Выбрать главу

– Dobrze. Jeśli ta niezgrabnie narysowana runa nie pomoże, będziesz musiał spróbować wykorzystać moc kamienia. Nie mam pojęcia, jaką władzę nad złą czarną runą ma szafir, obawiam się, że żadną, bo przecież nie może nawet zbliżyć się do zła. Ale będziesz musiał zdecydować sam. – Dolg westchnął. – Chciałbym móc iść z tobą!

– Ja także bym tego chciał – cicho powiedział Bjarni. – Ja także.

Poczuł łzy palące w oczach i pospiesznie wcisnął się w ciasne przejście. Oby poszło dobrze, mieli przecież tylko tę jedną jedyną szansę. A Bjarni tak serdecznie współczuł nieszczęsnemu, udręczonemu królowi.

Ten zakon rycerski musi być naprawdę straszny, przeokropny, pomyślał po dziecinnemu.

– I co? – spytał król elfów, kiedy Bjarni stanął przed nim.

– Wymyśliliśmy naprędce rozwiązanie – oświadczył zdyszany chłopiec. Co najmniej dziesiąty raz sprawdzał, czy kiedy czołgał się przez korytarz, skórzany woreczek z szafirem nie doznał uszczerbku. – Musiałem się nauczyć kilku koniecznie potrzebnych słów. Zacznę od ręki, królu. Zobaczymy, jak nam pójdzie.

Król znieruchomiał, gdy Bjarni przyłożył lewą dłoń do masywnych okowów i wyszeptał słowa, których nauczył go Dolg.

Czekali.

Czyżbym musiał wykorzystać szafir? zastanawiał się Bjarni. Przecież nie należy go brukać złem, nie chcę tego. Nie widziałem go wprawdzie, ale tyle mi o nim opowiadali. Szafir zawsze ma do czynienia tylko z dobrem.

Niepokoiło go to, tak samo jak sytuacja króla elfów.

W jęczącym, zgrzytliwym proteście okowy puściły, wolno podzieliły się na pół. Jedna ręka króla elfów została oswobodzona.

Dzięki Ci, dobry Boże, pomyślał Bjarni z ulgą. Na razie nie muszę używać kamienia.

– Prawie nie mogę ruszyć ręką – niecierpliwił się elf rozgorączkowany. – Jakim potworem musiał być ten, który mi to zrobił. Druga ręka, prędko!

Kiedy krew Bjarniego dotknęła metalowych okowów na drugiej ręce, i one musiały puścić. Tak samo stało się z więzami na jednej nodze, ale potem było gorzej.

Obu ogarnął strach. Znaleźli się już tak blisko celu i nagle takie niepowodzenie!

– Może nie masz krwi na dłoni? – zasugerował król elfów. – Runę trzeba przecież narysować krwią.

– Chyba masz rację. Zaczekaj, spróbuję wycisnąć więcej.

– Rzeczywiście nie jesteś zwyczajnym chłopcem – pochwalił Bjarniego król. – Winien ci jestem ogromną wdzięczność.

Bjarni nie miał czasu na odpowiedź. Czuł ciepłą krew spływającą po nadgarstku i myślał tylko: Jak ja właściwie wyglądam? Zakrwawiony i brudny, najlepsze ubranie przemoczone do suchej nitki. Co powie babcia?

Zaraz jednak przypomniał sobie, że nie wraca do babci, i uznał swoje troski za nic nie znaczące w tej dramatycznej chwili. Skupił się na swym zadaniu. Jeszcze raz przycisnął wyrytą na dłoni magiczną runę do metalowych więzów, tym razem poszło lepiej. One także musiały ustąpić.

Pozostawała ostatnia obręcz, na szyi. Zgrzytała wprawdzie, lecz nie puszczała. Bjarni nie chciał teraz używać szafiru, niszczyć przepięknego kamienia Dolga. Nie rezygnował jednak, wycisnął więcej krwi i raz po raz wygłaszał magiczne formuły, niezwykłe słowa powtarzały się w nich w rozmaitych kombinacjach, rytmicznie, dźwięcznie, monotonnie.

Prawą ręką musiał jednocześnie podtrzymywać króla elfów, nieszczęsny bowiem nie był w stanie utrzymać się na nogach. Przykucie do ściany na wiele stuleci może okazać się brzemienne w skutki nawet dla elfa.

Bjarni zatracił rachubę czasu, nie wiedział, jak długo już odmawia zaklęcia, aż wreszcie rozległ się przeciągły zgrzyt i okowy puściły.

Król elfów odzyskał wolność, lecz była to drogo okupiona swoboda. Osunął się na skałę. Bjarni usiłował go podtrzymać.

– Ja… nie mam siły. Jest już… za późno – szepnął elf.

– Nie, to niemożliwe – przestraszył się Bjarni. – Zaczekaj! Wytrzymaj, chyba mogę… Zła moc, jaka tutaj panowała, została już pokonana, prawda?

Wyczuł, że król elfów lekko skinął głową.

– Wobec tego mam coś, co… Zaczekaj, zaraz wyjmę kamień Dolga.

W rozpaczy jedną ręką sięgnął do skórzanego woreczka, drugą podtrzymywał głowę elfa. Wreszcie zacisnął palce na olbrzymiej kuli, tak wielkiej, że nie zdołał jej utrzymać jedną ręką. Dlatego musiał ułożyć króla na kamiennej posadzce.

Przyłożył kamień do jego głowy, potem do piersi, prosząc, by do wycieńczonego ciała powróciła siła.

Król elfów poruszył głową.

– Co robisz, Bjarni? Wyczuwam coś…

Jego głos ucichł, a Bjarni bliski był rozpaczy.

– Proszę, nie umieraj! Nie przypuszczałem, że elfy mogą umrzeć.

– Bo… tak nie jest. Ale możemy… stracić moc… Zwiędnąć… zmienić się w nicość. Ale wyczuwam… życiodajną siłę… wzmacniającą, nie wiem, co to jest. Od niepamiętnych czasów… nie czułem takiego… przypływu dawnej mocy. Chłopcze, co tak iskrzy i lśni w ciemności? Mgliste błękitne promienie ciepła docierają do mego serca.

– To błękitny szafir, panie królu. Należy do Dolga.

– Niebieski kamień? Dolg ma niebieski kamień? – spytał zdumiony król, jego głos brzmiał teraz znacznie żywiej. – Oddaj mi go, oddaj na zawsze!

Bjarni odsunął szafir od rąk elfa.

– Nie mogę, on jest własnością Dolga, tylko Dolga, wszyscy tak mówią.

Król elfów cofnął ręce, spuścił głowę.

– Oczywiście, wybacz mi chciwość, to niegodne króla elfów. Kiedy po tych latach spędzonych w półśnie znalazłem się nagle tak blisko cudownego kamienia, myśli mi się zmąciły. A więc to Dolg… A przecież zrozumiałem, że ten, który znalazł niebieski kamień, nosi inne imię? Czy to naprawdę…

Nie dokończył zdania i Bjarni się zdziwił. Zdumiało go jeszcze inne zjawisko: nagle poczuł się spokojny i bezpieczny, wszystko w życiu wydało się proste.

Czyżby to wpływ niebieskiego kamienia? Kiedy rodzina Dolga opowiadała mu poprzedniej nocy swoją historię, wspomnieli, że nikomu nie wolno dotykać kamienia. Szafir mógł wydłużyć życie człowieka, przydać siły, zdrowia i mądrości.

Dolg powierzył mu ów skarb, okazując tym samym niesłychane zaufanie. Bjarni musiał dowieść, że jest tego godzien.

Oczywiście, odczuwał wpływ kamienia! Wiedział, że od tej chwili nie będzie już taki sam jak przedtem.

Spostrzegłszy, że elf jest już o wiele silniejszy, schował kamień do skórzanego węzełka i pomógł z dawna wytęsknionemu przez elfy królowi wstać.

– Dziękuję – szepnął oswobodzony więzień.

Bjarni ostrożnie go podpierał.

– To imię, o którym myślałeś, królu… Imię właściciela szafiru… Czy to przypadkiem nie Lanjelin?

– Tak! Skąd to wiesz?

– Ponieważ Dolg nosi także imię Lanjelin. Królowa mówiła, że nosi je właśnie dla elfów.

– A więc on jest jednak tym właściwym. Dobrze to wiedzieć. Chodź! Pomóż mi stąd wyjść, młody bohaterze!

Bohaterze? Bjarni w myślach smakował to słowo i musiał przyznać, że bardzo mu się podoba.

Rozdział 15

Wyszli z korytarza do mrocznej groty, gdzie czekał na nich Dolg.

– Udało się?

– Tak! – z zapałem odparł Bjarni. – Król elfów jest ze mną, nie widzisz go, ale on tu jest. A oto węzełek z kamieniem, dziękuję, że mi go pożyczyłeś.

– Bądź pozdrowiony, Lanjelinie z dawnego ludu! – powitał Dolga król wszystkich elfów Islandii.

– Bądź pozdrowiony, królu! Weź mnie za rękę, pójdziemy do światła. To nie jest miejsce, w którym warto zostawać dłużej.

Dolg na powrót opasał liną siebie i Bjarniego, wszyscy trzej dali nurka. Zdaniem Bjarniego był to najtrudniejszy moment, ale mocno zacisnął usta i wytrzymał. Wkrótce ujrzeli światło dnia, lśniące w blasku słońca kaskady kropli. Bjarni wiedział, że właściwie wciąż trwa noc, to tylko latem słońce wstawało tak wcześnie.