– No właśnie, jak mogłeś uczynić coś tak szalonego?
– Z dwóch powodów: po pierwsze, nie miałem wyboru. Zagrodzili mi drogę na krawędzi urwiska, a gdyby kamień wpadł w ich ręce, konsekwencje tego mogłyby być nieobliczalne. Po drugie, wiedziałem, że zarówno kamień, jak i znak Słońca, który widziałaś, mogą mnie ochronić.
– Rzeczywiście tak się stało. Żaden zwyczajny człowiek nie przeżyłby takiego upadku.
– Ocaliło mnie jedno, a mianowicie to, że od dziesięciu lat niemal codziennie dotykam kamienia. Szafir posiada moc przedłużania ludzkiego życia i za tym właśnie gonią ci nędznicy.
Halla przez chwilę milczała.
– Czy to dlatego wydajesz się taki… taki eteryczny?
– Tak.
– I masz taki niezwykły wygląd?
– Nie, to ma inne przyczyny. Taki się już urodziłem.
– Ale dlatego chcesz mnie ostrzec? Czy ja też będę dłużej żyła?
– Prawdopodobnie, przynajmniej trochę. Moc kamienia dodała ci też zapewne siły fizycznej, a także przekonania o łatwości wykonywania tego, co kiedyś uważałabyś za bardzo trudne.
Halla skinęła głową. Rzeczywiście, już zauważyła, że spełnianie codziennych obowiązków przychodzi jej jakby lżej.
– Czy szafir dał ci życie wieczne? – spytała, uśmiechając się, jakby przepraszała za zadanie tak dziwacznego pytania.
– Nie wiem – odparł szczerze. – Nie chciałbym tego. Ale członkowie zakonu rycerskiego, ci ludzie, którzy nas ścigają, uważają, że dzięki szafirowi mogą je zdobyć, a przynajmniej posuną się kawałek dalej. Aby uzyskać nieśmiertelność, potrzeba czegoś więcej.
– Czy wiesz, że ten kamień to bezcenny skarb?
– O, tak! Aż za dobrze!
– Często powtarzasz “my”. Masz na myśli swoją rodzinę?
– Tak, mój ojciec jest…
Urwał. Jakie nastawienie do czarnoksiężników mieli Islandczycy? Spalili wszak Jonssonów, dziada i pradziada Móriego. Na stosie zginęła także jego matka, co prawda jako jedna z ostatnich czarownic, które poniosły taką śmierć, ale…
Dolg ufał Halli.
– Mój ojciec jest magiem z Islandii, wywodzi się z rodu czarnoksiężników i czarownic.
– Ty także jesteś czarnoksiężnikiem – spokojnie stwierdziła Halla.
– Nie wiem. Chyba raczej… czymś innym.
– Może i tak. Ale dobry z ciebie człowiek.
– Mam taką nadzieję.
– Czy wiesz, skąd wzięła się twoja niezwykła, zachwycająca uroda? Twoja i tego drugiego mężczyzny, Cienia, który ukazał mi się we śnie? Czy wy macie coś wspólnego z elfami?
– I tak, i nie. Rzeczywiście, z elfami coś nas łączy, ale ja elfem nie jestem. Cień także nie. On należy do prastarej rasy ludzkiej czy klanu albo ludu, nie bardzo wiem, jak to określić. Oni istnieją a zarazem nie istnieją, nie wiem gdzie. Coś nam podpowiada, że zwano ich Lemurami.
– Lemurami? Nigdy nie słyszałam tego słowa.
Dolg postanowił nie wspominać, że lemury to gatunek małpiatek, a w starożytnym Rzymie także duchy zmarłych. Uważał, że nie brzmi to szczególnie przyjemnie, ponadto nie chciał się popisywać wiedzą przed tą żyjącą w izolacji kobietą, obdarzoną wysoką inteligencją, której niestety nigdy nie miała okazji wykorzystać.
Zamiast tego rzekł:
– Widziałem wielu z nich i moim zdaniem Lemurowie istnieją na ziemi, ale w innej formie życia niż my…
– Jako elfy.
– Właśnie! Wiesz, my ludzie, obejmując rządy na Ziemi, usunęliśmy w cień wiele różnych istot, duchów przyrody. Właściwie moi przodkowie należą do wymierającego gatunku. Istnieje jednak tak wiele baśni, legend i podań o dawno zapomnianych krainach, że niektóre z nich z całą pewnością musiały kiedyś istnieć.
– Na przykład Atlantyda.
– Tak, to chyba najbardziej znane królestwo. Ale z pewnością były jeszcze inne!
O tym, o czym mówił Dolg, jego siostra Taran wiedziała znacznie więcej. Dowiedziała się o istnieniu Silinów, jaszczurczego ludu Sigiliona, o Madragach, bawolim ludzie, mieszkającym na wielkich równinach. Dolg jeszcze o nich nie słyszał.
– Najbardziej istotne, Hallo, że wszystkie te półistnienia, z którymi się zetknąłem, gorąco czegoś pragną, czego – nie wiem. Za ich sprawą jestem w połowie człowiekiem, a w połowie jednym z nich, po to, bym mógł ich ocalić. Nie wiem tylko, czy potrafię.
Spojrzenie kobiety powiedziało mu, że ona w to święcie wierzy.
Odpowiedział jej uśmiechem.
Halla spytała z wahaniem:
– Pierwszego wieczoru wspominałeś, na poły we śnie, że twoi rodzice wiedzą, że miewasz się już dobrze. Skąd takie przekonanie?
– Cień mi mówił.
Halla rozejrzała się po izbie.
– Czy on tutaj jest? – szepnęła.
– Nie, nie. Porozumiewamy się myślą.
No tak, oczywiście. Cień przemówił także do niej, we śnie.
– Cień powiedział mi także, że im nic nie zagraża. Czekają na mnie w dużym gospodarstwie na południe od Wielkiego Gejzeru. Muszę tam jechać.
Halla pochyliła głowę. Tak bardzo nie chciała, by ją opuszczał. Po jego wyjeździe poczucie pustki stanie się jeszcze dotkliwsze.
Roześmiał się.
– Dowiedziałem się także, że wszyscy rycerze pozostali w okolicach Kjölur bez koni.
– Ho, ho! – W głosie Halli zabrzmiał ni to śmiech, ni to groza. – To znaczy, że masz sporo czasu.
Dolg jakby nie zauważył jej ukrytej prośby, ciągnęła więc:
– A więc oni pragną nieśmiertelności?
– Tego także. Ale pościg za nami dotyczy nie tylko szafiru, lecz czegoś więcej…
Znów umilkł. Chociaż bardzo chciał opowiedzieć Halli o ich walce z Zakonem Świętego Słońca i jej przyczynach, nie mógł tego uczynić. Historia zabrałaby wiele godzin, a on wkrótce musiał wyruszać.
Zdał sobie sprawę, że ostatnie słowa wypowiedział na głos, dopiero kiedy kobieta spytała:
– Wiesz, dokąd masz jechać?
– Tak, do miejsca, które zwie się Gjäin.
– Gjäin? W Thjorsärdalur?
– Owszem.
– Ujrzysz coś naprawdę pięknego! – Halli rozjaśniły się oczy. – Byłam tam kiedyś i zawsze powtarzam, że jeśli gdzieś na Islandii mieszkają elfy, to musi to być właśnie tam.
– Wspaniale! – uśmiechnął się Dolg. – Czy to daleko?
– Nie bardzo. Możesz wziąć mojego konia.
– Twego konia? Nie, o tym nie ma mowy, sama go potrzebujesz.
– Mam dwa – oznajmiła krótko. – A jak inaczej miałeś zamiar dostać się do swych rodziców i brata? Piechotą? Twoi wrogowie mogliby okazać się szybsi. Ja niestety nie mogę ci towarzyszyć, bo nie zostawię zwierząt na tak długo.
– Jeszcze o tym porozmawiamy – rzekł krótko Dolg. – Na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie.
Halla kiwnęła głową.
– Co to za zakon was prześladuje? Nic z tego nie mogę pojąć.
Dolg spróbował wyjaśnić jej w paru słowach, ale to wcale nie było łatwe. Wiedział już o śmierci kardynała von Grabena i o tym, że na stanowisku wielkiego mistrza zastąpił go Lorenzo. Nie otrzymał natomiast jeszcze wieści o tym, że Taran nie zagrażali już dwaj wywodzący się ze Skandynawii członkowie zakonu i Sigilion, gdyż miało to nastąpić później. Taran i Uriel wciąż zmagali się z wrogami.
Wiedział za to, że na Kjölur z siedmiu rycerzy zostało tylko sześciu. Kto i w jaki sposób zgładził siódmego – tego Cień nie chciał zdradzić.
Kiedy zakończył znacznie skróconą historię Zakonu, przez chwilę siedzieli w milczeniu. Prawdę mówiąc Halla nie bardzo potrafiła przyjąć do wiadomości wszystkich tych niesamowitych opowieści, ale sam Dolg wydawał jej się taki niesamowity, jakby wyjęty wprost z baśni, że po prostu musiała się z nimi pogodzić. Komuś takiemu jak on zapewne towarzyszą osobliwe, ba, wprost nadprzyrodzone wydarzenia.
Jakże mogła więc wątpić w poczynania tajemniczego zakonu?