– Jamie, gdzie jesteś? – warknął Stary.
– Właśnie wyszedłem od prezydenta. Był zadowolony, gdy usłyszał, że wszystko jest pod kontrolą, łącznie z towarzyszem Karpowem.
Ale zamiast zadowolenia, w głosie dyrektora zabrzmiało naglące napięcie.
– Słuchaj uważnie, Jamie. Jest jeszcze jeden aspekt tej sytuacji. Tylko do twojej wiadomości.
Hull rozejrzał się odruchowo i odszedł poza zasięg słuchu agentów Secret Service.
– Doceniam pańskie zaufanie do mnie, panie dyrektorze.
– Chodzi o Jasona Bourne'a – wyjaśnił Stary. – Nie zginął w Paryżu.
Hull na moment stracił zimną krew.
– Co?! Bourne żyje?!
– Żyje i wierzga. I żebyśmy się dobrze zrozumieli, tej rozmowy nigdy nie było. Jeśli kiedykolwiek komuś o niej wspomnisz, wyprę się, że w ogóle miała miejsce, i dobiorę ci się do dupy, jasne?
– Tak jest.
– Nie mam pojęcia, co Bourne teraz kombinuje, ale zawsze podejrzewałem, że skieruje się w twoją stronę. Może nie zabił Aleksa Conklina i Mo Panova, ale jest jasne jak cholera, że wykończył Kevina McColla.
– Jezu… Znałem McColla.
– Wszyscy go znaliśmy, Jamie. – Stary odchrząknął. – Nie możemy tego puścić płazem.
Wściekłość Hulla natychmiast zniknęła. Zastąpiło ją podniecenie.
– Niech pan to zostawi mnie.
– Bądź ostrożny, Jamie. Przede wszystkim masz chronić prezydenta.
– Oczywiście. Rozumiem. Ale może pan być pewien, że jeśli Jason Bourne zjawi się tutaj, już nie wyjdzie z tego hotelu.
– Mam nadzieję, że go wyniosą- odparł Stary. – Nogami do przodu.
Dwaj Czeczeni czekali przed furgonetką ciepłowni, kiedy zza rogu wyjechał samochód służby zdrowia wysłany do hotelu Oskjuhlid. Furgonetka była zaparkowana w poprzek ulicy, wokół rozstawili plastikowe pomarańczowe pachołki i wyglądali na bardzo zajętych.
Samochód służby zdrowia zatrzymał się gwałtownie.. – Co wy robicie?! – zawołał jeden z pracowników służby zdrowia. – Mamy sytuację alarmową.
– Pierdol się, człowieku! – odkrzyknął po islandzku jeden z Czeczenów.
– Co powiedziałeś? – Wkurzony pracownik służby zdrowia wysiadł z samochodu.
– Ślepy jesteś? Mamy tu pilną robotę- wyjaśnił Czeczen. – Pojedź inną drugą, kurwa.
Drugi pracownik służby zdrowia wyczuł, że sytuacja może się zrobić niebezpieczna, i też wysiadł. Arsienow i Zina wyskoczyli uzbrojeni z tylnych drzwi furgonetki i zapędzili przerażonych pracowników służby zdrowia do środka.
Potem wraz z trzecim członkiem grupy podjechali porwanym samochodem pod hotelowe wejście dla dostawców. Czwarty Czeczen prowadził furgonetkę elektrociepłowni, żeby zabrać Spalkę i resztę.
Byli ubrani jak pracownicy państwowi i pokazali identyfikatory Ministerstwa Zdrowia, które zdobył Spalko. Arsienow odpowiedział na pytanie po islandzku, a kiedy amerykańscy i arabscy wartownicy nie zrozumieli go, przeszedł na kulawy angielski. Wyjaśnił, że przysłano ich, by się upewnili, czy w kuchni hotelowej nie ma źródła wirusowego zapalenia wątroby typu A. Nikt – zwłaszcza służby bezpieczeństwa – nie chciał, żeby któryś z dygnitarzy padł ofiarą groźnego wirusa. Wpuszczono więc ich i skierowano do kuchni. Członkowie grupy poszli tam, ale Arsienow i Zina zamierzali dotrzeć gdzie indziej.
Bourne i Chan wciąż studiowali schematy różnych podsystemów hotelu Oskjuhlid, kiedy pilot oznajmił, że lądują na lotnisku Keflavik. Bourne, który spacerował po pokładzie, podczas gdy Chan siedział z laptopem, wrócił niechętnie na swoje miejsce. Był cały obolały i w ciasnym fotelu lotniczym nie mógł siąść wygodnie. Starał się nie poddawać uczuciom związanym z odnalezieniem syna. Ich rozmowy były niezręczne i miał wrażenie, że Chan instynktownie broniłby się przed okazywaniem silnych emocji.
Proces pojednania był trudny dla nich obu. Ale Bourne podejrzewał, że gorszy dla Chana. To, czego syn potrzebuje od ojca, jest dużo bardziej skomplikowane niż to, czego ojciec potrzebuje od syna, żeby go bezwarunkowo kochać.
Bourne musiał przyznać, że boi się Chana. Nie tylko tego, co z nim zrobiono, kim się stał, ale również jego odwagi, inteligencji i sprytu. Uciekł z zaryglowanego pomieszczenia, jakby dokonał cudu.
Była jeszcze jedna, najistotniejsza przeszkoda na drodze do ich wzajemnej akceptacji i ewentualnego pojednania. Żeby zaakceptować Bourne'a, Chan musiał zrezygnować ze wszystkiego, czym było jego życie.
Odkąd usiadł obok ojca na staromiejskiej parkowej ławce w Alexan- drii, był w stanie wojny z samym sobą. Zmieniło się tylko to, że teraz ta wojna toczyła się otwarcie. Chan widział wszystkie okazje do zabicia Bourne'a, jakby patrzył w lusterko wsteczne. Ale dopiero teraz rozumiał, że nie skorzystał z nich rozmyślnie. Nie mógł skrzywdzić Bourne'a, ale nie mógł też otworzyć przed nim serca. Pamiętał desperacki impuls, żeby rzucić się na ludzi Spalki na tyłach kliniki w Budapeszcie. Powstrzymało go tylko ostrzeżenie Bourne'a. Wtedy myślał, że kieruje nim żądza zemsty na Spalce. Teraz wiedział, że to było zupełnie inne uczucie: przywiązanie jednego członka rodziny do drugiego.
A jednak uświadamiał sobie ze wstydem, że boi się Bourne'a. To był przerażający człowiek o wielkiej sile, odporności i intelekcie. Chan czuł się przy nim gorszy, jakby nie dokonał w życiu niczego ważnego.
Wylądowali z krótkim piskiem opon. Samolot pokołował z ruchliwego pasa startowego w stronę odległego krańca lotniska, gdzie kierowano wszystkie prywatne maszyny. Chan wstał i ruszył przejściem między siedzeniami do drzwi.
– Chodźmy – powiedział. – Spalko ma nad nami co najmniej trzy godziny przewagi.
Bourne zagrodził mu drogę.
– Nie wiadomo, co nas czeka na zewnątrz. Wyjdę pierwszy.
Chan wybuchnął tłumionym dotąd gniewem.
– Powiedziałem ci już, żebyś mi nie mówił, co mam robić! Mam własny rozum i sam podejmuję decyzje. Tak było zawsze i tak będzie.
– Masz rację. Nie chcę ci nic narzucać. – Jason powiedział to z sercem w gardle. Ten obcy był jego synem. Wszystko, co Bourne mówił i robił, mogło mieć za jakiś czas przykre konsekwencje. – Ale zauważ, że dotąd byłeś sam.
– A czyja to wina? Jak myślisz?
Trudno było przełknąć obrazę, lecz Bourne zmusił się do zignorowania oskarżenia.
– Nie ma sensu rozmawiać o winie – odrzekł spokojnie. – Teraz pracujemy razem.
– I mam ci się po prostu podporządkować? – odparował Chan. – Dlaczego? Uważasz, że na to zasługujesz?
Byli już prawie przy terminalu. Bourne zrozumiał, jak kruche jest odprężenie między nimi.
– Byłbym głupi, gdybym uważał, że zasługuję na coś z twojej strony. – Zerknął przez okno na jasne światła terminalu. – Chodziło mi o to, że jeśli pojawi się jakiś problem, jeśli wpadniemy w zasadzkę, to ja, a nie
ty…
– Czy nie słuchałeś niczego, co ci mówiłem? – zapytał Chan i przepchnął się obok Bourne'a. – Nie liczy się dla ciebie nic, co zrobiłem?
Pojawił się pilot.
– Otwórz drzwi – rozkazał mu Chan. – I zostań na pokładzie. Pilot posłusznie otworzył drzwi i opuścił schodki na płytę lotniska. Bourne zrobił krok wzdłuż przejścia między siedzeniami.
– Chan…
Miażdżące spojrzenie syna go zatrzymało. Patrzył przez szybę, jak Chan schodzi na dół. Na płycie podszedł do niego urzędnik imigracyjny. Chan pokazał mu paszport i wskazał samolot. Urzędnik ostemplował paszport i skinął głową.
Chan odwrócił się i wbiegł po schodkach. Podszedł przejściem między siedzeniami, wyciągnął spod kurtki kajdanki i przykuł się do Bourne'a.
– Nazywam się Chan LeMarc i jestem inspektorem Interpolu – oznajmił, wetknął laptopa pod pachę i zaczął prowadzić Bourne'a do drzwi. – Jesteś moim więźniem.
– A jak się nazywam? – zapytał Jason.
Chan wypchnął go na zewnątrz.
– Ty? Jesteś Jasonem Bourne'em, poszukiwanym przez CIA, Francuzów i Interpol za zabójstwo. To jedyny sposób, żeby ten gość wpuścił cię do Islandii bez paszportu. Jak wszyscy jego koledzy na świecie, czytał okólnik CIA.
Urzędnik imigracyjny cofnął się na bezpieczną odległość, gdy go mijali. Kiedy przeszli przez terminal, Chan natychmiast otworzył kajdanki. Przed budynkiem wsiedli do pierwszej taksówki w rzędzie i podali kierowcy adres niecały kilometr od hotelu Oskjuhlid.
Spalko siedział na miejscu pasażera w furgonetce ciepłowni i trzymał chłodziarkę między nogami. Czeczeński rebeliant jechał ulicami śródmieścia do hotelu Oskjuhlid. Zadzwonił telefon komórkowy Spalki. Wiadomość nie była dobra.
– Udało nam się zamknąć pokój przesłuchań, zanim do budynku we
zła policja i strażacy – zameldował z Budapesztu jego szef bezpieczeństwa. – Ale mimo dokładnego przeszukania całego gmachu nie znaleźliśmy Bourne'a ani Chana.
– Jak to możliwe? – zapytał Spalko. – Jeden był związany, a drugi uwięziony w pokoju wypełnionym gazem.
– Nastąpiła eksplozja- wyjaśnił szef bezpieczeństwa i opisał szczegółowo, co znaleźli.
– Niech to szlag! – W rzadkim wybuchu gniewu Spalko walnął pięścią
w tablicę rozdzielczą furgonetki.
– Rozszerzamy obszar poszukiwań.
– Dajcie sobie spokój – uciął Spalko. – Wiem, gdzie oni są.
Bourne i Chan szli do hotelu.
– Jak się czujesz? – zapytał Chan.
– W porządku – odrzekł Bourne trochę za szybko.
Chan zerknął na niego.
– Nie jesteś nawet zesztywniały i obolały?
– No dobra, jestem – przyznał Bourne.
– Antybiotyki, które dał ci Oszkar, są najwyższej klasy.
– Nie martw się – odparł Bourne. – Biorę je.
– Dlaczego myślisz, że się martwię? – Chan wskazał przed siebie. – Spójrz na to.
Hotel otaczał kordon miejscowej policji. Dwa punkty kontrolne obsadzone przez policjantów i siły bezpieczeństwa z różnych krajów były jedynymi drogami do budynku. Kiedy na to patrzyli, do punktu kontrolnego na tyłach hotelu podjechała furgonetka z ciepłowni.