Выбрать главу

Wciągnął nieprzytomną Alamedę do komory powietrznej DSV-a. Miał nadzieję, że ten właz będzie lżejszy i łatwiejszy do zamknięcia. Uniósł dźwignię klamki i spróbował pchnąć płytę, ale przesunęła się zaledwie o milimetry. Miała o połowę mniejszą powierzchnię niż tamta, która przygniotła Alamedę, ale była grubsza, bo musiała wytrzymywać znacznie wyższe ciśnienie. Pacino osunął się pod ścianę komory powietrznej DSV-a. Był bezradny. Spojrzał na inne włazy wewnątrz. Może udałoby się umieścić uratowanych w module dowodzenia i tam się zaryglować? Ale napotkałby ten sam problem – właz otwierał się do wewnątrz pochylonego modułu dowodzenia i nie dałby się zamknąć. Mimo to Pacino postanowił przetransportować tam troje oficerów. Otworzył właz modułu i ciężka płyta uderzyła w blokadę. Przepchnął Catardiego, Schultz i Alamedę przez otwór i oparł ich o niemal poziomą przegrodę między panelami. Tylko tyle mógł w tej chwili zrobić.

Schylił głowę i zajrzał do komory powietrznej. Woda w tunelu podnosiła się, okręt pochylał się jeszcze bardziej stromo. Wkrótce uderzymy w dno, pomyślał Pacino. Jeśli stanie się to niedługo, zanim w okręcie przybędzie wody, a kadłub pozostanie nietknięty i wypoziomuje się, będzie można zamknąć włazy.

Zdjął butle akwalungu i kamizelkę ratunkową i wrzucił do tunelu. Przypomniał sobie, że przy uprzęży są boje alarmowe, służące do wezwania pomocy, teraz bezużyteczne. Mógł wcześniej zrobić dla Piranii jedno – wezwać pomoc, ale zawiódł. Klapnął pod przegrodą komory powietrznej pojazdu głębokiego zanurzenia. Zimna stal mroziła mu plecy. Powietrze było skażone, bolała go głowa. Naszła go dziwna myśl, że gdyby chciał, mógłby się teraz po prostu poddać. Straciłby przytomność, a potem umarł. Uduszenie, hipotermia i utonięcie we śnie. Bezbolesna śmierć. To prawda, że do tej pory wytrwał. Pokonał strach i wrócił do tonącego okrętu. Opuścił komorę ewakuacyjną i znalazł tych, którzy przeżyli. Umieścił ich w pojeździe głębinowym. Zrobił dużo więcej, niż się spodziewał. Ale na tym koniec. Włazy ważą tony, w powietrzu jest więcej dymu niż tlenu, woda jest lodowata, podchodzi do krawędzi włazu i niedługo zaleje DSV-a. Pacino zastanawiał się przez chwilę, czy nie spróbować przenieść się dalej w kierunku rufy. Może przedział reaktorowy nie jest zatopiony. Może nawet udałoby się dotrzeć do rufowej komory ewakuacyjnej. Ale przypomniał sobie eksplozję pierwszej torpedy. Po takim wybuchu nic nie mogło ocaleć. Przedział rufowy na pewno został zalany natychmiast po trafieniu torpedą.

Pacino doszedł do wniosku, że jest idiotą. Wszystko, co zrobił od chwili pierwszej eksplozji, było głupie. Nie miał prawa tak się narażać. Ojciec i matka będą cierpieli do końca życia, kiedy się dowiedzą, że tu zginął. Po otwarciu dolnego włazu komory ewakuacyjnej powinien był zawrócić. Przynajmniej udowodniłby, że nie zostawił przyjaciół i uratowałby się. Ale nie – on musiał wleźć do tego cholernego kadłuba i dać nadzieję umierającym. Popełnił błąd, za który zapłaci życiem. Lepiej zamknąć oczy i stracić przytomność, zanim woda sięgnie mu do ust.

To była jego ostatnia myśl, zanim Pirania uderzyła w skaliste dno i jej kadłub się rozpadł.

Komandor Rob Catardi opierał się w pozycji półleżącej o przegrodę modułu dowodzenia w części dziobowej pojazdu głębinowego Mark XVII, gdy nagle przegroda wygięła się z hukiem i rzuciła go na przeciwległą burtę DSV-a. Przegroda po stronie włazu miała miękkie obicie zasłaniające grubą warstwę izolacyjną kadłuba. Bez izolacji pianowej niska temperatura na dużych głębokościach powodowałaby skraplanie się oddechów załogi i oblodzenie kadłuba.

To uderzenie, które mogło być fatalne w skutkach, gdyby Catardi natrafił na szafkę lub nagą stal, przywróciło mu przytomność. Pamiętał, że stał pod włazem komory ewakuacyjnej razem z Schultz, Alameda i Crossfieldem, to, co działo się potem, pozostało poza jego świadomością. Kiedy otworzył oczy w pojeździe głębinowym, zamrugał z niedowierzaniem. Znajdował się wewnątrz DSV-a, miał zakrwawioną twarz i ręce, w przedziale nie było światła ani zasilania, za to pełno było dymu. Co się stało, do cholery?

Przykucnął przy przegrodzie. Z otworu włazu przenikało do komory powietrznej przyćmione światło. Schylił się, przedostał tam i znalazł latarnię bojową. Leżała na ciele aspiranta Patcha Pacina, który osunął się pod przegrodę, z szyi sączyła mu się krew. Catardi spojrzał na prawą ścianę komory powietrznej. Zobaczył, że właz do łącznika przejściowego jest zamknięty na klamkę. Pokład był w położeniu w poziomym, lekko tylko przechylał się w lewo. Catardi, wciąż jeszcze nie całkiem dowierzając swoim zmysłom, sięgnął do włazu, obrócił w prawo koło ryglujące i odizolował pojazd głębinowy od łącznika przejściowego. Poświecił latarnią bojową w iluminator włazu, ale nie mógł niczego zobaczyć, panowała tam zupełna ciemność. Albo łącznik całkowicie zalała woda, pomyślał, albo dym jest zbyt gęsty.

Ujął krwawiącego aspiranta pod pachy i wciągnął go do modułu dowodzenia, potem wrócił po latarnię bojową. Z trudem oddychał zadymionym powietrzem. Gdyby akumulatory lub ogniwa paliwowe nadal działały, mógłby włączyć system oczyszczania powietrza w pojeździe głębinowym i usunąć dym, może nawet ogrzałby wnętrze do normalnej temperatury i utrzymał ją, dopóki miałby zasilanie. Normalnie zapas energii wystarczał na siedem dni dla dziesięcioosobowej załogi DSV-a. Przy dużo mniejszej liczbie osób akumulatory i ogniwa paliwowe powinny się wyczerpać dopiero po kilku tygodniach. Kiedy Pacino był już bezpieczny w module dowodzenia, Catardi zamknął i zaryglował właz. Wyjął ze schowka awaryjną maskę tlenową, włożył ją i odetchnął ostrożnie. Świeże powietrze przywróciło mu jasność umysłu. Kaszlał przez dziesięć sekund, potem wyjął jeszcze kilka masek i przypiął jedną Pacinowi. Zauważył dwie następne osoby, jedyne kobiety na okręcie, Alamedę i Schultz. Włożył im maski i zaczął szukać innych członków załogi, ale nie znalazł nikogo więcej. Potem spoliczkował Pacina przez maskę, chcąc mu przywrócić przytomność, ale bez skutku.

Catardi wgramolił się na niemal poziomy fotel dowódcy DSV-a i zaczął kolejno zamykać przerywacze obwodów. Czwarty i siódmy przerywacz odskoczyły z powrotem do pozycji otwarcia, najwyraźniej nastąpiła usterka, ale wszystkie pozostałe obwody się włączyły. Catardi zapalił światło w module dowodzenia, potem uruchomił konsolę regulacji składu powietrza. Ostatni przerywacz zamykał obwód ogrzewania elektrycznego, grzejniki zużywały dużo prądu, ale bez nich wkrótce by zamarzli. Catardi podniósł się z fotela, dotarł do konsoli regulacji składu powietrza w tyle pomieszczenia i włączył spalacze CO, cienkie druty, które rozgrzewały się do wysokiej temperatury, spalały tlenek węgla i zamieniały go w dwutlenek, „eliminowały” również wodór wydostający się z nieszczelnych ogniw paliwowych i zamieniały go w nieszkodliwą parę wodną. Następnie uruchomił oczyszczanie powietrza z dwutlenku węgla. Ożyła pompa roztworu aminowego, w grobowej ciszy zaszumiał wentylator. Rozwtór pochłaniał dwutlenek węgla.