- Rzeczywiście, od zawsze...
- Więc może kochałaś go już wcześniej, nie zdając sobie z tego sprawy? Agnolo nieustannie powtarzał, że to najwybitniejszy człowiek naszych czasów, a jego urok jest niezwykły...
- Bardzo to do ciebie podobne, droga Agnelle: od razu szukasz wytłumaczenia dla mojego błędu, ale kiedyś nie kochałam Lorenza. Byłam zakochana w jego bracie, Giulianie. Dodam, że zapomniałam o nim natychmiast po poznaniu Filipa de Selongeya. Mimo tej wyrozumiałości będziesz więc miała może pewien kłopot ze zrozumieniem mnie, gdyż nawet będąc z Lorenzem, nigdy nie przestałam kochać Filipa, i kiedy się dowiedziałam od pana de Commynes'a, że król go ułaskawił i że nadal żyje, moim jedynym pragnieniem był powrót do niego, moją jedyną nadzieją odnalezienie go...
Z drugiego końca stołu dobiegł spokojny, nieco zgłuszony głos Agnola:
- Kto z nas może się pochwalić życiem bez słabości? Zapomnisz o panu Lorenzo, jak zapomniałaś o jego bracie!
- Nie. Zapomnienie w obecnej sytuacji jest niemożliwe i dlatego przyjechałam prosić was o pomoc... jeśli za bardzo mną nie pogardzacie!
Zapadła krótka chwila ciszy. Agnelle wstała, podeszła do Fiory od tyłu i objąwszy ją za szyję, powiedziała spokojnie:
- Myślę, Agnolo, że powinieneś się upewnić, że drzwi są dokładnie zamknięte.
Jej mąż uniósł brew, uśmiechnął się i wyszedł z komnaty. Odgłos jego nierównych kroków powoli się oddalał. Wtedy, nie zwalniając czułego uścisku, Agnelle szepnęła Fiorze na ucho:
- Kiedy dziecko ma przyjść na świat?
- W kwietniu, jak sądzę, ale za nic nie chciałabym wam sprawić kłopotu.
- Cii! Nie będzie żadnego kłopotu. Skoro twój małżonek żyje, narodziny muszą pozostać w tajemnicy.
- Tego właśnie pragnę i dlatego chciałam wyjechać, zanim staną się widoczne zewnętrzne oznaki.
- Miałaś całkowitą rację. Ten dom jest duży...
- Nie - przerwała Leonarda. - Tutaj też to niemożliwe. Zapomniałaś o zamieszaniu wywołanym przez nasze przybycie? Poza tym są służące, pracownicy twojego męża. Co to by była za tajemnica! Myślałyśmy raczej o wynajęciu waszego domu w Suresnes, w którym kiedyś odbywałam rekonwalescencję po złamaniu nogi.
Agnelle powoli się wyprostowała i przeszła kilka kroków wzdłuż kominka, po czym się zatrzymała.
- Czy to dla was problem? - zapytała Fiora.
- Martwię się o ciebie. To dom, w którym mieszkamy tylko latem, a ty chcesz tam spędzić zimę mimo wilgoci panującej na brzegach Sekwany...
- Kominki ciągną doskonale - podjęła Leonarda - a ja dobrze znam dom i jego otoczenie. Sądzę, że nigdzie nie będziemy mniej widoczne. Oczywiście nie ma mowy o tym, żeby się tam wprowadzać z całą świtą. Fiora będzie uchodzić za włoską kuzynkę albo bratanicę twego małżonka, która znalazła się w trudnej sytuacji, a ja mogę być całkiem przekonującą damą do towarzystwa.
Ani prace domowe, ani opieka nad położnicą nie są mi straszne.
- Chcecie tam mieszkać same?
- Naturalnie - odpowiedziała Fiora. - Młody Florent jest mi oddany, ale nie ma o niczym pojęcia i zamierzam odesłać go do Rabaudiere.
- To niemożliwe! - powiedziała Agnelle kategorycznie. Dom, jak wiesz, położony jest nieco na uboczu. Potrzebna jest pomoc mężczyzny, choćby do noszenia drewna, wody i do cięższych prac. Florent zna to miejsce, gdyż długo zajmował się ogrodem, zna także okolicznych mieszkańców. Jeśli przyjmiemy koncepcję bratanicy Agnola, nikogo nie zdziwi jego obecność w Suresnes. Dlaczego nie chcesz go wprowadzić w całą sprawę? Podpadł czymś?
Fiora zaczerwieniła się i nie odpowiedziała. Leonarda zrobiła to zamiast niej.
- W żaden sposób, ale Fiorze przeszkadza to, że - wiesz o tym zresztą - jest w niej zakochany od pierwszego ich spotkania, które miało miejsce właśnie tutaj. Obawia się, że może go zgorszyć... może nawet zranić.
- Słabo go znasz. Będzie dumny z powodu okazanego mu zaufania, a tym bardziej z tego, że jego obowiązkiem będzie czuwanie nad kobietą, którą tak kocha. Ale teraz musimy pilnie rozważyć problem bardziej istotny: dziecko. Co zamierzasz z nim zrobić? Nie możesz wrócić z nim do domu...
- Wiem - powiedziała Fiora. - Uwierz, że to dla mnie bolesne. Nie mogę pogodzić się z myślą, że będę musiała się z nim rozstać. Trzeba będzie jednak znaleźć godnych zaufania rodziców zastępczych...
- A nie pomyślałaś o nas? - zawołała szczerze oburzona Agnelle. - Gdzie znajdziesz rodziców lepszych niż Agnolo i ja, których niebiosa nie obdarzyły dzieckiem? I gdzie mu będzie lepiej niż tutaj, gdzie będziesz mogła swobodnie je odwiedzać, kiedy tylko zapragniesz? Mam pomysł. A gdybyś została jego matka chrzestną?
Teraz z kolei Fiora wstała, by wziąć zacną kobietę w ramiona i przycisnąć do piersi.
- Chcę ci coś wyznać: miałam nadzieję, że tak powiesz.
- Ale nie byłaś pewna? Dlaczego?
- Byłam pewna tego, jaką jesteś kobietą. Jest jednak twój mąż. On może być przeciwny. Znam jego zasady...
- Tylko że nie znasz jego serca. Zaiste, moja droga przyjaciółko, nie bardzo umiesz oceniać mężczyzn. Mój Agnolo będzie wniebowzięty, mogąc wychowywać jak własne dziecko pana Lorenza i swojej drogiej donny Fiory.
I rzeczywiście był. Ze łzami w oczach dziękował młodej kobiecie za dowód przywiązania, który chciała im oferować.
- Uczynię z niego mężczyznę godnego twego drogiego ojca - obiecał.
- A jeśli to dziewczynka? Trzeba brać pod uwagę taką ewentualność.
- Jeśli tak, to będzie światłem tego domu.
Jeśli chodzi o Florenta, to Agnelle znała go lepiej niż Fiora i doskonale go oceniła. Dowiedziawszy się, czego się od niego oczekuje, przyklęknął przed młodą kobietą jak rycerz przed swoją damą, i przysiągł, że będzie strzegł jej i mającego się narodzić dziecka, nawet za cenę życia, jeśli zajdzie potrzeba. Znając tajemnicę tak niebezpieczną dla przyszłego spokoju tej, którą kochał, czuł się ogromnie dumny, a poza tym zachwycony: perspektywa długiego przebywania z Fiorą pod jednym dachem, bez innych poza Leonardą świadków, niezwykle mu się podobała. W związku z tym poczuł się tak silny i mądry jak wszyscy rycerze Karola Wielkiego razem wzięci. Lekki niepokój obudziła w nim, rzecz jasna, myśl o Khatoun i jej postawie wobec tak długiej nieobecności, ale nawet jeśliby po powrocie musiał ścierpieć nieprzyjemne sceny, to gra naprawdę była warta świeczki.
Podczas trzech następnych dni Fiora i Leonarda zachowywały się jak przybyłe z wizytą cudzoziemskie damy. Wraz z Agnelle udały się do NotreDame, do Sainte-Chapelle i wałęsały się po targach. Dokonały wielu zakupów na słynnej ulicy de la Lingerie przylegającej do Cmentarza Niewiniątek, gdzie grzebano większość paryskich zmarłych. Nie omieszkały dać jałmużny tamtejszej pustelnicy, czcigodnej Agnieszce* du Rocher, która siedemdziesiąt pięć lat wcześniej, w wieku osiemnastu lat, kazała się zamurować w ciasnej komórce bez drzwi i okien, a dostęp do niej dawała tylko wąska szczelina wychodząca na cmentarz. Przed tą szczeliną, przez którą dojrzeć można było jedynie stertę odstręczających łachmanów, a dostrzeżenie twarzy było niemożliwe, zawsze klęczał tłumek modlących się kobiet. Fiora wrzuciła dwie złote monety na drugą stronę pokrytego zaciekami muru.
* Agnieszka żyła tak do 1483 roku i zmarła w wieku dziewięćdziesięciu ośmiu lat.
- Nie zatrzyma ich dla siebie - szepnęła Agnelle. - Zanim zapadnie zmrok, otrzyma je jakiś nieszczęśnik, który przyjdzie błagać ją o wsparcie. Tak czy inaczej, zrobiłaś dobry uczynek.
Z wnętrza dobiegł załamujący się, drżący głos, jakby nie całkiem z tego świata, który wypowiedział podziękowania w imieniu Najwyższego i błogosławieństwo.