Выбрать главу

— Bardzo chętnie — odparł książę — a przy sposobności spytam ich: kiedy Asyria zapłaci nam zaległe daniny?

— Wasza dostojność zrobiłbyś to? — rzekł kapłan patrząc mu w oczy.

— Przede wszystkim to!.. Nasz skarb potrzebuje danin…

Mentezufis nagle powstał z siedzenia i uroczystym, choć zniżonym głosem rzekł:

— Namiestniku pana naszego i rozdawcy życia: w imieniu jego świątobliwości zabraniam ci mówić z kimkolwiek o daninach, a nade wszystko z Sargonem, Istubarem i kimkolwiek z ich świty.

Książę pobladł.

— Kapłanie — rzekł, również powstając — na jakiej zasadzie przemawiasz do mnie tonem zwierzchnika?…

Mentezufis odchylił szatę i zdjął ze szyi łańcuszek, na którym był jeden z pierścieni faraona.

Namiestnik obejrzał go, pobożnie ucałował i zwróciwszy kapłanowi odparł:

— Spełnię rozkazy jego świątobliwości, mego pana i ojca.

Znowu obaj usiedli i książę zapytał kapłana:

— Czy wasza dostojność nie mógłbyś mnie objaśnić: dlaczego Asyria nie ma nam płacić danin, które od razu wydobyłyby skarb państwa z kłopotów?

— Bo my nie mamy sił zmusić Asyrii do płacenia nam danin — odparł zimno Mentezufis. — Mamy sto dwadzieścia tysięcy wojska, Asyria zaś około trzystu tysięcy. Mówię to waszej dostojności całkiem poufnie, jako wysokiemu urzędnikowi państwa.

— Rozumiem. Ale dlaczego ministerium wojny, w którym służysz, zmniejszyło naszą waleczną armię o sześćdziesiąt tysięcy ludzi?

— Ażeby dochody na dwór jego świątobliwości powiększyć o dwanaście tysięcy talentów — rzekł kapłan.

— Aha!.. Powiedzże mi, wasza dostojność — ciągnął książę — w jakim tedy celu jedzie Sargon do stóp faraona?

— Nie wiem.

— Aha! Ale dlaczego ja nie mam wiedzieć, ja, następca tronu?…

— Bo są tajemnice państwa, które zna zaledwie kilku dostojników…

— I których mógłby nawet nie znać mój najczcigodniejszy ojciec?…

— Z pewnością — odparł Mentezufis — że są rzeczy, o których mógłby nie wiedzieć nawet jego świątobliwość, gdyby nie posiadał najwyższych święceń kapłańskich.

— Dziwna rzecz! — mówił książę po namyśle — Egipt jest własnością faraona i mimo to mogą dziać się w państwie sprawy nie znane faraonowi?… Wytłomacz mi to, wasza dostojność.

— Egipt jest przede wszystkim, a nawet jedynie i wyłącznie własnością Amona — rzekł kapłan. — Jest zatem konieczne, aby ci tylko znali najwyższe tajemnice, którym Amon objawia swoją wolę i plany.

Książę słuchając doznawał takich uczuć, jakby go przewracano na łożu wybitym sztyletami i jeszcze — podkładano ogień.

Mentezufis chciał podnieść się, namiestnik zatrzymał go.

— Jeszcze słowo — mówił łagodnie. — Jeżeli Egipt jest tak słabym, że nie wolno nawet wspomnieć o asyryjskich daninach…

Zadyszał się.

— Jeżeli jest tak nędznym — ciągnął — to jakaż pewność, że nas nie napadną Asyryjczycy?

— Od tego można zabezpieczyć się traktatami — odparł kapłan.

Następca machnął ręką.

— Nie ma traktatów dla słabych! — rzekł — nie zasłonią granic srebrne tablice zapisane ugodami, jeżeli za nimi nie staną włócznie i miecze.

— A któż waszej dostojności powiedział, że u nas nie staną?

— Ty sam. Sto dwadzieścia tysięcy ludzi muszą ustąpić przed trzystoma tysiącami. No, a gdyby Asyryjczycy raz do nas weszli, z Egiptu zostałaby pustynia…

Mentezufisowi zapłonęły oczy.

— Gdyby weszli do nas — zawołał — kości ich nigdy nie zobaczyłyby swej ziemi!.. Uzbroilibyśmy całą szlachtę, pułki robotnicze, nawet przestępców z kopalń… Wydobylibyśmy skarby ze wszystkich świątyń… I spotkałaby się Asyria z pięciomaset tysiącami egipskich wojowników…

Ramzes był zachwycony tym wybuchem patriotyzmu kapłana. Schwycił go za rękę i rzekł:

— Więc jeżeli możemy mieć taką armię, dlaczego nie napadamy na Babilon?… Czyliż wielki wojownik Nitager nie błaga nas o to od kilku lat?… Czyliż jego świątobliwość nie niepokoi się wrzeniem Asyrii?… Gdy im pozwolimy zebrać siły, walka będzie trudniejsza, ale gdy rozpoczniemy sami…

Kapłan przerwał mu.

— Czy ty wiesz, książę — mówił — co to jest wojna, i to jeszcze taka wojna, do której trzeba iść przez pustynią?

Kto zaręczy, że nim dotarlibyśmy do Eufratu, połowa naszej armii tragarzy nie wyginęłaby z trudów?

— Wyrównalibyśmy to jedną bitwą — wtrącił Ramzes.

— Bitwa!.. — powtórzył kapłan. — A czy wiesz, książę, co to jest bitwa?…

— Spodziewam się! — odparł dumnie następca uderzając w miecz.

Mentezufs wzruszył ramionami.

— A ja mówię ci, panie, że ty nie wiesz, co to jest bitwa. Owszem, masz nawet o niej całkiem fałszywe pojęcie z manewrów, na których zawsze bywałeś zwycięzcą, choć nieraz powinieneś być zwyciężonym…

Książę spochmurniał. Kapłan wsunął rękę za swoją szatę i nagle spytał:

— Zgadnij, wasza dostojność, co trzymam?

— Co?… — powtórzył ździwiony książę.

— Zgadnij prędko i dobrze — nalegał kapłan — bo jeżeli omylisz się, zginą dwa twoje pułki…

— Trzymasz pierścień — odparł rozweselony następca.

Mentezufis otworzył rękę: był w niej kawałek papirusa.

— A teraz co mam?… — spytał znowu kapłan.

— Pierścień.

— Otóż nie pierścień, tylko amulet boskiej Hator — rzekł kapłan. — Widzisz, panie — mówił dalej — to jest bitwa. W czasie bitwy los co chwila wyciąga do nas rękę i każe jak najśpieszniej odgadywać zamknięte w niej niespodzianki. Mylimy się lub zgadujemy, ale biada temu, kto częściej omylił się, aniżeli odgadł… A stokroć biada tym, przeciw komu los odwraca się i zmusza do omyłek!..

— A jednak ja wierzę, ja czuję tu… — zawołał następca bijąc się w piersi — że Asyria musi być zdeptana!

— Oby przez usta twoje przemawiał bóg Amon — rzekł kapłan. — I tak jest — dodał — Asyria będzie poniżona, może nawet twoimi rękoma, panie, ale nie zaraz… nie zaraz!..

Mentezufis pożegnał go, książę został sam. W jego sercu i głowie huczało.

«A więc miał słuszność Hiram, że oni nas oszukują — myślał Ramzes. — Teraz i ja już jestem pewny, że nasi kapłani zawarli z chaldejskimi jakąś umowę, którą jego świątobliwość będzie musiał zatwierdzić. Będzie musiał!.. czy słyszano o podobnej potworności?… On, pan żyjącego i zachodniego świata, on musi podpisywać umowy wymyślone przez intrygantów!..

«

Tchu mu brakło.

«Swoją drogą święty Mentezufis zdradził się. Więc to tak jest, że w razie potrzeby Egipt może wystawić półmilionową armię?… Nawet nie marzyłem o podobnej sile!.. I oni myślą, że ja będę lękał się ich bajek o losie, który nam każe rozwiązywać zagadki. Niechbym miał tylko dwieście tysięcy wojska wymusztrowanego jak nasze greckie i libijskie pułki, a podejmę się rozwiązać wszystkie zagadki na ziemi i niebie.» Zaś czcigodny prorok Mentezufis wracając do swej celi mówił w sobie:

«Zapalona to głowa, kobieciarz, awanturnik, ale potężny charakter. Po słabym dzisiejszym faraonie bodajże ten przypomni nam czasy Ramzesa Wielkiego. Za dziesięć lat złe gwiazdy odmienią się, on dojrzeje i skruszy Asyrią. Z Niniwy zostaną gruzy, święty Babilon odzyska należne dostojeństwo a jeden najwyższy Bóg, Bóg egipskich i chaldejskich proroków, zapanuje od Pustyni Libijskiej aż het do najświętszej rzeki Gangesu…

Byle tylko nasz młodzik nie ośmieszył się nocnymi wędrówkami do kapłanki fenickiej!..

Gdyby go zobaczono w ogrodzie Astoreth, lud mógłby myśleć, że następca tronu nakłania uszu do fenickiej wiary… A Dolnemu Egiptowi już niewiele potrzeba, aby wyprzeć się starych bogów… Cóż to za mięszanina narodów!.. «