Wodospad z hukiem opadał w dół. Dolg postanowił, że nie zostaną wciągnięci na most, lecz pozwolą się ponieść prądowi płynącej przez równinę rzeki. Dość trudno było nie dać się pochwycić wirom, Bjarniego parę razy olbrzymi lej wessał pod wodę, zanim towarzysze zdążyli go złapać.
Chłopiec widział teraz króla elfów. W podziękowaniu za bohaterski czyn oczy Bjarniego uczyniono widzącymi.
Stał się teraz jednym z nich!
Unosząc się na spokojniejszej wodzie, i później, wchodząc na ląd, zadumał się nad tym, jaki to zaszczyt spotkał człowiecze dziecko. Ciekaw był, czy i Villemann widzi króla i całe gromady elfów oraz innych duszków przyrody, tłoczące się na zboczach, by ich powitać. Jasne było, że Dolg widzi elfy, podobnie Móri, ale dwoje pozostałych, Villemann i jego matka Tiril?
Tego nie wiedział.
Spotkanie króla z elfami wypadło naprawdę wzruszająco. Ludziom pozostawało jedynie stać i czekać na swoją kolej. Ta chwila nie należała do nich.
W oślepiającym blasku słońca o świcie powrócili do Landmannalaugar; ludziom towarzyszył orszak szczęśliwych istot przyrody. Villemann, któremu podobnie jak Tiril dane zostało tej nocy widzieć to, co zwykle bywa ukryte, oddał swego wierzchowca królowi elfów i jego królowej. Sam przesiadł się na konia Dolga. Nero szczęśliwy podskakiwał obok nich. Niewiele z tego wszystkiego rozumiał, ale widział, że jego państwo się cieszą i dużo śmieją. A kiedy maleńki elf wskoczył mu na grzbiet, Nero uznał to za wesołą zabawę, taką, w jakiej i oni biorą udział. Z dumą niósł leciutkiego jeźdźca, nie zatrzymując się nawet, żeby podnieść nogę przy kamieniach i co ciekawszych zapachach. To przecież nie uchodzi, kiedy już przypadł w udziale taki zaszczyt.
Zatrzymali się przy Landmannalaugar i w trakcie postoju omówili dalsze poczynania. Tiril chciała zaproponować elfom poczęstunek z własnych, dość już skąpych zapasów podróżnych, lecz elfy ze śmiechem podziękowały, mówiąc, że takie sprawy załatwiają same.
Król elfów, piękny tak jak powinna być romantyczna baśniowa postać, westchnął szczęśliwy:
– Pomyśleć tylko, że naprawdę istnieje taka rodzina! I że przybyliście nam na ratunek, zgodziliście się stawić czoło trudom i niebezpieczeństwom tylko ze względu na mnie. I to dzielne ludzkie dziecko, dokonało bohaterskiego czynu, wówczas gdy wy z uwagi na swoje pochodzenie nie mogliście nic zrobić! Moja wdzięczność nie ma granic!
Drobniutkie, kruche dziewczęta z rodu elfów obsiadły Bjarniego i w podziwie chciały go dotknąć.
Chłopiec śmiał się zażenowany.
– Wcale taki dzielny nie byłem. Szczerze mówiąc, zmoczyłem się, kiedy razem z Dolgiem wpadliśmy do wodospadu, ale w tamtej sytuacji nie miało to większego znaczenia.
– Po prostu dolałeś trochę wody do rzeki – wytłumaczył Villemann.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Śmiech elfów brzmiał, jakby wiatr trącał srebrne listki.
Nie tylko Bjarni stał się obiektem zachwytu maleńkich elfów. Dolg i Villemann także musieli poddawać się uściskom, pieszczotom, wytrzymywać głębokie spojrzenia w oczy. Villemann z radością je odwzajemniał, Dolg jednak zachowywał większą wstrzemięźliwość. Kiedy delikatne rączki stawały się zbyt natrętne – bo przecież elfy są w zasadzie bardzo zmysłowymi istotami – odsuwał je zdecydowanie, choć z przyjacielskim uśmiechem.
Nie wszystkie elfy były malutkie, wśród nich znajdowały się również całkiem spore istoty. To te, które były przywiązane do jakiegoś miejsca. Minionej nocy, kiedy wszystkim obecnym dano możność widzenia tego, co zwykle ukryte, zobaczyli, że nad każdą skałą, nad każdą górą i rzeką, a także prawdopodobnie nad każdym domem, czuwa elf. Ich rozmiarów ludzie nie potrafili określić, każdego elfa otaczała bowiem jaśniejąca poświata, która sprawiała, że trudno było na dłużej zatrzymać na nich wzrok.
Szkoda, że mama tego nie widzi, pomyślał Bjarni, wzdychając uszczęśliwiony. Ale może by się przestraszyła?
O dziwo, jego myśli krążyły wyłącznie wokół matki, nigdy nie wspominał dziadków, chociaż byli przecież dla niego dobrzy. Ale czy na pewno…? Czy dobry człowiek wciąż opowiada o swej dobroci i poucza wnuczka, jak bardzo powinien być im wdzięczny za to, że uratowali go przed obojętnością, niedbałością i nieodpowiedzialnością matki?
Dolg przecież mówił co innego. Opowiadał o matce, która przywoziła synowi podarki, lecz nie pozwolono jej mu ich przekazać. Która błagała, by wolno jej było go zobaczyć, ale i na to nie dostawała zgody. Która tęskniła i płakała w samotne noce daleko, w bezludnej górskiej dolinie.
Bjarni bardziej wierzył Dolgowi niż dziadkom. Ich “dobroć” przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie chciał do nich wracać, pragnął jechać do domu do matki i powiedzieć, jak bardzo ją kocha i jak za nią tęskni.
Z zamyślenia wyrwały go krzyki i śmiech. Usłyszał głos Tiriclass="underline"
– Och, Nero, znowu! Na pewno znalazł coś zgniłego, cuchnącego, zobaczcie tylko, jak się tarza, aż sapie z zadowolenia. Świnka!
– Nie rozumiecie, że on się perfumuje? – zaśmiał się Villemann. – Nero, przestań, nie chcemy wlec ze sobą śmierdzącej kupy gnoju na czterech łapach. Wchodź do wody! Szybciutko!
Nero jednak wcale nie miał zamiaru pozbywać się wspaniałego pachnidła, informującego, gdzie przebywa i jaki to z niego pies, lecz elfy potraktowały słowa Villemanna serio. Chichocząc zagnały Nera do przyjemnie ciepłego źródła i opryskały wodą. Dopiero po wyszorowaniu do czysta wyciągnęły go na ląd, Nero zaś uznał, że takie troskliwe zabiegi są właściwie bardzo przyjemne.
Królowa elfów wstała.
– Ludzie potrzebują snu – wyjaśniła. – Prześpijcie się, wszyscy pięcioro, i pies także. Potem, kiedy was obudzimy, przekonacie się, jak prędko my, elfy, potrafimy jeździć konno. Wrócimy do domu, do Gjäin.
Dolg podniósł głowę.
– Ale na mnie czeka zadanie, które mam wykonać. Później chciałbym jak najszybciej odprowadzić Bjarniego do matki.
– Lanjelinie, zadanie czeka na ciebie właśnie w Gjäin, nie zrozumiałeś tego jeszcze? A i tak zdążysz odwieźć naszego młodego przyjaciela do domu. Teraz śpij, przed tobą ciężki dzień.
Dolg popatrzył na nią pytająco, lecz nic już nie dodała.
– My zaczekamy – powiedziała.
– Obiecajcie, że wkrótce nas zbudzicie! Potrzeba nam zaledwie paru godzin snu, a znów będziemy rześcy.
– Co to znaczy parę godzin? – uśmiechnęła się rozmarzona.
Rzeczywiście, czyni były dwie godziny w porównaniu z epokami czasu elfów?
Nigdy jeszcze nie jechali tak prędko! Konie wprost szybowały nad ziemią. Ludzie nie rozumieli, że elfy wykluczyły czas i w ten sposób odległość, na której pokonanie potrzeba całego dnia, przebywali błyskawicznie. Jechali w “czasie elfów”, nie w normalnym, ludzkim.
Tym razem towarzysze podróży Dolga mogli odwiedzić Gjäin, baśniowo piękną dolinę, którą tak bardzo chciał im pokazać. Później jednak mieli się wycofać i czekać na niego po drugiej stronie Thjorsardalur, oddzieleni od Gjäin czarnymi, pokrytymi popiołem wulkanicznym obszarami.
Po pierwszym etapie ratowania króla elfów duchy zachowywały się biernie. Najwidoczniej pozostawiły elfom kontakty z Drugim Światem.
Dolg także ich nie widywał. Wiedział, że Cień niespokojnie go obserwuje, wkrótce wszak Dolg miał przystąpić do wykonania swego głównego zadania, które w najwyższym stopniu dotyczyło także Cienia.
Ale potężny duch opiekuńczy trzymał się z boku. Nie włączał się nawet teraz, kiedy wiadomo już było, że sytuacja naprawdę robi się poważna.