A więc to jednak ona. Dolg wiedział, że podwójne “l” na Islandii wymawia się jak “dl”. Tego nauczył go ojciec. Dawno też się przekonał, że potrafi się porozumiewać z Islandczykami. Brakujące słowa można przecież zastąpić gestami.
Ciało bolało okropnie. W tyle głowy pulsowało, a kiedy Halla dotknęła jego boku, jęknął, prawie krzyknął z bólu.
– Tutaj cię boli? – spytała, dotykając punktu na plecach poniżej łopatki.
Dolg mógł jedynie skinąć głową.
– Być może masz złamane żebro – stwierdziła. – A jak ty się nazywasz?
– Dolg.
Popatrzyła na niego, przez moment zdumiona osobliwym imieniem, ale on już do tego przywykł. Potem dalej czyściła rany.
Dolg nie miał zbyt wiele do czynienia z kobietami. Nie wiedział, co pocznie, jeśli ona posunie się niżej. Musiałaby też zdjąć mu spodnie. Zakłopotał się już na samą myśl; zdziwiło go to, bo nie podejrzewał się o taką nieśmiałość.
Ale taki właśnie był.
Być może i ona wyczuła jego zaniepokojenie, a może sama czuła się zakłopotana.
– Wydaje się, że… dalej już nie masz skaleczeń – powiedziała niezręcznie. – Bukłak dobrze cię osłaniał. Ale kolana są poharatane.
Dolg kiwnął głową. Czuł, że tak jest, nie musiał wcale patrzeć na podarte i zakrwawione nogawki.
– Mogę zdjąć spodnie – rzekł niepewnie.
– A ja cię okryję – dopowiedziała z ulgą.
Nie przypuszczał, że ruch sprawi mu tak potworny ból. Uparł się jednak, że sam sobie z tym poradzi. Parę razy bliski był utraty przytomności. Halla odwróciła się plecami i zajęła przygotowaniem jedzenia, wreszcie jednak spodnie leżały na podłodze, a on sam naciągnął nakrycie. Potem był już całkiem wycieńczony.
Teraz Halla mogła się zająć zranieniami na kolanach i stopach.
Sądząc po tym, jak wyglądał Dolg, kiedy zakończyła zabiegi, musiała chyba zużyć całe swoje zapasy płótna. Dolg jednak poczuł się o wiele lepiej i czyściej. Nie był w stanie jeść samodzielnie, kiedy pił, podtrzymywała mu głowę, a dłoń z łyżką drżała mu tak, że musiała go także karmić.
W końcu powiedziała “dobranoc”, zabrała psa i opuściła izbę.
Dolg był zbyt zmęczony, by się nad tym zastanawiać.
Halla poszła do stodoły, zwinęła się na sianie i okryła skórą. Teitur dotrzymywał jej towarzystwa, wtulony w zgięcie kolan.
Nie potrafiła ot, tak po prostu, położyć się na tym samym łóżku co ów mężczyzna. Wydawało jej się to profanacją.
Ale modlitwa, jaką odmówiła tego wieczoru, była nieco inna niż zwykle. Z lekkim uśmiechem na wargach wyszeptała:
– Dzięki Ci, dobry Boże, że sprowadziłeś go w moją samotność! Dzięki, że pozwoliłeś go uratować. Daj mi siłę, bym mogła mu pomóc w odpowiedni sposób, tak aby jego życie stało się łatwiejsze przynajmniej przez tę chwilę, przez jaką dane mi będzie go zatrzymać.
Z doliny dobiegał szum rzeki, poza tym żaden odgłos nie zakłócał spokoju nocy. Przez okienko widziała zielone łąki, kilka brzóz rosnących przy domu. Widok w nocnym świetle zdawał się dziwnie płaski i wyraźny, jakby patrzyła na obraz. Po raz pierwszy od wielu miesięcy zauważyła, jak bardzo samotna jest jej dolina.
Westchnęła z uniesieniem. Życie w jednej chwili stało się takie ekscytujące.
Uczyni wszystko, co w jej mocy, aby przywrócić temu młodemu człowiekowi zdrowie i siły.
Dolg?
Halla nie znała żadnego języka poza islandzkim, ale zrozumiała, że Dolg nie jest Islandczykiem. Jego imię musiało więc wywodzić się z jakiejś obcej mowy, zdawała sobie z tego sprawę, a mimo to uznawała je za osobliwe. Nie brzmiało jak człowiecze imię.
Dolg po islandzku? Takie słowo nie istniało. Najbliższe, z czym jej się kojarzyło, to Duł. Tajemnica.
Poczuła, że rozumuje właściwie.
Rozdział 8
Następnego dnia rano Dolga obudziły nieznośne bóle w boku.
Wtedy dopiero nareszcie sobie przypomniał, co powinien zrobić już dawno.
Ostrożnie obrócił głowę, zakłuło go z tyłu, stęknął cicho.
Izba była pusta. Nigdzie ani śladu tej kobiety, Halli.
Zająłem jej łóżko, odkrył z poczuciem winy, ale zaraz inne sprawy zajęły jego myśli.
Co się stało z szafirem? Gdzie się podział?
Delikatnie, kawałeczek po kawałeczku odwracał głowę, zwiększając pole widzenia.
I zaraz westchnął z ulgą. Skórzana sakiewka leżała na stołku. Wyglądało na to, że jej nie otwierano, ale pewności nie miał.
Wyciągnięcie ręki po szafir okazało się niemożliwe. Najdrobniejszy ruch, a właściwie jego próba, sprawiał ból, jakby w ciało wbijano mu noże.
Wycieńczony osunął się na posłanie.
Nie wiedział, jak długo już tak leży, kiedy weszła Halla. Nie mogło to trwać nieskończoność, ale jasne noce zaburzały poczucie czasu.
Kobieta spostrzegła, że Dolg nie śpi, i zaraz jej zalękniony wzrok złagodniał.
– Jak się czujesz? – spytała przyjaźnie.
Dolg znów odczuł, że warto jej zaufać.
– Kula – powiedział schrypniętym głosem. – Czy możesz mi ją podać?
– Kula? – powtórzyła zdziwiona; zrozumiał, że nie otwierała sakiewki.
Nagle twarz jej się rozjaśniła.
– O to ci chodzi? – spytała, biorąc do ręki skórzany woreczek.
– Tak. Zechcesz go otworzyć? Ja trochę zesztywniałem.
Łagodnie powiedziane!
– To znaczy, że czujesz się dzisiaj gorzej?
– Rzeczywiście tak jest, ale to całkiem naturalne. Człowiek nie ruszając się sztywnieje, a potem najmniejsze drgnienie sprawia ból. Dziękuję – zakończył, kiedy zdumiona podała mu połyskujący niebieski kamień.
– Co…?
Dolg zrozumiał, że sam sobie nie poradzi.
– Muszę ci zawierzyć, Hallo. I ufam ci. Czy mogłabyś… przyłożyć kulę do mego boku? Tak, właśnie w tym miejscu. Chyba rzeczywiście złamałem kilka żeber.
Oszołomiona podniosła skraj przykrycia i na próbę przytknęła kamień do czarnosinego boku Dolga.
Czuł, że winien jest jej wyjaśnienie.
– To szlachetny kamień, obdarzony magicznymi właściwościami.
– Zasinienie znika – oznajmiła zaskoczona, ledwie nad sobą panując.
– To dobrze. Ból także ustępuje. Przytrzymaj go jeszcze chwilę, a potem postępuj podobnie z resztą ran. Coś niedobrego dzieje się w mojej głowie, z tyłu. Czy możesz się tym zająć najpierw?
– Oczywiście.
Po kolei dotykała każdej z ran.
Właściwie się nie odzywała, czasami jednak padały krótkie komentarze.
– Niemal całe plecy miałeś sine. Teraz znów wyglądasz po ludzku. Prawie. Niewielu, jeśli w ogóle ktoś jeszcze, może się poszczycić taką złocistą, jedwabiście matową skórą.
Dolg nic na to nie powiedział. Z rozkoszą obserwował ustępowanie bólu. Najprzyjemniejsze, że pozbył się wreszcie uporczywego łomotania w głowie, które potrafi najbardziej chyba dokuczyć i uniemożliwić człowiekowi normalne funkcjonowanie.
Ogromnie się cieszył, że znów może się ruszać, normalnie rozmawiać, a nawet żartować.
Dobrze, że Halla nie dopytywała się o szafir, chociaż wyraźnie było widać, że bardzo jest ciekawa.
Przez pierwszą dobę Dolg wypoczywał, przede wszystkim spał. Spał, jadł i nabierał sił. Dopiero teraz zrozumiał, jakie napięcie towarzyszyło podróży przez Islandię. Wywoływało je zarówno oczekujące go zadanie, jak i fakt, że rycerze złego zakonu dopadli ich i tutaj, na samotnej wyspie na Atlantyku.
U Halli naprawdę mógł odzyskać spokój, odetchnąć. Powtarzał jej to za każdym razem, kiedy na chwilę się budził.
Wydawało się, że te słowa bardzo ją cieszą.
Następnego dnia rano wstał.
Pierwszy raz wspólnie zasiedli do stołu i przy śniadaniu gawędzili. Dolg czuł, jak w towarzystwie tej kobiety spływa nań spokój, mówił więcej niż zwykle przy obcych. Przyzwyczaił się, że kobiety próbują go uwodzić, uznając za interesującego, ponieważ tak bardzo różnił się od innych mężczyzn, a poza tym na swój szczególny sposób był przystojny. Powtarzało mu to zbyt wielu ludzi, by mógł przeczyć albo bagatelizować ten fakt, wyglądałoby to tylko na śmieszny przejaw fałszywej skromności.