Выбрать главу

Trzymał biodyfuzor w objęciach, jak przedtem Zina. Ta broń wymagała szacunku, nawet od niego.

Spojrzał Zinie w oczy. Błyszczała w nich miłość do niego i fanatyczny patriotyzm.

– Teraz zaczekamy na alarm włączony czujnikiem – powiedział.

Wtedy go usłyszeli. Dźwięk był słaby, ale wyraźny. Wibracje potęgowały nagie ściany betonowych korytarzy. Szejk i Zina uśmiechnęli się do siebie. Spalko czuł napięcie w pomieszczeniu, podsycane słusznym gniewem i oczekiwaniem na długo odkładaną zemstę.

– Chwila nadeszła – powiedział. Wszyscy go usłyszeli i zareagowali.

Niemal słyszał, jak zaczynają zawodzić pieśń zwycięstwa.

Niepowstrzymana siła przeznaczenia popchnęła go naprzód. Ściągnął mały spust i ładunek z groźnym sykiem trafił do komory ogniowej, by czekać na wystrzelenie.

Rozdział 29

– Wszyscy są Czeczenami, zgadza się, Borys? – zapytał Hull. Karpow przytaknął.

– Według kartotek, członkami grupy terrorystycznej Hasana Arsienowa.

– Mistrzowskie rozegranie i punkty dla dobrych facetów – ucieszył się Hull.

Fejd al- Saud drżał w wilgoci i chłodzie.

– Ilość C4 w tej bombie zegarowej zmiotłaby niemal całą konstrukcję nośną budynku – powiedział. – Sala obrad nad nami zawaliłaby się pod własnym ciężarem i zginęliby wszyscy wewnątrz.

– Mieliśmy szczęście, że nadziali się na czujnik ruchu – odrzekł Hull.

Z upływem minut Karpow miał coraz bardziej ponurą minę.

– Ale po co podkładać bombę z takim wyprzedzeniem? – powtórzył jak echo pytanie Bourne'a. – Była duża szansa, że ją znajdziemy przed rozpoczęciem szczytu.

Fejd al- Saud odwrócił się do jednego ze swoich ludzi.

– Nie można tu podkręcić ogrzewania? Będziemy na dole przez jakiś czas i już zamarzam.

– Mam! – powiedział Bourne i odwrócił się do Chana. Wziął laptopa, włączył go i przeglądał schematy, dopóki nie znalazł tego, którego szukał. Prześledził trasę od ich obecnej pozycji z powrotem do głównej części budynku i zatrzasnął komputer. – Chodźmy!

– Dokąd idziemy? – zapytał Chan w drodze przez labirynt podziemi.

– Pomyśl. Widzieliśmy furgonetkę z ciepłowni wjeżdżającą do hotelu. Ten budynek jest ogrzewany przez system, który obsługuje całe miasto.

– Dlatego Spalko posłał tych zabitych Czeczenów do podstacji klimatyzacyjnej – odrzekł Chan, gdy skręcili biegiem za róg. – Podłożenie bomby nie miało się udać. Mieliśmy rację, że to było odwrócenie uwagi, ale nie na później, kiedy rano zacznie się szczyt. On uaktywni biodyfuzor teraz!

– Zgadza się – przytaknął Bourne. – I nie przez podsystem klimatyzacyjny. Jego celem jest główny system grzewczy. O tej porze wszyscy dygnitarze są w swoich pokojach, dokładnie tam, gdzie uwolni wirusa.

– Ktoś idzie – ostrzegła jedna z Czeczenek.

– Zabij go – rozkazał Szejk.

– Ale to Hasan Arsienow! – krzyknęła druga.

Spalko i Zina wymienili zaskoczone spojrzenia. Co poszło nie tak? Czujnik zadziałał, alarm się włączył i wkrótce potem usłyszeli serie z broni automatycznej. Jak Arsienow zdołał uciec?

– Powiedziałem, zabij go! – krzyknął Spalko.

To, co prześladowało Arsienowa, co kazało mu zawrócić, kiedy tylko wyczuł pułapkę – dzięki czemu uniknął nagłej śmierci, która spotkała jego rodaków – to był strach czający się w nim od tygodnia i przyprawiający go o koszmarne sny. Mówił sobie, że to poczucie winy, bo musiał zdradzić Halida Murata – poczucie winy bohatera, który musiał dokonać trudnego wyboru, żeby ocalić swój naród. Ale w rzeczywistości jego strach miał związek z Zina. Nie był w stanie przyznać, że widzi, jak Zina się wycofuje stopniowo, lecz nieubłaganie, jak tworzy emocjonalny dystans, który – w retrospekcji – stał się oziębłością. Oddalała się od niego już od jakiegoś czasu, jednak do ostatniej chwili nie chciał w to uwierzyć. Ale teraz Ahmed uświadomił mu to wyraźnie. Zina żyła za szklaną ścianą, zawsze trzymała się na uboczu i ukrywała część siebie. Im bardziej się starał, tym dalej się wycofywała.

Zina go nie kocha. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek go kochała. Na-. wet jeśli ich misja zakończy się sukcesem, nie zostaną razem, nie będą mieli dzieci. Ich ostatnia intymna rozmowa była farsą!

Natychmiast poczuł wstyd. Jest tchórzem – kocha ją bardziej niż swoją wolność. Ale wiedział, że bez niej nie będzie wolny. Po jej zdradzie zwycięstwo będzie miało gorzki smak.

Teraz, kiedy zbliżał się zimnym korytarzem do stacji grzewczej, zobaczył, że jedna z jego rodaczek unosi pistolet maszynowy, jakby chciała go zastrzelić. Może w skafandrze ochronnym nie mogła rozpoznać, kto nadchodzi.

– Zaczekaj! – krzyknął. – Nie strzelaj! To ja, Hasan Arsienow!

Otworzyła ogień. Jeden z pocisków trafił go w lewe ramię. Obrócił się w szoku i dał nura za róg, by ukryć się przed rykoszetującą serią.

W tym nagłym obłędzie nie było już czasu na pytania czy spekulacje. Usłyszał następne strzały, ale nie w jego kierunku. Wyjrzał zza rogu. Dwie kobiety były odwrócone do niego plecami i ostrzeliwały w półprzysiadzie dwie postacie zbliżające się korytarzem.

Arsienow wykorzystał okazję. Podniósł się i pobiegł do drzwi stacji grzewczej.

Spalko usłyszał strzały i powiedział do Ziny:

– To nie może być tylko Arsienow.

Zina obróciła swój pistolet maszynowy i kiwnęła głową do wartownika, który rzucił jej drugi.

Za ich plecami Spalko podszedł do ściany z rurami systemu ogrzewania. Na każdej rurze był zawór, a obok wskaźnik ciśnienia. Znalazł rurę biegnącą do skrzydła dla dygnitarzy i zaczął odkręcać zawór.

Hasan Arsienow wiedział, że miał zginąć razem z innymi w podstacji klimatyzacyjnej. "To pułapka! Ktoś zamienił przewody!" – wyjęczał Karim tuż przed śmiercią. Spalko je zamienił. Nie chodziło mu tylko o odwrócenie uwagi, jak mówił. Potrzebował kozłów ofiarnych. Na tyle ważnych, żeby ich śmierć zajęła agentów bezpieczeństwa dość długo, a on w tym czasie dotrze do prawdziwego celu i uwolni wirusa. Spalko go wystawił i był w zmowie z Zina.

Jak szybko miłość przerodziła się w nienawiść… Trwało to nie dłużej niż uderzenie serca. Teraz wszyscy jego rodacy są przeciwko niemu, mężczyźni i kobiety, towarzysze broni, z którymi śmiał się i płakał, modlił do Allaha, miał wspólne cele. Czeczeni! Stiepan Spalko omotał ich swoją siłą i charyzmą.

Okazało się, że Halid Murat we wszystkim miał rację. Nie ufał Spalce; nie dałby mu się wciągnąć w to szaleństwo. Arsienow zarzucił mu kiedyś, że jest stary, zbyt ostrożny i nie rozumie nowego świata, który otwiera się przed nimi. Ale teraz myślał tak samo jak Murat: nowy świat to iluzja stworzona przez człowieka nazywającego siebie Szejkiem. Arsienow wierzył w to złudzenie, bo chciał wierzyć. Spalko żerował na tej słabości. Ale dosyć tego, przysiągł sobie Arsienow. Dosyć! Jeśli ma dziś umrzeć, to na własnych warunkach, nie jak bydło zapędzone na rzeź przez Spalkę.

Przywarł do krawędzi wejścia, wziął głęboki oddech i nagle zrobił salto na tle otwartych drzwi. Grad pocisków powiedział mu wszystko, co chciał wiedzieć. Przetoczył się po betonowej podłodze i podpełzł na brzuchu do otworu. Zobaczył wartownika z pistoletem maszynowym wycelowanym na wysokość pasa. Strzelił mu cztery razy w pierś.

Kiedy Bourne zobaczył dwie terrorystki w skafandrach ochronnych strzelające na przemian z pistoletów maszynowych zza betonowej kolumny, zmroziło mu krew w żyłach. Ukrył się z Chanem za rogiem rozgałęzienia w kształcie litery T i odpowiedział ogniem.

– Spalko jest w tamtym pomieszczeniu z bronią biologiczną. Musimy się tam dostać.

Chan wyjrzał zza jego pleców za róg.

– Dopóki tamtym dwóm nie skończy się amunicja, nic z tego. Pamiętasz schematy? Około sześciu metrów za nami jest panel wejściowy. Będziesz musiał mnie podsadzić.

Bourne wystrzelił jeszcze jedną serię i wycofali się.

– Będziesz mógł coś zobaczyć na górze? – zapytał.

Chan skinął głową i wskazał swoją kurtkę.

– Oprócz różnych innych rzeczy mam w rękawie latarkę ołówkową.

Bourne wetknął pistolet maszynowy pod pachę i splótł palce, żeby Chan

mógł postawić na nich nogę. Miał wrażenie, że od ciężaru trzasną mu kości. Napięte mięśnie ramienia przeszył ból. Chan odsunął panel i podciągnął się do włazu.

– Czas? – zapytał Bourne.

– Piętnaście sekund – odrzekł Chan i zniknął.

Bourne odwrócił się. Policzył do dziesięciu, skręcił za róg i znów otworzył ogień. Ale niemal natychmiast przerwał ostrzał. Poczuł, jak serce wali mu boleśnie w żebra. Dwie Czeczenki zdjęły skafandry ochronne. Wyszły zza kolumny i stały teraz przed nim. Zobaczył wokół ich talii połączone ładunki C4.

– Jezu Chryste – powiedział. – Chan! To samobójczynie! Mają na sobie pasy z materiałami wybuchowymi!

W tym momencie zapadła ciemność. Chan przeciął przewody elektryczne w suficie.

Arsienow poderwał się po oddaniu strzałów i popędził przed siebie. Wbiegł do stacji i chwycił padającego wartownika. W pomieszczeniu były dwie osoby: Spalko i Zina. Arsienow użył martwego wartownika jako tarczy i strzelił do przeciwnika z pistoletami maszynowymi w obu rękach. Zina! Dostała i zatoczyła się do tyłu, ale nacisnęła spusty i pociski podziurawiły ciało wartownika.

Arsienow wytrzeszczył oczy, gdy poczuł przeszywający ból w piersi, a potem dziwne odrętwienie. Zgasło światło. Upadł na podłogę. Rzęził – miał krew w płucach. Jak we śnie usłyszał krzyk Ziny. Zapłakał nad wszystkimi swoimi marzeniami i przyszłością, która już nie nadejdzie. Wydał ostatnie tchnienie i uszło z niego życie – gwałtownie, brutalnie i boleśnie.

W korytarzu zapadła śmiertelna cisza. Czas jakby się zatrzymał. Bourne stał z pistoletem maszynowym wycelowanym w ciemność. Słyszał płytkie oddechy żywych bomb. Czuł ich strach i determinację. Gdyby wyczuły, że robi krok w ich kierunku, gdyby się zorientowały, że w suficie przemieszcza się Chan, z pewnością zdetonowałyby opasujące je ładunki wybuchowe.