Выбрать главу

Siemion wszedł do gabinetu Hesera, na sekundę zamarł przed drzwiami i ledwie zauważalnie pokręcił głową.

– Nie ma go w Moskwie.

– Głupio wyszło – prychnął z fotela Ignat. – Przecież powinien zrobić coś z Pazurem w Moskwie! Po co w takim razie otwierał portal sięgający poza granice Moskwy?

Heser popatrzył na Ignata spode łba. W jego spojrzeniu było coś zagadkowego, coś, co można by nazwać wyższą wiedzą.

– Daj spokój – rzekł cicho. – Ciemny nie miał wyjścia. Mógł albo zostać w Moskwie i stracić Pazur, albo wynieść się razem z nim i później spróbować przedrzeć się jeszcze raz. Niedobrze, że Braciom mimo wszystko udało się przekazać pazur temu Ciemnemu z Ukrainy. I że on zdołał nas oszukać.

Heser westchnął, na chwilę przymknął oczy i poprawił się:

– Zresztą, dlaczego zaraz nas… mnie zdołał oszukać. Mnie. Świetlana, która przycupnęła na kanapie przy oknie, znowu chlipnęła.

– Przepraszam, Borysie Ignatiewiczu…

Antoni, który siedział wyprostowany jakby połknął kij od szczotki, teraz przysiadł się do niej i objął ją w milczeniu.

– Nie płacz, Swietłano – rzekł Heser. – Nie jesteś niczemu winna. Jeśli nawet ja nie zdołałem przewidzieć posunięć Ciemnego, ciebie tym bardziej nie można obwiniać.

Głos Hesera był oschły, ale neutralny. Szef Nocnego Patrolu faktycznie nie mógł nic zarzucić Swietłanie. To, co się stało, wykraczało poza jej obecną wiedzę i nawyki.

– Nie rozumiem tylko jednego – powiedziała gwałtownie Olga. Siedziała na pufie pomiędzy biurkiem Hesera i oknem i nerwowo paliła. – Jeśli faktycznie nie dało się zawczasu przewidzieć działań Ciemnego, czy to znaczy, że działał intuicyjnie? Niczego nie planując i nie przemyśliwując?

– Na to wychodzi – przyznał Heser. – Widocznie woli tworzyć linie prawdopodobieństwa, niż wybierać jedną z już istniejących. Dość śmiałe podejście, ale niebezpieczne. Intuicja może go zawieść. Wtedy go dopadniemy.

Na jakiś czas zapadła cisza. Siemion bezgłośnie przeciął gabinet i przysiadł na kanapie, w pewnej odległości od Antoniego i Swietłany.

– Jeśli mam być szczery, zastanowiło mnie co innego – Heser wyjął z kieszeni paczkę pall mali. Popatrzył na nią ze zdumieniem, wsunął z powrotem do kieszeni i wyciągnął cygaro w metalowym opakowaniu, nożyczki dla obcięcia końcówki i ogromną zapalniczkę. – Zupełnie co innego.

– Że Ciemny wykorzystał energię portalu i częściowo Swietłany? – domyślił się od razu Siemion. – Należało się tego spodziewać.

– Dlaczego należało? – Heser stał się czujny.

Siemion wzruszył ramionami.

– Moim zdaniem on jest silniejszy, niż nam się wydaje. Po prostu się maskuje. W zasadzie ja, Ilja, a nawet Garik moglibyśmy wykorzystać siłę Ciemnych – w określonej sytuacji. Z określonymi konsekwencjami dla siebie.

– Ale nie tak bezczelnie i nie tak szybko – pokręcił głową Heser. – Przypomnij sobie Hiszpanię, gdy Awwakum próbował skorzystać z portalu Ciemności. Pamiętasz, czym się to skończyło?

– Pamiętam. – Siemion nie wyglądał na speszonego. – To świadczy jedynie o tym, że nasz Ciemny jest znacznie silniejszy od Awwakuma. O niczym więcej.

Heser przez kilka sekund patrzył na Siemiona, w końcu z powątpiewaniem pokręcił głową i spojrzał na Swietłanę.

– Swieta – powiedział łagodnie – spróbuj jeszcze raz przypomnieć sobie wszystko, co wtedy poczułaś. Tylko się nie spiesz. I bardzo cię proszę, nie denerwuj się. Wszystko zrobiłaś tak jak trzeba, rzecz w tym, że to było za mało.

Siemion ze zdumieniem popatrzył na Swietłanę – z miną człowieka, który przegapił najciekawszy moment filmu.

– Jak to: „spróbuj”? Stwórz obraz i po krzyku.

– Obraz nie chce powstać – warknął Heser. – Na tym polega problem. Niby głupstwo, ale obraz nie chce się uformować.

– A próbowaliście stworzyć inny obraz? – zainteresował się żywo Siemion. – Abstrakcyjny, nie związany z Ciemnym?

– Próbowała – odpowiedział za Swietłanę Heser. – Inny można. Tego nie.

– Taak – wymamrotał Siemion. – Może to przez zbyt gwałtowne i przytłaczające przeżycia? Pamiętam, że przez dwadzieścia lat próbowałem odtworzyć obraz wiru inferno nad Reichstagiem w chwili dojścia Hitlera do władzy i nie mogłem osiągnąć żadnego prawdopodobieństwa…

– Nie mówimy o prawdopodobieństwie – rzekł Heser. – Nie ma w ogóle żadnego obrazu. Szara mgła, jakby Świetlana próbowała przypomnieć sobie świat Zmroku.

Antoni, nadal bez słowa, popatrzył z nadzieją na Swietłanę.

– A więc tak – zaczęła. – Najpierw w ogóle nic nie zauważyłam. Gdy pan, Borysie Ignatiewiczu, ruszył za zbiegłym Bratem, zostałam przy portalu. Zauważyłam, że Ciemni na podłodze poruszyli się, więc podładowałam pańską Sieć. Ciemnych znowu przygniotło do podłogi i wtedy pan wrócił. I niemal od razu, niczym utrata przytomności – ciemność przed oczami, słabość… i przepaść. Ocknęłam się na podłodze, gdy Antoni spryskiwał mi wodą twarz. Ani śladu Siły… Nic więcej nie pamiętam. – Czarodziejka zagryzła wargi, walcząc z płaczem. Antoni popatrzył na nią, jakby wierzył, że zdoła uspokoić ją jednym spojrzeniem.

– Nie widzę żadnego logicznego wytłumaczenia – odezwał się Ilja. – Zwyczajnie nie ma punktu oparcia. Za mało danych.

– Danych jest pod dostatkiem – prychnął Heser. – Ale i ja nie widzę żadnego wytłumaczenia… to znaczy, żadnego stuprocentowo pewnego. Mam tylko domysły, które należy jeszcze sprawdzić. Olga?

Olga wzruszyła ramionami:

– Jeśli ty nie masz nic do powiedzenia, ja nawet nie będę próbować. Albo to mag wyższej rangi, z nieznanych przyczyn nigdzie nie zarejestrowany, albo ktoś nam tu robi wodę z mózgu. Ja nadal nie mogę pojąć, dlaczego nie wtrącił się Zawulon. Wydawałoby się, że wwiezienie Pazura to operacja o wyjątkowym znaczeniu. A on nawet nie kiwnął palcem, żeby pomóc swojej hałastrze.

– Otóż to – powiedział w zadumie Heser. W końcu wyciągnął cygaro, obejrzał je uważnie, z rozkoszą wciągnął aromat tytoniu i wsunął z powrotem do futerału. – Dzienny Patrol Moskwy może w ogóle nie mieć nic wspólnego z operacją wwozu Pazura Fafnira. Całkiem możliwe, że Bracia Regina działali na własną rękę. W takiej sytuacji nie moglibyśmy mieć pretensji do Zawulona. Jego hałastra prawdopodobnie działała z własnej inicjatywy – gdyby było inaczej, nie udałoby się nam przechwycić Braci.

– Co tam Bracia, szefie. – Ignat wstał. – Jeśli Ciemny z Ukrainy był przeznaczony Pazurowi, starcie na lotnisku wygrali Ciemni.

– Gdyby Ciemny z Ukrainy był przeznaczony Pazurowi – odezwał się cicho Heser – powoli przywykalibyśmy do wiecznego przebywania w Zmroku. Nawet ja nie mógłbym uratować nikogo z was. Nikogo. Rozumiecie?

– Aż tak? – zapytał spokojnie Siemion. – Tak poważnie?

– Tak, Siemionie. Liczę tylko na to, że Ciemny sam nie zdaje sobie sprawy z własnej roli. Dlatego się miota. Nasza jedyna szansa to uprzedzić go i pozbawić Pazura. Wtedy szanse się wyrównają.

– Ale jak go uprzedzić? – Ignat nie mógł się uspokoić. – Może należałoby z nim pogadać, przekonać go? Umiem dobrze przekonywać. Musimy go tylko znaleźć…

– Nie będzie siedział z założonymi rękami, bo Pazur parzy go w ręce. Na pewno pojawi się w Moskwie. – Heser wstał, popatrzył na podwładnych, ze zmęczeniem przesunął ręką po policzku. – Koniec. Odpoczywajcie. Wszyscy mają odpocząć.

I odwrócił się do Antoniego.

– Antoni… Nie zostawiaj Swiety samej. Nie spuszczaj jej z oczu. Nie jedźcie ani do ciebie, ani do niej – zostańcie tutaj.

– Dobrze, Borysie Ignatiewiczu – odezwał się po raz pierwszy Antoni Gorodecki. Nadal obejmował Swietłanę.