Выбрать главу

Bjarni nie śmiał się poruszyć.

– Powiedz mi, królu, jak mogę cię uwolnić? Mam zaledwie czternaście lat i niewiele wiem. Nie otrzymaliśmy żadnych wskazówek, a chciałbym postąpić właściwie, tak abym wszystkiego nie zepsuł.

Melodyjny głos odparł:

– Nie mogę ci pomóc, młody Bjarni.

Chłopiec westchnął. Widać nie będzie to łatwe.

– W każdym razie udało się nam pokonać ducha złego biskupa, który cię tu uwięził, królu – rzekł z otuchą w głosie. – Upiór chciał nas zatrzymać na moście, ale Móri i jego duchy zniszczyły go potężnymi zaklęciami.

– To bardzo budująca wiadomość.

Bjarni zawahał się.

– Królu… czy mogę cię dotknąć?

W głosie dała się słyszeć wesołość:

– Chyba nawet powinieneś. Nie bój się, nie rozsypię się na kawałki.

Dotknąć elfa? Jakie to uczucie? Czy to niebezpieczne? A może już na zawsze pozostanie we władzy elfów? Ale przecież matce i jemu obiecano…

Bjarni postanowił zapomnieć o strachu i zamiast tego skupić się na swym zadaniu. To sen, myślał, żeby się pocieszyć. A we śnie nie jest się za nic odpowiedzialnym, można robić, co się chce.

Prędko się przekonał, że to słuszne nastawienie. Pozbył się wszelkich zahamowań. Wszystko to mi się śni, i już. Śnię, że dokonuję bohaterskiego czynu.

Doszedłszy do tego przekonania, nareszcie zdobył się na sprawdzenie, co jest koło niego, przestał się bać, że zrobi coś niewłaściwego. Podczołgał się jeszcze dalej i nagle zorientował się, że korytarz się rozszerza… Mógł wstać.

– Jestem tutaj – rozległ się głos tuż obok, tak blisko, że wystarczyło sięgnąć ręką.

Chociaż piękny głos brzmiał stosunkowo spokojnie, Bjarni wychwycił w nim niesłychane napięcie, drżącą nadzieję po tak długim czekaniu bez widoków na przyszłość. Trudne do wyobrażenia zmęczenie istoty, która się poddała.

Nareszcie czekanie dobiegło końca.

Ale gdyby Bjarni popełnił jakiś błąd… Co by się wówczas stało?

Nie było nikogo innego, kto mógłby uratować króla elfów.

– Wszystkie elfy czekają na zewnątrz – powiedział Bjarni królowi na pociechę. – A teraz przepraszani, ale mimo ciemności muszę zorientować się w sytuacji.

– Oczywiście!

Bjarni wyciągnął rękę, poczuł delikatny, miękki materiał. Klatka piersiowa, barki. Król elfów był znacznie mniejszy od niego.

– Powiedz, co mam zrobić? – spytał, cofnąwszy rękę. – Chciałbym postąpić właściwie.

– Znasz się na czarach?

– Nie, wcale.

– Wielka szkoda!

– Ale ci, co są ze mną, potrafią czarować – pospiesznie zapewnił Bjarni. – W grocie koło wodospadu czeka Dolg. Może on…

– Dlaczego sam tu nie przyszedł?

– Ponieważ nie jest człowiekiem czystej krwi.

Człowiek czystej krwi? Cóż to znowu za określenie? Ale król nie reagował na głupstwa, jakie plótł Bjarni.

– Zły czarnoksiężnik wiedział, co robi – rzekł król elfów z nie skrywaną goryczą. – Żaden człowiek nie zdołałby tu wejść, a nawet gdyby mu się to udało, musiałby znać się na czarach. Kto jednak dzisiaj to potrafi?

– Ojciec Dolga jest czarnoksiężnikiem, ale on czeka na moście, nie przypuszczam więc…

– Oczywiście, nie możesz iść tam i wrócić, nie ma na to czasu. Możesz podjąć tę jedną jedyną próbę. Ale tylko biała runa może znieść działanie złego zaklęcia, którym mnie spętał.

Bjarni jeszcze raz obmacał króla, wyczuł na nadgarstkach metalowe okowy, którymi przykuto go do skały. Podobne obręcze miał wokół kostek i szyi.

– Mój Boże, cóż za barbarzyństwo – szepnął chłopiec. Ojej, znów wymieniłem imię Boże, ale najwidoczniej nic to nie zaszkodziło.

– Mogę spytać Dolga – powiedział niepewnie. – Jeśli mi wolno?

Król elfów zawahał się.

– Nie mamy wyboru. Dowiedz się, czy ma runę, która chroni przed czarną magią i znosi moc złych zaklęć. Pamiętaj tylko, jemu nie wolno tu przychodzić, musisz załatwić to sam. Ale kto nosi w kieszeni taką runę?

– Ojciec Dolga na pewno. Miejmy tylko nadzieję, że sam Dolg… ale to zbyt wielkie wymagania. Idę od razu i zaraz wracam.

– O, tak, chłopcze, na wszystkie dobre moce, wróć! Jesteś niczym promyk słońca w wiecznym mroku!

Bjarni usłyszał niezwykłą rozpacz w głosie elfa, bezbrzeżny strach, że maleńkie światełko nadziei zupełnie zgaśnie.

Gorzej chyba dostrzegać nadzieję i patrzeć, jak ona niknie, niż nigdy jej nie widzieć, myślał Bjarni, czołgając się z powrotem przez ciasny korytarz.

Muszę mu pomóc, muszę! On jest taki słaby!

Dotarł wreszcie do Dolga i zasapany wydusił swoją prośbę.

– Wiem, o którą runę mu chodzi – rzekł Dolg z namysłem. – Jest bardzo skomplikowana, ale niebywale potężna. Niestety, nie mam jej przy sobie, nie przypuszczam nawet, by ojciec ją miał, taka jest okropna. Należy ją wyryć na kawałku ludzkiej skóry, narysować krwią dziewicy. Skóra także musi być skórą dziewicy.

– Ojej! – zafrasował się Bjarni. – Rzeczywiście brzmi to strasznie. A więc to koniec. Nie uda nam się ocalić króla elfów. Ogromnie mi przykro, wydał mi się taki piękny i miły, to znaczy chyba duszę miał piękną, bo przecież go nie widziałem. Dolgu, on jest kompletnie wyczerpany, nie ma sił na nic więcej!

– Co my zrobimy? – martwił się Dolg.

Nagle twarz Bjarniego się rozjaśniła, dało się to poznać nawet po głosie.

– Dolgu! A jeśli… jeśli wyryjemy… Chodzi mi o to, czy ktoś powiedział, że to musi być luźny kawałek skóry zdartej z człowieka? No i jeśli istnieje coś takiego, jak męska dziewica, to chyba właśnie ja?

Dolg mocno złapał go za rękę.

– Tak, Bjarni! Jesteś geniuszem! Narysujemy runę na twojej dłoni, moją krwią!

– Czy tak można?

– Nie – po namyśle przyznał Dolg. – W moich żyłach płynie nie tylko ludzka krew.

– Ale jeśli wyryjesz znak na mojej dłoni, na przykład nożem, będzie to wtedy moja krew, jeśli tylko zadrapiesz dostatecznie głęboko.

Dolg w mroku utkwił wzrok w chłopcu. Oczywiście nic nie zobaczył, lecz Bjarni czuł przenikliwe spojrzenie.

– Bjarni, to będzie bolało!

– Wcale się tym nie przejmuję, muszę uwolnić tego nieszczęśnika. Ale czy uda nam się to zrobić po ciemku? I czy masz nóż? Bo ja nie.

– Mam – odparł Dolg i głęboko wciągnął powietrze w płuca. – Dobrze, tak zrobimy, to nasza jedyna szansa. Chyba zapamiętałem czarnoksięską runę, mówiłem ci już, że to bardzo skomplikowany znak. W dodatku nic nie widzę. Ale podaj mi rękę, spróbujemy!

Bjarniemu wydawało się, że pierwsze ukłucie będzie najgorsze, kiedy jednak Dolg nie przestawał nacinać skóry na jego lewej dłoni – doszli do wniosku, że prawej może potrzebować – błagał, by wreszcie się to skończyło. Ból można znosić do pewnej granicy, lecz kiedy wciąż jest odnawiany…

Wreszcie Dolg był zadowolony.

– Znak gotowy, prawdopodobnie bardzo krzywo i nieporadnie narysowany, ale lepiej nie umiałem. Byłeś wyjątkowo dzielny, Bjarni, to przecież musiało ci sprawić wielki ból. Wracaj teraz jak najprędzej do króla i staraj się nie zabrudzić rany! Weź moją chusteczkę, jest czysta, i obwiąż nią rękę!

– Dziękuję!

– Zaczekaj chwilę! – wstrzymał go jeszcze Dolg.

Chłopiec przystanął. Dolg sprawiał wrażenie bardzo niepewnego.

– Bjarni… weź tę skórzaną sakiewkę. Nie otwieraj jej, jeśli nie poczujesz, że to absolutnie konieczne. W środku jest…

– Wiem, co jest w środku – przerwał mu Bjarni. Z uniesienia głos mu drżał. – Niebieski szafir. Dolgu, będę na niego bardzo uważał, nie wiesz nawet jak. I użyję go tylko w razie absolutnej konieczności.