Выбрать главу

Była jeszcze inna sprawa.

Kiedyś rozmowa zeszła na politykę, która, jak już mówiliśmy, wcale Anny nie interesowała. Było jej absolutnie wszystko jedno – komuniści, demokraci czy nacjonaliści. Nie oceniała ludzi według poglądów i nawet nie wedle uczynków, ale jakichś innych kryteriów.

Nie było wcale łatwo trzymać się z dala od wydarzeń politycznych tej zimy. W Moskwie na niekończących się wiecach i demonstracjach zbierały się olbrzymie tłumy.

Na największe zgromadzenie, kiedy na plac Maneżowy wyszło prawie pół miliona ludzi, Robert przyprowadził też Annę; niech sobie popatrzy.

Wielu ludzi stało z własnoręcznie zrobionymi transparentami i plakatami, ciągle hałasowali; coś skandowali, krzyczeli „Hura!” albo „Precz!”.

Anna rozglądała się z ciekawością. Patrz, mężczyzn jest tu o wiele więcej niż kobiet.

Rob zaczął się wymądrzać. Że niesankcjonowane przez władze demonstracje to zapowiedź rewolucji, czyli Chaosu, a Chaos należy do męskiej sfery działalności; płeć żeńska odpowiada za Porządek.

Zazwyczaj Anna nie podtrzymywała rozmów na oderwane tematy. Może nie interesowały jej pojęcia abstrakcyjne, może nie bardzo je rozumiała. Tak się Robertowi w każdym razie wydawało. No i wtedy go zadziwiła.

Nie o to chodzi. Po prostu mężczyzna odpowiada za Wielki Świat, a kobieta za Mały, czyż tego nie rozumiesz?

A cóż to za umniejszanie roli kobiet? - odparł z uśmiechem.

Dlaczego umniejszanie? Mały Świat jest o wiele ważniejszy niż Wielki - odpaliła bez namysłu. – Mały świat - to świat miłości do człowieka, a Wielki – do ludzkości. Prawdziwa Kobieta nigdy nie zdradzi swojego dziecka albo ukochanego dla idei, ojczyzny czy nawet zbawienia rodzaju ludzkiego. A Prawdziwy Mężczyzna nigdy nie zdradzi idei, ojczyzny, nie mówiąc już o losach ludzkości, dla ukochanej kobiety czy dziecka. Dlatego, że dla mężczyzny zdradzić wiarę to zdradzić samego siebie, nieważne, w jaką bzdurę wierzy. A kiedy zdradzi siebie, przestanie być Prawdziwym Mężczyzną. A wtedy Prawdziwa Kobieta pierwsza przestanie go kochać, bo taki jej nie jest potrzebny. Wybaczy mu raczej to, że zdradził ją, ale nie zdradę samego siebie… Chmurzysz się?… Niedobrze ci tłumaczę?

Dobrze czy niedobrze, Roberta zaniepokoiło coś innego.

Dlaczego mówisz o zdradzie?

Dlatego, że prędzej czy później trzeba będzie wybierać. - Pokręciła głową ze smutkiem. – To straszny wybór. W każdym wypadku człowiek staje się zdrajcą; albo Wielkiego, albo Małego Świata.

Robert wzdrygnął się i powiedział:

To ja nie chcę być Prawdziwym Mężczyzną.

Teraz ona powiedziała coś niezrozumiałego:

A któż tego chce?

Takie właśnie milczące rozmowy prowadzili między sobą. A może nie prowadzili. Niewykluczone, że całą tę wymianę poglądów Robert wymyślił sam, patrząc w oczy Anny, niebieskie i z iskierkami.

Znowu dziesiąty maja

Apokalipsa apokalipsą, ale po zimie jak zwykle nadeszła wiosna. Od kwietnia światła było więcej niż ciemności, niepewna równowaga we wszechświecie Darnowskiego uległa więc zakłóceniu. Biała połówka życia zaczęła coraz mocniej wypierać czarną. Coraz trudniej było przebywać z Inną, rozmawiać z nią o nieważnych sprawach, obejmować jej nieprzyjemnie tęgie, krągłe ciaio.

Umacniało się w nim przeczucie: coś się stanie, coś się zbliża. Soundtrack za dnia prawie milczał, za to od wieczora zaczynał nadawać jakieś msze i marsze żałobne.

Zza kwietniowych szarych chmur wychynął swawolnik maj, najważniejszy miesiąc w życiu Roberta. Tym razem nie miał zamiaru zignorować pamiętnej daty. Dlatego, że była to nie tylko rocznica otrzymania Daru. Mijał dokładnie rok od dnia, kiedy po raz pierwszy zobaczył Annę.

Jej natomiast jubileusz chyba wcale nie obchodził. Robert miał wrażenie, że bieg czasu dla niej w ogóle nie istnieje. W każdym razie nigdy nie wiedziała, jaki jest dzień tygodnia, odróżniała tylko niedzielę, i to jedynie dlatego, że budziła się rankiem sama, bez Roberta.

Na przykład przed Nowym Rokiem bardzo cierpiał, że zostawi ją samą w taką noc. W żaden sposób nie mógł zebrać się na odwagę, żeby jej o tym powiedzieć. Co może być straszniejszego niż samotnie witać bicie kurantów? Kiedy czerwony ze wstydu zaczął prosić o wybaczenie, Anna bardzo się zdziwiła. Noc jak noc, położę się spać i już.

Nigdy nie wspominała minionych czasów, nie mówiła o przyszłości. Jej świat nazywał się „Tu i Teraz”. Popełniliby jednak błąd, nie czcząc dziesiątego maja. Anna jak sobie chce, ale dla Roberta z dwóch powodów był to dzień szczególny.

Na serio szykował się więc do święta.

Rozsnuł całą intrygę, żeby uwolnić się od żony. Wysłał ją na tygodniową wycieczkę do Skandynawii; Inna dawno o niej marzyła. To oznaczało, że przez ów tydzień będzie spędzał z Anną nie tylko dni, ale i noce.

Może w końcu dojdzie do tego. Oczywiście to wyniknie samo z siebie, w naturalny sposób, albo dlatego że, jak wyraziła się wtedy Anna, „nie można inaczej”. A tamto z siostrą i pokrewieństwem to bzdury. Tak, oczywiście, Anna jest dla niego siostrą, ale w zależności od sytuacji bywa i córką, i matką; wszystkie kobiece role się w niej łączą. Jak zatem można pominąć tę najważniejszą? On jest mężczyzną, ona Kobietą, The Woman, to znaczy tą jedyną w całym świecie. W dodatku sama powiedziała, że wyładniał i teraz jest „niczego sobie”.

Damowski miał zatem wielkie plany na dziesiątego.

Rano odwiózł Innę na Szeremietiewo i dalejże na Kuźminki, budzić Annę.

Nie przyjechał z pustymi rękami. Z ogromnym bukietem róż, z butelką prawdziwego Veuve Clicquot ze sklepu dewizowego i z prezentem o szczególnym znaczeniu – elegancką białą sukienką, dokładnie na figurę Anny. Wydał na to dwie roczne pensje statystycznego obywatela ZSRR.

Z niewinną miną powiedział:

– Trzeba ją nosić na gołe ciało, taki fason.

Powiedział to na głos, bo Anna przyciskała do piersi zwiewny produkt mediolańskich czarodziejów, nos wsadziła w bukiet i z zamkniętymi oczami wdychała aromat róż. Bardzo w porę – bo nie powinna była teraz zaglądać do myśli Roberta.

Jak to? - spytała, odkładając bukiet i rozkładając sukienkę. – Przecież to nieprzyzwoite.

– Przyzwoite. Tkanina jest cienka, ale gęsta. Ja wyjdę, a ty ją włóż.

Kiedy po pięciu minutach wrócił do pokoju, Anna stała przed lustrem. Sukienka była śmiała, na cienkich białych ramiączkach. W Robercie obudziły się uczucia, których w żaden sposób nie można nazwać braterskimi. Ucieszył się. Ale w lustrze odbiło się spojrzenie Anny – pytające i wyraźnie pełne obawy. Darnowski czym prędzej się odwrócił.

Dzisiaj wszystko się rozstrzygnie, zdążył usłyszeć.

Cóż, był tego samego zdania.

A skoro tak, to postanowił zmienić świąteczny program. Zamiast kolacji przy świecach będzie uroczyste śniadanie. W świetle dnia wszystko pewnie wypadnie naturalniej, przecież ciemność nie jest żywiołem Anny.

Kiedy jak sztukmistrz wyciągał z torby różne smakołyki i ustawiał je na stole, Anna była cicha jak nigdy. To znaczy, cicha była oczywiście zawsze, ale teraz siedziała, nie podnosząc oczu, więc Robert nie słyszał jej myśli.

Wreszcie skończył nakrywać.

Chciał otworzyć butelkę i nagle poczuł, że to niepotrzebne. Wszystko odbędzie się zaraz teraz, bez głupich ceremonii, bez sakramentalnego picia francuskiego wina musującego.