Dolg zrozumiał więc, że musi tego dokonać sam.
Wiedzieli już, że elfy różnią się wielkością. Niektóre były tak maleńkie, że ludzie obawiali się, by ich przypadkiem nie zdeptać.
Kiedy Dolg schodził w dół do strumienia w dolinie Gjäin, do ucha podfrunął mu taki właśnie maleńki elf.
– Wsuń mnie do kieszeni – szepnął.
Dolg nie mógł się zorientować, czy to on, czy ona.
Przez moment się zawahał, ale kiedy wyglądało na to, że nikt akurat na niego nie patrzy, rozchylił kieszeń opończy. Elf szybciutko się schował.
Przeprawili się przez strumień i stanęli przed grotą.
Król elfów trzykrotnie uderzył w skałę.
We wnętrzu góry zahuczało, ukazały się kamienne drzwi i za chwilę wyszedł z nich Starzec.
Po długiej, radosnej ceremonii powitania zwrócili wreszcie uwagę na Dolga, grzecznie trzymającego się z tyłu.
– Musimy to uczcić – oświadczył Starzec. – Ty i twoi towarzysze zasłużyliście na szczególne podziękowania, wróciliście bowiem cześć światu elfów.
– Najpierw jednak chyba powinienem wypełnić moje zadanie?
– Tak będzie rzeczywiście najlepiej – przyznał po namyśle Starzec. – Chociaż być może cię utracimy.
A kiedy Dolg popatrzył na niego pytająco, dodał:
– Jeśli ci się nie powiedzie.
Zabrzmiało to doprawdy złowieszczo. Ale maleńki elf delikatnie stuknął go w pierś, jakby na pociechę.
– Wolno ci tu być? – szeptem spytał istotkę Dolg, kiedy nikt na niego nie patrzył.
Elf odszepnął:
– Królowa elfów o tym wie. W ten sposób pragnie ci podziękować. Ale nic nie mów Starcowi!
Dolg uśmiechnął się. Postanowił nie zdradzać tajemnicy, bo nie mógł pozbyć się paskudnego uczucia, że bardzo będzie potrzebował pomocy.
Uprzejmym gestem zaproszono Dolga do groty za kamiennymi drzwiami.
Elfy, które dotychczas tłoczyły się wokół niego, ucichły i pozwoliły, by ruszył jako pierwszy zaraz za Starcem i parą królewską.
Starzec góruje nad elfami, uświadomił sobie Dolg. Ależ oczywiście, przecież on symbolizuje całą Islandię.
Przeszli przez mroczny korytarz, którego istnienia Dolg się domyślał, kiedy ostatnio tutaj był. Wkrótce potem znaleźli się w uroczyście przystrojonej sali.
Czekały tu stoły nakryte do wielkiej uczty, co oznaczało, że Starzec i jego tajemniczy pomocnicy, których dawało się dostrzec wśród cieni, otrzymali już wcześniej wieści o powrocie króla elfów.
Starzec zwrócił się do Dolga:
– Czy wiesz, na czym będzie polegać twoje zadanie?
– Nigdy mi o tym nie mówiono, ale mam swoje przypuszczenia.
– Z pewnością, z pewnością – pokiwał głową Starzec, a w jego mądrych oczach zapaliły się iskierki wesołości. – Zacznij więc od razu, masz niewiele czasu.
Dlaczego? zastanawiał się Dolg. Kolejna księżycowa noc.
Nie, to się nie zgadza. Starcowi chodzi o co innego, lecz o co – tego Dolg nie wiedział.
– Niestety, nie mogę ci towarzyszyć w tej przeprawie – oświadczył Starzec. – Udzielę ci jednak wskazówek. Musisz wejść przez te drzwi. Za nimi ujrzysz troje innych drzwi, należy wybrać jedne. Jeśli się omylisz, wkrótce umrzesz. Jeśli natomiast wybierzesz dobrze, staniesz przed kolejnym wyborem. Będziesz musiał walczyć z właściwą bestią. Gdy twój wybór okaże się trafny i pokonasz przeciwnika, dotrzesz do samego jądra, do komory, w której zobaczysz trzy szkatułki. I tu także będziesz musiał wybrać tę właściwą. Pamiętaj, że jeden błąd, bez względu na to, w którym miejscu go popełnisz, wcześniej czy później oznacza śmierć dla ciebie i dla wielu, wielu innych.
Dolg kiwnął głową. Ciekaw był, skąd stary wie o tym wszystkim.
Jakby odgadując jego myśli Starzec oznajmił:
– Nikt nigdy nie przeszedł przez drzwi, które ci teraz wskażę, nawet ja, ale od dawnego ludu usłyszałem legendę o tym, co się za nimi znajduje. Opowiedziano mi ją w zaraniu dziejów. Tylko jeden człowiek może otworzyć te drzwi. Mamy nadzieję, że znalazł się on dzisiaj wśród nas.
Uśmiechnął się chytrze.
– A więc ma dla was znaczenie, czy poradzę sobie z zadaniem?
– Owszem, dla wszystkich niewidzialnych jest to bardzo ważne.
Dolg skierował wzrok w kąt, na który przelotnie padło spojrzenie Starca.
W mrocznym świetle dojrzał coś na kształt niskich drzwi, prastarych, rzeczywiście od wieków nie otwieranych.
– Czy z zamkiem przy tych drzwiach wiąże się jakaś szczególna tajemnica i dlatego trudno je otworzyć?
– Tak. Nie potrafi tego nikt z nas. Tobie prawdopodobnie może się udać. Potrzebne są odpowiednie środki.
Dolg długo patrzył prosto w oczy Starca, a on nie uciekał ze wzrokiem. Chłopak miał wrażenie, że widzi dzieje Ziemi na przestrzeni niepojęcie długich czasów.
Dotknął skórzanego woreczka zawieszonego u paska.
– Tak – rzekł powoli. – Przypuszczam, że mam odpowiednie środki.
Starzec skinął głową.
– Słyszałem opowieść króla elfów o tym, co zdarzyło się przy Ófasrufoss. Korzystasz z mocy kamienia mądrze i nigdy jej nie nadużywasz. Słusznie postąpiłeś, pożyczając go dziecku.
Dziecku? Bjarniemu nie spodobałoby się, gdyby usłyszał, że tak się o nim mówi.
Nowe zadanie… W pewnym sensie wydało mu się znajome. Troje drzwi, trzy bestie, trzy szkatułki.
Dolg spojrzał na drobne, przezroczyste eteryczne istoty, krążące po wielkiej sali. Ich obecność w połączeniu ze wskazówkami Starca sprawiła, że zawirowało mu w głowie.
Trzy etapy, trzy zadania, które musiał wykonać…
– Przecież to baśń! – wykrzyknął. – Nie jakaś konkretna, ale ta troistość…
– Oczywiście. Wy, ludzie, uważacie, że należymy do świata baśni. I macie rację, w naszym świecie zachowujemy się tak, jak myślicie. Ale… nie różnimy się tak bardzo od was, chociaż jesteśmy bardziej racjonalni, bardziej konsekwentni. Ludzie także muszą dokonywać wyborów, nawet o wiele częściej niż my. Jeśli w trudnej sytuacji dokonacie niewłaściwego wyboru, możecie zniszczyć całe swoje życie. Nie chcielibyśmy mieć przed sobą takich alternatyw, wobec których wy stajecie.
– To prawda – przyznał zgnębiony Dolg.
Skierował wzrok w inną stronę i drgnął. Wśród elfów i innych istot krążących po sali i przygotowujących ucztę spostrzegł znajomą twarz.
“Ty tutaj?” wargi ułożyły słowa.
Istota uśmiechnęła się ze smutkiem i zaraz odwróciła.
Dolg zrozumiał, jak wiele się od niego oczekuje. Wciągnął głęboki oddech. Przez miękką skórę sakiewki ścisnął mocno szafir.
– Jestem gotów! – oznajmił Starcowi.
Zgiełku z wielkiej sali nie było już słychać.
Dolg znajdował się w wewnętrznej grocie o wygładzonych, miękko zarysowanych ścianach, nie miał jednak wątpliwości, że to jaskinia we wnętrzu góry. Odłożył szafir, którego promienna moc otworzyła przed nim bramę w skale.
Troje drzwi? Owszem, widział je, oprócz tych, przez które wszedł. Wszystkie czworo były identyczne, różniły się jedynie wielkością, i to w sposób bardzo znaczny.
Poza tym wszystkie pokrywał identyczny skomplikowany, prawdopodobnie magiczny wzór o takich samych barwach, wśród których przeważał kolor żółty i niebieski. Najmniejsze drzwi znajdowały się pośrodku.
Dolg się namyślał. Starzec uprzedzał, że jeśli Dolg dokona błędnego wyboru, wkrótce umrze.
Jak to zwykle bywa w baśniach?
Właściwego wyboru dokonywał ten, kto decydował się na rzecz najmniej okazałą. Ten, kto wybierał bogactwo, kończył źle.
Ale Dolg miał w pamięci przebiegłe spojrzenie Starca.
Czyżby miał do czynienia z chytrością “trzeciego stopnia”? “Uważasz mnie za głupca, który wybierze największe i najwspanialsze drzwi. Ale, widzisz, ja nie jestem taki głupi. Rozumiem, że powinienem zdecydować się na najmniejsze”. I właśnie dlatego właściwymi są największe drzwi? Ale uważasz, że jestem taki mądry? Tak, że w zasadzie…