- Zagroziłem tym mojej kuzynce, ale nie przestraszyła się. Dobrze wie, że ten stary łobuz nie zawahałby się, musząc wybierać między jej złym prowadzeniem a perspektywą położenia ręki na moim majątku... Zadowoliłby się późniejszym ukaraniem grzesznicy. Powinna o tym jednak pomyśleć. Ale dla nas już byłoby za późno.
- Ojcze - poprosiła Fiora - zostawmy na razie tę kobietę! Przyprowadziłeś mnie tutaj, żeby opowiedzieć mi historię mojej matki, a wiem tylko, że zginęła tragicznie. Czy powiesz mi jak?
- Na szafocie. Została ścięta jednocześnie z twoim prawdziwym ojcem.
Nazywali się Jan i Maria de Brevailles...
- Już słyszałam to nazwisko...
- Proszę cie, Fioro, nie przerywaj mi. I tak ciężko mi wracać do tych chwil, gdy wszystko się dla mnie zmieniło.
Okazując skruchę, Fiora złożyła pocałunek na dłoni ojca i trzymała ją w uścisku, podczas gdy on, patrząc na portret, zaczął swą opowieść.
- W czasie bezsennych nocy często przeżywałem szczegóły tego szarego i zimnego, grudniowego dnia, kiedy przybyłem do Dijon, stolicy burgundzkich książąt. To piękne miasto, które dobrze znałem i w którym lubiłem się zatrzymywać na odpoczynek...
Powoli głos opowiadającego, początkowo nieco zduszony, wzmocnił się i odzyskał barwę. Będąc poetą, jak wszyscy niemal florentczycy, Francesco miał dar opowiadania i zmysł ewokacji. Przed oczami słuchających go kobiet nakreślił zadziwiająco pewną kreską obraz placu wypełnionego milczącym tłumem, zasłuchanego w dźwięki żałobnego dzwonu. Drżącym z bólu głosem ukazał parę pięknych, młodych skazańców, tak promiennych w nędznym wózku kata, że zdawali się jechać triumfalnym rydwanem, sylwetkę przygnębionego, starego księdza, ponurą postać zamaskowanego kata, wzruszenie widzów i wzburzenie jego własnej duszy wobec śmierci tej uroczej młodej kobiety. Mówił o Régnaulcie du Hamelu, a wymawiając jego nazwisko poczuł w ustach gorzki smak jego nienawiści i bezlitosnego okrucieństwa. Powtórzył opowiadanie Antoniego Charrueta głosem drżącym ze wzruszenia, gdy przywoływał obraz cierniowej drogi przebytej przez Marię w domu męża i rozpaczliwych wysiłków jej matki, aby uzyskać ułaskawienie, którego dwa razy bezlitośnie jej odmówiono. W końcu powiedział, jak uratował od śmierci niemowlę, postanowił uznać dziecko za własne i jak Leonarda samorzutnie ofiarowała się zaopiekować pozbawioną matki dziewczynką.
Kiedy skończył, Leonarda płakała, lecz oczy Fiory błyszczały gniewem i oburzeniem.
- Wszyscy ci ludzie bardziej zasługiwali na śmierć niż... moi biedni rodzice! Przede wszystkim ten nędznik du Hamel i ten ojciec, który nie chciał bronić swych dzieci. I na koniec książę Filip i hrabia de Charoláis, którzy nie chcieli się ulitować, żądając publicznej egzekucji, upodlającego grobu, tej hańby!
- Książę Filip nie żyje, Fioro. Co do hrabiego de Charoláis, jest on teraz księciem Karolem, tym Zuchwałym, któremu pan de Selongey ślubował bezwzględną wierność...
Wspomnienie nazwiska męża przywołało Fiorę do rzeczywistości.
- Filip!... wspominał o Janie de Breevailles! Znał go dawno temu. gdy był paziem hrabiego de Charolais. Zauważył moje podobieństwo do ojca... Czy... czy on też wiedział?
- Tak... I właśnie dlatego, że on wszystkim wiedział zgodziłem się na wasz ślub.
Fiora wstała tak gwałtownie, że potrąciła stół, z którego spadło kilka kartek.
- Nie mów mi tylko, że użył tego samego sposobu co ta okropna Hieronima: niegodziwego szantażu?
Beltrami poszukał wzrokiem wsparcia u Leonardy. Czy po tym wszystkim, co opowiedział Fiorze, mógł wymierzyć jej jeszcze jeden cios? Była zbyt młoda, by go znieść... Ale Leonarda, otarłszy oczy, również się podniosła i stanęła za młodą kobietą, jakby obawiając się, że zemdleje ona w wyniku wstrząsu.
- Trzeba jej powiedzieć całą prawdę, panie Francesco. Jest silna. Są rzeczy, których nie powinna odkrywać sama. To byłoby dla niej jeszcze cięższe.
- Masz rację - westchnął Beltrami. - Powiem jej wszystko: to prawda Fioro, pan de Selongey użył tego właśnie sposobu. Pragnął ciebie za wszelką cenę. Powiedział mi, że gotów posłużyć się wszelkimi sposobami, nawet podłymi, by cię zdobyć. Rodzinne podobieństwo zwróciło jego uwagę, ale co najważniejsze jest krewnym państwa de Brevailles. Zdołał się dowiedzieć, nie wiem jak, co zaszło tamtego nieszczęsnego dnia. Wiedział, że córka Marii żyje we Florencji u jakiegoś bogatego kupca, który uznał ją za własną. Kiedy cię ujrzał, od razu domyślił się, kim jesteś. O młodym koniuszym powiedział ci tylko po to, aby się zorientować, czy ty wiesz...
Fiora zapamiętała z rozmowy jedno: Filip mógłby dla niej posunąć się aż do zbrodni! Nieopisane szczęście rozjaśniło jej twarz.
- Kocha mnie więc aż do tego stopnia! Filipie! Inna może wyrzucałaby ci użycie takiego sposobu, jak ci dziękuję. To mi pozwoliło należeć do ciebie, być twoją żoną, póki śmierć nas nie rozłączy.
Beltrami nie mógł znieść pełnego ekstazy spojrzenia i namiętności dźwięczącej w głosie córki. Zazdrość poniosła go może dalej, niż pragnął.
- Nigdy go już nie zobaczysz, Fioro! Nigdy nie przyjedzie, chociaż się tego spodziewasz, żeby cię zabrać do swego zamku i na dwór swego władcy. Chciał cię tylko mieć na jedną noc, jedną jedyną, by zaspokoić żądze, które w nim budziłaś. Ale ty masz spędzić resztę życia tutaj, u mego boku!
Twarz Fiory straciła cały blask jak słońce gasnące za chmurą. Zachwiała się pod wpływem tego ciosu. Sądząc, że upadnie, Leonarda chciała ją wziąć w ramiona, ale Fiora łagodnie ją odepchnęła.
- Nie wiem jeszcze wszystkiego, nieprawdaż? Notariusz, błogosławieństwo w klasztorze, wszystko to było komedią, mistyfikacją.
- Nie. Jesteś naprawdę hrabiną de Selongey. Nic nie może zmienić tego stanu rzeczy... poza śmiercią! Twój mąż nie powróci, bo szuka jej, służąc w wojsku księcia Burgundii.
- Chce umrzeć? Ale dlaczego?
Tym razem Beltrami zawahał się. To, co miał jeszcze do powiedzenia, było zbyt okropne... ale Fiora przeszywała go surowym spojrzeniem. Powtórzyła, krzycząc niemaclass="underline"
- Chcę wiedzieć, dlaczego!
Nie mogąc dłużej znieść tego straszliwego wzroku, Beltrami odwrócił głowę w stronę portretu, jakby go prosił o pomoc.
Jak we śnie dobiegł go czysty głos Leonardy:
- Musisz jej powiedzieć wszystko, panie Francesco! Trzeba przeciąć wrzód. Rana zagoi się szybciej.
Nie patrząc na Fiorę Beltrami wyznał prawdę:
- Chce wymierzyć sobie karę za to, że zbrukał swoje nazwisko poślubiając córkę Marii i Jana de Brevailles...
- Dlaczego więc to zrobił? Zakochałam się w nim do szaleństwa. Sądzę, niech mi pan Bóg wybaczy, że mógłby mnie mieć bez tej komedii!
- Ale bez posagu! A potrzebował go, aby sfinansować wojnę swemu władcy, któremu Lorenzo odmówił pożyczki... Oczywiście odzyskam te pieniądze, kiedy będziesz wdową. Wtedy uzyskasz prawo do noszenia jego nazwiska... ale nie będzie ci wolno pojechać do jego zamku.
- A gdybym miała dziecko?
- Mieliśmy je wychować, aż do wieku, w którym mogłoby wstąpić na służbę. Wtedy mieliśmy je wysłać do Burgundii, aby otrzymało spadek i nauczyło się rycerskiego rzemiosła...
- Pod warunkiem, że byłby to chłopiec! Gdybym urodziła dziewczynkę, co mieliśmy z nią zrobić? Pewnie wrzucić do rzeki?
I Fiora, odwróciwszy się na pięcie, wybiegła ze studiola, aby schronić się w swojej sypialni. Usłyszeli jak trzasnęły za nią drzwi.