Выбрать главу

– Dobrze się czujesz?

– Tak. Doskonale. Dlaczego?

– Byłaś dziś jakaś taka… drętwa. Wszyscy stwierdzili, że nie byłaś sobą.

– Czułam się świetnie. Zauważyłeś, jak schudłam?

Cisza.

– Tom?

– Uważam, że przedtem wyglądałaś lepiej, kochanie.

Teraz czuję się pusta i oszołomiona – jakby ziemia usunęła mi się spod nóg. Osiemnaście lat poszło na marne. Osiemnaście lat liczenia kalorii i jednostek tłuszczu. Osiemnaście lat noszenia długich bluzek i workowatych swetrów i wychodzenia z pokoju rakiem w intymnych sytuacjach, żeby ukryć tyłek. Miliony nie zjedzonych serników i tiramisu, dziesiątki milionów plasterków ementalera. Osiemnaście lat zmagań, poświęceń i wysiłków – i po co? Wyglądam na „zmęczoną i drętwą”. Czuję się jak naukowiec, który odkrył, że dzieło jego życia było kompletną pomyłką.

27 kwietnia, czwartek

Jedn. alkoholu O, papierosy O, zdrapki 12 (b.b. źle, ale za to się nie ważyłam i nie myślałam o odchudzaniu; bdb). Muszę przestać kupować zdrapki, ale problem w tym, że naprawdę dość często wygrywam. Zdrapki są dużo lepsze od totolotka, bo nie podają już wyników losowania w trakcie Randki w ciemno (nie leci w tej chwili), a poza tym zwykle się okazuje, że nie wytypowałaś trafnie ani jednego numeru, przez co czujesz się bezsilna i oszukana, i możesz co najwyżej podrzeć kupon na strzępy. Natomiast zdrapki są grą, w której bierze się czynny udział – musisz odsłonić sześć kwot pieniężnych, co jest nierzadko ciężkim i wymagającym wprawy zadaniem – i nigdy nie masz uczucia, że nie miałaś szans. Trzy takie same kwoty dają wygraną i wiem z doświadczenia, że często jest się bardzo blisko. Odsłaniałam już nawet po dwie pary na sumy rzędu 50 tysięcy funtów. Poza tym nie można sobie odmawiać wszystkich przyjemności. Kupuję tylko cztery czy pięć zdrapek dziennie, a niedługo w ogóle przestanę.

28 kwietnia, piątek

Jedn. alkoholu 14, papierosy 64, kalorie 8400 (bdb, dopóki nie policzyłam. Ciężka obsesja dietetyczna), zdrapki 0.

Wczoraj wieczorem o 8.45 nalewałam sobie wodę do wanny na relaksującą aromaterapeutyczną kąpiel i sączyłam rumianek, gdy nagle zawył jakiś alarm samochodowy. Prowadzę na naszej ulicy kampanię przeciwko alarmom, które są nie do zniesienia i odnoszą wręcz odwrotny skutek, bo prędzej włamie ci się do samochodu wściekły sąsiad chcący draństwo wyłączyć niż złodziej. Tym razem jednak, zamiast wpaść w szał i wezwać policję, zrobiłam tylko głęboki wdech i wymamrotałam: „równowaga wewnętrzna”. Zadzwonił dzwonek. Podniosłam słuchawkę domofonu. Bardzo wytworny głos zabeczał: „On ma pieprzony romans”, a potem rozległ się histeryczny szloch. Zbiegłam na ulicę, gdzie zalana łzami Magda gmerała pod kierownicą saaba kabrioletu, który wydawał przeraźliwie głośne „dołii-dołii-dołii” i migał wszystkimi światłami, a mały Harry darł się na tylnym siedzeniu, jakby zagryzał go kot.

– Wyłącz to! – wrzasnął ktoś z okna na piętrze.

– Nie mogę, do cholery! – odwrzasnęła Magda, szarpiąc za maskę samochodu. – Jerrers! – wydarła się do komórki. – Jerrers, ty pieprzony dziwkarzu! Jak się otwiera maskę saaba?

Magda ma bardzo wytworny akcent. Nasza ulica nie jest wytworna. Należy do tych, gdzie nadal wiszą w oknach plakaty „Wolność dla Nelsona Mandeli”.

– Nie wrócę do ciebie, draniu! – ryczała Magda. – Powiedz mi tylko, jak się otwiera tę cholerną maskę!

Siedziałyśmy z Magdą w samochodzie, szarpiąc wszystkie możliwe dźwignie, a Magda pociągała od czasu do czasu z butelki Laurent-Perrier. Wkrótce nadjechał z rykiem silnika Jeremy na harleyu-davidsonie. Ale zamiast zgasić alarm, zaczął wywlekać dziecko z fotelika, więc Magda rozdarła się na niego. Nagle Dań, Australijczyk, który mieszka pode mną, otworzył okno.

– Hej, Bridgid – krzyknął. – Woda leje mi się przez sufit.

– Cholera! Wanna!

Poleciałam na górę, ale pod moimi drzwiami odkryłam, że zatrzasnęłam je, wychodząc, a klucz zostawiłam w środku. Zaczęłam walić w nie głową, wrzeszcząc: „Cholera!”

W korytarzu pojawił się Dan.

– Chryste – powiedział. – Lepiej sobie zapal.

– Dzięki – odparłam i prawie zjadłam papierosa, którym mnie poczęstował. Po długich manipulacjach kartą kredytową, podczas których wypaliliśmy jeszcze z pół paczki fajek, dostaliśmy się do mieszkania, gdzie woda stała już po kostki i nie dawała się zakręcić. Dan pobiegł do siebie i wrócił z kombinerkami i butelką szkockiej. Udało mu się zakręcić krany i zaczął mi pomagać zbierać wodę mopem. W pewnym momencie alarm ucichł i dopadliśmy okna w samą porę, aby zobaczyć, jak saab odjeżdża, z harleyem na ogonie. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem – wypiliśmy już całkiem sporo whisky. I nagle – nie wiem, jak to się stało – zaczął mnie całować. Z punktu widzenia savoir- vivre'u sytuacja była dość niezręczna, bo zalałam mu mieszkanie i zepsułam wieczór, więc nie chciałam wydać się niewdzięczna, ale z drugiej strony nie dawało mu to prawa do molestowania mnie seksualnie. W sumie jednak było to całkiem przyjemne, po wszystkich tych dramatach i równowadze wewnętrznej itd. Wtem w otwartych drzwiach stanął facet w motocyklowej skórze i z pudełkiem z pizzą.

– O cholera – powiedział Dan. – Zapomniałem, że zamówiłem pizzę.

Więc zjedliśmy pizzę i wypiliśmy butelkę wina i jeszcze trochę szkockiej, i wypaliliśmy jeszcze kilka papierosów, po czym Dań znów wziął się do całowania, na co wybełkotałam:

– Nie, nie powinniśmy – a wtedy on zrobił się dziwny i zaczął mamrotać:

– O Jezu, o Jezu.

– Co się stało? – zapytałam.

– Mam żonę – odparł. – Ale chyba cię kocham, Bridged.

Kiedy wreszcie wyszedł, osunęłam się roztrzęsiona na podłogę pod drzwiami i zaczęłam dopalać pety. „Równowaga wewnętrzna”, powiedziałam bez przekonania. Nagle zadzwonił dzwonek. Zignorowałam go. Zadzwonił ponownie. A potem już dzwonił bez przerwy. Podniosłam słuchawkę domofonu.

– Kochanie – odezwał się inny znajomy pijany głos.

– Zjeżdżaj, Daniel – syknęłam.

– Nie. Pozwól mi wyjaśnić.

– Nie.

– Bridge… Wpuść mnie.

Cisza. O Boże. Dlaczego Daniel nadal tak mi się podoba?

– Kocham cię, Bridge.

– Zjeżdżaj. Jesteś pijany – powiedziałam z przekonaniem, którego nie czułam.

– Jones?

– Co?

– Mogę skorzystać z ubikacji?

29 kwietnia, sobota

Jedn. alkoholu 12, papierosy 57, kalorie 8489 (wspaniale). Dwadzieścia dwie godziny, cztery pizze, jedno hinduskie danie na wynos, trzy paczki papierosów i trzy butelki szampana później: Daniel nadal tu jest. Jestem zakochana. Jestem też prawdopodobnie:

a) znów w szponach nałogów,

b) zaręczona lub

c) głupia

d) i w ciąży.

11.45 wieczorem.

Przed chwilą wymiotowałam i kiedy pochylałam się nad klozetem, usiłując robić to dyskretnie, Daniel ryknął z sypialni:

– Pozbywasz się swojej równowagi wewnętrznej, tłuścioszku. Moim zdaniem to najlepsze dla niej miejsce.