- Pałacu Pittich? Którego budowę musieli przerwać?
- Właśnie. Wchodzi się tu przez długi korytarz i żadne okno nie wychodzi na ulicę. Nad drzwiami jest czerwona latarnia.
- To oznacza, że niełatwo będzie wydostać się stąd, a może nawet będzie to możliwe. Kto by nas tu szukał?
- Jest jednak ktoś, kto wie... - Khatoun zniżyła głos o kilka tonów i poruszyła trochę wodą w szafliku, żeby się dokładniej spłukać. - Stary żebrak, którego spotkałam w pobliżu klasztoru. Był bardzo dobry, bardzo szlachetny. Ta kobieta miała rację: nie wolno żebrać bez pozwolenia innych, ale on mi pozwolił. Wziął mnie pod opiekę i był ze mną, gdy przyniesiono cię tutaj...
- Powiedziałaś mu, dlaczego znalazłaś się pod klasztorem Santa Lucia?
- Tak.
- I pomógł co mimo wszystko?
- Tak, ale później poradził mi, żebym wracała do domu. Nie chciałam. Wtedy odszedł. Ostrzegał, że jeśli tu zostanę, złapią mnie... Fiora ze smutkiem wróciła na swoje miejsce przy ogniu. Nikła nadzieja, jaką poczuła, rozpłynęła się w powietrzu jak ten żebrak. Czuł litość dla Khatoun, i to wszystko! Pokładać jakąkolwiek nadzieję w osobie żyjącej w nędzy zakrawało na czyste szaleństwo. Trzeba było znaleźć inne wyjście. Ale jakie?
Wróciwszy Pippa umyła Khatoun włosy i wyjęła ją z wody. Wyciągnęła zatyczkę z szaflika, by go opróżnić, po czym położyła Fiorę na łożu i zaczęła namaszczać ją pachnącą oliwą, podczas gdy Khatoun się suszyła. Zmarszczywszy nos Fiora wciągnęła zapach wydobywający się z dłoni Megiery.
- Co to za zapach? Zazwyczaj używałam kompozycji irysa, werweny i odrobiny jaśminu.
- Co z pewnością ładnie pachnie, ale w miłości musi być niewiele warte. To jest olejek narodowy, na tyle drogi, że nie powinnaś się krzywić. Kiedy nauczysz się nim posługiwać, doprowadzisz mężczyzn do szaleństwa...
Fiora raptownie chwyciła dłoń, którą Pippa zbliżała do jej brzucha.
- To będzie... dziś wieczorem?
- Chodzi ci o przyjście tego, który ma na ciebie chętkę? Tak. Nie pytaj jak się nazywa: nie powiem ci. Sama zobaczysz...
- A ona? - spytała Fiora, wskazując brodą niewolnicę. -Naprawdę wyślesz ją do piekła, które słyszałam ostatniej nocy, pijaków i dzikusów?
- Nie martw się. Dam ją komuś, kto będzie umiał ją docenić. Taki drobiażdżek jak ona ma swoją wartość i można z niego wyciągnąć sporo pieniędzy. A w dodatku lubi miłość...
- Nie boisz się, że zostanie rozpoznana i tym śladem dotrą do mnie? Tatarskie niewolnice są taką rzadkością, że moja jest znana. Zostaw ją przy mnie. Zabierzesz ją razem ze mną do Rzymu. Kardynał Borgia jest z pewnością wystarczająco bogaty, by ją kupić, albo może ja zapłacę ci za nią, gdy zarobię dużo złota...
Dużo Fiorę kosztowało mówienie tym językiem kurtyzany, ale by uratować Khatoun przed okropnym losem, gotowa byłaby pertraktować z samym diabłem.
- Nie może zostać z tobą dziś wieczorem - powiedziała Pippa nacierając energicznie ramiona i piersi swej pensjonariuszki. - Poza tym spędzi, być może, przyjemny wieczór. Klient, któremu ją dam, jest hojnym panem i nie pochodzi stąd. Nie ma więc obawy... Fiora zrozumiała, że nic nie wskóra, i zamilkła pozwalając kontynuować masaż. Ciało jej pachniało teraz jak sklep Landucciego, kiedy otrzymywał dostawę perfum. Po chwili zapytała z goryczą:
- Czyja też mogę się spodziewać przyjemnego wieczoru? Pippa przerwała pracę. Wycierając machinalnie ręce w ubranie westchnęła:
- Nie. Wyglądasz na odważną dziewczynę, więc powiem ci prawdę, zawsze lepiej wiedzieć, czego się spodziewać. Czekają cię trudne chwile, bo... on jest nie całkiem normalny. Będę przy tobie... a w każdym razie niedaleko, aby zapobiec najgorszemu. Najlepiej zrobisz myśląc o tym, co ci obiecałam: o przyszłej fortunie!
Zaiste, złoto zdawało się stanowić dla tej kobiety dobro najwyższe, cel życia. Fiora, sądząc przez chwilę, że być może zdoła zmiękczyć jej serce, zrezygnowała. Opłacono Pippę, by wykonała paskudne zadanie. Traktowała więźniarkę z pewną łagodnością jedynie dlatego, że ujrzawszy ją uświadomiła sobie, iż okazując jej pewne względy będzie mogła wyciągnąć z niej dużo więcej złota niż przypuszczała.
Dzień dłużył się, wypełniony wciąż nowymi zabiegami pielęgnacyjnymi, lekkim posiłkiem i kilkoma godzinami odpoczynku. Kiedy zapadła noc, Megiera ubrała Fiorę -jeśli można to było nazwać ubraniem - w szeroką, całkiem przezroczystą tunikę z białego muślinu; we włosy wpięła gałązki jaśminu i kilka pączków kwiatu pomarańczy. Khatoun, ubrana w odsłaniającą piersi suknię z czerwonego jedwabiu, z cekinami we włosach, zniknęła...
- Wyglądasz prawie jak panna młoda! - powiedziała Pippa podziwiając swoje dzieło. - To mu się spodoba. Chłopak lubi przede wszystkim dziewice. Zabawianie się z nimi sprawia mu największą przyjemność i kilka już mu dostarczyłam. Później dość szybko przestają go interesować, ale ty to co innego: jesteś taka piękna!
Fiora już chciała powiedzieć, że nie jest dziewicą, ale pomyślała, że to jej nie uratuje. Skoro ten mężczyzna zadał sobie tyle trudu, to znaczy, że mu z jakiegoś powodu zależało na zawładnięciu nią. Daremnie próbowała odgadnąć, kim okaże się nieznajomy. Miała tylko nadzieję, że choć zapewne brutalny będzie zdolny do jakichś uczuć. Starając się nie tracić odwagi, czekała wpółleżąc na rozesłanym łożu, w łagodnym świetle świec, wydobywającym blaski z jej włosów i pieszczącym aksamit skóry.
Gdy Pippa otwarła drzwi i wpuściła „klienta", Fiora wydała okrzyk przerażenia. Skoczywszy w kąt łoża schroniła się w zasłonach, okręcając je wokół siebie. Wchodzącym był Piętro Pazzi, okropna kreatura, garbata i kulawa, wydana na świat przez Hieronimę, która zamierzała doprowadzić do ich małżeństwa.
Miał dopiero dwadzieścia lat, ale w rzeczywistości był bez wieku, bo rozpusta naznaczyła już jego ziemistą twarz. Miał długi, spłaszczony na końcu nos, włosy rzadkie i przylizane, duże uszy, wystającą brodę i małe czarne oczka, z których jedno zamykało się co chwila w wyniku nerwowego tiku, unoszącego całą połowę twarzy. Tylko olśniewająco białe zęby można było uznać za ładne.
Dotychczas Fiora litowała się z całego serca nad tak nieurodziwym chłopcem, któremu ironia losu kazała przyjść na świat w mieście, gdzie piękno miało ogromne znaczenie. Nigdy zresztą nie widziano go wśród rówieśników, odnoszących się do jego kalectwa z okrucieństwem, kpiną i szyderstwem. Dziewczęta, jeśli pozwalało im na to nazwisko lub majątek, uciekały przed nim. Chiara go nienawidziła, i nawet się go bała. Mówiła, że spłodził go diabeł i wystrzegała się odwiedzania pałacu Beltramiego, jeśli wiedziała, że gościł tam młody Pazzi. Było to zresztą rzadkością, gdyż prawie nie opuszczał posiadłości swego dziadka w Montughi, gdzie - jak mówiono - zajmował się alchemią i hodowlą złych psów.
Przerażenie Fiory zdawało się go bawić, bo wybuchnął śmiechem.
- Cóż to, czy to całe przyjęcie zgotowane ukochanemu przez piękną narzeczoną? Można by przypuszczać, że się mnie boisz?
Ten sarkastyczny ton sprawił, że Fiora znowu poczuła gniew, stłumiony chwilowo przez strach. Nie opuszczając schronienia za zasłonami odparła:
- Dobrze wiesz, że nigdy się ciebie nie bałam. Zdaje mi się nawet, że zawsze byłam dla ciebie uprzejma...
- Z pewnością! Uprzejma... tak. Odmówiłaś jednak poślubienia mnie. Twoja uprzejmość nie sięgała tak daleko, nieprawda?
- Nie można oddać komuś ręki nie dając serca. Przykro mi, Piętro, ale nie kocham cię.
- Niech ci nie będzie przykro: ja też cię nie kocham... Nawet sądzę, że cię nienawidzę, lecz chciałem cię mieć dla siebie.