Выбрать главу

25 czerwca, niedziela

55,5 kg, jedn. alkoholu 7, papierosy 2, kalorie 4587 (oj!).

O Boże! Daniel z miejsca uznał, że to hotel dla nuworyszy, bo przed wejściem stały trzy rolls-royce'y, w tym jeden żółty. Natomiast ja walczyłam z przykrą prawdą, że jest przeraźliwie zimno, a spakowałam się na dziewięćdziesięciostopniowy upał. Oto, co zabrałam:

kostiumy kąpielowe 2,

bikini 1,

długa powiewna biała sukienka,

sukienka plażowa,

różowe plastikowe klapki na obcasie l para,

różowa zamszowa sukienka mini,

czarna jedwabna kombinacja,

staniki, majtki, pończochy, pasy (różne).

Akurat zagrzmiało, kiedy drżąc z zimna, wkuśtykałam za Danielem do holu, aby stwierdzić, że roi się tam od druhen i mężczyzn w kremowych garniturach i że jesteśmy jedynymi ludźmi w hotelu, którzy nie są gośćmi weselnymi.

– To straszne, co dzieje się w Srebrenicy, prawda? – zatrajkotałam nerwowo, próbując sprowadzić problemy do właściwych rozmiarów. – Szczerze mówiąc, nie bardzo mogę się zorientować, o co chodzi w tej Bośni. Myślałam, że Bośniacy to ci w Sarajewie, a Serbowie ich atakują, więc kim są bośniaccy Serbowie?

– Gdybyś poświęciła ciut mniej czasu na czytanie folderów, a więcej na czytanie gazet, może byś wiedziała – odparł złośliwie Daniel.

– Więc o co tam chodzi?

– Boże, spójrz na cycki tej druhny.

– I kim są bośniaccy muzułmanie?

– Jakie ten facet ma wielkie klapy.

Nagle dotarło do mnie, że Daniel próbuje zmienić temat.

– Czy bośniaccy Serbowie to ci, którzy atakowali Sarajewo? – zapytałam. Milczenie.

– Więc na czyim terytorium jest Srebrenica?

– Srebrenica leży w strefie bezpieczeństwa- odparł Daniel tonem bezmiernej wyższości.

– Więc jak to możliwe, że ludzie ze strefy bezpieczeństwa atakowali Sarajewo?

– Zamknij się.

– Powiedz mi tylko, czy Bośniacy w Srebrenicy to ci sami ludzie, którzy byli w Sarajewie.

– To muzułmanie – odrzekł triumfalnie Daniel.

– Serbowie czy Bośniacy?

– Zamkniesz się wreszcie?

– Ty też nie wiesz, co się dzieje w Bośni.

– Wiem.

– Nie wiesz.

– Wiem.

– Nie wiesz.

W tym momencie szwajcar, ubrany w pumpy, białe podkolanówki, skórzane buty ze sprzączkami, surdut i upudrowaną perukę, nachylił się do nas i powiedział:

– Wydaje mi się, że dawni mieszkańcy Srebrenicy i Sarajewa to bośniaccy muzułmanie, sir. – I dodał zjadliwie: – Czy życzy pan sobie rano gazetę?

Myślałam, że Daniel go uderzy. Zaczęłam głaskać jego ramię, mrucząc: „Już dobrze, spokojnie, spokojnie”, jakby był koniem wyścigowym, który przestraszył się ciężarówki.

5.30 po południu.

Brr… Zamiast leżeć obok Daniela w gorącym słońcu nad brzegiem jeziora ubrana w długą powiewną suknię, wylądowałam w wiosłowej łodzi, sina z zimna i otulona hotelowym ręcznikiem. W końcu wróciliśmy do pokoju, żeby wziąć gorącą kąpiel i aspirynę, odkrywając po drodze, że wieczorem mamy dzielić nie weselną jadalnię z inną parą, której żeńską połową jest niejaka Eileen, którą Daniel dwa razy przeleciał, niechcący ugryzł za mocno w pierś i od tamtej pory się nie widzieli.

Kiedy wyszłam po kąpieli z łazienki. Daniel leżał na łóżku i chichotał.

– Mam dla ciebie nową dietę – oznajmił.

– Więc jednak uważasz, że jestem gruba.

– Posłuchaj, to bardzo proste. Wystarczy, że nie będziesz jadła niczego, za co musisz sama zapłacić. Na początku diety jesteś trochę przy kości i nikt nie zaprasza cię na kolacje. Więc chudniesz i robisz się bardziej apetyczna, i faceci zaczynają cię zabierać do restauracji. Wtedy tyjesz, zaproszenia się urywają i znów zaczynasz chudnąć.

– Daniel! – wybuchnęłam. – To najbardziej oburzająca seksistowska, grubasistowska i cyniczna propozycja, jaką kiedykolwiek słyszałam.

– Nie obrażaj się, Bridge – odparł. – To logiczne rozwinięcie tego, co naprawdę myślisz. Wciąż ci powtarzam, że nikt nie lubi szkieletów. Kobieta powinna mieć tyłek, na którym można zaparkować motor i postawić kufel piwa.

Byłam rozdarta między obrzydliwą wizją siebie z motocyklem i kuflem piwa na tyłku a wściekłością na Daniela za jego rażąco prowokacyjny seksizm i nagłą myślą, że może jednak ma rację co do sposobu postrzegania mojego ciała przez mężczyzn, a jeśli tak, to czy powinnam natychmiast zjeść coś pysznego i co by to mogło być.

– Włączę telewizor – powiedział Daniel, wykorzystując moje oszołomienie, aby zagarnąć pilota, i podszedł do grubych, typowo hotelowych zasłon. Chwilę później w pokoju zaległy kompletne ciemności, nie licząc migającego na ekranie krykieta. Daniel zapalił papierosa i zamówił przez telefon sześć puszek Fostera.

– Chcesz coś, Bridge? – zapytał ze złośliwym uśmieszkiem. – Może herbatę z mleczkiem? Ja zapłacę.

LIPIEC

Phi!

2 lipca, niedziela

55 kg (tak trzymać), jedn. alkoholu O, papierosy O, kalorie 995, zdrapki 0: idealnie.

7.45 rano.

Telefon mamy.

– Dzień dobry, kochanie. Wiesz co?

– Zaczekaj, przełączę się do drugiego pokoju – powiedziałam, zerkając nerwowo na Daniela. Odłączyłam telefon, na palcach przeszłam z sypialni do pokoju i podłączyłam się na nowo, aby stwierdzić, że mama cały czas mówiła, nie zauważając mojej nieobecności.

– …i co ty na to, kochanie?

– Nie wiem. Przenosiłam telefon do drugiego pokoju, jak ci powiedziałam.

– Ach, więc nic nie słyszałaś?

– Nie.

Na chwilę zapadła cisza.

– Dzień dobry, kochanie. Wiesz co?

Czasami mam wrażenie, że moja matka żyje w innej epoce. Na przykład, kiedy nagrywa mi się na sekretarkę, mówi tylko bardzo głośno i wyraźnie: „Tu matka Bridget Jones”.

– Halo? Dzień dobry, kochanie. Wiesz co? – powiedziała jeszcze raz.

– Co? – zapytałam z rezygnacją.

– Una i Geoffrey urządzają 29 lipca ogrodową maskaradę „Kokoty i księża”. Cudowny pomysł, prawda? „Kokoty i księża”! Wyobraź sobie!

Wolałam nie. Una Alconbury w botkach do pół uda, kabaretkach i gorsecie?! Organizowanie takiej imprezy przez sześćdziesięciolatków wydało mi się rzeczą nienaturalną i niewłaściwą.

– Byłoby super, gdybyście ty i… – niby nieśmiała, pełna napięcia pauza -…Daniel mogli przyjść. Wszyscy bardzo chcemy go poznać.

Zrobiło mi się słabo na myśl, że mój związek z Danielem miałby być rozbierany na intymne części pierwsze na lunchach northamptonshirskiej sekcji Lifeboatu.

– Nie sądzę, żeby Daniel…

W tym momencie krzesło, na którym się huśtałam, runęło z hukiem na podłogę. Kiedy podniosłam słuchawkę, mama nadal mówiła.

– To super. Podobno przyjdzie też Mark Darcy z jakąś dziewczyną, więc…

– Co się dzieje? – W drzwiach stał kompletnie nagi Daniel, – Kto dzwoni?

– Moja matka – bąknęłam z rozpaczą kącikiem ust.

– Dawaj – rozkazał, zabierając mi słuchawkę. Lubię, kiedy jest autorytatywny, nie będąc taki zły. – Pani Jones – powiedział swym najbardziej czarującym tonem – tu Daniel.