Выбрать главу

O co chodzi?

– Nie wiem, do czego zmierzacie – rzekł niepewnie. – Błękitny kamień znalazłem na bagnach w Europie. Pomogli mi przy tym strażnicy kamienia, tysiącom błędnych ogników umożliwiono przejście do innej formy istnienia. Czy to jest właściwa odpowiedź?

– Błędne ogniki są tutaj, jak również Strażniczka kamienia. Ale odpowiedź nie jest właściwa.

Dolg zmieszał się jeszcze bardziej.

– Moje myśli są puste. Wiem, że jestem tym, na którego czekacie, ale czego żądacie, aby mi uwierzyć?

– Zastanów się, Dolgu!

– Staram się.

Po chwili Głos oświadczył:

– Otrzymasz podpowiedz. Jeśli i ona ci nie pomoże, będziesz musiał stąd odejść.

– Strażniczka z bagien chyba mnie pozna?

– Na bagna przyszło dziecko, dziecko podobne do ciebie. Musimy mieć ostateczny dowód. Spójrz, czy teraz potrafisz nam go dostarczyć?

W kamiennej płycie u stóp Dolga ukazało się niewielkie wgłębienie. Owalne, o lekko zaokrąglonych brzegach i płaskim dnie, mniejsze niż jego dłoń.

Wtedy Dolgowi rozjaśniło się w głowie.

– Przepraszam! Powinienem był od razu o tym pomyśleć.

Słowa Hraundrangi – Móriego podczas chrztu Dolga:

“Chłopiec może ją otworzyć jedynie, kiedy uzna, że nadeszła na to pora”.

Dolg już wyjął szkatułkę, którą otrzymał w podarku podczas chrztu, tę, której nikomu nie wolno było otwierać.

Drewno, z którego zrobiono szkatułkę, wygładziło się i poczerniało ze starości. A więc dziad musiał wiedzieć, przyszło Dolgowi do głowy. Głośno wyraził swe myśli:

– To znaczy, że mój dziad, Hraundrangi – Móri, od którego otrzymałem skrzyneczkę, wiedział o istnieniu tego miejsca? Miał świadomość, że mam tutaj przybyć ze szkatułką?

– Nie – usłyszał w odpowiedzi. – Twój dziad o niczym nie wiedział. Tę skrzyneczkę kolejne pokolenia otrzymywały w spadku, Dolgu, ty, na którego wszyscy czekaliśmy. Hraundrangi – Móri dostał ją od swego ojca, także czarnoksiężnika, który w swoim czasie otrzymał ją od dawniejszych czarnoksiężników. Kiedyś szkatułka należała do Saemunda Uczonego. Otrzymał ją od nas, ponieważ Saemund potrafił rozmawiać z elfami i karłami, panował zarówno nad dobrymi, jak i złymi mocami. Podarowaliśmy mu ją, aby przekazał temu, który jego zdaniem będzie najbardziej odpowiedni, by znaleźć ukryty przed wiekami kamień.

Nie wyjaśnił, czy ma na myśli niebieski szafir, czy też złote Słońce.

– Dlaczego Hraundrangi – Móri nie przekazał skrzyneczki swemu synowi, mojemu ojcu, Móriemu? – chciał wiedzieć Dolg.

– Hraundrangi – Móri postanowił się przekonać, co przyniesie czas. Wiesz, że zmarł, zanim jego syn się urodził. Twego ojca ścigał Zakon Świętego Słońca, który wszyscy tutaj dobrze znamy. To czyniło los Móriego bardzo niepewnym. Dlatego twój dziad się wstrzymywał. Kiedy jednak na świat przyszedłeś ty, inkarnacja dawnego ludu, Hraundrangi – Móri zyskał pewność, iż słusznie postąpił, czekając. Nikt inny poza tobą nie powinien mieć tej skrzynki.

Dolg pokiwał głową.

– Śledziliśmy twoją podróż przez Islandię, Wybrany. Żywiliśmy nadzieję, chcieliśmy wierzyć, że jesteś tym, na którego czekamy. Ale czas nauczył nas ostrożności. Wybacz wszelkie próby, lecz musimy mieć pewność.

– Doskonale to rozumiem. Co teraz powinienem zrobić?

– Otwórz skrzynkę.

– Nie da się jej otworzyć.

– Wiem. Sprawdź najpierw, czy pasuje. W ciągu tylu lat mogła zostać podmieniona.

Dolg z wahaniem przykucnął i położył szkatułkę we wgłębieniu kamiennej płyty. Kamień zajaśniał, jakby odczuł przyjemność.

– Pasuje idealnie – mruknął Dolg.

– Wspaniale – odparł Głos.

Dolg czekał. Nie wiedział, czego się po nim spodziewano. Wziął do ręki skrzyneczkę i delikatnie powiódł palcem wzdłuż jej krawędzi.

Rozległ się jakiś cichutki odgłos i pokrywa podniosła się do góry, niemal sama z siebie.

W środku leżał przepięknie kuty klucz.

– Znajdź zamek, Dolgu!

Podniósł wzrok. Postąpił o krok w stronę niszy w skale.

Przed oczami ukazało mu się coś, co można było uznać za łukowaty otwór drzwiowy z kamiennymi drzwiami. Dolg przesunął po nich dłońmi, napotkał nierówność.

– Znalazłem zamek – rzekł zdumiony.

– A więc otwórz go – polecił Głos. – Ale nie wchodź do środka. Ja wyjdę do ciebie.

Rozdział 11

Drzwi uchyliły się powoli, jak można się tego spodziewać po kamiennych wrotach, zwłaszcza że być może nie otwierały się przez setki lat. Dolg przez moment dostrzegł panujący wewnątrz mrok, ale widok zaraz przesłoniła mu idąca ku niemu postać.

Cofnął się, by zrobić miejsce kroczącemu z niezwykłym dostojeństwem mężczyźnie.

To musiał być ów Starzec. Dolg głęboko się mu pokłonił i z szacunkiem przywitał po islandzku. Mężczyzna odpowiedział mu w podobnym tonie, Dolgowi spadł kamień z serca, że nie popełnił jakiegoś głupstwa.

Nie był wszak pewien, jak należy zwracać się do istot pochodzących z innych wymiarów.

Niski mężczyzna miał siwiuteńkie włosy i brodę. Zaskoczyło to Dolga, który sądził, że elfy zachowują wieczną młodość. Pomimo niedużego wzrostu nie nazwałby staruszka karłem, raczej wydawał mu się elfem, skurczonym ze starości. Niebieski, przybrany białym futrem płaszcz z trenem był zniszczony i wyblakły, podobnie jak opończa i pozostałe części stroju.

– Odzyska swój dawny blask, kiedy i my odzyskamy naszą wielkość – tłumaczył się Starzec.

Dolg tylko przyjaźnie skinął głową. Czy to ja mam im wrócić wielkość? zastanawiał się w duchu. To dopiero zadanie!

Starzec gestem wskazał na kamienną półkę.

– Siądziemy tutaj, czy też wolisz zająć miejsce na trawie?

Dolg popatrzył na przepięknie kwitnące łąki.

– Nie chciałbym stąpać po kwiatach.

Starcowi najwidoczniej spodobało się jego nastawienie. Dolg bez słowa siadł na kamieniu, a Starzec przycupnął w niewielkim oddaleniu od niego. Krótkie nóżki zwiesił nad brzegiem, przy bosych stopach Dolga.

Najwyraźniej Dolg nie miał przekroczyć progu kamiennych drzwi.

– Powiedz mi – zaczął Dolg z wahaniem. – W jaki sposób możecie odzyskać wielkość?

Upłynęła chwila, zanim Starzec odpowiedział, jakby długo ważył słowa:

– Właściwie nie jestem elfem…

– Wiem, jesteś pradawną siłą Islandii, prawda?

Małe, przenikliwie spoglądające oczy popatrzyły na niego.

– Kto tak powiedział?

– Hraundrangi – Móri, mój dziad.

– Dobrze! Oczywiście on o tym wie. Ale walka elfów jest również moją walką i można powiedzieć, że jestem z nimi spokrewniony. Długo czekaliśmy na ciebie, Dolgu. Z dwóch powodów.

– Z dwóch? Czy to znaczy, że czekają mnie dwa zadania?

– Myślisz szybko i poprawnie. Stoi przed tobą wielkie zadanie, na którego wypełnienie z niewypowiedzianym bólem czekają wszystkie elfy świata, karły, skrzywdzeni zmarli, porzucone dzieci, a przede wszystkim twoi pobratymcy.

– To zadanie, które rozpocząłem na bagnach?

– Właśnie! Jednocześnie zaś elfy Islandii mają do ciebie oddzielną prośbę…

– Pragną odzyskać dawną postać? Znów władać tutejszą ziemią?

– Nie, nie. Nasze niewidzialne istnienie całkiem nam się podoba, dopóki zbytnio się nie wdzieracie na nasze obszary. Islandczycy potrafią dbać o swoją wyspę, żyjemy z nimi w pokoju. Nie, Dolgu, czego innego pragniemy… Wesprzemy cię w twoim życiowym zadaniu, jeśli ty najpierw pomożesz nam.

– Oczywiście – zapewnił Dolg. – Zrobię, co w mojej mocy.

Starzec uśmiechnął się zimno.

– Nie ty będziesz narażać się na niebezpieczeństwo. Ale pozwól mi opowiedzieć o wszystkim od początku.