55,5 kg, jedn. alkoholu 7, papierosy 2, kalorie 4587 (oj!).
O Boże! Daniel z miejsca uznał, że to hotel dla nuworyszy, bo przed wejściem stały trzy rolls-royce'y, w tym jeden żółty. Natomiast ja walczyłam z przykrą prawdą, że jest przeraźliwie zimno, a spakowałam się na dziewięćdziesięciostopniowy upał. Oto, co zabrałam:
kostiumy kąpielowe 2,
bikini 1,
długa powiewna biała sukienka,
sukienka plażowa,
różowe plastikowe klapki na obcasie l para,
różowa zamszowa sukienka mini,
czarna jedwabna kombinacja,
staniki, majtki, pończochy, pasy (różne).
Akurat zagrzmiało, kiedy drżąc z zimna, wkuśtykałam za Danielem do holu, aby stwierdzić, że roi się tam od druhen i mężczyzn w kremowych garniturach i że jesteśmy jedynymi ludźmi w hotelu, którzy nie są gośćmi weselnymi.
– To straszne, co dzieje się w Srebrenicy, prawda? – zatrajkotałam nerwowo, próbując sprowadzić problemy do właściwych rozmiarów. – Szczerze mówiąc, nie bardzo mogę się zorientować, o co chodzi w tej Bośni. Myślałam, że Bośniacy to ci w Sarajewie, a Serbowie ich atakują, więc kim są bośniaccy Serbowie?
– Gdybyś poświęciła ciut mniej czasu na czytanie folderów, a więcej na czytanie gazet, może byś wiedziała – odparł złośliwie Daniel.
– Więc o co tam chodzi?
– Boże, spójrz na cycki tej druhny.
– I kim są bośniaccy muzułmanie?
– Jakie ten facet ma wielkie klapy.
Nagle dotarło do mnie, że Daniel próbuje zmienić temat.
– Czy bośniaccy Serbowie to ci, którzy atakowali Sarajewo? – zapytałam. Milczenie.
– Więc na czyim terytorium jest Srebrenica?
– Srebrenica leży w strefie bezpieczeństwa- odparł Daniel tonem bezmiernej wyższości.
– Więc jak to możliwe, że ludzie ze strefy bezpieczeństwa atakowali Sarajewo?
– Zamknij się.
– Powiedz mi tylko, czy Bośniacy w Srebrenicy to ci sami ludzie, którzy byli w Sarajewie.
– To muzułmanie – odrzekł triumfalnie Daniel.
– Serbowie czy Bośniacy?
– Zamkniesz się wreszcie?
– Ty też nie wiesz, co się dzieje w Bośni.
– Wiem.
– Nie wiesz.
– Wiem.
– Nie wiesz.
W tym momencie szwajcar, ubrany w pumpy, białe podkolanówki, skórzane buty ze sprzączkami, surdut i upudrowaną perukę, nachylił się do nas i powiedział:
– Wydaje mi się, że dawni mieszkańcy Srebrenicy i Sarajewa to bośniaccy muzułmanie, sir. – I dodał zjadliwie: – Czy życzy pan sobie rano gazetę?
Myślałam, że Daniel go uderzy. Zaczęłam głaskać jego ramię, mrucząc: „Już dobrze, spokojnie, spokojnie”, jakby był koniem wyścigowym, który przestraszył się ciężarówki.
5.30 po południu.
Brr… Zamiast leżeć obok Daniela w gorącym słońcu nad brzegiem jeziora ubrana w długą powiewną suknię, wylądowałam w wiosłowej łodzi, sina z zimna i otulona hotelowym ręcznikiem. W końcu wróciliśmy do pokoju, żeby wziąć gorącą kąpiel i aspirynę, odkrywając po drodze, że wieczorem mamy dzielić nie weselną jadalnię z inną parą, której żeńską połową jest niejaka Eileen, którą Daniel dwa razy przeleciał, niechcący ugryzł za mocno w pierś i od tamtej pory się nie widzieli.
Kiedy wyszłam po kąpieli z łazienki. Daniel leżał na łóżku i chichotał.
– Mam dla ciebie nową dietę – oznajmił.
– Więc jednak uważasz, że jestem gruba.
– Posłuchaj, to bardzo proste. Wystarczy, że nie będziesz jadła niczego, za co musisz sama zapłacić. Na początku diety jesteś trochę przy kości i nikt nie zaprasza cię na kolacje. Więc chudniesz i robisz się bardziej apetyczna, i faceci zaczynają cię zabierać do restauracji. Wtedy tyjesz, zaproszenia się urywają i znów zaczynasz chudnąć.
– Daniel! – wybuchnęłam. – To najbardziej oburzająca seksistowska, grubasistowska i cyniczna propozycja, jaką kiedykolwiek słyszałam.
– Nie obrażaj się, Bridge – odparł. – To logiczne rozwinięcie tego, co naprawdę myślisz. Wciąż ci powtarzam, że nikt nie lubi szkieletów. Kobieta powinna mieć tyłek, na którym można zaparkować motor i postawić kufel piwa.
Byłam rozdarta między obrzydliwą wizją siebie z motocyklem i kuflem piwa na tyłku a wściekłością na Daniela za jego rażąco prowokacyjny seksizm i nagłą myślą, że może jednak ma rację co do sposobu postrzegania mojego ciała przez mężczyzn, a jeśli tak, to czy powinnam natychmiast zjeść coś pysznego i co by to mogło być.
– Włączę telewizor – powiedział Daniel, wykorzystując moje oszołomienie, aby zagarnąć pilota, i podszedł do grubych, typowo hotelowych zasłon. Chwilę później w pokoju zaległy kompletne ciemności, nie licząc migającego na ekranie krykieta. Daniel zapalił papierosa i zamówił przez telefon sześć puszek Fostera.
– Chcesz coś, Bridge? – zapytał ze złośliwym uśmieszkiem. – Może herbatę z mleczkiem? Ja zapłacę.
LIPIEC
55 kg (tak trzymać), jedn. alkoholu O, papierosy O, kalorie 995, zdrapki 0: idealnie.
7.45 rano.
Telefon mamy.
– Dzień dobry, kochanie. Wiesz co?
– Zaczekaj, przełączę się do drugiego pokoju – powiedziałam, zerkając nerwowo na Daniela. Odłączyłam telefon, na palcach przeszłam z sypialni do pokoju i podłączyłam się na nowo, aby stwierdzić, że mama cały czas mówiła, nie zauważając mojej nieobecności.
– …i co ty na to, kochanie?
– Nie wiem. Przenosiłam telefon do drugiego pokoju, jak ci powiedziałam.
– Ach, więc nic nie słyszałaś?
– Nie.
Na chwilę zapadła cisza.
– Dzień dobry, kochanie. Wiesz co?
Czasami mam wrażenie, że moja matka żyje w innej epoce. Na przykład, kiedy nagrywa mi się na sekretarkę, mówi tylko bardzo głośno i wyraźnie: „Tu matka Bridget Jones”.
– Halo? Dzień dobry, kochanie. Wiesz co? – powiedziała jeszcze raz.
– Co? – zapytałam z rezygnacją.
– Una i Geoffrey urządzają 29 lipca ogrodową maskaradę „Kokoty i księża”. Cudowny pomysł, prawda? „Kokoty i księża”! Wyobraź sobie!
Wolałam nie. Una Alconbury w botkach do pół uda, kabaretkach i gorsecie?! Organizowanie takiej imprezy przez sześćdziesięciolatków wydało mi się rzeczą nienaturalną i niewłaściwą.
– Byłoby super, gdybyście ty i… – niby nieśmiała, pełna napięcia pauza -…Daniel mogli przyjść. Wszyscy bardzo chcemy go poznać.
Zrobiło mi się słabo na myśl, że mój związek z Danielem miałby być rozbierany na intymne części pierwsze na lunchach northamptonshirskiej sekcji Lifeboatu.
– Nie sądzę, żeby Daniel…
W tym momencie krzesło, na którym się huśtałam, runęło z hukiem na podłogę. Kiedy podniosłam słuchawkę, mama nadal mówiła.
– To super. Podobno przyjdzie też Mark Darcy z jakąś dziewczyną, więc…
– Co się dzieje? – W drzwiach stał kompletnie nagi Daniel, – Kto dzwoni?
– Moja matka – bąknęłam z rozpaczą kącikiem ust.
– Dawaj – rozkazał, zabierając mi słuchawkę. Lubię, kiedy jest autorytatywny, nie będąc taki zły. – Pani Jones – powiedział swym najbardziej czarującym tonem – tu Daniel.