Выбрать главу

Fiora spędzała w ramionach kochanka godziny pełne żaru. Przytulał ją do siebie, gdy spała, gdy karmił ją i poił. -Kiedy po dwudziestu czterech godzinach upomniała się o kąpiel, sam zaniósł ją do cebrzyka, który stary koniuszy napełnił wodą, umył ją i wytarł, nie przestając obsypywać pieszczotami i pocałunkami. Kiedy się nie kochali, patrzył na nią z zachwytem, dotykał powiek, ust, szyi, piersi, stóp, dłoni... Szeptał słowa miłości, które nie zawsze rozumiała.

Młoda kobieta nigdy nie przypuszczała, że może wzbudzić podobną namiętność. Campobasso nigdy nie był zaspokojony, nigdy nasycony. Posiadanie - zamiast uspokoić jego zmysły zdawało się je pobudzać i do tego stopnia zwielokrotniać jego pożądanie, że Fiora czasami czuła lęk. Spał niewiele i tylko na krótko pozwalał, by wymykała mu się w sen: godzinę lub dwie. Potem budził ją jeszcze bardziej spragniony:

- Jesteś moja na zawsze - powiedział któregoś wieczora niemal dusząc ją w uścisku. - Uczynię cię moją żoną.

Zaskoczona nieoczekiwanym oświadczeniem, postanowiła zbyć je śmiechem.

Chcesz mnie poślubić? Nawet nie wiem, jak ci na imię.

- Cola. Tutaj mówią Mikołaj. Tak nazywał się książę, któremu służyłem i którego utraciłem. Ale nie chcę rozmawiać o czymkolwiek poza miłością.

- Nie przypominam sobie, bym powiedziała, że cię kocham. Powiedziałam tylko, że mi się podobasz.

- To prawda, że nie mówią tego twoje usta! Ale twoje ciało woła mnie ciągle. Ciągle wzywa. Wprawiam je w drżenie. Dzięki mnie śpiewa, nawet krzyczy. To warte wszystkich poetyckich bredni. Kochasz mnie nie zdając sobie z tego sprawy.

- Być może, ale dopóki nie będę tego pewna, nie poślubię cię.

Wplótł palce w jej włosy i z okrucieństwem szarpnął jej głowę do tyłu:

- Kochasz innego? Powiedz mi! Czy kochasz innego mężczyznę? No już, odpowiadaj!

Porwany nagłą wściekłością wbił zęby u nasady jej szyi. Oczy Fiory wypełniły się łzami i krzyknęła z bólu.

- Czy byłabym tutaj, gdyby tak było?

Puścił ją i zobaczył, że płacze, że na jej skórze pozostał czerwony ślad.

- Wybacz mi, moje kochanie! Wariuję. Rozpalasz moją krew i dajesz radość, jakich nigdy nie zaznałem z żadną kobietą. Powiedz mi... czy inny mężczyzna dał ci kiedyś tyle rozkoszy? Powiedz! Chcę wiedzieć.

- Nie - szepnęła Fiora myśląc, że kłamie tylko częściowo. Jej noc poślubna była krótka w porównaniu z wybuchem namiętności, z orgią miłości, którą przeżywała od kilku dni. Wyczerpało ją to, ale jednocześnie przywracało przytomność umysłu.

Miała pełną świadomość rozdźwięku istniejącego między własnym umysłem i ciałem, którego reakcji nie mogła kontrolować. Rozum mówił jej, że nigdy już nie będzie musiała używać pachnidła Demetriosa, że rzeczywiście usidliła Campobasso. Gdyby kazano mu wybierać między nią a księciem, u którego służba podobała mu się zresztą mniej, niż się spodziewała, kondotier nie zawahałby się. Podczas gdy on lizał małą rankę na jej ramieniu, nasycona miłością Fiora pomyślała, że chciałaby wydostać się z zamknięcia we dwoje, którego - jak się zdawało - nic nie było w stanie przerwać. Stało się jednak inaczej.

Czwartego dnia rano rozległy się uderzenia żelazną rękawicą w drzwi. Jednocześnie Galeotto wrzasnął:

- Wyjdź, Cola! Muszę z tobą pomówić. To pilne! Campobasso nago wyskoczył z łóżka, przebiegł pokój i otworzył drzwi. Dostrzegł rozwścieczone spojrzenie przyjaciela.

- Co się dzieje?

- Paź zniknął!

- To ma być nowina? Niech idzie do diabła i niech...

- Nie. To nie tylko to: książę Karol jest w Soleuvre, dwanaście mil stąd. Jak myślisz, co się stanie, kiedy ten przeklęty Virginio opowie mu, że zaniedbujesz dowodzenie, bo spędzasz czas pieprząc się z donosicielką króla Francji?

Ręka kondotiera śmignęła jak wąż ku gardłu przyjaciela i ścisnęła je:

- Zabraniam ci tak mówić, słyszysz? Ona będzie moją żoną!

- Jeśli chcesz, by tego dożyła, lepiej odeślij ją tam, skąd przyszła! - ryknął Galeotto wyrywając się mu.

- Nigdy jej nie odeślę!

- A więc umieść ją w bezpiecznym miejscu. Zrób coś. Ten smarkacz musiał wyjechać już wczoraj.

Hrabia zastanowił się przez chwilę i mruknął:

- Może masz rację. Przyślij do mnie Salvestro, wydaj rozkaz, by poszukano jakiejś lektyki i przygotowano eskortę. Dziesięciu ludzi.

- Co zamierzasz?

Odprowadzę ją do Pierrefort!

- Na teren Lotaryngii? Do wrogiego kraju? Zwariowałeś?

- Nikt nie będzie jej tam szukać, gdyby ten gówniarz doniósł. Pierrefort wciąż jest moje, podobnie jak do Zuchwałego należą miasta, które ten młody idiota René pozwolił nam zająć.

Następna godzina była dla Fiory trudna. Plany kochanka nawet jej się podobały - gotowa była na wszystko, byle spokojnie przespać całą noc - ale zdenerwowała się, kiedy Campobasso przyznał, że odesłał jej asystę. Kondotier musiał stawić czoła iście włoskiemu napadowi wściekłości. Wprawiło go to w osłupienie.

- Jakim prawem pozwoliłeś sobie odesłać moich służących? - krzyknęła. - Czy dlatego, że przespałeś się ze mną. Myślisz, że możesz sobie pozwolić na wszystko, zniszczyć całe moje życie? Esteban jest u mnie od dawna, a ty odesłałeś go jak nieuczciwego lokaja! Nigdy ci tego nie wybaczę, nie zostanę tu ani chwili dłużej!

- Uspokój się, błagam. Wyjedziesz, powiedziałem ci to przed chwilą.

- Oczywiście, ale nie tam, gdzie chcesz! Jeśli sądzisz, że pozwolę się zamknąć w twoim zamku, to grubo się mylisz. Każ mi osiodłać konia i żegnaj!

- Oszalałaś! Dokąd pojedziesz?

- Teraz, kiedy nie mam już przewodnika? Zaskoczę cię: pojadę do księcia Burgundii!

- Każe cię powiesić!

- Tak sądzisz? A czy kazałeś mnie powiesić, kiedy przyjechałam, nieznajoma, nawet nieco podejrzana? Nie. Wziąłeś mnie do łóżka, a ja się zgodziłam, gdyż uważałam cię za mężczyznę. Ale ty trzęsiesz się tu jak smarkacz, bo twój paź może poszedł cię zadenuncjować. Zuchwały zdaje mi się być człowiekiem z klasą. Próba uwiedzenia go mogłaby być zabawna.

Kondotier owładnięty nagłą wściekłością chwycił ją za gardło:

- Ty wstrętna dziwko! Masz mnie już dość, prawda? Łóżko książęce byłoby lepsze od mojego? Nie pozwolę ci na to. Powiedziałem, że chcę cię zatrzymać i zatrzymam!

- Więc... zatrzymasz... moje zwłoki! - wykrztusiła na wpół uduszona.

Zrozumiawszy, że omal jej nie zabił, Campobasso zwolnił uchwyt i pchnął ją na ziemię:

- Zrobisz to, co mówię! Wstań i ubierz się... jeśli nie chcesz, żebym kazał cię ubrać moim ludziom.

Wstała i roześmiała mu się prosto w twarz:

- To byłoby ciekawe! Świetny pomysł! Zawołaj więc swoich ludzi! Kilku łuczników jako pokojowe, to mogłoby być zabawne.

To absurdalne wyzwanie uspokoiło jego gniew, ale obudziło namiętność. Brutalnie porwał ją w ramiona, popchnął na jedną z kolumienek łoża i wziął na stojąco z taką gwałtownością, że krzyknęła z bólu.

- Nie doprowadzaj mnie do ostateczności, Fioro! Nie mogę cię stracić, słyszysz? Chcę mieć cię znowu i znowu, zawsze kiedy będę miał na to ochotę. Dlatego muszę cię ukryć, odsunąć od niebezpieczeństwa. Gdyby książę skazał cię na śmierć, zabiłbym go. Kocham cię, rozumiesz? Kocham cię, kocham, kocham!