telefon komórkowy, otwiera drzwi niebieskiej skody i siada za kierownicą.

Annaka już miała włożyć kluczyk do stacyjki, gdy z tylnego siedzenia podniósł się Chan.

– Powinienem powiedzieć o wszystkim Bourne'owi – stwierdził.

Nie odwróciła się – dobrze ją wyszkolono. Patrząc na niego w lusterku, rzuciła krótko:

– Niby o czym? Nic nie wiesz.

– Wiem wystarczająco dużo. Wiem, że to ty sprowadziłaś policję do mieszkania Molnara. Wiem też, dlaczego to zrobiłaś. Bourne był zbyt blisko, prawda? Prawie się dowiedział, że to Spalko go wrobił. Powiedziałem mu o tym, ale wygląda na to, że nie wierzy w nic, co mówię.

– A czemu miałby wierzyć? Nie jesteś dla niego wiarygodny. Przekonał sam siebie, że stanowisz część rozległego spisku, którego celem jest manipulowanie nim.

Chan złapał w żelazny uchwyt jej rękę, gdy sięgnęła do torebki.

– Nie rób tego. – Zabrał torebkę i wyjął z niej pistolet. – Już raz próbowałaś mnie zabić, ale drugiej szansy nie dostaniesz.

Patrzyła na odbicie jego twarzy, próbując odczytać z niej emocje.

– Myślisz, że okłamuję Jasona co do ciebie, ale tak nie jest.

– Ciekawe – powiedział, ignorując jej słowa – jak go przekonałaś, że kochałaś ojca. Przecież w rzeczywistości go nienawidziłaś.

Siedziała w milczeniu, oddychając powoli i zbierając myśli. Wiedziała, że jest w straszliwym niebezpieczeństwie, i zastanawiała się, jak się z niego wydobyć.

– Musiałaś się ucieszyć, gdy go zastrzelili – ciągnął Chan – choć, o ile cię znam, żałowałaś, że nie zrobiłaś tego sama.

– Jeśli chcesz mnie zabić, zrób to od razu i oszczędź mi tej gadaniny.

Ruchem kobry wychylił się do przodu i chwycił ją za gardło. Nareszcie się przestraszyła, a przecież o to od początku mu chodziło.

– Nie zamierzam ci niczego oszczędzać, Annako. Czy ty oszczędziłaś mi czegokolwiek, kiedy mogłaś to zrobić?

– Nie myślałam, że muszę się z tobą cackać.

– W ogóle rzadko myślałaś o mnie, gdy byliśmy razem – stwierdził.

Obdarzyła go zimnym uśmiechem.

– Ależ myślałam o tobie nieustannie.

– A każdą z tych myśli powtarzałaś Stiepanowi Spalce. – Mocniej zacisnął dłoń na jej gardle. – Prawda?

– Po co pytasz, skoro znasz odpowiedź? – Z trudem łapała powietrze.

– Jak długo ze mną pogrywał?

Annaka na moment zamknęła oczy.

– Od początku.

Chan zazgrzytał zębami ze złości.

– Na czym polega ta gra? Czego ode mnie chce?

– Tego nie wiem. – Wydała z siebie świszczący odgłos, bo ścisnął ją tak mocno, że odciął dopływ powietrza do tchawicy. Gdy rozluźnił uścisk, dodała cienkim głosem: – Rań mnie, ile chcesz, i tak dostaniesz tę samą odpowiedź, bo taka jest prawda.

– Prawda! – Roześmiał się szyderczo. – Nie poznałabyś prawdy, nawet patrząc jej prosto w oczy. – Jednak uwierzył jej. Zbrzydziła go jej bezużyteczność. – Co masz zrobić z Bourne'em?

– Trzymać go z dala od Stiepana.

Kiwnął głową, przypominając sobie rozmowę ze Spalką.

– To ma sens.

Kłamstwo łatwo przeszło jej przez usta. Zabrzmiało wiarygodnie nie tylko dlatego, że miała lata praktyki, ale i dlatego, że do czasu ostatniego telefonu od Spalki taka właśnie była prawda. Teraz jednak plany Spalki się zmieniły. Oceniła, że to, co powiedziała Chanowi, przysłuży się temu nowemu celowi. Może ich spotkanie okaże się w końcu owocne, pod warunkiem że wyjdzie z niego żywa.

– Gdzie jest teraz Spalko? – zapytał. – W Budapeszcie?

– Wraca właśnie z Nairobi.

– A co robił w Nairobi? – spytał zaskoczony Chan.

Zaśmiała się, ale jego ręce nadal boleśnie wbijały się jej w gardło i zabrzmiało to jak suchy kaszel.

– Naprawdę myślisz, że by mi powiedział? Chyba wiesz, jaki jest tajemniczy.

Przysunął usta do jej ucha.

– Wiem, jacy tajemniczy byliśmy my, Annako… tyle że nagle okazało się, że to żadna tajemnica, prawda?

Popatrzyła mu w oczy – w lustrze.

– Nie mówiłam mu wszystkiego. – Dziwnie było nie móc spojrzeć mu w twarz. – Niektóre sprawy zachowałam dla siebie.

Chan skrzywił pogardliwie usta.

– Chyba nie chcesz, żebym w to uwierzył.

– Wierz, w co chcesz – odparła beznamiętnie – przecież zawsze tak robiłeś.

Znów nią potrząsnął.

– O co ci chodzi?

Złapała oddech i zagryzła dolną wargę.

– Nie rozumiałam, jak bardzo nienawidzę swojego ojca, póki nie zaczęłam przebywać w twoim towarzystwie. – Poluźnił uścisk. Spazmatycznie przełknęła ślinę. – Ty, ze swoją niezmienną wrogością wobec twojego ojca, oświeciłeś mnie. Pokazałeś mi, jak cierpliwie czekać, rozkoszując się myślą o zemście. Masz rację, kiedy go zastrzelono, żałowałam, że sama tego nie zrobiłam.

Jej słowa wprawiły go w osłupienie. Jeszcze przed chwilą nie zdawał sobie sprawy, że tak bardzo się przed nią odsłaniał. Poczuł wstyd i urazę. Zdołała wślizgnąć się podstępnie w jego życie, a on niczego nie zauważył.

– Byliśmy razem przez rok – stwierdził. – Dla ludzi takich jak my to całe życie.