Выбрать главу

– Rozmawiając z tymi ludźmi miałem wrażenie, że gadam ze swoją papugą, ale tylko to mogłem zrobić.

– Masz papugę?

– Babcia powiedziała, że Heidi i Brian należeli do jakiejś grupy. Wszyscy mieszkali razem. Mówić dalej?

– Właśnie wzięłam cztery tabletki valium. Dawaj.

– W Beaufort, Południowa Karolina.

– To by pasowało.

– Jak cholera.

– Co jeszcze mówili?

– Nieważnego.

– A co z Brianem Gilbertem?

– Poznali się z Heidi na uczelni dwa lata temu i oboje krótko potem rzucili studia. Babcia Schneider myślała, że on pochodzi z Ohio. Powiedziała, że śmiesznie mówił. Sprawdzamy to. – Powiedziałeś im?

– Tak.

Przez chwilę milczeliśmy. Informowanie o morderstwie to najgorszy obowiązek w pracy detektywa, tego boją się najbardziej.

– Nadal potrzebuję cię w Beaufort.

– Nadal nie jadę. To sprawa policyjna, nie sądowa.

– Kiedy się zna okolicę, to można przyspieszyć sprawę.

– Nie w Beaufort.

Dziesięć minut później telefon się znowu rozdzwonił.

– Bonjour, Temperance. Comment ca va?

LaManche. Ryan nie marnował czasu i umiał się o siebie zatroszczyć. Czy nie mogłabym pomóc porucznikowi Ryanowi w sprawie w Beaufort? To wyjątkowo delikatna sprawa, a media zaczynają się niecierpliwić. Zapłacą mi i zwrócą wszelkie koszty.

W czasie rozmowy zapaliła się lampka oznaczająca nową wiadomość. Obiecałam mu, że zobaczę, czy dam radę, i rozłączyłam się.

Wiadomość zostawiła Katy. Jej plany na następny tydzień nieco się zmieniły. Przyjeżdżała do domu na weekend, ale potem chciała dołączyć do swoich przyjaciół na wyspie Hilton Head.

Oparłam się o biurko, by zebrać myśli, a wzrok sam pobiegł ku ekranowi komputera z moim nie dokończonym referatem. Mogłam jechać do Beaufort z Katy i mogłam tam pisać dalej. Potem ona pojechałaby na Hilton Head, a ja zostałabym i pomogła Ryanowi. LaManche byłby zadowolony. Ryan też. I przydałaby się jakaś dodatkowa gotówka.

Miałam też powód, by nie jechać.

Telefon Ryana sprawił, że przed oczami co chwila stawał mi Malachy. Widziałam jego półprzymknięte oczy i zniekształconą klatkę piersiową, jego, malutkie paluszki zaciśnięte w chwili śmierci. Pomyślałam o jego zmarłym. braciszku, nieżyjących rodzicach i rozpaczających dziadkach. To całe rozmy sianie wprawiło mnie w stan melancholii i zapragnęłam na chwilę uciec ot tego wszystkiego.

Sprawdziłam swój plan zajęć na następny tydzień. Na czwartek zaplanowałam projekcję filmu na temat ewolucji człowieka. To mogłam przesunąć. Temat może być równie inspirujący we wtorek.

Przepytywanie z kości na zajęciach z osteologii, następnie laboratorium. Wykonałam krótki telefon. Żaden problem. Alex mnie zastąpi, jeżeli wszystko dla niej przygotuję.

Sprawdziłam program spotkań. Żadnych zebrań komitetu w tym miesiącu. Po jutrzejszym następne spotkanie ze studentami wypada dopiero pod koniec przyszłego tygodnia.

Mogłoby się udać.

A tak naprawdę to moim obowiązkiem było pomagać, jeżeli tylko mogłam. Bez względu na to, jak ważna miałaby być moja rola. Nie mogłam przywrócić kolorów policzkom Malachy'ego ani zamknąć okropnej rany w jego piersi. Nie mogłam też wymazać bólu Schneiderów ani oddać im dzieci i wnuków. Mogłam tylko pomóc w ujęciu psychopatycznego mutanta, który ich zabił. I może uratować innych takich jak Malachy.

Jeżeli masz zamiar to zrobić, Brennan, to po prostu to zrób.

Zadzwoniłam do Ryana i powiedziałam, że mogę mu poświęcić poniedziałek i wtorek. Dam mu znać, gdzie się zatrzymam.

Przyszedł mi do głowy pomysł, więc zadzwoniłam w jeszcze jedno miejsce, a potem do Katy. Wyjaśniłam jej mój plan, a ona była jak najbardziej za. Ustaliłyśmy, że spotkamy się w domu w piątek i pojedziemy moim samochodem.

– Zaraz idź do kliniki i zrób test na gruźlicę – kazałam. – Podskórny, nie tylko powierzchniowy. I niech zrobią analizę wyników w piątek, zanim wyjedziesz.

– Po co?

– Mam świetny pomysł na twoją pracę i to jest niezbędne. A jak będziesz w klinice, weź kopię swojej karty szczepień.

– Mojej czego?

– Zapisy wszystkich szczepień. Musisz to dołączyć do dokumentów na uniwersytet. I przywieź wszystkie materiały, które profesor rozdał w związku z tą pracą.

– Czemu?

– Zobaczysz.

15

W czwartek zajęcia przeplatały się z konsultacjami ze studentami. Po obiedzie wykręciłam do Pete'a i poprosiłam, by zaglądał do Birdy’ego w weekend. Około dziesiątej zadzwoniła Harry i zawiadomiła mnie, że skończyła swoje seminarium. Wybrano ją na spotkanie z profesorem i została zaproszona do niego na obiad w piątek. Chciała jeszcze zostać w moim mieszkaniu na weekend.

Odparłam, że może sobie mieszkać tak długo, jak tylko jej się podoba. Nie pytałam, gdzie była cały tydzień ani dlaczego nie zadzwoniła. Ja wykręciłam kilka razy, w tym dwa razy po północy, a ona ani razu nie oddzwoniła. O tym też jej nie powiedziałam.

– Spotykasz się z Ryanem w Królestwie Bawełny w przyszłym tygodniu? – zapytała.

– Wszystko na to wskazuje. – Zęby zaczęły mi się zaciskać. Skąd ona o tym wie?

– Powinno być miło.

– To sprawa zawodowa, Harry.

– Zgadza się. Ale on i tak jest przystojny jak diabli.

– Jego przodków uczono szukać trufli.

– Co?

– Nieważne.

W piątek rano wybrałam fragmenty kości, wypisałam pytania i rozłożyłam zestawy na tackach. Alex, moja asystentka, ułoży kartki i próbki w porządku liczbowym i będzie odliczała czas, kiedy studenci będą przechodzić od jednej “stacji” do drugiej. Znany od lat sposób na test.

Katy pojawiła się punktualnie, o dwunastej pędziłyśmy już na południe. Było ponad piętnaście stopni ciepła, a niebo kolorem przypominało plakaty reklamowe. Założyłyśmy okulary przeciwsłoneczne i opuściłyśmy szyby w samochodzie, pozwalając wiatrowi rozwiewać nasze włosy. Ja kierowałam, a Katy włączyła rock and rolla.

Jechałyśmy drogą I-77 przez Columbię, potem I-25 na południowy wschód i znów na południe drogą I-95. W Yemassee zjechałyśmy z międzystanowej i pędziłyśmy wąskimi drogami niższej kategorii. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się i robiłyśmy sobie przerwy w podróży, kiedy tylko przyszła. nam na to ochota. Barbecue w Piggy Park Maurice'a. Fotka w ruinach starego kościoła Sheldon-Prince Williams, spalonym przez Shermana po jego marszu przez Georgię. Nieskrępowana żadnym harmonogramem, mając przy sobie ukochaną córkę i zmierzając ku ukochanemu miejscu czułam się wspaniale.

Katy opowiadała mi o swoich zajęciach i facetach, z którymi się umawiała. Według niej nic poważnego. Powiedziała mi też o kłótni z przyjaciółmi, już na szczęście po wszystkim, która zagroziła jej planom na przerwę wiosenną. A kiedy opisywała mi dziewczyny, z którymi dzieli mieszkanie na Hilton Head, płakałam ze śmiechu. To właśnie była moja córka, o czarnym humorze, którym zakasowałaby wszystkie wampiry. Chyba nigdy jeszcze nie byłyśmy tak blisko i przez chwilę byłam młoda i wolna, zapomniałam o zamordowanych bliźniakach.

W Beauford minęłyśmy lotnisko marynarki wojennej, na chwilę zatrzymałyśmy się w Bi-Lo, potem przejechałyśmy przez miasto i przez most Woods Memoriał na Lady's Island. Na moście obróciłam się, by spojrzeć na wybrzeże Beaufort; ten widok zawsze wprowadzał mnie w doskonały humor.

Niedaleko Beaufort spędzałam letnie wakacje w dzieciństwie i nawet jako dorosła osoba, ale się to skończyło, kiedy zaczęłam pracować w Montrealu. Widziałam rosnące jak grzyby po deszczu bary szybkiej obsługi i budowę siedziby władz okręgu, którą mieszkańcy nazwali “Taj Mahal”. Drogi zostały poszerzone, przybyło samochodów. Na wyspach powstały kluby golfowe i osiedla. Ale Bay Street się nie zmieniła. Okazałe rezydencje sprzed wojny domowej nadal stały wśród amerykańskich dębów obwieszonych hiszpańskim mchem. Tak wiele w życiu się zmienia; leniwie toczące się życie Beaufort zawsze było dla mnie duchowym wsparciem. Sam czas odpływa leniwie w kierunku wiecznego morza.