Выбрать главу

Stoczyłem krótką walkę z gronostajem (szybko odskoczyliśmy od siebie i pierzchnęliśmy w przeciwne strony, inaczej roznieślibyśmy się na strzępy), zabiłem sowę, która się na mnie rzuciła, walczyłem ze szczurzym stadem i byłem ścigany przez rój pszczół. Dokuczałem owcom i drażniłem konie. Filozofowałem z osłem nad prawdopodobnymi wpływami egzystencjalizmu na sztukę, etykę i psychologię. Śpiewałem z ptakami i żartowałem z jeżem.

I kochałem się z siedmioma sukami.

Twój czas się kończy. Śmierć jest już bardzo blisko. mam nadzieję, że pomogła ci moja opowieść, mam nadzieję, że wniosła trochę ładu w twój rozgorączkowany umysł. Czujesz tę ciężką słodycz w powietrzu? Oznacza ona, że muszę cię opuścić. Czeka na mnie przyjaciółka. Mieszka na farmie trzy miedze stąd i jest gotowa na moje przybycie. Muszę ją tylko jakoś uwolnić z szopy, w której zamknął ją farmer, ale nie powinno sprawić to kłopotu tak sprytnemu psu jak ja.

Jeszcze jedno. Pewnego dnia spotkałem Rumba. Spałem pod drzewem, gdy nagle na nos spadł mi żołądź i usłyszałem: „Cześć, kurduplu!” Spojrzałem w górę i zobaczyłem na gałęzi Rumba szczerzącego do mnie… wiewiórczą gębę. Zasypał mnie gradem żołędzi. Kiedy go zawołałem po imieniu, udał, że nie rozumie, i zwiał. Wiem jednak, że to był on, ponieważ poznałem go po głosie czy też raczej po sposobie myślenia, jeśli wolisz, a poza tym któż inny nazwałby mnie kurduplem?

Sprawiło mi to radość, ale nie miałem ochoty go gonić. Miło było po prostu wiedzieć, że dobry stary Rumbo wrócił między nas.

Musisz mi wybaczyć, naprawdę nie mogę dłużej ignorować woni mojej przyjaciółki. I tak już nie potrzebujesz mnie. Następne stadium musisz pokonać sam. Mam nadzieję, że choć trochę ci w tym pomogłem. Może jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy.

Zegnaj.

Mam nadzieję, że staniesz się psem!

Włóczęga usiłował podążyć spojrzeniem starych zmęczonych oczu za psem, który pogalopował przez szczerbaty żywopłot na sąsiednie pole. Był to jednak dla niego zbyt duży wysiłek.

Jego ciało zwinęło się z bólu i skurczyło w szmatach zastępujących mu ubranie. Przewrócił się na bok, opierając pokryty szczeciną policzek na mokrej trawie. Samotna mrówka, znajdująca się nie dalej niż pięć centymetrów od jego oka, przypatrywała mu się obojętnie.

Włóczęga próbował ułożyć usta w uśmiech, ból mu jednak na to nie pozwolił. Zbierając resztkę sił, podniósł z wysiłkiem trzęsącą się rękę i spróbował zgnieść palcem drobne ciałko stworzonka, które jednak umknęło i ukryło się w przypominającej mu dżunglę trawie. Z piersi włóczęgi wydobyło się ostatnie, urywane westchnienie, z którym opuściło go życie.

Umarł. I zaczął czekać.

***