Выбрать главу

Rozległ się telefon. Robert nawet nie wiedział, że lincoln teścia posiada telefon.

– Tak?… Tak właśnie powiedział? – Wsiewołod Ignatjewicz dosyć głośno zazgrzytał zębami. – Cóż to, zapomniał, kto go wysunął? Pogadaj z nim po męsku. Niech się nie trzęsie. To generał czy szmata? Czołgi po to istnieją, żeby z nich strzelać! A gąsienice, żeby miażdżyć!… Dalej, czekam.

Chyba po raz pierwszy Robert widział teścia tak rozdrażnionego.

– Będziecie ludzi miażdżyć gąsienicami? Zgodnie z zasadą: bij swoich, żeby obcy się bali? Wsiewołodzie Ignatjewiczu, niech pan powie, a może wy, z waszymi sanatoriami i klubami, jesteście gorsi od Migrantów, co?

Powiedział i sam się przestraszył. Mądry człowiek tym się różni od głupiego, że nie rąbie prawdy w oczy, tylko przepuszcza ją przez filtr, w zależności od rozmówcy.

Ale teść się nie obraził. Na chwilę umilkł, jak gdyby zastanawiając się nad pytaniem, po czym odpowiedział spokojnie, z rozwagą:

– Co tu gadać. Może i nie jesteśmy słodcy. Ale przynajmniej swoi. Urodziliśmy się na Ziemi, ona nas wykarmiła, i tutaj umrzemy. Możeśmy grzeszni, ale mamy swój rozum, nie biegamy na smyczy, obcych panów nam nie potrzeba. Zgadzasz się ze mną?

Zerknął na Roberta.

– A skąd pan wie, że Migranci chcą nas okupować? Może to tylko pańskie domysły? A jeśli chcą nam jedynie pomóc?

– Podarować rajską szczęśliwość? – Wsiewołod Ignatjewicz uśmiechnął się gorzko. – Najpierw robią prezenty poszczególnym przedstawicielom, takim jak ty i Sieriożka, a potem uszczęśliwią całą resztę. Wiesz, jaki kryptonim ma międzynarodowy program obserwacji mutantów? „Dary mędrców”.

– Dlaczego?

– Jankesi mieli pewną teoryjkę: ot, taka paplanina. Że Jezus Chrystus to jedna ze wczesnych prób, które podjęli Migranci, żeby przeprogramować ludzkość. No, dać ludziom nowe wytyczne moralne. Według jakichś parametrów przybysze z innych planet wybrali niemowlę i udzielili mu szczególnych darów. Gwiazda Betlejemska miała być, zgodnie z tą teorią, statkiem kosmicznym. A mędrcy ze Wschodu jego załogą. – Teść roześmiał się, ale znowu niewesoło. – Tylko jakoś słabo im wyszło. Przecież nie jesteśmy robotami, nie trzeba nas programować, sami damy sobie radę z naszymi problemami.

Darnowski zrobił sceptyczny grymas.

– Jest pan tego pewien?

– A jak nie damy rady, to widać taki nasz los.

Znowu zadzwonił telefon.

– Co znaczy „w prostracji”? – krzyknął Wsiewołod Ignatjewicz. – I ręce mu drżą. A źrenice?… Aż tak?… – Zaklął paskudnie, co mu się nigdy nie zdarzało. – Te same symptomy co u pozostałych!

W gniewie trzasnął słuchawką o tablicę. Gwałtownie zahamował przy chodniku i przez kilka sekund siedział, zasłaniając twarz dłońmi. Taki wybuch emocji sprawił, że Robert zaczął się denerwować.

– Co się stało? Co?

Teść nie odpowiedział od razu, ale kiedy odjął dłonie od twarzy, był znowu skupiony i opanowany.

– Koniec – powiedział. – Przepadło. Okazali się silniejsi. Zbyt długo zwlekaliśmy. Migranci zdążyli zadać kontruderzenie. Zaaplikowali psychopenetrację członkom Komitetu Nadzwyczajnego.

– Co takiego?

– Skupione promieniowanie psychopenetracyjne. Amerykanie uprzedzali nas, że Migranci władają podobną technologią. To potężne oddziaływanie promieni na psychikę człowieka. Wszyscy członkowie KPSN i szefowie resortów siłowych opuścili ręce, chociaż są to ludzie o wyjątkowo silnej woli, można nawet powiedzieć, stalowi. Zupełnie stracili chęć działania. Chociaż każdemu z nich przydzielono członka Klubu, ale ci nic nie mogą zrobić. To są zawsze te same objawy: drżenie rąk, rozbiegany wzrok, nadmierna nerwowość, całkowity zanik umiejętności podejmowania decyzji. Migranci nas ograli.

– I co pan teraz zrobi?

– Mamy jeszcze niejakie odwody, ale ich użycie mija się z celem. Szanse na zwycięstwo są zbyt małe, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Nocny szturm Białego Domu trzeba będzie odwołać. Inaczej zamiast wariantu chińskiego rozpocznie się ogólnokrajowa krwawa łaźnia… Tak, postanowione!

Wziął żałośnie popiskującą słuchawkę, wykręcił numer.

– San Sanycz? Orientujesz się, tak?… Dobra, emocje później. No więc słuchaj. Grupa Alfa ma wolne – to po pierwsze. Kończ ten instruktaż. Akcja odwołana… Tak, nie ma sensu. Wycofaj Dronowa. Co do reszty – ogólna ewakuacja według wariantu Kappa. No dalej. Wykonać.

Lincoln płynnie ruszył z miejsca.

– Z czego to wycofuje pan Dronowa? – zapytał zaniepokojony Robert.

Wsiewołod Ignatjewicz chyba nie dosłyszał. Patrzył przed siebie, w skupieniu o czymś rozmyślał.

– Cóż, na danym odcinku policaje wzięli górę. Ale przegrana bitwa nie oznacza przegranej wojny. Przewidywaliśmy taki wariant, wszystko przewidzieliśmy. Zgodnie z planem Kappa opór będziemy stawiali w podziemiu. Jeśli się nie szarpać, nie gorączkować, może z czasem, za dziesięć lat, znowu znajdziemy się u steru. Ludzkie rezerwy przecież istnieją. Nie znikną instrumenty, dzięki którym wpływamy na ludzi. Migranci mają swoich agentów, my swoich. Klub też nigdzie nie wyparuje. Po prostu na jakiś czas usunie się bardziej w cień. Jasne jest jedno: Klubowi przyda się świeża krew. O tym zresztą chciałem właśnie z tobą porozmawiać. Jest propozycja, żeby włączyć cię do składu stałych członków. – Wsiewołod Ignatjewicz triumfalnie podniósł palec. – Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie możliwości otworzą się wtedy przed tobą. No i oczywiście, jaką to nakłada odpowiedzialność. Ile masz lat? Dwadzieścia osiem. Ja, kiedy wstąpiłem, miałem czterdzieści, i jeszcze uważano mnie za cudowne dziecko. Ale przyszedł czas, żeby odmłodzić skład; dzisiejsze fiasko to najlepszy dowód. Poręczyłem za ciebie, bo masz wszystkie potrzebne cechy: rozum, konsekwencję w postępowaniu, stałość charakteru. W końcu dobrze cię znam. No i oczywiście twój Dar też nam się przyda.

Darnowski pomyślał i spytał:

– Dronowa też bierzecie?

– Nie, Siergiej ma swoją wytyczoną drogę. Mówiąc stylem biblijnym, nie jest Mężem Rady, ale Mężem Siły, Klub to nie miejsce dla niego. Nad Dronowem popracują specjaliści, przygotują go jak należy, i stanie się naszym radzieckim Batmanem. Wspomniany już agent 007 w porównaniu z Sieriogą znaczyłby tyle, co komar. A do zadań o znaczeniu strategicznym będziemy wykorzystywać waszą grupę w całości. To będzie nasza tajna broń.

– „Grupa” to znaczy ja i Dronow?

– Nie, wy troje. Kiedyś powiedziałeś do Dronowa (słyszałem nagranie tej rozmowy): „Ty jesteś Siłą, ja Myślą, razem kombinacja nie do pokonania”. Ale Siła i Myśl to za mało, czego dowodem było wasze włamanie do laboratoriów. Dopiero teraz zrozumiałem, że idealną komórkę bojową tworzy wasza trójka: Intelekt, Siła plus Intuicja. To jest połączenie, które pokona każdą przeszkodę i rozwiąże wszelkie problemy. Ty oczywiście będziesz w tej grupie starszym – jako członek Klubu. Ale myślę, że o faktycznym przywództwie zdecyduje konkretna sytuacja: to, co jest w danej chwili ważniejsze – inteligencja, wyczucie czy działanie. Wszyscy troje jesteście po prostu dla siebie stworzeni. Nawet nazwiska macie podobne: Darnowski, Dronow i Dolina.