Widząc, że młoda kobieta milczy, fray Ignacio zniecierpliwił się:
- No więc? Co masz teraz do powiedzenia? Sądzę, że moja propozycja jest bardzo wspaniałomyślna?
- Ja też tak sądzę - powiedziała przeorysza. - Zgadzam się udzielić ci tutaj schronienia; będziesz traktowana jak protegowana Kościoła...
Fiora przyjrzała im się kolejno: jej, o oczach jeszcze wilgotnych od głupiego rozczulenia, jemu, z tym jego irytującym tikiem ust, które na zmianę przygryzał i oblizywał. Budzili w niej jednakowe obrzydzenie.
- Dziękuję wam obojgu... bardzo serdecznie za szlachetne zainteresowanie dla mojej osoby, ale wolę poddać się sądowi bożemu. Mam nadzieję udowodnić, że mam rację!
Fray Ignacio zerwał się z fotela jak wystrzelony z katapulty.
- Szalona dziewczyno! Podpisujesz swój wyrok śmierci! - wrzasnął, a jego towarzyszka wzniosła oczy i ręce do nieba.
- Skąd ta pewność, czcigodny ojcze? Mogę przeżyć próbę wody.
- Ale nie ognia! Miałem rację: jesteś czarownicą i jeśli na nieszczęście rzeka wyrzuci cię żywą, skażę cię na stos! Pewnego dnia skażę też na stos Medyceusza i jego bandę. Wiem, że ma przy sobie jakiegoś greckiego lekarza, czarnoksiężnika i jasnowidza, będącego z pewnością wspólnikiem szatana! Kiedy papież położy rękę na tym przeklętym mieście, wszyscy oni spłoną... ale ty spłoniesz przed nimi na największą chwałę Boga!
Nie panował już nad sobą i w falującym świetle świec wykrzywione i spienione z gniewu usta i płonące oczy nadawały jego twarzy demoniczny wygląd.
-Będzie jak Bóg zechce. Pozwól, by on sam troszczył się o swoją chwałę. Na pewno zna się na tym lepiej niż ty!
- To twoje ostatnie słowo? Odmawiasz?
- Odmawiam. Pozwól mi wrócić do celi. Robi się późno... I chciałabym pomodlić się w spokoju.
- Świętokradztwo! Po ogniu na ziemi czeka cię ogień piekielny!
Krzyczał tak głośno, iż obawiając się zapewne, że usłyszy go cały klasztor, matka Maddalena pospiesznie wezwała klaśnięciem siostrę Priscę. Zakonnica zapewne nie znajdowała się daleko, gdyż pojawiła się natychmiast. W chwilę później Fiora ruszyła za nią z powrotem do swojej celi. Zaledwie się tam znalazła, usłyszała wychodzące z kaplicy siostry. Fiorę dobiegł szelest ich kroków i szepty: dziewczęta z klasztoru Santa Lucia zastanawiały się zapewne, dlaczego matka przełożona nie wzięła udziału w wieczornym nabożeństwie. Potem nie słychać już było żadnego dźwięku oprócz wściekłego ujadania psa i nieco później nawoływania wartowników na murach.
Podczas nieobecności Fiory przyniesiono kolację. Składała się z makaronu z serem i sosem bazyliowym. Była jednak zimna. Fiora zjadła trochę, ale uznawszy potrawę za kleistą, zadowoliła się wodą. Chociaż nic nie robiła przez cały dzień, czuła się zmęczona, a przede wszystkim zmęczony był jej umysł... Miała nadzieję, że kiedy zamknie się za nią klasztorna brama, zazna chociaż trochę spokoju. Tymczasem odkąd znalazła się w tym przybytku, stworzonym dla modlitwy i medytacji, napotykała tylko niegodziwość, małostkowość, pogardę. Tego wieczora musiała stawić czoła parze fanatyków, zdecydowanych użyć wszelkich środków, aby posłużyć się nią w realizacji swych intryg. Mnich zagroził jej nawet stosem. Nie ugięła się, mimo strachu, jaki w niej budził, i była z tego zadowolona...
Pomyślała, że zostały jej już tylko dwa dni, i serce ścisnęło jej się z powodu nieubłaganie uciekającego czasu. Czy jej życie, rozpoczęte w jednym więzieniu, musiało zakończyć się w innym? Pomyślała o swej matce i jej przejściach. Jakże Maria musiała cierpieć duszą i ciałem podczas ciężkich godzin porodu, pilnowana przez bezlitosnych więziennych strażników, mając straszliwą świadomość, że mała istotka, będąca częścią jej samej, zostanie jej zaraz odebrana, i z pewnością wkrótce skazana na śmierć! Całe dnie, całe noce agonii i miecz kata jako jedyna nadzieja. Ale przynajmniej mogła znaleźć oparcie w miłości, w ostatniej godzinie wziąć za rękę ukochanego, gdy tymczasem Fiora płakała całkiem osamotniona. Inaczej wyglądałoby wszystko, gdyby Filip, w którym nie udawało jej się zobaczyć ojca, kochał ją naprawdę tak jak Jan kochał Marię!
Pewnego dnia jej dziwaczny mąż dowie się, że Fiora, której ślubował miłość, opiekę i trwanie przy niej na dobre i na złe, umarła w opuszczeniu. Czy poświęci jej choć trochę żalu, uroni choć jedną Izę? Nie, Selongeyowie nie powinni płakać. Poczuje raczej wielką ulgę. Zniknie powód do wstydu, plama na honorze... Będzie mógł wesolutko zająć się inną kobietą... która może już zastąpiła ją w jego życiu i myślach?
Fiora nie mogła się modlić. Bóg był zbyt odległy, zbyt obojętny, skoro pozwalał, by nad niewinną osobą zawisł ciężar niezasłużonego przekleństwa. Zaś przedstawicielom jego chwały i dobroci, których umieścił na drodze swej ofiary, dużo brakowało do słodyczy Ukrzyżowanego i Jego czułej Matki... I płacząc Fiora usnęła.
Następny dzień był ponury. Wcześnie rano inna siostra serwitorka zabrała pełną jeszcze miskę i pospiesznie posprzątała celę, ze wzrokiem przez cały czas uparcie wbitym w ziemię, nie odpowiadając na żadne z pytań Fiory.
Przez cały dzień nie pojawił się nikt więcej. Stwierdziwszy, że nie przyniesiono jej nawet jedzenia, Fiora pomyślała, że postanowiono zastosować wobec niej surowy rygor więzienny, co było oczywistą konsekwencją jej zachowania poprzedniego dnia przed tym swego rodzaju sądem, złożonym z przeoryszy i hiszpańskiego mnicha. Pogodziła się z tym, żałując jedynie, że kiedy wybije godzina ordaliów, stanie przed próbą osłabiona.
Spędziła cały dzień leżąc zwinięta w kłębek na łóżku. Od rana padał uporczywy, drobny deszcz, zatapiając ogród, z którego odleciały ptaki. W miarę upływu czasu Fiorze było coraz ciężej na duszy.
Ku jej wielkiemu zaskoczeniu ta sama co rano siostra przyszła o zmroku z chlebem, wodą i dużą miską gęstej zupy, pachnącej świeżymi warzywami. Ku jej jeszcze większemu zaskoczeniu serwitorka przemówiła:
- Jest gorąca, jedz szybko!
Ton był niemal przyjazny i Fiora poczuła ciepło koło serca. Była to pierwsza osoba w tym przybytku zwracająca się do niej jak do istoty ludzkiej.
Podziękowała z uśmiechem, ale tamta nie posunęła się aż do jego odwzajemnienia. To było jednak bez znaczenia. Z apetytem, właściwym dla swego wieku, Fiora rzuciła się na zupę. Wydawała się jej smakowita, choć miała trochę niecodzienny, trudny do określenia smak. Dziewczyna nie miała zresztą zbyt wiele czasu, by się nad tym zastanawiać; zaledwie przełknęła ostatnią łyżkę, miska wypadła jej z rąk. Jej oczy zamknęły się i Fiora zapadła w głęboki sen...
Rozdział ÓSMY
MEGIERA
Fiora otworzyła oczy i zobaczyła wnętrze tak różniące się od tego, w którym zasnęła, że natychmiast zamknęła je z powrotem sądząc, że jeszcze śni, lecz ciężka i obolała głowa, suchość w ustach i okropne mdłości przywołały ją do trudnej jawy. Ponownie uniosła powieki i spróbowała się podnieść, ale głowę jej przeszył nagle ostry ból; opadła z jękiem na posłanie. Leżąc nieruchomo przyglądała się, niczego nie rozumiejąc, nieprawdopodobnemu wnętrzu, w którym się znajdowała.