Выбрать главу

– Co robisz?

Daniel stał w progu.

– Nic, nic. Wydawało mi się, że zostawiłam za kanapą spódnicę – odparłam, energicznie uklepując poduszki, jakbym grała we francuskiej farsie. Spojrzał na mnie podejrzliwie i wrócił do kuchni. Uznawszy, że nie ma czasu dzwonić pod 1471, szybko sprawiłam szafę, w której trzyma dodatkową kołdrę – zero istot ludzkich – i ruszyłam do kuchni, otwierając po drodze ścienną szafę w korytarzu. Wypadła z niej deska do prasowania i kartonowe pudło ze starymi singlami, które poturlały się po całej podłodze.

– Co robisz? – zapytał ponownie Daniel, wychodząc z kuchni.

– Przepraszam, zaczepiłam rękawem o klamkę – odparłam. Idę do łazienki. Gapił się na mnie jak na wariatkę, więc nie mogłam pójść sprawdzić sypialni. W zamian zamknęłam się w łazience i zaczęłam się gorączkowo rozglądać. Nie wiedziałam za czym konkretnie, ale długie blond włosy, chusteczki ze śladami szminki czy obce grzebienie byłyby jakimś dowodem. Nic z tych rzeczy. Po cichu wyszłam z łazienki, spojrzałam w prawo i w lewo, śmignęłam korytarzem, pchnęłam drzwi sypialni i omal nie wyskoczyłam ze skóry. Ktoś tam był.

– Bridge? – Daniel zasłonił się parą dżinsów jak tarczą.

– Co ty tu robisz?

– Usłyszałam, jak tu wchodzisz, więc… pomyślałam, że… że to sekretna schadzka – odparłam, podchodząc do niego krokiem, który byłby seksowny, gdyby nie kwiecista sukienka. Położyłam mu głowę na piersi i zarzuciłam ręce na szyję, próbując wyczuć, czyjego koszula nie pachnie obcymi perfumami, i dobrze przyjrzeć się łóżku, które jak zwykle było nie posłane.

– Mmmm, masz pod spodem ten kostium króliczka? – zapytał, rozpinając mi suwak i przyciskając się do mnie w sposób, który nie pozostawiał wątpliwości co do jego intencji. Pomyślałam, że może to być podstęp: chce mnie uwieść, żeby tamta mogła się wymknąć z mieszkania.

– Oooch, woda się gotuje – powiedział nagle, zapiął suwak i poklepał mnie uspokajająco po plecach, co zupełnie nie było w jego stylu. Na ogół kiedy już zacznie, doprowadza rzecz do logicznego końca, choćby przyszło trzęsienie ziemi czy pokazano w telewizji rozebrane zdjęcia Margaret Thatcher.

– Ooch, tak, zrób mi tę herbatę – odparłam, pomyślawszy, że przez ten czas przeszukam sypialnię i gabinet.

– Pani pierwsza – powiedział Daniel, wypychając mnie za drzwi, więc musiałam pomaszerować przed nim korytarzem. Po drodze zauważyłam drzwi prowadzące na taras na dachu.

– Może usiądziemy? – zaproponował Daniel.

A więc tam się schowała, na cholernym tarasie.

– Co się z tobą dzieje? – zapytał, widząc, że wpatruję się podejrzliwie w drzwi.

– Nic – ćwierknęłam wesoło, wchodząc do pokoju. – Jestem tylko trochę zmęczona tym przyjęciem.

Klapnęłam z pozorną beztroską na kanapę, zastanawiając się, czy pomknąć z prędkością światła do gabinetu czy też prosto na dach. Jeśli nie ma jej na dachu, musi być w gabinecie albo pod łóżkiem w sypialni i jeśli pójdziemy na dach, będzie mogła uciec. Ale gdyby tak było, Daniel wyprowadziłby mnie na dach już dawno. Przyniósł mi herbatę i usiadł przy swoim laptopie, który był otwarty i włączony. Nagle pomyślałam, że może nie ma tu żadnej kobiety. Na ekranie był jakiś dokument – może Daniel naprawdę pracował i rozmawiał przez telefon z Ameryką? A ja robię z siebie totalną kretynkę, zachowując się jak obłąkana.

– Na pewno wszystko gra, Bridge?

– Tak, jasne. Bo co?

– No wiesz, wpadasz tu bez zapowiedzi przebrana za króliczka przebranego za druhnę i biegasz po wszystkich pokojach. Nie chciałbym być wścibski, ale jestem ciekaw, czy da się to jakoś wytłumaczyć.

Poczułam się jak idiotka. To ten cholerny Mark Darcy próbuje zniszczyć mój związek, zasiewając w mojej głowie podejrzenia. Biedny Daniel, byłam strasznie niesprawiedliwa, posądzając go o zdradę z powodu słów jakiegoś aroganckiego, napastliwego obrońcy praw człowieka. Nagle na dachu coś skrzypnęło.

– Może jest mi po prostu trochę za gorąco – powiedziałam, uważnie obserwując Daniela. – Może powinnam wyjść na taras.

– Na litość boską, posiedźże chwilę w jednym miejscu! – wrzasnął Daniel, próbując zagrodzić mi drogę, ale byłam szybsza. Przemknęłam obok niego, otworzyłam drzwi, wbiegłam po schodach na górę i podniosłam klapę na taras. A tam, wyciągnięta na leżaku, królowała opalona na brąz, długonoga, blondwłosa i kompletnie naga kobieta. Stanęłam jak wryta, czując się w mojej kwiecistej sukience jak wielki pudding. Kobieta podniosła głowę, zdjęła ciemne okulary i otworzyła jedno oko. Usłyszałam, że Daniel wchodzi za mną po schodach.

– Skarbie – powiedziała kobieta, z amerykańskim akcentem, patrząc na niego ponad moją głową. – Mówiłeś chyba, że jest szczupła.

SIERPIEŃ

Dezintegracja

1 sierpnia, wtorek

56 kg Jedn. alkoholu 3, papierosy 40 (ale bez zaciągania, żeby móc wypalić więcej), kalorie 450 (nie mogę jeść), telefony pod 1471: 14, zdrapki 7.

5 rano.

Świat się wali. Mój facet sypia z opaloną olbrzymką. Moja matka sypia z Portugalczykiem. Jeremy sypia z paskudną zdzirą. Książę Karol sypia z Camillą Parker-Bowles. Nie wiem już, w co mam wierzyć ani czego się trzymać. Chciałabym zadzwonić do Daniela w nadziei, że wszystkiemu zaprzeczy, w wiarygodny sposób wyjaśni obecność nagiej walkirii – młodsza siostra, zaprzyjaźniona sąsiadka ocalała z powodzi czy coś w tym rodzaju – i wszystko będzie dobrze. Ale Tom przykleił mi do telefonu kartkę z napisem: „Nie dzwoń do Daniela, bo będziesz tego żałować”. Powinnam była przenocować u Toma jak proponował. Czuję się okropnie, siedząc tu sama w środku nocy, paląc papierosa za papierosem i pochlipując jak obłąkana. Jeszcze Dan z dołu to usłyszy i wezwie pogotowie psychiatryczne. Boże, co jest ze mną nie tak? Dlaczego nic mi się nie układa? Dlatego, że jestem za gruba. Mam ochotę znów zadzwonić do Toma, ale rozmawiałam z nim zaledwie 45 minut temu. Przeraża mnie myśl o pójściu do pracy. Po konfrontacji na dachu nie powiedziałam do Daniela ani słowa. Zadarłam nos do góry, prześliznęłam się obok niego, wymaszerowałam na ulicę, wsiadłam do samochodu i odjechałam. Pojechałam do Toma, który wlał mi wódkę prosto do gardła, a sok pomidorowy i sos Worcester dodał potem. Po powrocie do domu zastałam na sekretarce trzy wiadomości od Daniela, żebym zadzwoniła. Nie zadzwoniłam, idąc za radą Toma, który przypomniał mi, że jedyny sposób, aby wygrać z mężczyzną, to traktować go naprawdę paskudnie. Dawniej uważałam, że Tom jest cyniczny i nie ma racji, ale byłam dobra dla Daniela i jak na tym wyszłam? O Boże, ptaki zaczęły już śpiewać. Za trzy i pół godziny muszę wyjść do pracy. Nie dam rady. Na pomoc. Nagle mnie oświeciło: zadzwonię do mamy.

10 rano.

Mama była wspaniała.

– Kochanie – powiedziała. – Wcale mnie nie obudziłaś. Właśnie wychodzę do studia. Jak mogłaś doprowadzić się do takiego stanu z powodu głupiego faceta? Mężczyźni są egoistycznymi niewolnikami swoich popędów i nie ma z nich żadnego pożytku. Tak, ciebie też to dotyczy, Julio. Weź się w garść, kochanie. Zdrzemnij się trochę. Kiedy pójdziesz do pracy, masz wyglądać zabójczo. Nie pozostaw nikomu, zwłaszcza Danielowi, najmniejszych wątpliwości, że z nim skończyłaś i odkrywasz, jakie cudowne jest życie bez tego nadętego, rozwiązłego starego pryka, który tobą pomiatał, a zaraz poczujesz się lepiej.