Halla jednak była inna. Widziała w nim jedynie o wiele młodszego mężczyznę, którym się zaopiekowała, nic więcej.
Dolg był z tego bardzo zadowolony.
W powietrzu między nimi zawisło wiele pytań.
Rozmowę zaczął Dolg:
– Jak się tu znalazłaś?
Halla westchnęła, odsuwając na bok swoją miskę z łyżką.
– To długa i trudna historia, postaram się opowiedzieć ci ją możliwie najkrócej.
Zaczęła mówić o mężu, o tym, jak postanowił za wszelką cenę sam sobie radzić i popadł w konflikt z ojcem, bogatym gospodarzem. W gniewie wybudował tę zagrodę, chciał udowodnić, że potrafi przeżyć na pustkowiu.
– Wszystko toczyło się dobrze, dopóki Runar żył. – Halla wyjrzała przez okno na rzekę. – Był zdolny i robotny, mieliśmy małego synka, Bjarniego. Przez pierwsze lata uważałam, że to cudowne miejsce, układało się nam jak najlepiej… – Spoważniała. – Ale życie z Runarem nie było łatwe. Duma to jedno, Dolgu, przesadna ambicja to coś innego.
Dolg w milczeniu skinął głową.
– Nie znosił sprzeciwu, dla spokoju w domu musiałam mu we wszystkim ulegać. Nie chcę źle mówić o zmarłych, ale doprawdy, z wielu rzeczy trzeba zrezygnować, aby małżeństwo układało się pomyślnie.
– Owszem, masz rację, często trzeba iść na ustępstwa. Pytanie tylko, do jakiego stopnia można się ugiąć.
– Tak.
– Mówiłaś, że mieliście także małego synka. Czy on także…?
– Nie, nie, Bjarni żyje, ale nie mieszka tutaj.
Nie powiedziała nic więcej, Dolg poprosił więc:
– Opowiedz mi o nim.
– To tak boli – szepnęła.
– Wobec tego nie będę cię zmuszać.
– Ale ja chcę, żebyś o tym wiedział, właśnie ty. Jestem pewna, że nikogo nie będziesz obwiniać.
Dolg czekał.
– Runar przez nieostrożność zginął w rzece. Bjarni miał wtedy dwanaście lat.
– Dwa lata temu.
– Tak. Teraz musi mieć czternaście.
Do oczu napłynęły jej łzy, otarła je niecierpliwie.
– Chyba źle się wyraziłam, Runar się nie utopił. Wpadł do rzeki, ale zdołał przytrzymać się kamienia. Wyciągnęłam go z nurtu, lecz za długo przebywał w lodowatej wodzie, nabawił się zapalenia płuc i zmarł po kilku dniach.
Dolg nakrył ręką jej dłoń leżącą na stole, zaraz jednak ją cofnął na znak, by mówiła dalej.
– Runar… przed śmiercią zażądał ode mnie obietnicy. Nie pozwolił, bym nawiązała kontakty z jego rodziną. Miałam utrzymywać gospodarstwo w dobrym stanie, dla Bjarniego. Z czasem on miał je przejąć.
– Złożyłaś mu tę obietnicę?
– Musiałam. Tak mocno ściskał mnie za rękę, że aż jęknęłam z bólu, a oczy płonęły mu fanatycznym blaskiem. Nie śmiałam odmówić.
– Ale nie ułożyło się po jego myśli?
– Nie. Rodzice Runara mieli tylko jednego syna. Spotkaliśmy się na pogrzebie. Ojciec okazał się równie uparty jak Runar. Oświadczył mi, a żona, moja teściowa, całą sobą go popierała, że miejsce Bjarniego jest teraz u nich. Nie mają innego dziedzica i z czasem gospodarstwo przypadnie jemu. Nasza mała zagroda w ogóle się dla nich nie liczyła. Powiedzieli, że jeśli naprawdę pragnę dobra chłopca, to powinnam go od razu po pogrzebie zostawić u nich. W ogóle ich nie interesowało, co ja pocznę, czy zechcę zostać na pustkowiu. Chcieli zatrzymać chłopca, uważali go za swojego, jemu należało się wielkie gospodarstwo w okolicach Aratunga.
Dolg poczuł narastające wzburzenie, jakie ogarniało go zawsze, gdy zetknął się z rażącą niesprawiedliwością. Głęboko wciągnął oddech.
Halla popatrzyła na niego i podjęła:
– Trzymałam synka za rękę, poczułam, jak jego dłoń ze strachu zaciska się wokół mojej. Powiedziałam “nie”. Postąpiłabym tak w każdych okolicznościach, ale gdyby Bjarni chciał przenieść się do dziadków, przyszłoby mi to pewnie z większym trudem. Tymczasem całkiem jasne się dla mnie stało, że on nie chce. Moi teściowie przyjęli to bardzo źle i rozstaliśmy się jak wrogowie.
– Rozumiem.
– Później… niewiele czasu upłynęło… Musieli wiedzieć, kiedy wybieram się na pastwisko po owce i konie. Bjarni tego dnia został w domu sam, dobrze już sobie radził. Właśnie wtedy przyjechali. Kiedy wróciłam do domu, chłopca nie było, zniknęły też jego ubrania i wszystkie rzeczy osobiste. Zostawili mi tylko krótką wiadomość: “Zabieramy go tam, gdzie jego dom”. W domyśle: Nie warto, aby tu zostawał.
Dolg uderzył pięścią w stół, aż Teitur poderwał się wystraszony.
– Tak, tak – pokiwała głową Halla. – To był najstraszniejszy dzień w moim życiu, gorszy nawet niż ten, w którym umarł Runar. Oczywiście natychmiast wyprawiłam się do Aratunga, chociaż miałam mało czasu, nie mogłam zbyt długo zostawiać zwierząt samych. Ale nie pozwolono mi nawet zobaczyć syna ani z nikim porozmawiać. Wszystkie drzwi zastałam zamknięte. Słyszałam z głębi domu płacz Bjarniego. Uciszyli go, prawdopodobnie zasłaniając mu usta dłonią. Musiałam jak najprędzej wracać. Później bywałam tam jeszcze trzykrotnie, zawiozłam sweter, który specjalnie dla niego zrobiłam na drutach, i inne rzeczy, ale nigdy nie pozwolono mi się z nim zobaczyć, nie wpuszczono mnie do środka. Musiałam zabrać podarki z powrotem do domu.
Gorycz w głosie Halli stała się jeszcze wyraźniejsza, kiedy dodała:
– Jedyne, co mogłam zrobić, to iść do sąsiedniej zagrody. Dowiedziałam się tam, że Bjarniemu powiedziano, iż matka nie chciała już dłużej się nim zajmować, że to ja odesłałam go do dziadków.
Dolg nie miał słów na taką nikczemność.
– A twoja rodzina? Czy nie mogła ci jakoś pomóc?
– Wszyscy moi bliscy nie żyją. Gospodarstwo przeszło w obce ręce.
– To znaczy, że zostałaś całkiem sama? Uwięziona na tym cudownie pięknym pustkowiu, rozdzielona z synem?
– Tak – odpowiedziała i znów wyjrzała przez okno. – Dobrze by tu się żyło, gdyby był tutaj Bjarni, i jeszcze parę zagród, żebyśmy mieli towarzystwo.
Popatrzyła na Dolga. Nie powiedziała tych słów na głos, wyczytał je z jej oczu: “Cieszę się, że się pojawiłeś, Dolgu, chociaż zostaniesz ze mną zaledwie przez kilka krótkich dni”.
I on się cieszył, że tu trafił.
Teraz przyszła jego kolej na opowiadanie. Halla chciała się dowiedzieć o swoim gościu jak najwięcej, tak wielu łączących się z nim spraw nie rozumiała. Nie wiedziała, skąd pochodził, w jaki sposób doszło do tego, że spadł z urwiska, a przede wszystkim kim był i co oznaczał ten szafir nieprawdopodobnej wielkości? Szlachetne kamienie takich rozmiarów po prostu nie istnieją. W dodatku obdarzone magicznymi właściwościami? Umiejące leczyć rany…
Dolg spojrzał na nią uważnie.
– Hallo – rzekł z powagą. – Rano musiałem cię poprosić, abyś wzięła kamień do ręki. Musisz mi to wybaczyć, bo zapewne podziałał także na ciebie.
Kobietę przeniknął strach.
– Co to ma znaczyć?
– Nie bój się, to nie ma nic wspólnego ze złem – rzekł Dolg uspokajająco. – Kamień posiada niezwykłe właściwości, którymi chce zawładnąć grupa złych ludzi. To oni ścigali mnie i moją rodzinę w drodze na Kjolur. Oni zmusili mnie, bym cofnął się do skraju drogi, wiedzieli bowiem, że mam szafir. Nie przypuszczali chyba jednak, że dobrowolnie rzucę się ze skały.