Выбрать главу

Pacino uśmiechnął się.

– Sonar, masz już silniki rakietowe?

– Dowodzenie, tu sonar. Nie… poprawka, są! Mamy zapłon silników rakietowych. Tigersharki coś znalazły, sir!

– Jeden, podejdź okrętem na głębokość odpalenia pocisków – rozkazał Victor Krivak. – Zanurzenie kila pięćdziesiąt metrów. Zwolnij do pięciu węzłów.

Kąt odchylenia pokładu wzrastał, gdy Snarc wypływał z zimnej głębi.

– Pokaż mi jeszcze raz mapę morską w tej samej skali, co poprzednio, z naniesionymi kręgami zasięgu.

Pozycja okrętu pulsowała dokładnie w punkcie przecięcia kręgów zasięgu pocisków Javelin IV wycelowanych w Waszyngton i Filadelfię.

– Powiększ skalę tak, Jeden, żeby szerokość obrazu wynosiła sto mil morskich. – Mapa rosła i w końcu Krivak zobaczył, że punkt na oceanie oznaczający okręt znajdzie się poza kręgami zasięgu, pięć mil na wschód od nich. Krivak chciał wcześniej zwolnić, podejść na mniejszą głębokość i wystrzelić pociski po upewnieniu się, że jest sam w tym rejonie i jacht czeka w miejscu spotkania. Kiedy okręt wzniósł się ponad warstwę termiczną, gdzie woda była dużo cieplejsza, Krivak rozkazał komputerowi szukać odgłosów silnika diesla. Mapa rozbłysła na kierunku do dwóch diesli. Jacht wynajęty przez Amorna i Pedra był dokładnie tam, gdzie miał czekać zgodnie z rozkazem. Dobry znak.

– Jeden, wyświetl status pocisków i cele.

Na ekranie pojawił się obraz pocisku manewrującego wycelowanego w Biały Dom. Krivak zastanawiał się, czy nie zmienić współrzędnych z centralnej części rezydencji na Zachodnie Skrzydło, gdzie prawdopodobnie byłaby pani prezydent i jej sztab, ale admirał Czu chciał zniszczyć symbol prezydentury. Szkoda marnować okazji, pomyślał Krivak. Rozważał usunięcie Filadelfii z listy celów i wystrzelenie dodatkowego pocisku w Zachodnie Skrzydło, ale Czu życzył sobie, żeby wyparował Independence Hall. Trochę dziwne, ale klient nasz pan. Krivak nie wprowadził żadnych zmian celowniczych i śledził na monitorze uruchomienie żyroskopów pocisków.

– Jeden, przygotuj pociski od jeden do dwanaście pod każdym względem i otwórz wszystkie wrota zewnętrzne.

Pulsujący punkt oznaczający pozycję okrętu przeciął kręgi zasięgu w momencie, gdy otworzyły się wrota. Nadszedł czas wystrzelenia javelinów.

– Jeden, cała stop, głębokość pięćdziesiąt metrów. Odpalić pociski od jeden do dwanaście w zaprogramowane cele. Po wystrzeleniu wszystkich podejść na głębokość dwudziestu metrów i przełączyć centralne sterowanie komorą ewakuacyjną na lokalne.

Krivak zdjął hełm interfejsowy i zszedł po drabince na środkowy poziom do włazu ewakuacyjnego, gdzie czekał Wang. Kiedy pokład zatrząsł się po odpaleniu pierwszej wyrzutni, naukowiec spojrzał dziwnie na Krivaka.

– Co się dzieje? – zapytał z rozwartymi szeroko oczami.

– Wystrzeliwujemy pociski manewrujące w Waszyngton – odrzekł Krivak i sięgnął do swojego worka marynarskiego.

– Co?! – Wangowi opadła szczęka, gdy okręt zadrżał od drugiego wystrzelenia.

– No, wiesz, w Biały Dom, Kapitol. I w kilka innych celów. Potem okręt popłynie do Chin, jeśli w ciągu następnych kilku godzin nie zniszczą go Amerykanie.

– Tego nie było w naszej umowie! – wrzasnął Wang. – Nie możesz używać tego okrętu do ostrzeliwania amerykańskich celów lądowych!

– Właśnie to robię – odparł Krivak w momencie gdy odpaliła trzecia wyrzutnia.

Znalazł ciężki, posrebrzany pistolet automatyczny Colt 45 z załadowanym magazynkiem, odbezpieczył broń i wyciągnął ją w chwili gdy Wang rzucił się ku niemu przez wąski korytarz. Huknęły strzały. Naukowiec dostał trzy kule w serce, pociski powstrzymały jego szarżę i odrzuciły go do tyłu na przegrodę. Gdy osuwał się na pokład, jego wciąż otwarte oczy miały oskarżycielski wyraz. Krivak wiedział, że to marnowanie amunicji, ale przystawił lufę do oka Wanga i nacisnął spust. Górna połowa czaszki doktora rozprysła się jak zgniły melon upuszczony na podłogę. Mózg bryznął na zakrwawiony już wcześniej laminat panela ściennego.

– Dzięki za wykonaną pracę, doktorze Wang – powiedział Krivak. – Mam nadzieję, że odprawa satysfakcjonuje pana.

Położył pistolet na pokładzie i ściągnął koszulę. Kiedy rzucał ją na pokład, wystartował czwarty pocisk. Krivak zdjął spodnie i zaczął wciągać skafander neoprenowy. Zanim go włożył, okręt opuściły dwa następne javeliny.

Krivak otworzył i zablokował dolny właz komory ewakuacyjnej, potem zerknął na panel sterowniczy wewnątrz. Był zadowolony – Jeden Zero Siedem przełączyła sterowanie z centralnego na lokalne. Wciągnął swoje rzeczy do środka i odblokował właz, żeby zamknąć komorę.

– Żegnaj, Wang. Szczęśliwej drogi! – powiedział. Zaryglował właz i czekał, aż głębokościomierz pokaże, że okręt jest blisko powierzchni, nasłuchując wystrzeliwania kolejnych pocisków.

Co za piękny dźwięk, pomyślał.

Torpeda Mark 98 Tigershark wystrzelona jako czwarta w kolejności odzyskała agresywną świadomość. Jej sonar nasłuchiwał dźwięków oceanu roztaczającego się dookoła. Uruchomiła turbinę spalania zewnętrznego i zaczęła przeszukiwać morze, ale nic nie znalazła. Otaczała ją pusta przestrzeń. Torpeda zatoczyła szeroki krąg średnicy pięciuset metrów, nie usłyszała niczego. Poszerzyła krąg i powtórzyła manewr, ale wciąż była sama. Po piątym, jeszcze szerszym kręgu postanowiła sprawdzić, co jest wyżej. Wzniosła się wolno ponad warstwę termiczną, gdzie woda nagle zmieniła się z lodowatej w ciepłą i wyższa temperatura zatrzymywała dźwięki.

Kiedy torpeda znalazła się ponad tą warstwą, natychmiast coś usłyszała. Przestawiła stery, żeby się zorientować, czy dźwięk się porusza. Okazało się, że tak. Był blisko, w obrębie jednej mili. Torpeda znów skręciła, żeby dokładnie określić odległość do celu i wyłączyła silnik. Zdetonowała ładunki wybuchowe wokół swojej środkowej części, które odstrzeliły pierwszy stopień i zmniejszyły ją o połowę. W następnej jednej dziesiątej sekundy w stożku dziobowym za sonarem otworzyła się butla ze sprężonym powietrzem i odpalił silnik rakietowy. Pęcherze sprężonego powietrza przepłynęły wzdłuż korpusu torpedy do dyszy wylotowej silnika. Kiedy napęd rakietowy osiągnął pełny ciąg, powietrze zastąpił kawitacyjny pęcherz pary, który otoczył całą torpedę. Broń miała już namierzony cel i przyspieszyła do stu, potem do stu pięćdziesięciu, wreszcie do dwustu węzłów. Przez ten czas pokonała cały dystans do celu.

Uderzyła w kadłub i energia kinetyczna rozerwała dziób. Gdy szczątki torpedy przedzierały się przez fragmenty celu, eksplodowała głowica Plastik-Pak i reszta obiektu wyleciała w powietrze. Jacht Amorna i Pedra przestał istnieć. Po dwóch mężczyznach pozostał tylko czerwony obłok rozpylonej krwi.

– Panie kapitanie, mamy pogłosy na szerokim paśmie na kierunku zero osiem osiem. Brzmią jak zapłony silników rakietowych.

Pacino zacisnął wargi.

– Rozumiem, sonar. Już to meldowałeś. Uruchamiają się silniki Tigersharków.

– Dowodzenie, tu sonar. Nie. To wystrzelenia pocisków, panie kapitanie. Pocisków manewrujących!

Pacino otworzył usta, żeby wydać rozkaz, gdy do sterowni wszedł z ponurą miną XO Vermeers i chwycił słuchawkę bezprzewodową z mikrofonem. Spojrzał na kapitana, wyciągnął przed siebie pięść z uniesionym kciukiem i pokazał w dół. Nie było czasu na to, by go zwymyślać. Pacino krzyknął do oficera zanurzenia:

– Podejście pionowe na głębokość peryskopową, dwadzieścia trzy metry, wysunąć Type 23 i BRA-44!

Okręt uniósł się leniwie, kiedy oficer zanurzenia wpuścił sprężone powietrze do zbiorników sterowania głębokością.