Выбрать главу

Dolg usadowił się wygodniej na znak, że jest gotów, by słuchać.

– Mówiłem już, że musimy zachować ostrożność – rozpoczął Starzec. – Mamy ku temu powody. Wspominałem także, że być może inni usiłowali zawładnąć naszymi skarbami. Oszuści. Przed kilkoma stuleciami pojawił się tu jeden taki, przyniósł ze sobą tę maleńką skrzyneczkę…

Starzec zatopił się w myślach. Dopiero po dłuższej chwili podjął znowu:

– Gdybyśmy zdołali odzyskać dawną siłę, wiele moglibyśmy uczynić dla Islandii. Wróciłaby moja młodość, a elfy przestałyby rozpaczać i znów tańczyłyby we mgle na łąkach w księżycowe noce. Ale ograniczono nam swobodę.

– Jak do tego doszło? Ponieważ szkatułka przechodziła na kolejne pokolenia czarnoksiężników, wnoszę, że ów oszust był jednym z nich. A może skradł skrzyneczkę?

– Był czarnoksiężnikiem, jednym ze złych. Miał powiązania z owym strasznym zakonem rycerskim, który i ty znasz aż za dobrze. W jakiś sposób wywęszył, do czego można użyć skrzynki, i na krótko przed swoją śmiercią przybył tutaj. Król elfów wziął go za właściwego człowieka, wkrótce jednak się przekonał, że popełnił błąd i cofnął swą dobrą wolę. Czarnoksiężnik wpadł w gniew, doskonale znał się na magicznych zaklęciach, posiadł znajomość wielu strasznych czarnych run, które na szczęście przepadły wraz z nim. Mszcząc się na królu, porwał go i powiódł w miejsce, do którego nie mamy dostępu. Nic nie możemy zdziałać. Rzucił urok, którego moc tylko człowiek może zniweczyć i tym samym oswobodzić króla elfów. Dlatego elfy płaczą, a ja wraz z nimi, mymi pobratymcami, jak ich nazywam.

Dolg z powagą kiwał głową.

– Uczynię, co tylko będę mógł, by uwolnić waszego króla.

Starzec położył mu rękę na ramieniu, Dolg odniósł wrażenie, że przenikają z niej wszelkie troski i melancholia Islandii.

– Ty nie możesz tego uczynić, Dolgu, jesteś bowiem nie tylko człowiekiem, należysz po części także do dawnego ludu. Możesz jednak przygotować zadanie dla tego, kto je wykona. Wspierać go, tak, jego, bo to musi być mężczyzna.

– Mój brat?

– On jest tylko w połowie Islandczykiem.

– Mój ojciec?

– To czarnoksiężnik, w dodatku podczas wędrówki przez krainę zimnych cieni ściągnął wiele na siebie. Nie jest już czystym człowiekiem.

Umysł Dolga gorączkowo pracował. Tak bardzo pragnął dopomóc, nawet gdyby elfy nie wsparły go w zadaniu, które na niego czekało.

– Dziecko? – spytał na próbę.

Starzec zawahał się.

– Młody chłopak, czternastoletni – dodał Dolg.

– Czy jest dzielny?

– Tego nie wiem. Przed dwoma laty odebrano go matce, oboje bardzo z tego powodu cierpieli. Odwagi pewnie mu nie brakuje, ale czyż mamy prawo tak go obciążać? Wiele już przeszedł.

– Jest z wami, prawda? – spytał Starzec.

– Tak, uznaliśmy, że najlepiej się stanie, jak go zabierzemy. Dziadkowie i tak już zbyt długo go zatrzymywali. Teraz kolej, by był razem z matką.

– Wobec tego wiem, o kim mówisz. Znam kobietę, u której przebywałeś, ponieważ samotna mieszka w naszych dolinach. Tylu jest was, ludzi, na ziemi, gromadzicie się w miastach, nie potrafimy was rozróżnić. Ale ją znamy, to dobra kobieta. Potrzebuje twojej pomocy bardziej, niż ci się wydaje, ale o tym nie chcę teraz mówić, bo jeszcze ci przeszkodzę w wypełnieniu zadania. Wciąż masz czas, by się nim zająć, zanim ona będzie cię potrzebowała. Dobrze, przyprowadź chłopca, zobaczymy, czy nam się uda. Ale wszyscy z was naprawdę muszą mu pomóc.

– Wiecie chyba, że towarzyszą nam również Duchy.

– Owszem, znam je na wylot, kiedyś więcej w nich było zła niż jest teraz. Twój ojciec ma na nie dobry wpływ.

– Dzięki za te słowa, naprawdę cieszą.

– Poproś je o pomoc! Pamiętaj jednak: Jedyną osobą, która naprawdę może coś zrobić, jest człowiek z Islandii.

Czternastoletni chłopiec?

– Czy zadanie jest trudne?

– Wymaga wielkiej odwagi. Ale jeśli mu się powiedzie, on i jego matka do końca życia mogą liczyć na nasze wsparcie.

Dolg zadrżał z przejęcia. Opieka elfów na Islandii nie mogła się równać z niczym.

– Jak już mówiłem, planuję zabrać chłopca do jego matki. Czy wasza dostojność uważa, że tak właśnie powinienem zrobić?

– O tym zdecydować musi chłopiec.

– Oczywiście! To samo powiedzieli moi rodzice. A więc postąpiliśmy słusznie.

Nagle Dolg coś poczuł, a raczej zauważył. Drzwi za nimi pozostały uchylone. I…

– Nie jesteśmy sami – rzekł cicho.

– To prawda. Nie odwracaj się.

Siedzieli bez słowa, Dolg słyszał, a raczej wyczuwał gromadę, która opuściwszy grotę rozprzestrzeniła się po zboczach za ich plecami. Setki istot rozsiadły się tam, by się im przysłuchiwać.

Elfy. Elfy Islandii, a może jeszcze jakieś inne? Przedstawiciele nieznanych istot? Wyczuł ich milczące zaufanie.

Może były wśród nich także błędne ogniki?

Nie śmiał się odwracać, w dodatku wcale nie miał pewności, że w ogóle cokolwiek zobaczy, a poza tym Starzec go przestrzegał.

Starca należało słuchać.

Dolg nabrał powietrza w płuca.

– Jestem gotów wysłuchać waszych wskazówek, panie. Najpierw tylko jedno pytanie. Ów zły czarnoksiężnik, któremu nie udało się odnaleźć tego, za czym gonił… Czy jego imię brzmiało: Gottskalk? Gottskalk Zły?

Staruszek zerknął na niego z ukosa.

– Nie znam jego imienia – oświadczył po chwili wahania. – Ale to my zatroszczyliśmy się, aby dosięgła go, śmierć wkrótce po jego nikczemnym uczynku wobec nas. Aby nikomu nie mógł już zaszkodzić.

– Wasz król… Przebywa w niewoli gdzieś w pobliżu?

– Nie, ale otrzymacie pomoc w odnalezieniu właściwej drogi, starej Landmannaleidh.

– Dziękuję – rzekł po prostu Dolg. – Nie jestem pewien, czy mój ojciec zna tę drogę.

– Drogę być może zna, ale zapewne nigdy nie był przy wodospadzie, przy Ófserufoss.

– Tam więc zły czarnoksiężnik ukrył waszego króla?

– Tak. Macie mało czasu na działanie, z różnych przyczyn, które uświadomicie sobie dopiero z czasem. Najważniejsze, abyście dotarli tam podczas pełni księżyca…

Dolg zastanowił się.

– Teraz mamy pełnię.

– Pełnia przypada jutrzejszej nocy. Wracaj do swej rodziny i jedźcie tak daleko, jak tylko zdołacie. Jeśli uda wam się dotrzeć do Landmannalaugar, znajdziecie dobre miejsce na nocleg. Rano wyruszycie w dalszą drogę. Czeka was trudna przeprawa przez dzikie pustkowia.

– Do tego już przywykliśmy.

– Doskonale! A teraz dowiesz się, co należy uczynić, aby uwolnić naszego ukochanego króla od zaklęcia.

Starzec machnął ręką za plecami, podano mu cieniutką, delikatną linkę. Wręczył ją Dolgowi. Chłopak zdumiał się lekkością sznura, który jednocześnie wyglądał na bardzo wytrzymały.

– Towarzyszy wam duch, który będzie służył chłopcu wielką pomocą – oświadczył starzec. – Bardzo się cieszymy, że macie takich dobrych opiekunów. Ale nie zdążyłem ci jeszcze powiedzieć, że równie dobrze ty sam możesz wspierać chłopca podczas najtrudniejszych chwil. Możesz mu pomagać na wszelkie sposoby, lecz twój udział liczyć się nie będzie. To chłopiec swoim uczynkiem może uwolnić naszego króla. Tobie nie wolno posunąć się do końca, król nie może cię zobaczyć.

Dolg zamyślony pokiwał głową.

– Rozumiem. Nie mogę brać bezpośrednio udziału, lecz za to mogę ułatwiać?

– Tak, potrafisz bowiem o wiele więcej niż młodziutki chłopiec z ludzkiego rodu. Twoje zdolności są nieprawdopodobne. Ze względu jednak na swe pochodzenie nie nadajesz się do wypełnienia tej misji. Zły Gottskalk – a więc powiedziałem ci jego imię – wiedział, co robi, stawiając warunek, że tylko człowiek ocalić może króla elfów. Bo człowiek nie ma żadnych możliwości, by poradzić sobie z tym zadaniem, a nam nawet nie wolno próbować. Gdybyśmy się o to pokusili, nasz król skazany by został na uwięzienie przez całą wieczność.