Owszem, mogła, a Misza także wyglądał na zadowolonego. Posłał jedynie pełne winy spojrzenie Berengarii.
– Jeśli zaś chodzi o dzieci – podjął Erion, śmiejąc się lekko – docierały do nas o nich różne słuchy i chcieliśmy się im bliżej przyjrzeć. To czarujący malcy, cała trójka.
Miranda doskonale wiedziała, że Obcych interesują przede wszystkim dwie dziewczyneczki, a Harama zaproszono jedynie po to, by nie wyróżniać dzieci, ale w niczym jej to nie dotknęło. Chłopiec usłyszał tyle pięknych słów o sobie, zresztą Miranda wiedziała, że nie tylko jej matczyne oczy widzą, że chłopczyk jest niezwykły. Po prostu miał taką przytłaczająco miażdżącą konkurencję w osobach tych dwóch małych łobuziaczek.
Gwiazdeczka zresztą zasnęła teraz, a Kata, widząc to, wdrapała się na szerokie kolana taty Tama i ona także znów zapadła w drzemkę. Dla niejednego ucha była to niewątpliwie ulga.
Marco dotarł już do Berengarii i Faron pomógł mu zdjąć z niej strój. Dziewczyna zauważyła, że zamrugał mocno, kiedy grzywa ciemnych niesfornych włosów została uwolniona spod kaptura, lecz co myślał na ich temat, nie mogła się zorientować.
Podszedł do niej Jaskari.
– Cudownie znów poczuć swobodę – westchnął. -Czy wiesz, że z każdym dniem robisz się coraz piękniejsza, Berengario? Twoją urodę widać w pełni dopiero teraz, gdy dojrzałaś. No i mam nadzieję, że przestałaś już rosnąć, chyba nie zamierzasz być wyższa ode mnie?
– Raczej nie – odparła prędko.
Wiedziała, że w ostatnich latach mocno wystrzeliła w górę, i bardzo ją to martwiło. Ostatnio jednak miała wrażenie, że to się jakby zatrzymało, na szczęście.
Podziękowała Jaskariemu za komplementy z pewnym roztargnieniem, bo myślami błądziła daleko.
A więc to z powodu Jaskariego musiała zostać w domu? Ale, nie, przecież Jaskari nie brał udziału w wyprawie w Góry Czarne. Może więc właśnie on chciał, żeby została?
Nie, nie mogła w tym znaleźć żadnego sensu. Obróciła się, żeby spytać Farona, kogo miał na myśli, wspominając zamieszanie w chłopięcych sercach, lecz on dołączył już do trzonu grupy.
Berengaria czuła się porzucona. Doskonale wiedziała, że jest zbyt drażliwa i że trudno jej zachować wesołą minę, gdy ktoś odwraca się do niej plecami. Wsunęła więc rękę pod pachę Jaskariemu i razem z nim podeszła bliżej centrum wydarzeń.
Usiedli na wolnych miejscach na dole audytorium, dość daleko od Farona, który najwidoczniej nie chciał z nimi więcej rozmawiać. Pewnie znów nagadałam głupstw, pomyślała Berengaria, nie pamiętając ani słowa z tego, co mówiła.
Marco kontynuował swoje zabiegi przy gościach z Królestwa Światła. Duchami się nie zajmował, wiedział, że one i tak sobie poradzą. Jedynie Sol potrzebowała pomocy.
Erion oznajmił:
– Ponieważ ta sala doskonale nadaje się do prowadzenia rozmów, zostaniemy tutaj i będziemy kontynuować nasze wyjaśnienia i dyskusje o dalszych planach. Niedługo przyniosą nam coś do jedzenia, mam nadzieję, że nie odmówicie.
Mieli wielką ochotę coś przekąsić. Marco skończył już zabiegi i wraz z przyjaciółmi zrobił sobie przerwę na posiłek. Każdy fotel wyposażony był w mały stolik, wysuwany z jednej poręczy. Poczęstunek smakował wyśmienicie i Berengaria zaraz odzyskała swą zwykłą ochotę do życia. Jakież to zabawne, myślała, i jakie emocjonujące!
Radość życia sprawiła, że przestała się pilnować, i wykrzyknęła jasnym głosem:
– A teraz chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej! Chociaż nikt nigdy nie powiedział tego otwarcie, to przecież nie jesteśmy na tyle głupi, byśmy nie rozumieli, że przybyliście z jakiegoś miejsca poza Ziemią. Sprawcie więc nam tę radość i opowiedzcie wreszcie o sobie! Z jakiego systemu słonecznego pochodzicie?
Zapadła kompletna cisza. Obcy patrzyli po sobie, a Jaskari gniewnie szturchnął Berengarię w bok.
Pojęła, że chyba zachowała się zanadto bezpośrednio.
Ten mój niewyparzony język, pomyślała. Doprawdy, tym razem dopiero się popisałam!
Lecz jego wysokość we własnej osobie wstał i popatrzył na nią z wielką życzliwością.
Cała sala wstrzymała oddech.
– Myśleliśmy już, że nigdy o to nie spytacie -uśmiechnął się. – Cóż, moja kochana, mylisz się. Nie przybyliśmy wcale z żadnego obcego systemu słonecznego, na to jesteśmy zbyt podobni do was. Erionie, czy zechcesz objaśnić gościom nasze pochodzenie?
Nie rozległ się żaden dźwięk, gdy Erion wstawał.
13
Pełną napięcia ciszę przerwał Natanieclass="underline"
– Chwileczkę! Chcecie powiedzieć, że pochodzicie z jakiejś innej planety w naszym systemie słonecznym? Na przykład z Marsa? Wybaczcie, ale w to nie uwierzę. To niemożliwe, wszyscy dobrze o tym wiemy. Ale może… może pochodzicie z naszego globu? Lecz w takim razie skąd?
– Spokojnie – poprosił Erion. – Wyjaśnienie usłyszycie już zaraz.
Nataniel siadł, wciąż niezwykle wzburzony.
Erion zaczął mówić:
– Nie, nie pochodzimy z tej planety, z Tellusa, ani też nie z Marsa czy Jowisza, czy z żadnej innej znanej planety. Lecz jest jeszcze jedna, o jej istnieniu ludzkość nic nie wie.
Wtrącił się Gabrieclass="underline"
– W takim razie jest umieszczona na tak odległych obrzeżach systemu słonecznego, że niemożliwe, aby istniało na niej życie.
– Nie jest wcale położona za Plutonem, jeśli to masz na myśli. Nasza planeta znajduje się w tej samej odległości od Słońca co ta, ale wciąż pozostaje nie odkryta.
Inteligentne i mniej inteligentne umysły zaczęły myśleć, aż trzeszczało.
– Blisko nas? Dlaczego więc jej nie widzimy? – pytał Móri.
– Dlatego, że ona krąży po tej samej orbicie co Ziemia. Tyle że po drugiej stronie Słońca.
– A więc dlatego jeszcze jej nie odkryto? Słońce zawsze przesłania na nią widok?
– Zawsze.
Po chwili przerwy odezwał się Natanieclass="underline"
– Ależ ja już kiedyś o tym słyszałem! Czytałem w dzieciństwie historię science fiction o bliźniaczej planecie Ziemi.
– Zapewne masz rację, ktoś widocznie wiedział o niej, a raczej domyślił się jej istnienia.
– A więc to prawda? – dopytywała się Sassa.
– Taka sama jak to, że Królestwo Światła istnieje i że tu teraz siedzimy.
Elena sprawiała wrażenie, że w to również powątpiewa.
Marco pokiwał głową.
– Rozumiemy już teraz, w jaki sposób się tu dostaliście. Dzieląca obie planety odległość powinna być możliwa do przebycia dla inteligentnej rasy. Ale dlaczego jesteście tutaj?
– Dlatego, że przed tysiącami lat w naszą planetę uderzyła kometa. Częściowo ją zniszczyła, do tego stopnia, że musieliśmy szukać innej planety nadającej się do zamieszkania. Owszem, byliśmy na Marsie, Jowiszu i na ich księżycach, dotarliśmy w pobliże Wenus, lecz przebywanie na niej było śmiertelnie niebezpieczne. Potem zaś, przypadkiem, odkryliśmy ten glob. Wiedzieliśmy o was równie mało jak wy o nas.
– To znaczy, że na waszej planecie nikt już nie mieszka? A tak w ogóle, to jak ona się nazywa?
Erion roześmiał się.
– Podobnie jak wy nazywacie swoją planetę Ziemią, tak my nazwaliśmy naszą. Rzadko chyba nazywacie swój glob Tellusem.
– Chyba nawet nie wszyscy ludzie słyszeli tę nazwę – przyznał Marco.
– No właśnie. Skoro więc mieszkaliśmy tutaj, musieliśmy nadać naszej planecie jakąś inną nazwę. Nigdy jednak nic z tego nie wyszło. Pierwsi, którzy tu przybyli, mówili o tamtej planecie po prostu „w domu” i tak powstała nazwa, właśnie „W Domu”.
– A więc tak ona brzmi? W Domu?
– No, nie całkiem. Teraz planeta nazywa się po prostu Dom.