Выбрать главу

– Zajrzę do zwierząt.

Dolg podniósł się jednocześnie z Teiturem.

– Pójdę z tobą, pomogę ci.

– O, nie! Ty masz odpoczywać.

– Jestem wypoczęty. Pozwól mi przynajmniej w ten sposób podziękować za to, co dla mnie zrobiłaś. Później muszę jechać dalej.

Halla uśmiechnęła się ciepło. Już więcej nie protestowała.

Prawie wszystkie zwierzęta przebywały teraz na pastwisku. W oborze stał tylko jeden koń, czekający na podkucie, i chora owca, której w ranę wdało się zapalenie.

Wspólnie oczyścili koniowi kopyta i “obcięli mu paznokcie”, jak ze śmiechem powiedziała Halla. Potem przyjrzeli się owcy.

– Ona się męczy – stwierdził Dolg.

– Tak, zastanawiałam się już, czy nie ukrócić jej cierpień, ale wciąż się wstrzymuję. Bardzo kocham wszystkie swoje zwierzęta.

Dolg wyjął szafir ze skórzanej sakiewki.

– Nie możesz przecież… – przeraziła się Halla.

– Dlaczego człowiek ma być wart więcej niż owca? – odparł spokojnie. – Przytrzymaj ją, kiedy będę przesuwać kamień.

Halla nie śmiała już powiedzieć ani słowa, ale wcale się nie zdziwiła, kiedy owieczka podniosła się z ziemi równocześnie z nimi i stanęła na drżących nogach, wpatrzona w Dolga.

– Dziękuję – szepnęła Halla z uśmiechem. – Teraz biedaczka jeszcze długo pożyje!

Dolg pomógł jej wzmocnić drzwi do obory, zniszczone podczas ostatniej zimowej zawieruchy. Halla z radością obserwowała męskie dłonie, zajęte pracą, i zapragnęła, aby to trwało wiecznie. Zdawała sobie jednak sprawę, że nie jest to możliwe.

Wreszcie nie było już odwrotu: Dolg musiał jechać dalej, chciał wyruszyć jeszcze tego samego dnia, by jak najspieszniej oddalić się od zakonnych braci.

– Zrozumiałem, że przeze mnie musiałaś spać w oborze – uśmiechnął się smutno. – Pewnie z przyjemnością wrócisz do własnego łóżka.

Och, nie, chciała zawołać Halla. Poprzedniego wieczoru przez chwilę oboje się zawahali, kiedy miała wyjść z domu. Obojgu jednak kultura i wychowanie zabraniały dzielenia łoża z osobą przeciwnej płci. Dolg zaofiarował się, że to on się przeniesie gdzie indziej, lecz Halla gwałtownie się temu sprzeciwiła, a on był zbyt zmęczony, by nalegać.

Dolg przed opuszczeniem domu odwrócił się po raz ostatni. Powiódł wzrokiem po prostej izbie, po drewnianych belkach, łóżku wbudowanym w ścianę, pięknie rzeźbionych szafach. Jeszcze raz wciągnął w nozdrza zapach tego domu, zapach brzozowego drewna, kobiety i psa.

– Znalazłem tutaj spokój – powiedział cicho.

Halla uśmiechnęła się ze smutkiem.

Opuścili zagrodę. Teitur pobiegł przodem.

Rozdział 9

Ruszyli doliną wzdłuż rzeki w stronę Gullfoss. Najczęściej musieli jechać jedno za drugim, a wtedy rozmowa stawała się zupełnie niemożliwa. Gdy tylko jednak droga była dostatecznie szeroka i dawało się jechać obok siebie, wykorzystywali okazję, by zamienić kilka słów. Właściwie nie bardzo wiedzieli, co więcej mogą sobie powiedzieć, zasmuceni świadomością, że nigdy się już nie spotkają. Gawędzili jednak o tym, co widzieli po drodze. Halla chętnie odpowiadała na pytania Dolga.

Minęli potężny Gullfoss, Złoty Wodospad, nie tak wielki jak Dettifoss, lecz o wiele piękniejszy. Niezwykłe załamania światła w obłoku drobniutkich kropelek nadały wodospadowi imię, chociaż właściwe równie dobrze mógł się nazywać Tęczowym Wodospadem.

Wreszcie w oddali ujrzeli Wielki Gejzer.

Był to ten olbrzymi gejzer, od którego nazwę wzięły wszystkie podobne zjawiska przyrody. Z czasem miał usnąć i okazywać swój niezwykły urok tylko w obecności królów i innych głów państw po uprzednim wlaniu do jego wnętrza rozpuszczonego mydła. Kiedy wspaniała fontanna przestała tryskać, otworzyła się inna, Strokkur, której pięknem mogli się napawać ludzie z późniejszych stuleci. Dolg jednak miał szczęście ujrzeć prawdziwy Wielki Gejzer.

Wrząca woda tryskała z wnętrza Ziemi na wysokość sześćdziesięciu metrów, wprawdzie z mniejszą częstotliwością niż ze Strokkura, lecz stanowiło to naprawdę niezwykły widok.

Chociaż mieli mało czasu, zatrzymali się na chwilę, nie zsiadając z koni, by podziwiać niesamowite zjawisko.

Dolg rzekł z uśmiechem:

– Moja rodzina oczywiście też to widziała i słyszę już, jak Villemann obiecuje sobie: “Tutaj na pewno jeszcze wrócę!” Powtarzał to przy każdym cudzie przyrody, który ujrzał na Islandii. Zawsze też dodawał: “Taran musi to zobaczyć, szkoda, że nie ma jej z nami!” Ojciec radował się za każdym razem, kiedy mój brat postanawiał wrócić jeszcze na wyspę. Przypuszczam, że tęsknota za Islandią nigdy nie opuści Villemanna.

– A ciebie? – cicho spytała Halla.

– Mnie? Ja jestem częścią Islandii. Wszędzie, dokąd się udam, zabiorę ze sobą cząstkę tego kraju. A część mnie na zawsze zostanie tutaj. Ale teraz muszę ruszać dalej. Weź już konia, resztę drogi przejdę piechotą!

– To o wiele dalej, niż ci się wydaje. Koń jest twój tak długo, jak go potrzebujesz.

Dolg się wahał, wreszcie jednak skinął głową.

– Uczynię, co w mojej mocy, żeby do ciebie wrócił. Dziękuję za wszystko, Hallo!

– To ja muszę ci dziękować!

Rozstali się. Teitur cicho popiskiwał, nieszczęśliwy, że miły gość ich opuszcza.

Halla patrzyła za nim, aż koń i jeździec zmienili się w maleńki punkcik oddalający się w stronę gejzeru.

Wytłumaczyła mu, jak ma szukać dużego gospodarstwa na południe od Gejzeru; Dolg spytał też o Aratunga, gdzie przebywał jej syn. Halla jednak tylko pokręciła głową, zdziwiona pytaniem, i wyjaśniła, że to trochę dalej na południowy zachód, nie bardzo daleko, mniej więcej godzina drogi, ale Dolg, jeśli chciał jechać za dnia, powinien się spieszyć.

W końcu jeźdźca na koniu nie było już widać.

– Chodź, Teitur – powiedziała Halla ze smutkiem w głosie i zawróciła konia w stronę domu do swej samotnej doliny.

Najbliżsi na widok Dolga uradowali się niepomiernie. Duchy wprawdzie doniosły im wcześniej, że przeżył upadek, ale dłużej nie potrafili już czekać w spokoju, przygotowali się więc, by wyruszyć mu na spotkanie. Akurat wtedy go dostrzegli. Nie przypuszczali, że przybędzie tak prędko.

Nero obwąchiwał go od stóp do głów.

– Tak, tak, Nero, poznałem innego psa – przykucnąwszy szeptał Dolg ze śmiechem psu do ucha. – Ale to był on, nie ona. Nic ciekawego.

Podniósł się i z powagą popatrzył na rodzinę.

– Mogę mieć do was pewną prośbę?

– Oczywiście – odparła Tiril.

– Czy zgodzicie się pojechać trochę okrężną drogą? Przez Aratunga, to niedaleko stąd.

Popatrzyli nań ze zdziwieniem. Poprosił, by usiedli na ławie przed zagrodą, tam opowiedział im o Halli, która go uratowała, i o tym, jak zabrano jej syna.

Móri głośno pochwalił Halle za jej dobry uczynek, Tiril natomiast posłała synowi badawcze spojrzenie.

Mogła sobie tego oszczędzić. Dolg wyrażał się o tej kobiecie ciepło, lecz bez oznak jakiegoś szczególnego zainteresowania.

Nikt nie zauważył, że Tiril odetchnęła z ulgą. Nie potrafiła sobie wyobrazić związku Dolga z kobietą prawie w jej wieku. W dodatku na Islandii, tak daleko od domu!

Przeprowadziwszy jednak szybki rachunek sumienia, musiała samokrytycznie przyznać, że nie potrafi sobie wyobrazić żadnej kobiety w roli towarzyszki Dolga na całe życie.

Dolg był wyjątkowy. Na jego barkach spoczywała ogromna odpowiedzialność, niezwykle ważne zadanie.

To musiało wystarczyć.

Kiedy Dolg zakończył opowieść, Móri rzekł:

– Oczywiście, że pomożemy twojej wybawicielce i jej synowi. Niewiele mamy czasu, bo bracia zakonni mogą tu przybyć w każdej chwili, jeśli tylko uda im się znaleźć nowe konie. Ale mamy tyle serca, by im pomóc.