Выбрать главу

Pędził z powrotem, na drugą stronę rzeki, chociaż był przekonany, że dziewczyny tam już nie ma. Poszła, zniknęła. Może w ogóle nie istniała.

Akurat wstrzymano ruch w obie strony. Na środku mostu utknęła ciężarówka, szofer grzebał pod otwartą maską.

A niech to cholera!

Robert wysiadł i stanął na palcach, wypatrując dziewczyny na tamtym brzegu.

Nie zniknęła!

O, tam, jest, to jej nylonowa chustka! Kwiaciarka stała obok sporego dżipa z przyciemnionymi szybami, podając bukiecik.

Robert omal nie rozpłakał się z ulgi. Jeszcze minuta czy dwie, a znowu zobaczy słońce w błękitnej wodzie!

Coś nie w porządku z moimi nerwami, pomyślał zirytowany, strącając łzę z policzka. Trzeba się leczyć.

Maria

Piękne czasy nastają, dobre czasy, myślał Dronow, stukając palcami o kierownicę. Dżip stał w miejscu, przed mostem utworzył się korek. Kto ma energię i łeb na karku, będzie w końcu mógł żyć po ludzku. Wszędzie dookoła ludzie się budują, i to przeważnie solidnie, domy z cegły. Na razie oczywiście nie wygląda to zbyt ładnie. U nas nie potrafią budować z głową, poprowadzić najpierw porządną drogę, ustawić wagoniki dla robotników. Nie, muszą nablocić, zapaskudzić wszystko dookoła. Ale to nic, z czasem się nauczą.

Sensej mówi: gdyby przywódcy nie pozwalali od razu na wszystko, ale spokojnie, po kolei, kraj doszedłby do siebie, ludzie nauczyliby się i pracować, i zarabiać. Taki Teng Siao-ping w Chinach wie, że najpierw trzeba nakarmić głodnych, stworzyć trwale funkcjonujący system gospodarczy, a potem dopiero dawać wolność. Głodny obibok nie zasługuje na swobodę, tylko zgłupieje przez nią. A nasz gensek Garbaty nie może pojąć tej prostej prawdy, dlatego wszystko idzie w diabły.

Siergiej spytał: a co z demokracją? Iwan Pantelejewicz tylko westchnął. Nie, powiedział, nie ma na świecie żadnej demokracji. Przeważająca większość ludzi, jeśli nie mąci im się w łepetynach, jest szczęśliwa, że ktoś nimi rządzi. Tylko rządzący muszą mieć olej w głowie, a nie sieczkę, jak nasz Miszka. Rządź dobrze ludźmi, a nikt ci złego słowa nie powie, że jesteś bogatszy od innych i masz więcej praw. To nagroda dla ciebie za to, że nie zabiegasz tylko o własną korzyść i nie boisz się podejmować ważnych decyzji.

Dronow wiedział, że sam urodził się jako rządzony, ale dzięki Metronomowi przekwalifikował się na rządzącego.

O tam, po tamtej stronie rzeki, znajduje się miejsce, gdzie szesnastoletni wyrostek Szary miał zakończyć swój nędzny żywot, a zamiast tego narodził się na nowo.

Nie bez powodu serce wystukuje: toko tak, toko tak.

Wzdłuż rzędu samochodów powoli szła smukła dziewczyna w żółtej chustce. Że powoli, to normalne: kiedy Siergiej jest w Rytmie, wszystko dokoła jest spowolnione, ale dziewczyna poruszała się jakoś niezwykle pięknie, miękko. W ręku trzymała konwalie.

Zauważyła, że Siergiej się na nią gapi, podeszła, uśmiechnęła się, a on – osłupiał.

Przywykł do ładnych dziewuch, ale aktorki i modelki, z którymi się zazwyczaj zadawał, były zwykłymi czupiradłami przy tej królewnie. W dodatku nieznajoma zamaszystym gestem zdjęła z głowy chustkę. Na ramiona niespiesznymi falami spłynęły włosy miodowego koloru, a nad nimi – słowo honoru – zalśniła złocista aureola!

Rytm wyłączył się tak samo niespodziewanie, jak przedtem się włączył.

To tak, to tak, stukało zaczarowane serce.

Siergiej wychylił się z okna.

– Jak ci na imię?

Milczała. Już się nie uśmiechała, patrzyła na niego badawczo i poważnie. Oczy miała olbrzymie, zielonkawe. Takiej barwy nigdy nie widział.

Dlaczego nie odpowiada – pomyślał.

Nagle zrozumiał. Nie, poczuł.

Powinien sam odgadnąć jej imię, to bardzo ważne!

Jak nie odgadnę, to będzie koniec. Ale koniec czego, sam nie wiedział.

Myśl była dziwaczna, nawet idiotyczna, a Dronow jednak nie miał żadnych wątpliwości.

Strasznie zdenerwowany zapytał:

– Maria?

Dziewczyna skinęła głową. Zgadł!

– Pojedziesz? Ze mną? – zapytał nieśmiało, bo teraz to była najważniejsza sprawa.

Milczała, wciąż patrząc mu w oczy.

Nie pojedzie, pomyślał z rezygnacją. Taka królewna, a tu chuj wie z kim, chuj wie dokąd…

Ale dziewczyna imieniem Maria nagle skinęła głową. Nie kokieteryjnie, nie radośnie, tylko ze smutkiem. Czy raczej – też z rezygnacją.

Dronow zerwał się, o mało nie runął z wysokiego stopnia; ledwie utrzymał się na nogach. Obszedł dżipa wokoło, przy czym jeszcze dwukrotnie się potknął, bo nie odwracał oczu od Marii. Otworzył drzwi. Chciał dziewczynę chwycić za rękę, ale się powstrzymał.

– Wsiadaj.

Weszła na stopień, chwilę się wahała, więc Siergiej ostrożnie podtrzymał ją za szczupły łokieć.

To lekkie dotknięcie spowodowało, że utajony Metronom ocknął się i przeskoczył na drobne „toko tak”.

Maria sadowiła się w fotelu nieskończenie długo, więc Dronow strasznie się denerwował, myśląc, czy aby dziewczyna się nie wycofa.

Za to kiedy znów usiadł za kółkiem, zawrócił i nacisnął gaz, zostawił za samochodem tylko sinawy obłoczek dymu.

Rozdział dziewiąty

Słowo z książek

Siergiej pędził z szaloną prędkością, ale patrzył tylko na Marię. Omal nie wpadł przez to do rowu na zakręcie; ledwo zdążył zapanować nad kierownicą. Okropnie się przestraszył – o nią, nie o siebie. Każda inna narobiłaby pisku po takim szalonym zygzaku, ale ta nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Nie odwróciła nawet głowy, patrzyła prosto przed siebie.

Dlaczego ciągle milczy? Żeby powiedziała choć słowo!

Teraz spoglądał na szosę, jechał ostrożnie, osiemdziesiątką, a ponieważ Rytm działał, wydawało mu się, że dżip ledwie pełznie.

Starając się mówić powoli i wyraźnie, zapytał:

– Gdzie mieszkasz, Masza? W Łyczkowie?

Tak nazywała się wieś, w której pobliżu Maria sprzedawała kwiaty.

Milczała, jak gdyby nie słyszała jego słów.

Spróbował jeszcze raz:

– Marusiu, ile masz lat? Mieszkasz z rodzicami czy…

Głos mu zadrżał. O tym „czy”, że ma męża czy kogoś tam, wolał nie myśleć.

Znowu nie zaszczyciła go odpowiedzią. Jakby nie słyszała.

Siergiej pomyślał: może nie podoba jej się, że tak do niej mówię – Masza, Marusia?

Zrobił trzecią próbę:

– No, powiedz, Mario, mieszkasz z kimś?

Dopiero wtedy na niego spojrzała, a on zrozumiał: tak, trzeba się do niej zwracać pełnym imieniem – Maria.

Ale ust mimo wszystko nie otworzyła, pokazała tylko palec, z różowym, nierówno obciętym paznokciem.

– Sama?

Kiwnęła głową.

– Co to, jesteś niemową? – zrozumiał w końcu Dronow.

Spytał niezręcznie, niedelikatnie. Ale Maria się nie obraziła, tylko łagodnie się uśmiechnęła. Lekko pochyliła głowę (czy to odpowiadając „tak”, czy też wyrażając coś innego tym gestem) i znowu zaczęła obserwować drogę.

No i dobrze, że niemowa, powiedział sobie w duchu Siergiej. Na pewno dlatego jest taka wyjątkowa. Przecież nie zwyczajnie ładna, tylko właśnie wyjątkowa. Gdyby nie była niema, toby teraz coś paplała, psując całe wrażenie.

– Słuchaj, Maria, chciałabyś pomieszkać u mnie? – powiedział to, jakby rzucał się w przepaść. No i zapomniał, że normalny człowiek jego szybkiej mowy po prostu nie rozumie. – Nie, nie myśl sobie nic takiego, po prostu pomieszkać. Mam duży dom w Żuczyłowce. I mieszkam sam.

Znowu zwróciła się ku niemu i popatrzyła na niego przeciągle, jak wtedy.