Выбрать главу

Most stał pusty. Droga dla Bjarniego i jego przyjaciela Dolga była wolna.

Móri i Dolg popatrzyli po sobie. Odetchnąwszy z ulgą, powrócili do czekających przyjaciół.

– Dziękujemy wam, duchy, dzięki, Cieniu! – zawołał Móri, a Dolg powtórzył jego słowa.

– Cała przyjemność po naszej stronie. – W głosie Nauczyciela dała się wychwycić nuta wesołości.

– Chętnie wrócimy – zawtórował mu Hraundrangi – Móri.

– Wrócicie? – uśmiechnął się Móri. – Cieszylibyśmy się bardzo, gdybyście teraz zostali z nami. Obawiam się, że potrzebna nam będzie wszelka pomoc, jakiej tylko możecie nam udzielić.

– Oczywiście – powiedział Cień. – To nasze zadanie, tak samo jak wasze.

Bjarni słyszał głosy, lecz nic niesamowitego już nie widział, nawet w postaci Cienia. Nero był teraz sam, przed nim, Bjarnim, nikt już nie stał.

Dolg uśmiechnął się rozmarzony.

– Co wywołuje twój uśmiech? – zapytała Tiril.

Ocknął się.

– Nazwali mnie Lanjelin. Królowa elfów tak się do mnie zwracała.

– Bardzo dobrze – zdecydowanie oświadczyła Tiril. – Zawsze uważałam, że to najpiękniejsze z twoich imion.

– To imię elfów – wyjaśnił Dolg. – Mnie także się podoba. Jeśli więc chcecie…

– Nie – przerwał mu Móri. – Duchy nadały ci imię Dolg, aby poprzez nie dodać ci sił. Ale dobrze, że elfy nazywają cię swoim imieniem. Sądzę, że dzięki temu twoja moc się zwiększy.

– Doskonale! A kiedy będę miał do czynienia z Kościołem, mogę używać imienia Matthias. Bardzo praktyczne!

Pozwolili sobie na żarty, bo kiedy pozbyli się zagrożenia w postaci Gottskalka Złego, napięcie nieco opadło. Wciąż jednak czekały poważne sprawy. Wszyscy razem przeszli na most, Tiril trzymała Nera na krótkiej smyczy.

W podwójnym blasku, księżyca i słońca, które już zaszło, pozostawiając po sobie zaledwie poświatę, wodospady lśniły niczym srebro.

Bjarni na pewien czas zapomniał o swych obawach, ale teraz znów zadrżał śmiertelnie przerażony. Och, nie, nie zdobędzie się na skok do wodospadu, trzeba znaleźć jakieś inne rozwiązanie.

Ale innego rozwiązania nie było.

Trzęsąc się ze strachu obserwował mężczyzn dyskutujących, w jaki sposób przywiązać sznur. Chłopcu wydawało się to kompletnie niemożliwe, przecież nie było nic, do czego dało by się go przymocować.

Mężczyźni jednak podjęli najwidoczniej jakieś decyzje. Villemann na końcu sznura zawiązał pętlę i rzucił ją ku dolnemu wodospadowi!

Oszalał, zdenerwował się Bjarni. Co on chce zrobić?

Pętla zaczęła opadać, sznur niczym wąż przesuwał się między dłońmi Villemanna. Potem zatoczył szeroki łuk.

Bjarni nie mógł uwierzyć własnym oczom. Lina, nie przestając poruszać się po łuku, wsunęła się pod most! Pętla ukazała się po jego drugiej stronie, gdzie Móri i Dolg ją złapali.

Przewiązali liną most w jego najwęższym odcinku, tuż nad szalejącym wodospadem!

To nie stało się ot, tak, samo z siebie, uznał Bjarni.

Tiril napotkała jego wzrok.

Uśmiechnęła się.

– To pani powietrza – wyjaśniła. – Naprawdę dobrze jest mieć takich przyjaciół.

Bjarni westchnął przeciągle. Być może jednak ich śmiałe poczynania nie okażą się tak zupełnie pozbawione sensu?

Mężczyźni sprawdziwszy, czy umocowanie sznura wokół mostu jest dostatecznie silne, podeszli do Bjarniego. W rękach trzymali drugi koniec liny.

– Bjarni – z powagą zwrócił się do niego Móri. – Nie możemy dłużej czekać, noc mija. Nie bój się, Dolg będzie ci towarzyszyć przez cały czas, nie zostaniecie też sami!

– Dziękuję – wyjąkał Bjarni. – Ale pani powietrza nie może przecież…?

– Jest z nami także władczyni wody. Dopilnuje, abyś nie utonął wśród wirów. Ty i Dolg macie się skupić tylko na tym, żeby dostać się pod wodospad. Zapomnijcie o wszelkich niebezpieczeństwach, pozostawcie je duchom.

Bjarni pojął wreszcie: tylko ta drużyna mogła oswobodzić króla elfów z niewoli.

Przestał się już tak bardzo bać, chociaż serce waliło mu mocno, kiedy zerkał na otchłań wodospadu.

Dolg coś do niego zawołał. Wprawdzie stali tuż obok siebie, ale ledwie się słyszeli.

– Elfy są tutaj! – wołał Dolg. – Są tu ich tysiące. I z większą nadzieją patrzą na nasze poczynania teraz, kiedy Gottskalk Zły został unicestwiony.

– Czy przekleństwo, jakie rzucił na króla elfów, nie przestało istnieć wraz z nim? – zastanawiał się Bjarni. Teraz kiedy musiał mówić tak głośno, własny głos wydawał mu się piskliwy i dziecinny.

– Niestety, nie – odpowiedział Dolg. – Przekleństwo utrzyma swą moc po wsze czasy, o ile nie uda nam się go złamać. Czy wiesz, że jeszcze przed chwilą Gottskalk dowiedziawszy się, kto będzie ci pomagał, usiłował je zmienić? Ale mój ojciec i pozostali czarnoksiężnicy udaremnili to i nie udało mu się wyrządzić większej szkody.

– Czy ten upiór w biskupich szatach chciał nie dopuścić do tego, abyście mi pomogli?

– Oczywiście! Duchy są wszak ogromnie niebezpieczne dla jego planów.

– Ty i twój ojciec także, prawda?

– Owszem – uśmiechnął się trochę zażenowany Dolg. – Chyba tak, a teraz chodź już, zwiążemy się razem.

Bjarni starał się odpędzić wszelkie złe myśli, kiedy obwiązywali ich w pasie i wokół barków. Tiril odsunęła się na “ląd” razem z warczącym w podnieceniu Nerem. Pies dziko protestował, bo oto nie pozwalano mu wziąć udziału w kolejnej przygodzie, do której szykował się jego pan.

Bjarni dostrzegł za Dolgiem wielki, ponury cień. Cień jest z nim. A ze mną?

No, z nim byli wszyscy pozostali.

Mimo to jednak czuł się samotny. Był wszak jedynym człowiekiem w grupie, który miał się wyprawić w podróż w dół wodospadu. Tiril i Villeman się nie liczyli, oni tylko pomagali, nie uczestniczyli bezpośrednio w tym wszystkim.

Jeszcze raz musiał wysłuchać dokładnych instrukcji, tym razem udzielonych przez zachrypniętego Móriego. Przekrzykiwanie dwóch wodospadów nie za dobrze wpływało na struny głosowe.

Bjarni tylko kiwał głową. Znów poczuł, że płacz ściska go w gardle.

Dolg przyjrzał mu się badawczo.

– Bjarni… Stanę za tobą i obejmę cię za ramiona. Będziesz mógł patrzeć moimi oczyma.

Bjarni niewiele z tego rozumiał, ale kiedy poczuł na ramionach uścisk dłoni Dolga, ujrzał nagle coś, czego nie widział wcześniej!

Jego oczom ukazał się całkiem nowy obraz. Miejsce było to samo, lecz po obu stronach wodospadu, na zboczach, aż gęsto było od drobnych, delikatnych istot. Czekały, niespokojnymi oczyma obserwując jego, Bjarniego!

Były wszędzie, na równinie, na brzegach rzeki. Istoty tak kruche i drobne, że na ich widok serce mu się ścisnęło. Na twarzach wszystkich malował się ten sam wyraz, nadzieja pomieszana ze smutkiem, prośba o zmiłowanie, żal nad losem ukochanego króla.

Elfy.

Ale nie tylko. Znalazły się wśród nich dziwne istoty z tajemniczych światów Islandii, a także gromady postaci wyglądem przypominające Dolga!

W takim więc otoczeniu przebywali na co dzień Dolg i Móri?

Ujrzał stojącą obok Cienia przepiękną panią powietrza, otoczoną błękitną poświatą, i… uśmiechniętą dziewczynę. Dolg wyjaśnił, że to osobisty duch opiekuńczy Bjarniego.

– Dziękuję! – wydusił z siebie. – Myślę, że to mi wystarczy. Zrobimy, co w naszej mocy, Dolgu!

Wszyscy uśmiechnęli się ucieszeni. Obrazy zniknęły.

W następnej chwili ziemia usunęła się spod stóp Bjarniego. Poczuł, że opada ku spienionym, lśniącym kaskadom wody.

Śmiertelnie przerażony zaczął głośno krzyczeć.

Rozdział 14

Móri i Villemann zamocowali linę na tyle przemyślnie, że Dolg i Bjarni w ogóle nie musieli się ze sobą stykać, dla pewności jednak kiedy spuszczano ich na dół, Dolg mocno objął chłopca od tyłu, na wypadek gdyby Bjarniego ogarnęła panika.