Выбрать главу

– No i duchy – ciągnął wzburzony i przejęty Bjarni. – Oczywiście ich nie widziałem, ale wy tak naturalnie o nich mówicie.

Umilkł. Nie chciał głośno dodać tego, co jeszcze przyszło mu do głowy. “Albo jesteście rodziną głupców, albo też posiadacie niesamowity dar przekonywania. Bo kiedy zaczynacie mówić o duchach, elfach, karłach i wszystkim, czego ja nie widzę, wierzę w każde wasze słowo”, dopowiedział w myślach ze wstydem.

Czasami tylko ogarnia mnie sceptycyzm. Zwłaszcza tutaj, gdzie mam…

Boże, nie! Znów ogarnęła go panika.

– Wydaje mi się, że Bóg nie zaakceptuje tej przygody – stwierdził w końcu z wahaniem.

Tiril zatrzymała się na równinie, gdzie huk wodospadu jeszcze nie zagłuszał ich słów. Ujęła lodowate dłonie chłopca. Zmarznięte od nocnego chłodu, czy też ze strachu?

– Bjarni – zaczęła ostrożnie. – Znasz legendę o Tannhäuserze?

– Nie.

– To słynny poeta liryczny, który odkrył podziemne wejście do groty Wenery i tam spędził długi czas z boginią na rozkoszach miłosnych; ogarnięty skruchą pospieszył do Rzymu, aby prosić papieża o absolucję. Papież jednak nie chciał o tym słuchać. “Prędzej moje berło zakwitnie, niż ty otrzymasz rozgrzeszenie!” wykrzyknął gniewnie. Tannhäuser odszedł, a trzy dni później berło biskupie wypuściło zielone listki. Pewna szwedzka legenda opowiada o bracie Martinie, opacie klasztoru, który w lesie napotkał jakieś maleńkie istoty. Poprosiły go one, by pozyskał dla nich spokój duszy. “Opacie, opacie, odpraw za nas mszę”, błagały, ale mnich odmówił. “Myślicie, że was nie poznaję, szare karzełki?” zawołał. On także się omylił i musiał zawstydzony schylić czoło przed dobrocią Pana. Nie pamiętam początku tej legendy, ale wiem, że tak właśnie się zakończyła.

Bjarni zamyślony pokiwał głową.

– Są także islandzkie baśnie na ten sam temat, o wielkich trollach, które chciały posłuchać bicia kościelnych dzwonów i uczestniczyć we mszy, albo żeby je pogrzebano w poświęcanej ziemi, by mogły pójść do nieba. Księża tego zabraniali, lecz Bóg je do siebie dopuścił.

– No widzisz – łagodnie rzekła Tiril. – W całej Skandynawii, myślę, że na całym świecie, istnieją podobne podania i legendy o surowości ludzi Kościoła wobec elfów trolli i upiorów i Bożym miłosierdziu. Kościół wyklina także ludzi, którzy są inni i nie pasują do stworzonego przez duchownych wzorca. Widzisz, Kościół zawsze musi znaleźć sobie wroga, inaczej nie mógłby krzyczeć. Ale Chrystus nikogo nie osądzał.

We wzroku Bjarniego pojawiła się nadzieja. To wspaniały chłopiec, pomyślała wzruszona Tiril. Nie jest tak przystojny jak moi synowie – która matka uważałaby inaczej! – ale czystość spojrzenia przydaje mu szczególnej urody. Jest też silny i wysoki, wyższy ode mnie.

– Módl się więc do Boga, kiedy się boisz, Bjarni! Moja matka jest bardzo religijna i my to akceptujemy. Ona jest katoliczką, ty chyba nie, ale to przecież nieistotne. Największe znaczenie ma szczera modlitwa. – Tiril się uśmiechnęła. – A nie zaszkodzi mieć po swojej stronie i Boga, i elfy, i duchy, prawda?

Bjarni uśmiechnął się z ulgą.

– Myślę, że Bóg nie będzie się za to gniewał – powiedział nieśmiało.

– Ja też tak uważam. Spróbujemy teraz ich dogonić? Ależ, wielkie nieba… Co się dzieje z Dolgiem?

Jej starszy syn zatrzymał się, stał zwrócony w stronę doliny. Twarz zasłonił dłońmi, zdrętwiały, znieruchomiały, jakby ujrzał coś, czego ona dostrzec nie mogła.

Tiril jednak nie miała czasu się nad tym zastanawiać, przywoływali ją bowiem, musiała iść naprzód, Villemann już wspinał się po stromym zboczu, które należało pokonać.

– Co poczniemy z Nerem? – spytała Tiril. Musieli teraz wołać, by przekrzyczeć szum wodospadu.

Móri zatrzymał się i odwrócił.

– Masz rację. Nie chciałbym zabierać go na mostek. Jeszcze przyjdzie mu do głowy skoczyć za Dolgiem prosto na zatracenie.

– Mogę zostać tu i trzymać go na smyczy – zaproponowała Tiril. – Wcale nie mam ochoty patrzeć, jak chłopcy znikają w wodzie. Ty i Villemann poradzicie chyba sobie sami ze spuszczeniem ich w dół?

– Powinno nam to pójść gładko. Będą mocno przywiązani, jedyne, co będziemy mieli do zrobienia, to opuścić ich z odpowiednią prędkością.

Jedyne, co oni mają do zrobienia, powtórzył w myślach wstrząśnięty Bjarni. Czuł, że ze strachu bliski jest płaczu. A my, Dolg i ja?

My tylko powinniśmy pozwolić się spuścić prosto w huczący wodospad, zawisnąć między niebem a ziemią, dać się porwać mokrym ramionom wody, wessać wirom. A potem przedostać się za wodospad. Nie wiem, jak zdołamy pokonać prąd i wiry, w dodatku zejść pod wodę!

I ja się na to zgodziłem?

Chyba oszalałem, ale muszę przyznać, że poza strachem odczuwam trochę dumy.

Jak można być tak niemądrym?

Tiril miała rację: Z Dolgiem jest coś nie w porządku.

To mnie chyba najbardziej przeraża. Spokojny, silny Dolg, mój najlepszy przyjaciel, stoi bezradny, chwieje się na nogach, zapatrzony w coś, czego nie widzimy, zasłania dłońmi twarz.

Pozostali także już zwrócili uwagę na dziwne zachowanie Dolga. Tiril i Móri znaleźli się na tej samej wysokości na zboczu, co on, Villemann schodził na dół.

– Co się stało, synu?

Dolg ocknął się i popatrzył na nich.

– Ojcze… Zapomnieliśmy o czymś. Nie wzięliśmy pod uwagę niezwykle istotnego elementu!

Rozdział 13

A więc przed tym ostrzegała go królowa elfów!

Dolg westchnął ciężko. Nie potrafił rozpoznać niebezpieczeństwa.

– Co się stało, Dolgu? – spokojnie i cierpliwie powtórzył pytanie Móri.

– Nie wiem, co to jest. Nie słyszycie?

– Czego? – spytał Villemann. – Wodospadu?

– Nie, nie! Takiego niezwykłego, ponurego pomruku, jakby śpiewał olbrzymi chór smutnych mnichów.

Móri nie spuszczał z niego oczu.

– Co ty wygadujesz, chłopcze?

Dolg wciąż stał zwrócony w stronę doliny.

– Nie chcę tego mówić, nie chcę się odwracać, ale… Musicie o tym wiedzieć. Na moście ktoś stoi. Nie ma zamiaru nas przepuścić.

Móri pobladł.

– Gottskalk! Przybył spod ziemi, z chóru złych, nieczystych czarnoksiężników, wśród których kiedyś wędrowałem, nawet dwukrotnie. Co teraz zrobimy?

– Królowa elfów mnie ostrzegała. Mówiła, bym prosił cię o pomoc, ojcze.

Twarz Móriego wykrzywiła się w grymasie.

– Niechętnie wdam się w walkę ze zmarłym czarnoksiężnikiem tak potężnym jak Gottskalk Zły, ale nie zostawię cię samego, synu.

Tiril rzekła łagodnie:

– Czy i ty nie masz po swojej stronie zmarłych czarnoksiężników?

– Oczywiście – uśmiechnął się Móri. – Hraundrangi – Móri! Nauczycielu! Jesteście tam?

– Jesteśmy gotowi – rozległ się głęboki głos. – Gottskalk was nie powstrzyma.

– Dobrze! Tiril, Bjarni i Villemann, wy zaczekacie tutaj razem z Nerem.

Villemann zwykle w podobnych wypadkach narzekał, że odsuwa się go na bok, ale tym razem się nie obraził. Co prawda nie widział postaci na moście, ale czuł, że nie chce jej spotkać.

Czasami lepiej nie posiadać nadprzyrodzonych zdolności!

Dolg i jego ojciec pięli się dalej w górę, aż ujrzeli powierzchnię mostu.

Nieprawdopodobne, co potrafi stworzyć przyroda! Trudno było uwierzyć, że żaden człowiek nie przyłożył ręki do tego dzieła. Most był dostatecznie szeroki, by mógł nim przejechać wóz konny, ale nic więcej, jak gdyby to islandzkie elfy zbudowały go na swój własny użytek. To cudo natury porastał szarozielony mech charakterystyczny dla pól lawy, ten, który w deszczu i słońcu całkowicie zmienia barwę.