- Bądź szczery! Pragnąłeś raczej posagu, a w przyszłości majątku mego ojca...
- Nie doceniasz siebie! - powiedział z rechotem, który podziałał jak tarka na napięte do ostateczności nerwy młodej kobiety. - Oczywiście, chciałem tego majątku i zgodnie z prawem należy do mnie, bo ty jesteś niczym. Ale chciałem przede wszystkim ciebie, by nauczyć cię żyć na mój sposób; podporządkować moim pragnieniom, wszystkim kaprysom. Ach, jakie piękne życie wiodłabyś przykuta łańcuchem dzień i noc do mego łóżka, jak suka... Chyba nigdy nie widziałaś moich psów?... Szkoda... Są piękne i silne, i liżą moje ręce oczekując pieszczot. Żyłabyś z nimi, dzieląc ich jadło... Zamówiłem już nawet piękną, skórzaną obróżkę na tę ładną szyjkę. Jacyż szczęśliwi bylibyśmy wszyscy razem! Widziałem cię już śpiącą nago na dywanie w mojej sypialni przy Molochu, moim ulubionym brytanie, idącym do mnie, gdy tylko strzelę z bata... Widzisz ten bat?...
Spod czarnego płaszcza, zarzuconego niedbale na ramiona, wyciągnął długi, pleciony, skórzany rzemień i strzelił z niego.
- Ale nie jest jeszcze za późno, wiesz? Najpierw poślubię cię na mój sposób na tym burdelowym łóżku... a później zobaczymy jak zrealizować ten piękny sen... Chodź teraz, moja śliczna, chodź do swego pana!
Był szalony, to nie budziło wątpliwości. Z oczami wysadzonymi z orbit i ustami, z których spływała nitka śliny Piętro był straszliwy, demoniczny...
- Nigdy! - krzyknęła Fiora, tracąc głowę. - Zabraniam ci zbliżać się do mnie!
- Zabraniasz mi? Zabraniasz czegoś swemu panu? Pożałujesz tego...
Powiedziałem do mnie! Do nogi i na kolana!
Przerażona obrotem wydarzeń tej sceny, Pippa próbowała interweniować:
- Trochę cierpliwości, panie! Użyjesz bata później, kiedy trochę się do ciebie przyzwyczai - powiedziała głosem, któremu usiłowała nadać uspokajające brzmienie. - Pomyśl, że masz przed sobą słodkie, małe dziewczę, niewinną dziewicę. Jeszcze nie zaznała radości związku z tobą... Najpierw ją posiądź! Jestem pewna, że później będzie łagodna... i uległa!
Piętro spojrzał nieprzytomnie. Odetchnął głęboko dwa czy trzy razy i opuścił bat:
- Masz rację. Odbędziemy najpierw zaślubiny! Przyprowadź mi ją!
Pippie nie trzeba było tego powtarzać. Mimo rozpaczliwej obrony Fiory, wyrwała ją z prowizorycznej kryjówki i zmusiła do położenia się na łożu, gdzie młoda kobieta natychmiast zwinęła się w kłębek. Serce biło jej w piersi jak oszalałe, gdyż Piętro z okrzykiem wściekłości znowu złapał bat i chłostał jej ramiona i plecy, którymi się do niego odwróciła. Biłby ją dalej, ale Pippa - rozumiejąc, że byłby zdolny zabić jej cenną pensjonariuszkę - przytrzymała jego ramię.
- Radziłam ci trochę cierpliwości, panie! Nie warto jej bić: poplamiłaby cię krwią. Potrzymam ci ją!
- Trzymaj ją więc dobrze! Jest gotowa mnie podrapać!
- Nie obawiaj się! Będę jej pilnować. Rozbierz się tylko! - i cicho szepnęła Fiorze do ucha: - Na miłość boską, leż spokojnie! Może cię zabić!
Przywołanie przez Pippę boskiego miłosierdzia w podobnym miejscu i chwili najlepiej świadczyło ojej niepokoju. Sama nie potrzebowała niczyjej pomocy: łatwo złamała opór nieszczęśnicy, rozciągając ją w poprzek łoża i solidnie przytrzymując za ramiona. Piętro tymczasem zdjął obszerny płaszcz i rzucił w kąt:
- Nigdy się nie rozbieram, żeby rozdziewiczyć panienki. Uważają ten strój za przyjemniejszy. Bardzo je podnieca!
Jego kaftan usiany był małymi, żelaznymi kolcami, które - nie powodując poważniejszych ran - kaleczyły skórę jego towarzyszek.
- Do wszystkich diabłów! - sapnęła Pippa ze zdumieniem. Dobrze wiedziała, że syn Hieronimy nie był normalny, a w swym domu widziała wielu okrutnych mężczyzn, ale ten ją zadziwił.
Widząc, że się zbliża, Fiora zamknęła oczy i nerwowo ścisnęła nogi, ale zwyrodnialec rozsunął je jednym pchnięciem kolana i wszedł w nią brutalnie... Natychmiast jednak się wycofał drapiąc piersi i brzuch młodej kobiety, która nie mogła powstrzymać jęku:
- Ona już nie jest dziewicą! - ryknął.
- Nie jest dziewicą? - powtórzyła osłupiała Pippa. -Musisz się mylić, panie! Zrobiłeś to zbyt gwałtownie!
- Nie jestem szalony i wiem czy dziewczyna jest niewinna czy nie! Tej już ktoś używał... i ona mi powie, kto! Słyszysz, ty mała dziwko? Ze swoimi wielkopańskimi manierami nie jesteś więcej warta niż dziewczyny szwendają-ce się w tawernach nad rzeką! No mów!
Rzucił się na nią i chwyciwszy za gardło, zaczął ściskać. Pippa krzyknęła:
- Jak ma mówić, kiedy ją dusisz? Puść ją... Mówię, żebyś ją puścił! Złapała go za nadgarstki. Nagłe, nie wiadomo skąd, pojawił się mężczyzna odziany w łachmany nadające mu wygląd nietoperza, tak wielkiego i czarnego, że przez chwilę myślała, że to diabeł we własnej osobie. Ledwie spostrzegła błysk sztyletu, który dwukrotnie wbił się w plecy Pietra...
Garbus krzyknął i osunął się na łoże. Jego ręce zwolniły uchwyt, w samą porę dla tracącej oddech Fiory. Pippa, klęcząca z drugiej strony łoża, aby lepiej unieruchomić młodą kobietę, wstała z trudem. Jej przerażony wzrok przenosił się z trupa na mężczyznę w łachmanach. Przybyły- jedną ręką, bez widocznego wysiłku, złapał zabitego za kołnierz kaftana, zdjął z Fiory straszliwy ciężar i rzucił z odrazą na podłogę jak coś plugawego. Odsłonił ciało młodej kobiety pokryte drobnymi zadrapaniami, z których sączyła się krew. Fiora oddychała z trudem przez zaciśnięte nozdrza...
- Nieźle narozrabiałeś! - szepnęła Pippa patrząc z przerażeniem na rosnącą plamę krwi na plecach Pietra. -A przede wszystkim, kim jesteś?
- Kimś, kto kazałby cię powiesić... a może nawet spalić, gdyby ten potwór zabił donnę Belframi w twoim domu. Wystarczy, że przetrzymywałaś w zamknięciu kobietę porwaną siłą z klasztornego schronienia - powiedział spokojnie Demetrios, delikatnie dotykając posiniaczonej szyi Fiory, aby upewnić się, że nic nie zostało złamane. - Byłaś jego wspólniczką. Trzymałaś ją za ramiona, kiedy ją dusił.
- Nie pozwoliłabym mu tego zrobić! Przysięgam na...
- Nie przysięgaj, Pippo! To strata czasu. Lepiej zrobisz zajmując się nią. Do pięknego stanu ją doprowadził!
Grecki lekarz wyciągnął spod brudnego odzienia mały flakonik i przysunął go do pobladłych ust Fiory; kilka kropel spłynęło do ust dziewczyny i jej ciałem wstrząsnął długi dreszcz. Wreszcie otworzyła oczy i spojrzała z ogromnym zaskoczeniem na pochylającą się nad nią brodatą twarz. W ostatniej chwili powstrzymała okrzyk, gdyż Demetrios położył jej szybko palec na ustach:
- Lepiej ci?
- Tak - szepnęła. - Tak... dziękuję!
Pippa zakrzątnęła się. Zerwała z Fiory resztki, muślinowej tuniki, zmyła jej ciało wodą pomarańczową, po czym wzięła nieco pomady z małego słoiczka i rozprowadziła na wszystkich skaleczeniach, przemawiając do ofiary uspokajająco, stale śledząc kątem oka dziwnego gościa:
- No, już dobrze, moja gołąbko! To nic takiego! Prześpisz się, a jutro już nie będzie śladu!
- Zgoda na spanie - powiedział Demetrios - ale nie tutaj! Ubierz ją w cokolwiek. Zabieram ją!
Pippa raptem odzyskała werwę. Zerwała się na równe nogi, stanęła twarzą w twarz z Grekiem i wziąwszy się pod boki napięła muskuły, wspaniała i groźna:
- Nikogo nie zabierasz! Już mi wystarczająco zaszkodziłeś, zabijając dobrego klienta. Zatrzymuję ją dla siebie, zrozumiałeś? Kim ty w końcu jesteś? Zwykłym żebrakiem, a ja mam tu kilku niezłych chłopaków, którzy mi pomogą. Poza tym, mogę wezwać straż. Powiem prawdę: zabiłeś szlachcica, i powieszą cię! Właściwie dlaczego miałabym zaraz ich nie wezwać?