– Ruszcie głowami! – mówił, podnosząc pięści jak bokser. – Myślę: Hugh Grant. Myślę: Elizabeth Hurley. Myślę: jak to możliwe, że nadal są razem? Myślę: jak to możliwe, że uszło mu to na sucho? Właśnie! Jak to możliwe, że facet, którego dziewczyna wygląda jak Elizabeth Hurley, w publicznym miejscu uprawia seks oralny z prostytutką i uchodzi mu to na sucho? A gdzie „furia kobiety wzgardzonej”?
Nie wierzyłam własnym uszom. Co z gabinetem cieni? Co z procesem pokojowym? Facet najwyraźniej starał się wykombinować, jak sam mógłby się bezkarnie przespać z prostytutką. Nagle spojrzał prosto na mnie.
– A ty wiesz? – Siedząca przy stole grunge'owa młodzież wytrzeszczyła na mnie oczy. – Ty. Musisz być Bridget! – krzyknął zniecierpliwiony. – Jak to możliwe, że facet, który ma taką piękną dziewczynę, zostaje przyłapany z prostytutką i uchodzi mu to na sucho?
Wpadłam w popłoch. W głowie miałam pustkę.
– No? – ponaglił mnie. – No? Szybciej, powiedz coś!
– Może to dlatego – powiedziałam, bo nic innego nie przychodziło mi na myśl – że ktoś połknął dowód rzeczowy.
Zapadła śmiertelna cisza, a potem Richard Finch zaczął się śmiać. Był to najbardziej obrzydliwy śmiech, jaki słyszałam w życiu. Po chwili wszyscy grunge'owcy również zaczęli się śmiać.
– Bridget Jones – powiedział w końcu Richard Finch, wycierając załzawione oczy. – Witamy w Good Afternoon! Usiądź, kochanie.
I mrugnął do mnie.
58 kg Jedn. alkoholu 4, papierosy 25, zdrapki 5.
Nadal żadnej wiadomości o wyniku interview. Nie wiem, co ze sobą zrobić w Bank Holiday. Nie chcę zostać sama w Londynie. Shazzer jedzie do Edynburga na festiwal, podobnie jak Tom i wiele osób z wydawnictwa. Chciałabym też pojechać, ale nie jestem pewna, czy mnie na to stać, i boję się, że spotkam tam Daniela. Poza tym na pewno wszyscy dostaną się na więcej spektakli niż ja i będą się lepiej bawić.
Zdecydowanie jadę do Edynburga. Daniel ma pracować w Londynie, więc nie grozi mi wpadnięcie na niego na Królewskiej Mili. To dobry pomysł, żeby wyjechać, zamiast się zadręczać i czekać na list z Good Afternoon!
Zostaję w Londynie. Zawsze myślę, że będę się w Edynburgu dobrze bawić, a potem udaje mi się dostać tylko na występy mimów. Poza tym ubierasz się w letnie ciuchy, a potem jest przeraźliwie zimno i kuśtykasz całe mile po stromych brukowanych uliczkach, szczękając zębami i myśląc, że wszyscy inni są na jakiejś fantastycznej imprezie.
25 sierpnia, piątek 7 wieczorem.
Jadę do Edynburga. Dziś Perpetua powiedziała:
– Bridget, wybacz, że zawiadamiam cię w ostatniej chwili, ale dopiero teraz przyszło mi to do głowy. Wynajęłam mieszkanie w Edynburgu i byłoby mi bardzo przyjemnie, gdybyś chciała się w nim zatrzymać.
Bardzo wspaniałomyślnie i gościnnie z jej strony.
10 wieczorem.
Zadzwoniłam do Perpetuy i powiedziałam jej, że nie jadę. To bez sensu. Nie stać mnie na wyjazd.
26 sierpnia, sobota 8.30 rano.
Przede mną spokojny, zdrowy weekend w domu. Cudownie. Może wreszcie skończę Drogę bez dna.
9.00.
O Boże, jestem taka przygnębiona. Wszyscy oprócz mnie pojechali do Edynburga.
9.15.
Ciekawe, czy Perpetua już wyjechała?
Północ. Edynburg.
O Boże, muszę iść jutro na jakiś spektakl. Perpetua uważa, że jestem nienormalna. W pociągu przez całą drogę trzymała komórkę przy uchu i ryczała do nas:
– Na Hamleta Arthura Smitha nie ma już biletów, więc w zamian moglibyśmy iść na piątą na braci Coen, ale wtedy nie zdążymy na Richarda Herringa. Więc może nie pójdziemy na Jenny Eciair – doprawdy nie wiem, po co ona jeszcze występuje – i obejrzymy Lanarka, a potem spróbujemy się dostać na Harry'ego Hilla albo na Bondages i Juliana Clary'ego? Czekajcie, zadzwonię do Gilded Balloon. Nie, na Harry'ego Hilla nie ma już biletów, więc może darujemy sobie Coenów?
Powiedziałam, że spotkam się z nimi w Plaisance o szóstej, bo chciałam zajrzeć do hotelu George, żeby zostawić wiadomość dla Toma, i w barze wpadłam na Tinę. Nie wiedziałam, że Plaisance jest tak daleko, i kiedy tam dotarłam, przedstawienie już trwało i nie było wolnych miejsc. Czując skrycie ulgę, poszłam, a raczej potrawersowałam do mieszkania, zjadłam kupionego po drodze kurczaka curry z pieczonym ziemniakiem i obejrzałam w telewizji Ostry dyżur. Miałam spotkać się z Perpetuą o dziewiątej w Assembly Rooms, ale zanim się wyszykowałam, była 8.45, okazało się, że telefon nie ma wyjścia na miasto, więc nie mogłam wezwać taksówki, i w rezultacie się spóźniłam. Wrócili do baru w George'u, żeby poszukać Tiny i dowiedzieć się, gdzie jest Shazzer. Zamówiłam Krwawą Mary i próbowałam udawać, że uwielbiam samotność, gdy nagle zauważyłam w kącie las reflektorów i kamer i omal nie krzyknęłam. Moja matka, zrobiona na Mariannę Faithful, podstawiała mikrofon Alanowi Yentobowi.
– Cisza na planie! – ćwierknęła głosem Uny Alconbury dyrygującej układaniem kwiatów. – liiiii kręcimy! Powiedz mi, Alan – zwróciła się do Yentoba, przybierając współczujący wyraz twarzy – czy kiedykolwiek miałeś… myśli samobójcze? Program telewizyjny był dziś całkiem niezły.
27 sierpnia, niedziela, Edynburg
Obejrzane spektakle: 0.
2 w nocy.
Nie mogę usnąć. Założę się, że wszyscy są na jakimś miłym przyjęciu.
3 w nocy.
Usłyszałam, jak Perpetuą wchodzi do mieszkania, wydając werdykt o alternatywnych komikach:,,Infantylizm… kompletna dziecinada… po prostu głupota”. Myślę, że mogła gdzieś czegoś nie zrozumieć.
5 rano.
W mieszkaniu jest mężczyzna. Czuję to.
6 rano.
Jest w pokoju Debby z marketingu. O kurczę.
9.30.
Obudził mnie ryk Perpetuy: „Czy ktoś idzie na poranek poetycki?!” Potem wszystko ucichło i usłyszałam, jak Debby i facet coś szepczą, po czym on poszedł do kuchni. Wtedy znów zagrzmiał głos Perpetuy: „A co pan tu robi?!! Powiedziałam: ŻADNYCH GOŚCI NA NOC”.
2 po południu.
O Boże, zaspałam.
7 wieczorem. Pociąg do Londynu.
Boże, o trzeciej spotkałam się z Jude w George'u. Miałyśmy iść na,,Pytania i odpowiedzi”, ale po kilku Krwawych Mary przypomniało nam się, że „Pytania i odpowiedzi” źle na nas działają. Cała w nerwach próbujesz wymyślić pytanie i przez godzinę podnosisz i opuszczasz rękę. W końcu udaje ci się je zadać, w półprzysiadzie i nie swoim piskliwym głosem, po czym siedzisz skamieniała ze wstydu i kiwasz głową jak pies-zabawka na półce w samochodzie, słuchając dwudziestominutowej odpowiedzi, która w ogóle cię nie interesuje. Zresztą zanim się obejrzałyśmy, było wpół do szóstej. Nagle do baru wpadła Perpetua z grupą ludzi z wydawnictwa.
– Cześć, Bridget – ryknęła. – Na czym dzisiaj byłaś?
Zapadła długa cisza.
– Jeśli chcesz wiedzieć, właśnie wybieram się na… – zaczęłam pewnym siebie tonem -…dworzec.
– Nie byłaś na niczym, prawda? – zagrzmiała. – Mniejsza z tym, jesteś mi winna siedemdziesiąt pięć funtów za pokój.
– Że co? – wyjąkałam.
– Tak! – wrzasnęła. – Byłoby pięćdziesiąt, ale jest 50 procent dopłaty za drugą osobę w pokoju.
– Ale… ale ja nie…
– Och, przestań, Bridget, wszyscy wiemy, że był u ciebie mężczyzna – gruchnęła. – Nie przejmuj się. To nie miłość, to tylko Edynburg. Dopilnuję, żeby to dotarło do Daniela – będzie miał nauczkę.