– Widzę ją.
Dolg popatrzył kobiecie w oczy, takie same jak jego. Czuł, że z tymi istotami łączy go niezwykła więź. Podobnie odczuwa człowiek, kiedy w dalekich krainach napotka ziomka lub krewniaka wśród całkiem obcych sobie ludzi.
– To znaczy, że wciąż jeszcze mogę popełnić błąd?
– Niestety, to ciągle możliwe. Ale też i zadanie nie miało być łatwe.
– I nikt nie wie, którą szkatułkę powinienem wybrać? Nawet Starzec? Ani ten, którego nazywam Cieniem?
– Nikt z naszego ludu. Ci, którzy przed wiekami opuścili Ziemię, zabrali tajemnicę ze sobą, aby nie odkryli jej nasi wrogowie.
– Wasi wrogowie?
Odpowiedział mężczyzna:
– Niedaleko od naszych ziem żyła wroga nam rasa. Nazywano ich Silinami.
Dolg drgnął.
– A ich królem był zły czarownik o imieniu Sigilion?
– To prawda! – zdumiał się mężczyzna. – Skąd o tym wiesz?
Dolg popatrzył na niego z powagą.
– Pani powietrza przyniosła nam wiadomość, że on znów zaczął działać. Podobno ściga moją siostrę, Taran. Chce wziąć ją jako zakładniczkę i wymienić na niebieski kamień.
– To bardzo niedobrze – mężczyzna ogromnie się zaniepokoił.
– Dowiedzieliśmy się, że Taran wyznaczono potężnego opiekuna, istotę z ognistym mieczem. To brzmi dość dziwnie, ale… zrozumiałem, że sobie poradzi.
Drugi z mężczyzn, który przez cały czas się nad czymś zastanawiał, oznajmił:
– Być może tak mi się tylko wydaje, ale to może również być rzeczywiste wspomnienie… Mam wrażenie, że kogoś na ziemi, kogoś, kto nie może tu dotrzeć, nasz król wprowadził w tajemnicę szkatułki, ba, w całe twoje zadanie. Mógł to być Starzec, a może król elfów… Nie wiem. Ale tak chyba musiało być, ktoś przecież musiał wiedzieć.
Dolg nawet wyrazem twarzy nie dał nic po sobie poznać. Zaczynał się domyślać.
Westchnął jednak tylko leciutko i powiedział:
– A więc nie mam najdrobniejszej nawet podpowiedzi. To troszkę niesprawiedliwe. Ale muszę teraz przystąpić do ostatniego etapu.
Uśmiechem dodali mu otuchy i otworzyli małe drzwi.
Znów został sam.
Skądś padało światło, nie mógł odnaleźć jego źródła, zresztą uznał, że to nieistotne.
Promień oświetlał stół, a raczej kamienną ławę. Stały na niej trzy identyczne szkatułki. Tej samej wielkości, równie pięknie rzeźbione w poczerniałym drewnie, ze złotymi okuciami.
Wszystkie miały rozmiary mniej więcej ludzkiej głowy i żadna z nich z niczym się Dolgowi nie kojarzyła. Absolutnie z niczym.
Wszystkie miały takie same zamki, dość łatwe, zdaje się, do otwarcia.
Trudność polegała na wyborze właściwej szkatułki.
Jeśli wybierze złą, umrze i nikt inny nie zdoła uratować istot, które mu ufają.
Z wahaniem wyciągnął rękę ku pierwszej skrzyneczce.
Natychmiast poczuł niemal histeryczne stukanie w pierś.
– Dziękuję, przyjaciółko – szepnął. – Serdeczne dzięki!
Przesunął rękę do następnej szkatułki.
Żadnej gwałtownej reakcji ze strony maleńkiego elfa, jakby wahanie.
Ostatnia.
Dwa niepewne stuknięcia.
Dolg zacisnął zęby.
– Nie wiesz, jak ma być? – W jego głosie zabrzmiało zniecierpliwienie większe niż chciał to zdradzić. Ze zdenerwowania drżały mu ręce. – Przepraszam, nie chciałem być tak opryskliwy.
Maleńki elf wyjrzał z kieszeni. Panienka była niezwykle śliczna i równie przejęta jak on.
– Królowa elfów sama nie miała pewności – przyznała. – Przypuszczała, że może chodzić o szkatułkę z lewej strony, ale mogła to być też ta w środku.
– Przynajmniej wiemy, którą na pewno możemy wykluczyć – pocieszył ją Dolg. – Spróbujemy to wyczuć.
– Nie – powiedział elf. – Myślę, że ty już masz na to odpowiedź.
– Jak to?
Głos panienki z rodu elfów brzmiał jak dzwonienie maleńkiego dzwoneczka, Dolg musiał dobrze wytężać słuch, by usłyszeć jej słowa.
– Myślisz, że bez powodu musiałeś odnaleźć szafir?
– Moim zdaniem powodów tego było bardzo wiele – cierpko odparł Dolg. – Ileż to razy przydawał mi się w ciągu tych lat? Tyle było sytuacji, które tylko on mógł uratować.
– Ta jest chyba najważniejsza.
Zastanowił się.
– Fakt, że odnalazłem go jako dziecko? Tak, masz rację, przyjaciółko. Dziękuję za podsunięcie pomysłu. Bez ciebie byłbym bezradny.
Maleńki elf słysząc pochwałę rozpromienił się niczym słońce. Najwyraźniej owa istotka traktowała Dolga jako swego bohatera.
Nie wiedział już, który raz podczas tej podróży wyjmuje niebieski kamień. Spostrzegł tylko, że szafir zaczął “płonąć”, błękitne iskry posypały się z intensywnością nieporównywalną z niczym przedtem.
– Znów masz rację – zwrócił się do maleńkiej panienki. – Spójrz na kamień! Patrz, jak migoce!
– Tak! – uradowała się panna. Przysiadła na nadgarstku Dolga i wyciągnęła rączkę, by dotknąć cudownego szafiru. Dolg jej pozwolił, uznał, że w pełni na to zasłużyła.
Westchnęła uradowana i cofnęła dłoń.
– Spróbuj teraz – powiedziała.
Wykluczyli pierwszą szkatułkę i skoncentrowali się na dwóch pozostałych.
Gdy przybliżyli kulę do środkowej, szafir stracił co nieco ze swego cudownego blasku. Dolg prędko przesunął go do ostatniej.
– To ta! – oświadczył z triumfem. – Patrz, jak szafir się rozpłomienił!
– Tak, to na pewno ta – potwierdził elf.
Dolg wahał się. Nie wiedział, czy maleńka panienka ma zobaczyć to, co teraz nastąpi.
Owszem, powinna. Była teraz jego jedyną zaufaną.
Zamek, ledwie Dolg go dotknął, odskoczył z lekkością. Zajrzeli do środka.
Spodziewał się tego, a jednak widok, jaki się im ukazał, przyprawił ich o wstrząs.
Czerwone światło rozjaśniło pomieszczenie, zmieszało się z niebieskimi promieniami i zmieniło w cudownie fioletową barwę, indygo przenikało się z purpurą.
Dolg z zapartym tchem odłożył niebieski kamień do swego węzełka i podniósł drugi ze świętych kamieni Lemurów. Czerwony.
Spoczął w jego dłoniach spokojny i bezpieczny, jakby tu właśnie było jego miejsce.
Rozdział 16
Dolg i mała panna z rodu elfów oniemieli z podziwu. Dolg obracał w dłoniach czerwony kamień, by uzyskać najpiękniejszy blask. Ale właściwie blask kamienia płynął ze środka, bo przecież klejnot był idealną kulą, nie miał żadnych krawędzi, w których załamywałoby się światło. Kula miała tę samą wielkość co szafir i identyczny czarodziejski połysk.
– Ciekaw jestem, jaki to minerał – zastanawiał się Dolg. – Może ty wiesz?
Maleńka, jasna istotka wielkości mniej więcej szczygła pokręciła głową.
Dolg głośno myślał dalej;
– Rubin czy granat? A może karneol? Chyba nie. Ponieważ szafiry należą do grupy korundów, podobnie jak rubiny, to z całą pewnością jest to rubin.
Panienka popatrzyła na Dolga z podziwem. Uśmiechnął się do niej.
– W grupie korundów znajdziemy najszlachetniejsze z kamieni na świecie; czerwone nazywają się rubiny, niebieskie – szafiry. Zielony szmaragd, żółty topaz, fioletowy ametyst – wywodzą się z innej grupy.
– Ojej! – westchnęła z podziwem, niewiele z tego pojmując.
– Ale zrozum! – podjął Dolg. – Nie ma tak wielkich kamieni szlachetnych jak te. Rubiny zazwyczaj są małe. Te dwa muszą więc pochodzić z jakiegoś całkiem innego miejsca. No i posiadają szczególne właściwości…
– Och! – malutki elf poczuł się nagle czegoś winien. – Królowa elfów prosiła, żebym ci przekazała…