- Mam coś lepszego: świadka... naocznego. Kogoś, kto jest gotów powiedzieć wszystko, aby mi się przypodobać.
Beltrami zrozumiał. Jego bystry umysł skojarzył już fakty. Hieronima przebywała na ogół w Montughi, w majątku swego teścia. A Marino, którego obdarzył całkowitym zaufaniem, zarządzał położoną w pobliżu posiadłością ziemską. Marino nigdy nie pogodził się z adopcją dziewczyny; Francesco chciał mu związać język przysięgą przed ołtarzem i mnóstwem dobrodziejstw. Jednocześnie dotarły pewne pogłoski, bardzo dyskretne, prawdę mówiąc, które Beltrami odrzucił z lekceważeniem, na temat prowadzenia się tej pulchnej wdowy, szukającej pocieszenia po śmierci męża. Była jeszcze piękna i mogła oczarować mężczyznę takiego jak dawny przewodnik poganiaczy mułów...
Hieronima wzięła jego milczenie za przygnębienie i powiedziała z ironią:
- Widzę, że zrozumiałeś, piękny kuzynie. Widzisz teraz, że jestem bardzo wspaniałomyślna, proponując małżeństwo mojego syna z bękartem, który dzięki temu będzie mógł korzystać z twego majątku aż do końca swych dni. Ma szczęście, że mój Piętro zakochał się w niej i chce ją za żonę. A ja nie dopuszczę, żeby mój syn był nieszczęśliwy. Zapomni o swej ułomności w ramionach twojej ładniutkiej czarownicy, która nie będzie miała nic innego do roboty niż dawać mu piękne dzieci...
- A jeśli odmówię?
- Nie odmówisz. Wiesz dobrze, że mogłabym choćby jutro oskarżyć cię o kłamstwo i obrazę prawa przez uczynienie florentynką tego ludzkiego śmiecia, który powinien był zostać zniszczony w chwili narodzin.
Francesco, niezdolny dłużej panować nad sobą, dał się ponieść gniewowi.
- I przedstawisz swego świadka? Zapominasz tylko o jednej rzeczy, Hieronimo. Krążą różne pogłoski na twój temat. Mówi się, że nie szanujesz swego wdowieństwa i domu teścia. Jeśli Marino Betti przyzna, że jest twoim kochankiem, dowiesz się, co znaczy osobista sprawiedliwość starego Jacopa. On nie lubi żartów, gdy w grę wchodzi honor.
- Ale byłby może szczęśliwy, gdyby w ręce Pazzich dostał się majątek tak znaczny jak twój. Już nie jest tak bogaty jak niegdyś i źle to znosi. Sądzę, że nawet pomógłby mi ze wszystkich sił... ale oczywiście nie byłoby już mowy o ślubie. Nie zgodziłby się na to. Po wyroku na ciebie, konfiskacie twego majątku, który przypadłby mnie jako twojej naturalnej spadkobierczyni, Fiora zostałaby wydana Piętrowi, aby go zabawić... Później pozbylibyśmy się dziewczyny zamykając ją w jakimś burdelu. Jak widzisz, w twoim interesie jest zaakceptowanie mojej propozycji. Obiecuję ci, utworzymy rodzinę szczęśliwą... i bez przeszłości!
- Wynoś się! Zejdź mi z oczu!
- Doprawdy, nie jesteś rozsądny. Myślę, że mając noc do namysłu zrozumiesz, co jest dla ciebie korzystne. Jutro o tej samej porze przyjdę po odpowiedź. Życzę ci dobrej nocy.
Dreszcz przerażenia ożywił Fiorę i przywrócił jej siły. Zrozumiawszy, że Hieronima zamierza wyjść, i nie chcąc, by zaskoczyła ją na podsłuchiwaniu pod drzwiami, schowala się za kotarę, starając się uspokoić oszalałe bicie serca. Zimny pot zraszał jej czoło i plecy, jakby otworzyła się przed nią przerażająca, piekielna czeluść. Rozsuwając nieco ciężką materię zobaczyła jak Hieronima niespiesznie wychodzi z Sali Organowej. Pewna zwycięstwa, pyszniła się jak paw, taksowała wzrokiem meble i cenne przedmioty z pożądliwością połączoną z tupetem, tak jakby już była ich właścicielką.
Po raz pierwszy w swym krótkim życiu Fiora poczuła chęć, by zabić, unicestwić tę wstrętną kobietę, której groźby u Landucciego teraz stały się dla niej jasne. Wyszedłszy bezszelestnie ze swojej kryjówki chwyciła ciężki brązowy świecznik i powoli podeszła do Hiero-nimy. Kuzynka stała, podziwiając złote przedmioty leżące na jednym z kredensów, ale - jakby przeczuwając zbliżające się niebezpieczeństwo - nie odwracając się, wyszła raptem z sali, a w tej samej chwili nadszedł Beltrami.
Zobaczył uzbrojoną w świecznik Fiorę, gotową do rzucenia się w pościg za Hieronima, i pojął, co jego córka chce zrobić. Krzyknął:
- Nie, Fioro! Nie rób tego!
- Ona albo my, ojcze! Nie powstrzymuj mnie! Podbiegł do niej, wyrwał jej świecznik i odstawił na jedną ze skrzyń. Zrozpaczona Fiora zauważyła, że postarzał się o dziesięć lat i miał łzy w oczach. Rzuciła mu się na szyję i przytuliwszy się do niego, mocno zapłakała nad wszystkim, co zniszczyła, zbrukała wstrętna Hieronima. Tak połączonych uściskiem zastała ich Leonarda, szukająca Fiory.
- Co się stało? - spytała. - Właśnie minęłam Hieronimę, która wyzwała mnie od starych flader i rozkazała mi pakować manatki.
- Jesteśmy u progu katastrofy, moja biedna Leonardo -powiedział Belframi. - Ta kobieta jest kochanką Marina. Zdradził jej naszą tajemnicę i jest gotów świadczyć przeciwko mnie... Chyba żebym wydał Fiorę za syna Hieronimy!
- Ależ zdaje mi się, że Fiora już jest mężatką? Trzeba było o tym powiedzieć.
- To była ostatnia rzecz, jaką należało zrobić. Mam jeszcze słabą nadzieję, że nas uratuję opowiadając o wszystkim panu Lorenzowi, który obdarza mnie szacunkiem i przyjaźnią, a Pazzich nienawidzi. Oczywiście, małżeństwo rozwścieczyłoby go, ale nie wspomnę o nim...
Fiora odsunęła się od ojca i spojrzała na niego pełnymi strachu oczami:
- Ojcze!... Czy to prawda, że nie jestem twoją córką? Czy to prawda, że urodziłam się...
- A więc słyszałaś?
- Wszystko! Byłam tam, przy uchylonych drzwiach. Och, ojcze! To było straszne, a teraz czuję się jeszcze gorzej! Byłam taka szczęśliwa, że jestem twoją córką! Teraz jestem niczym... mniej niż niczym! Najnędzniejszy żebrak ma prawo mną gardzić, bo...
- Zamilcz, Fioro! Na miłość boską, zamilcz! Dopóki nie będziesz wiedziała wszystkiego, nie możesz wydawać wyroków. Jeśli o mnie chodzi, jesteś moją córką, bo cię chciałem, uznałem oficjalnie... bo cię kocham! Chodź ze mną, chodź! Wejdźmy do studiola! Chcę ci powiedzieć całą prawdę przed portretem twojej matki. To smutna i bolesna historia, którą Leonarda dobrze zna, ale teraz i ty musisz ją poznać. Chodź, moje dziecko!
Otoczywszy Fiorę ramieniem, Francesco łagodnie poprowadził ją przez galerię do zacisznego, przytulnego gabine-ciku, nad którym panował uśmiech Marii de Brevailles. Leonarda poszła z nimi odesławszy Khatoun, która czekała pod drzwiami z niepokojem wypisanym na ładnej buzi, bo Fiora miała łzy w oczach:
- Poczekaj na nią w sypialni! Ja też zaraz tam przyjdę.
- Wolałbym, żebyś została z nami, Leonardo - rzekł Beltrami. - Co dwie głowy, to nie jedna.
Weszli więc razem do studiola. Francesco zdjął płachtę czarnego aksamitu zasłaniającą portret Marii, później usiadł za stołem, wskazując jedno z krzeseł Leonardzie. Fiora wolała przycupnąć na poduszce u stóp ojca.
- Odwagi, moje dziecko, gdyż opowiem ci straszną, choć zarazem piękną i wzruszającą historię. Hieronima, w swej nienawiści, zapamiętała tylko jej aspekty najokropniejsze... Czy przypominasz sobie ten hennin z koronki, który ci ongiś pokazałem i który Sandro Botticelli przedstawił na obrazie?
Zauważyłaś plamy krwi, a ja nie chciałem odpowiedzieć na twoje pytania.
- Powiedziałeś, że odpowiesz na nie później, kiedy stanę się kobietą.
Teraz nią jestem.
- Jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłem - powiedział Francesco, gładząc jedwabiste włosy córki. - Tamtego dnia okłamałem cię. Nie miałem zamiaru powiedzieć ci prawdy, ponieważ chciałem, aby znikła ona wraz ze mną i Leonardą. My dwoje dobrze jej strzegliśmy. Zdradził ją człowiek, w którego wierność wierzyłem...
- Ludzie z Montughi i okolicy mówią, że ta Hieronima ma ogień w zadku - burknęła Leonarda. – Rozmawiałyśmy o tym z Żanetą, ale jej mąż uciszał nas ze strachu przed teściem Hieronimy. Może zresztą byłoby dobrze poinformować go o prowadzeniu się jego synowej?