23 grudnia 1863
Już zapomniałam, jak to jest mieć pełny żołądek. Dlaczego zrezygnowałam z opieki doktora i wyjechałam z, tą niewielką ilością pieniędzy, które mi pożyczył? Niech go Pan Bóg błogosławi Za okazane mi zaufanie- Nie mogę jednak znaleźć pracy. Wszystko mnie jeszcze boli.
27 grudnia 1863
Wreszcie dostałam stałe zajęcie. Mieszkam w małym miasteczku, o którym dotąd nawet nie słyszałam. Za pieniądze od doktora nie udało mi się dotrzeć dalej. Praca kelnerki byłaby znacznie łatwiejsza, gdyby kończyła się trochę wcześniej. Za to, co uda mi się zaoszczędzić, i tak nie dotrę do Jessiki wcześniej niż za trzy tygodnie.
30 grudnia
Jak mogę o tym pisać? Ale właściwie dlaczego nie? Zostałam zgwałcona przez pijanego starca, lecz cóż to znaczy w obliczu faktu, że mężczyzna, którego kocham, omal mnie nie zabił. Ten
18 stycznia 1864
Mój wyjazd nadal się odwleka. Pierwsze kopnięcie dziecka tak mnie przestraszyło, że upuściłam talerze i muszę za nie zapłacić. Ale ono się rusza! Dobry Pan Bóg nie pozwolił Thomasowi zabić własnego syna.
26 stycznia
Niech mi Pan Bóg przebaczy, ale zaczynam nienawidzić Thomasa. Pobił mnie i skopał bez żadnego powodu. Potem nawet się nie zainteresował, czy żyję, ale widać tego wszystkiego było mu jeszcze mało, gdyż odebrał mi Jessicę. W szkołę czekał na mnie jedynie list. Thomas pisze w nim, że występuje o rozwód, a mnie
8 lutego 1864
Jonathan Ewing chyba uratował mi życie. Nigdy nie miałam okazji poznać równie miłego mężczyzny. Ponieważ dla kobiety w moim stanie nie ma nigdzie pracy, muszę żebrać. Thomas obrzydził mnie jedynym przyjaciołom, jacy mi pozostali. Co się stało z mężczyzną, którego kochałam? Czy kiedykolwiek zrozumiem, dlaczego postąpił ze mną w tak okrutny sposób? Czyżby postradał zmysły?
Jessie wybiegła z pokoju z dziennikiem przyciśniętym do piersi.
Rozdział 39
Union Pacific na szczęście znowu się spóźnił. W przeciwnym wypadku Rachel i Billy nie zdążyliby na czas. Wreszcie wszystkie ich kufry załadowano, inni pasażerowie zaczęli wsiadać. Rachel czekała na peronie, aż Billy skończy rozmawiać z Jebem. Starała się nie myśleć o wyjeździe z rancza, o ponownym opuszczeniu Rocky Valley.
– Mamo!
Rachel zamarła. To nie był głos Billy'ego. Zobaczyła, że przy końcu peronu zatrzymuje się potężny ogier. Natychmiast rozpoznała sylwetkę amazonki. Jessie wpatrywała się przez chwilę w kobiecą postać na peronie, po czym zeskoczyła z siodła.
Nie docierało do niej nic poza obecnością Rachel. Pędziła w kierunku matki, unoszona przez wir emocji.
Rachel wstrzymała oddech. W jej oczach widniały uczucia, jakich Jessie nigdy przedtem w nich nie widziała: rozpacz i desperacja. W ręku córki dojrzała pamiętnik i na jej twarz wystąpiły krwiste rumieńce. Ona to czytała! Czyżby te głupie zapiski dokonały czegoś, czego sama Rachel nie zdołała dokonać?
– Jessico…? – Wyciągnęła nieśmiało rękę. W chwili gdy zetknęły się ich palce, Jessie padła w ramiona matki.
– Mamo! Mamo! Tak mi przykro, tak okrutnie z tobą postąpiłam! – wykrzyknęła. – Ale nie mogłam ci okazać miłości, choć zawsze cię kochałam!
– Wiem, kochanie, ale to już nie ma znaczenia. – Rachel z trudem wydobywała z siebie głos, słowa stawały jej w gardle. – Och, Jessico, nie płacz!
– Kiedy pomyślę o tym, co przeszłaś, co zrobił Thomas… Och, mamo… Tak bardzo cierpiałaś!
– Jessico, spójrz na mnie – Rachel ujęła twarz córki w dłonie. – Kochanie, nie ponosisz żadnej winy. Teraz, gdy cię odzyskałam, nic innego się nie liczy.
Jessie zajrzała matce w oczy i rozpłakała się jeszcze rzewniej.
– Przytul mnie, mamo. Gdybyś wiedziała, jak długo o tym marzyłam!
Rozległ się gwizd lokomotywy. Rachel zesztywniała. Jessica podniosła na nią przerażony wzrok.
– Nie możesz teraz wyjechać! Nie teraz!
Słysząc znajomą, upartą nutę w głosie córki, Rachel uśmiechnęła się.
– Kochanie, musisz spędzić trochę czasu sam na sam ze swoim mężem.
– Do licha! Nie posługuj się tym argumentem. Gdybym za niego nie wyszła, w ogóle byś nie wyjechała.
– Ale wyszłaś!
– W takim razie wystąpię o rozwód.
– Nie, Jessico. Dziecko potrzebuje ojca, nawet jeśli ty nie chcesz męża.
Jessie spuściła oczy i pokraśniała.
– Powiedział ci?
– Tak.
– Co nie znaczy, że muszę z nim zostać sam na sam.
– Ależ musisz! Nie należy przeszkadzać młodym małżonkom. Ja jednak wrócę, gdy tylko Billy zadomowi się w szkole, a ja dopilnuję zaniedbanych interesów. To nie potrwa długo, Jessico. Dobrze?
– Przyrzekasz?
W głosie Jessie pobrzmiewała tak błagalna nuta, że Rachel omal nie zdecydowała się zostać. Czuła jednak wyraźnie, że nie powinna przeszkadzać młodym tuż po ślubie. Chase i Jessie potrzebowali czasu. Nie wszystko układało się między nimi najlepiej.
– Obiecuję, ale ty z kolei obiecaj, że dasz Chase'owi szansę. To dobry człowiek.
– Możemy o tym porozmawiać przy następnym spotkaniu.
– Moja najdroższa córeczka uparta do ostatniej chwili. Jessie wręczyła Rachel pamiętnik.
– Nie przeczytałaś wszystkiego, prawda? – spytała matka, jeszcze nie tak dawno wlała w ten zeszycik cały swój ból i gorycz.
– Nie, ale bardzo bym chciała.
Rachel poklepała Jessie po policzku i przytuliła ją mocno.
– Żadna z nas już nigdy nie będzie musiała czytać tych wspomnień.
– Kocham cię, mamo.
– Och, Jessico. Tak długo czekałam na te słowa. – Z oczu Rachel znów popłynęły Izy. – Ja też cię kocham i wkrótce przyjadę.
Jessie stała na pustym peronie jeszcze długo, choć pociąg znikł w oddali. Jeb poszedł do saloonu od razu, gdy zobaczył Jessie i Rachel w uścisku. Wiedział, że jego młoda pani będzie chciała zostać przez chwilę sama.
Później Chase odnalazł żonę.
– Wyjechała? – spytał z wahaniem.
– Tak – odparła Jessie, wpatrując się w pustą drogę.
– Skąd ta smutna mina? Wolno podniosła oczy.
– Nie chciała zostać. Przez ciebie.
– Chwileczkę, co ja mam, do diabła, z tym wszystkim wspólnego?!
– Sądziła, że powinnam być z tobą sama.
– No cóż – uśmiechnął się Chase. – Ta koncepcja ma pewne zalety.
– Wcale nie! – odparła Jessie, odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę Blackstara.
Summers pospieszył za nią.
– Dokąd się wybierasz?
– Do domu.
– Nie możesz tego zrobić, Jessie. Jest stanowczo za późno.
– Mogę galopować przy księżycu.
– Zmarzniesz – przypomniał.
– Będę jechała zbyt szybko, by odczuwać zimno. Chwycił ją za ramię.
– Skąd ten pośpiech? Nigdy nie wracałaś po nocy do domu.
– Chcę się znaleźć w znajomym otoczeniu, przespać we własnym łóżku, we własnym pokoju, gdzie będą mnie otaczały moje własne rzeczy. -Wzruszyła ramionami, zła, że powiedziała zbyt dużo. Czuła się osierocona, tak jakby ponownie straciła matkę. – Nie martw się. Przecież cię nie proszę, abyś mi towarzyszył. Wróć rano z Jebem.
Nie czekając na odpowiedź, wskoczyła na konia i pogalopowała przed siebie, nie oglądając się na swego małżonka.