Выбрать главу

W Paryżu, na podsztokholmskiej wsi zakłada się go w dwa dni. U nas trzeba doczekać roztopów, żeby wkopali kabel. Może nasze podanie do TP SA złożone pół roku temu o tymczasowy radiotelefon instalowany od razu też musi się odmrozić.

Czuję się ubezwłasnowolniona zimą. Te buciory, kożuchy, swetry – kaftany bezpieczeństwa otulające przed mrozem.

6 II

W „Świecie Nauki” najnowsze odkrycie: czas i przestrzeń są być może atomami. Mają to potwierdzić eksperymenty. Dzięki postępowi nauki będzie można schować ulubiony kawałek czasu do słoika? Rewelację o nieciągłości czasoprzestrzeni ogłaszają na okładce. Ludzie przechodzą obok tytułu, a przecież znaczy to, że ludzka scena okazała się posztukowaną dekoracją. Że każdym krokiem zapadamy się w ruchome kulisy. A oni idą dalej, z wózkami, siatkami i hot-dogami, nie zważając na pęknięcia.

Za kilka dni Piotr ma pięćdziesiąte urodziny. Nie stać mnie na nic oprócz okolicznościowego dyplomu. Może w prezencie będę milsza.

Otwieram listy: pity i rachunki. Chyba źle policzyłam zera. Sprawdzam… dostaliśmy majątek. Na koniec roku podatkowego ZA1KS zawiadamia, że ze scenariuszowych tantiem zarobiliśmy tyle, co z felietonów przez rok. Swoim narzekaniem wcisnęłam łapę w pękniętą czasoprzestrzeń i dostałam zadatek wiecznej szczęśliwości? Powinniśmy kupić ogrodzenie nad strumień, meble, mieć oszczędności. Jednak te pieniądze spadły z nieba, nie będziemy ich tracić na rzeczy przyziemne, w ogóle na rzeczy. Przepuścimy je na podróże. Połączymy pięćdziesiąte urodziny Piotra z dziesiątą rocznicą bycia razem. Powtórzymy w maju naszą pierwszą wspólną podróż, rajd: Warszawa-Prowansja.

7 II

Zdejmuję z ganku girlandy świątecznych lampek. Koniec kolorowej bajki ze światełek, śniegu i drewnianych dworków. W XVI wieku nuncjusz papieski Malaspina, goszcząc w szlacheckim dworze, zachwycił się nim: „Nigdy nie widziałem tak pięknie ułożonego stosu paliwa” – tak sobie rozmyślałam, odpinając lampkę po lampce, gdy Pola otworzyła furtkę i zupełnie serio powiedziała:

– Mamusiu, ja wychodzę. Na zawsze – podniosła paluszek, zaznaczając powagę sytuacji.

Nie zatrzymałam jej. Śledziłam, chowając się za drzewa. Przebiegła wieś i weszła do lasu. Nie zajmowały ją kałuże, patyki. Szła prosto do swoich dwóch autorytetów: dinozaura i papieża.

Dinozaur, sądząc po zębach potężniejszych od łap, to tyranozaur ściągnięty z planu filmowego. Jest wielkości chałupy. Pola, wsadzając do niego głowę przez płot, powiedziała: – Smoku, też będę taka duża, nie martw się.

Potem poszła pod dom zakonny sióstr orionistek, gdzie na fasadzie jest mozaika ułożona w pozdrawiającego tłumy papieża. Tutaj Pola zazwyczaj chwali się, co „grzecznego zrobiła”, i oczekuje wskazówek moralnych mających zagwarantować przyjazd Mikołaja z prezentami.

Może ona zachowuje się dziwnie, rozmawiając z dinozaurem i papieżem. Ale ja jestem jeszcze dziwaczniejsza. Zamiast cieszyć się jej samodzielnością i tym, jaka jest duża, odczuwam masochistyczną ulgę, że ma już powyżej metra. Niższe dzieci w Oświęcimiu odbierano matkom i natychmiast wysyłano do gazu. Jestem chyba ostatnim pokoleniem pamiętającym o takich koszmarach. Dla Połci metr jej dziecka będzie zwykłym metrem bez wykrzywiającego ciężaru historii.

8 II

Znajoma z Norwegii przyjechała na łagodną zimę do Polski. Zaprosiła mnie do swojego rodzinnego domu w przedwojennych segmentach Żoliborza. Od podłogi do sufitu obrazy. Jej ojciec, szycha w rządzie Bieruta, ukrywał się podczas wojny w antykwariacie. Wyniósł stamtąd miłość do dzieł sztuki. Nowe rządy ułatwiły mu zaspokojenie pasji kolekcjonera – jeździł po Polsce, doglądając nacjonalizacji majątków. Jego sąsiadem na Żoliborzu był wysiudany z posiadłości Sapieha. Panowie zaprzyjaźnili się, grywając w brydża. Nie traktowali osobiście tego, co wyrabiała z nimi historia: arystokrata – mając klasę, komunista – wierząc w nieosobistą konieczność walki klas. W wolnej Polsce, na początku lat dziewięćdziesiątych biednego arystokratę napadli rabusie. Gdy bandzior, poklepując go po przypalanym żelazkiem ramieniu, zachęcił: No Zygmuś, powiedz, gdzie masz pieniądze, dorobiłeś się na komunie – okazało się, że storturowany arystokrata znowu cierpi przez sąsiada, którego oszczędziła bandycka historia i pomyłkowo bandyci.

10 II

Jedziemy się zameldować. Rzędy wierzb nad kałużami. Wreszcie wiem, czemu są symbolem Mazowsza. Tutaj wieczne błoto i one rosną nad tymi niezmeliorowanymi bagniskami. Urząd gminy w dworku przeinaczonym (nawet nie bardzo zrujnowanym) na ważną instytucję. Urzędnicy serdeczni jak pozytywniacy z telenoweli. Sielska atmosfera w gabinetach. Oczywiście nie mamy połowy potrzebnych papierów, dawnych wymeldowań, Piotr książeczki wojskowej odebranej mu dwadzieścia lat temu, gdy zdradził ludową ojczyznę i wyjechał do Szwecji.

– Musi pan mieć książeczkę, od osiemnastego do pięćdziesiątego roku życia, obowiązek.

– Do jutra! Jutro kończę pięćdziesiąt! – Piotr nie może uwierzyć w swoje biurokratyczne szczęście.

Wydało się: nasz dom nie ma adresu. Co z tego, że sąsiedzi po bokach mają przydzielone numery ulicy, nasz numer jest nielegalny, bo niezatwierdzony. Na te wszystkie feudalne udręki przypisania do gruntu i armii patrzą z plakatu Kargul z Pawlakiem podpisani: „Unia Europejska – sami swoi”. Dałabym temu prounijnemu plakatowi hasło:.Podejdź no, Kargul, do Unii” i się przekonaj, że w krajach europejskich (Szwecja) nie trzeba chodzić do cyrkułu się meldować. Tam po prostu zmieniasz adres, a zameldowaniem w centralnym komputerze jest twój niezmienny numer osobowy (pesel).

11 II

Od rana prezenty dla pięćdziesięcioletniego Piotra. Najpierw telefon z wydawnictwa Santorskiego. Akurat dzisiaj zdecydowali się wznowić jego książkę Stróż obłąkanych. Niedawno przeczytał ją Eichelberger, spodobała się mu, więc wydadzą ją w serii „Wojciech Eichelberger poleca” w maju. Pierwszy raz ukazała się kilka lat temu wydrukowana przez jakąś fundację mającą kolportaż do kilku księgarń. Lubię Stróża, zapis szwedzkiego szaleństwa i melancholii. Ekspresja opisywanego wariactwa jest sama w sobie tak intensywna, że dla równowagi Piotr opowiedział je w powściągliwy sposób. Rezultat jest sugestywny i poetycki, ale bez ckliwości i psychiatrycznego epatowania szaleństwem. W pamięci zostają flesze-obrazy. Mimo kiepskiej dystrybucji książka dotarła wtedy do tych, którzy jej chyba potrzebowali. Dostał listy od czytelników odnajdujących swoje osobiste i wyjątkowe problemy w archetypach zwanych przez lekarzy przypadkiem takim i takim. Każda choroba ma swój numer w lekarskim katalogu, ludzie potrafią ponumerować nawet cierpienie.

Podobno w każde urodziny, nie wiadomo dlaczego, spada nam o 10 Hz słyszalność wysokich dźwięków. Tak jak drzewom przybywa co roku stoi. Porównanie „głuchy jak pień” gdzieś intuicyjnie wiąże te dwa zjawiska przyrostu i straty. Szepczę kontrolnie życzenia i wyznania, Piotr słyszy, czego dowodem jest jego odpowiedź: „Idziemy to uczcić!” Dzwonimy po Misiaka, niech się wyrwie z roboty na obiad.

Pola w dybach krzesełka dziecięcego bierze restauracyjne menu i zamawia u wyfraczonego kelnera surówkę. Czekając na nią swoje wieki, czyli pięć minut, rozrabia i próbuje się wydostać na wolność. Unieruchomiona staje się z przymusu stand up comedian. Drzewa, rosnąc, szumią, dzieci hałasują, my głuchniemy, albo dla wygody udajemy, że nie słyszymy.

12 II

Miałam być matką chrzestną książki wydawanej przez krytyka literackiego. Odmówiłam i wyszłam na przemądrzałą świnię. O napisanie paru słów poprosił mnie przed Bożym Narodzeniem, kiedy nie wiedziałam już, jak się nazywam. Pisząc dwa felietony miesięcznie, książkę, prowadząc dom, zajmując się Połą, nie jestem nawet w stanie przeczytać w tydzień cienkiej książeczki, przemyśleć jej, a co dopiero pisać recenzję na okładkę. Mając aktywne dzieciątko, trzeba opanować całą logistykę, żeby pójść chociażby samotnie do kibla. Taaa, wychowanie jest długim procesem, każde słowo będzie kiedyś wykorzystane przeciwko tobie. Na razie każde niedopatrzenie: otwarta tubka pasty, niedomknięta torebka.