Выбрать главу

Ostatecznie mam tyle czasu, ile tylko zapragnę.

Sarkar uśmiechnął się.

— Bardzo dobrze — powiedział. — Swoją drogą, nadaliśmy ci imię Ambrotos.

— Ambrotos? — zapytał głos z głośnika.

Sarkar zwrócił się w stronę Petera.

— To pierwszy dowód na to, że nasze symulacje są dokładne — stwierdził z uśmiechem na ustach. — Udało nam się skopiować twoją ignorancję. Ambrotos to po grecku „nieśmiertelny” — powiedział do mikrofonu.

— Aha.

— Pozwolę ci teraz działać na drugim planie — oznajmił Sarkar. — Wkrótce znowu porozmawiamy.

— Prędzej czy później, to nie ma znaczenia — powiedział Ambrotos. — Będę na miejscu.

Sarkar dotknął kilku klawiszy.

— Wydaje się, że on też działa prawidłowo. Teraz najtrudniejsze zadanie. Duch.

Istota żyjąca po śmierci.

Dotknął jeszcze kilku klawiszy, przywołując ostatnią z kopii.

— Cześć — powiedział po raz kolejny. — To ja, Sarkar Muhammed.

— Cześć Sarkar — odparł syntetyczny głos.

— Czy… czy wiesz, kim jesteś?

— Zmarłym, nieodżałowanym Peterem Hobsonem.

Sarkar uśmiechnął się.

— Dokładnie.

— R.I.P. w RAM — rzucił syntetyczny głos.

— Nie sprawiasz wrażenia zbyt załamanego tym, że jesteś martwy — zauważył Sarkar. — Jakie to wrażenie?

— Dajcie mi chwilę, żebym się przyzwyczaił, to wam powiem.

Peter skinął głową. Wydawało się, że to uczciwa propozycja.

ROZDZIAŁ 20

Druga w nocy.

Peter miał trudności z zaśnięciem — zdarzało się to od chwili wyznania Cathy.

O ironio, według Monitora Hobsona na ścianie, jego żona była pogrążona głęboko we śnie fazy REM. Słyszał obok siebie jej oddech.

Położyli się do łóżka o jedenastej trzydzieści. Dwie i pół godziny temu. To wystarczająco dużo czasu, żeby przeczytać krótką książkę albo obejrzeć długi film bądź też — jeśli nagrałby je na wideo i przewinął reklamy — trzy odcinki godzinnego serialu.

Nie zrobił jednak żadnej z tych rzeczy. Leżał w ciemności, rzucając się i niekiedy obracając z boku na bok, wsłuchany w szum stojących na stoliku nocnym wentylatorów.

W ustach mu zaschło. Chętnie też by się odlał. Wstał z łóżka, wyszedł po ciemku z sypialni i zszedł po schodach. Skorzystał z toalety na parterze, po czym spokojnym krokiem poszedł do salonu i usiadł na kanapie.

Pionowe żaluzje na oknach były zamknięte, lecz przedostawało się przez nie światło lampy sprzed domu. Małe czerwone i zielone diody filtrów przeciwprzepięciowych kilku ze ściennych gniazdek gapiły się na niego niczym oczy robotów. Na magnetowidzie paliły się rozmaite światełka oraz cyfry zegara. Głaskał dłonią tapicerkę kanapy, dopóki nie znalazł gładkiego, czarnego pilota. Włączył telewizor i zaczął przerzucać kanały.

Kanał 29 z Buffalo — reklama zestawu umożliwiającego samodzielne wykonanie operacji plastycznej nosa w warunkach domowych. Gwarantowany zwrot pieniędzy.

Kanał 32, Canwest Global Network: „Nocny spacer”, najtańszy na świecie kanadyjski program. Facet z kamerą wideo łażący późną nocą po śródmiejskich ulicach.

Zdumiewające, że go nie napadnięto.

Kanał 3, Barrie w stanie Ontario. Powtórzenie Star Treku. Peter lubił się bawić w „zgadnij, który to odcinek”. Z reguły wystarczało mu jedno ujęcie. Ten był łatwy do rozpoznania. Jeden z nielicznych, które nakręcono w plenerze. Była też Julie Newmar w blond peruce. „Piątkowe dziecko”. Nieszczególnie dobry odcinek, lecz Peter wiedział, że za jakieś dziesięć sekund McCoy wygłosi legendarny tekst: „Jestem lekarzem, nie schodami ruchomymi”. Zaczekał na to, po czym znów użył pilota.

Kanał 12, francuska telewizja CBC. Na ekranie widać było ładną kobietę. Peter wiedział z długoletniego doświadczenia, że jeśli nocą we francuskiej telewizji pokazuje się atrakcyjna kobieta, po nie więcej niż pięciu minutach będzie ją można ujrzeć w stroju topless.

Zastanowił się, czy na to nie zaczekać, ale postanowił znowu przełączyć.

Kanał 47, Toronto — kolejna reklama. Stworzone przez inżynierię genetyczną peruki: fałszywe włosy (w rzeczywistości specjalny rodzaj trawy wykorzystujący zamiast chlorofilu brązowy barwnik) naprawdę rosły, dzięki czemu nawet łysiejący mężczyźni mogli usłyszeć od przyjaciół: „chyba pora już wybrać się do fryzjera, Joe”. Petera, który miał na głowie plamkę łysiny rozmiarów krążka hokejowego, zdumiewała podobna ozdoba.

Niewykluczone jednak, że jego teść byłby skłonny nosić coś takiego.

Ponownie przerzucił kanał. Światowy serwis BBC w CBC Newsworld.

Relacja o niepokojach etnicznych w rozdartej wojną Brazylii w CNN.

Informacje giełdowe w teletekście.

Weather Network z prognozą jutrzejszej pogody w Auckland, w Nowej Zelandii, jak gdyby kogokolwiek w Kanadzie mogło to obchodzić.

Peter westchnął. Bezkresna pustynia.

Gdy obrazy migały jeden za drugim, myślał o stworzonych przez Sarkara kopiach.

Z dwóch z nich jego przyjaciel usunął pewne cechy.

Opracował je. Wyciął nie chciane fragmenty. Może wiedzę o romansie Cathy również dałoby się usunąć. Może chociaż wtedy kopie spałyby spokojnie.

Żałował, że jego własnych wspomnień nie da się przetworzyć tak łatwo.

Wyobraził sobie odpowiednią reklamę. Czujesz się z jakiegoś powodu nieszczęśliwy?

Winny? Zbolały? Ktoś cię skrzywdził? Zrobiłeś coś złego? Wytnij to! Skasuj te kłopotliwe wspomnienia. Zaoszczędź majątek na psychoanalitykach. Operatorzy są gotowi do akcji.

Natychmiast złóż zamówienie. Gwarantujemy zwrot pieniędzy.

Jestem lekarzem, nie schodami ruchomymi.

Jestem mężem, nie wycieraczką.

Jestem człowiekiem, nie programem komputerowym.

Była już trzecia. Kolejna seria reklam. Odcinki Drużyny „A”, Alien Blues, a nawet starego dobrego Spensera.

Indeks Nikkei spadł o dwieście punktów.

W Kuala Lumpur zanosiło się na burzę.

— Peter?

To był głos Cathy, słaby i cichy.

Podniósł wzrok i dostrzegł ją w półmroku. Stała na schodach w czarnym jedwabnym seksownym kostiumie. Nie miała go na sobie, gdy szli do łóżka.

Peter natychmiast pojął znaczenie tej chwili. Upłynęły miesiące, odkąd ostatnio kochali się ze sobą. Nie czuł takiego pragnienia, a ona również zdawała się obojętna. Teraz jednak, gdy może po raz dwunasty w ostatnich dniach obudziła się i stwierdziła, że wstał z łóżka, wyciągała ku niemu ręce.

Nie wiedział, czy jest gotowy do wznowienia fizycznych stosunków. Jego nastrój nie był dzisiaj bardziej odpowiedni niż wczoraj czy przedwczoraj. Cathy jednak stała na schodach z twarzą jak maska, usiłując ukryć kłębiące się wewnątrz emocje. Odrzucić ją w takiej chwili byłoby błędem. Któż mógłby przewidzieć, kiedy podejmie następną próbę? Któż mógłby przewidzieć, kiedy on poczuje ochotę coś rozpocząć?

Nie czuł jednak najmniejszego podniecenia. Nigdy przedtem nie miał z tym trudności.

Nigdy nie przyszło mu nawet na myśl, że mógłby je mieć. Ale teraz… teraz wszystko wyglądało inaczej. Stała tam, w pasmach padającego z zewnątrz światła. Jej ciało było czyste i jędrne. Peter jednak tego nie widział. Nie dostrzegał krzywizn jej piersi, zarysu nóg, kobiety, którą kiedyś kochał. Widział jedynie odciski palców pozostawione wszędzie przez Hansa.