– Chcesz obejrzeć?
Patrzyli na zdjęcie mężczyzny ubranego w czarne skórzane stringi, z batem w dłoni i w masce przykrywającej usta. Pod nim leżała na brzuchu naga kobieta przywiązana czarnymi rzemieniami do czterech słupów łóżka i przez ramię patrzyła na mężczyznę. Savich spojrzał na Sherlock.
– Czy powinienem ośmielić się przewrócić kartkę?
– Może lepiej nie. W końcu jesteśmy profesjonalistami. Najciekawszą rzeczą, jaką znaleźli w mieszkaniu Pearl Compton, znanej również jako Perky, był notes wypełniony numerami telefonów. Bez nazwisk, tylko z inicjałami zapisanymi obok każdego numeru. Cudownie.
30
Siłownia World Gym
Georgetown
Środa wieczór
– Mamy aż nadmiar informacji – powiedział Savich, zwiększając prędkość i pochylenie na bieżni.
– Lepsze to, niż nie wiedzieć nic. – Sherlock dostosowała do niego prędkość swojej bieżni, ale nie jej pochylenie. Nie chciała się forsować, zwłaszcza że miała jeszcze w planach rzucenie męża na matę co najmniej dziesięć razy. Nigdy nie uważała księgarni za miejsce niebezpieczne, zwłaszcza Barnes & Noble w Georgetown, ale teraz wszystko się zmieniło. Perky staczająca się w dół ruchomych schodów, łomot czarnych butów, wymachiwanie bronią, wzięcie tej nastolatki jako zakładnika chaos, krzyk – to mogło skończyć się katastrofą. Dillon mógł zginąć. Perky próbowała zastrzelić też ją, trudno było o tym zapomnieć. Ale nie to ją martwiło. Panicznie bała się o Dillona.
Sherlock mocno zwiększyła prędkość, żeby dopasować ją do swojego nastroju: mieszaniny furii i strachu tak panicznego, że aż ją dusił. Oczami wyobraźni znowu zobaczyła Dillona tam, w księgarni. Już ruszył z miejsca, biegł płynnie i pewnie, jego oddech był stabilny, postępował tak, jak ona by się zachowywała, gdyby była na jego miejscu, niech go szlag. Ale nie była na jego miejscu ani nigdzie w pobliżu i to był problem. Zawdzięczała Dane'owi jego życie.
Czasami – tak jak w tej chwili – bycie żoną Savicha śmiertelnie ją przerażało. Ale znacznie bardziej w jej stylu była złość niż strach. Wiedziała, że mogła temu zaradzić jedynie poprzez wyładowanie wściekłości.
Savich zwolnił trochę i zwrócił się do niej:
– Wiemy na pewno, że Donleya Everetta mamy w końcu z głowy. Prokurator zmusił go do podpisania jego zeznań, więc jest po wszystkim. Niestety, ale wierzę mu; on naprawdę nie ma pojęcia, kto wynajął Perky. Ale może poda nam dokładne miejsce, gdzie zakopał ciało Claya Hugginsa.
– Zahipnotyzujmy go.
– No tak, to całkiem dobry pomysł.
Aha, więc nie miał pojęcia, co w tej chwili działo się w jej głowie, w końcu był facetem. Im dłużej o tym słuchała, tym bardziej ten temat ją irytował. I nic nie powiedziała.
Wszystko w porządku, już po wszystkim. Uspokój się. Przecież wcześniej bywałaś już w takich sytuacjach.
Odchrząknęła.
– Ciekawe, jak opiekunowie Angel tolerują jej zachowanie w poprawczaku w Fairfax? Myślisz, że już ją wypuścili?
– Pewnie tak. Może Angel wykorzysta swoją szansę. To bystra dziewczyna.
– Tak, zupełnie tak, jak ja. I zobacz, co się ze mną stało. Savich spojrzał na nią zdziwiony. Co to za sarkazm?
– Poślubiłaś swojego szefa – całkiem fajnego gościa – i razem z nim ścigasz przestępców i dbasz o kondycję. Wygląda na to, że masz doskonałe życie.
Ale nie rozśmieszyło to jej, jak tego oczekiwał.
– Koszmarna sprawa z tymi numerami telefonów z komórki Angel. Pomyśleć, że zapłaciłeś za nią pięćset dolarów – powiedziała obcesowo.
Tym razem to nie był sarkazm, miała rację. Savich zwiększył nachylenie bieżni i oddychał głęboko i miarowo.
– Tak, miałem nadzieję, że może znajdziemy coś więcej na Rodericka Lloyda, może dzwonił do zleceniodawcy Perky, rozmawiał z nim o zabiciu Rachael w Parlow, ale zamiast tego mamy telefony do pizzerii, z zamówieniem podwójnej pepperoni na grubym cieście.
On nadal nie wyglądał na zmęczonego, pomyślała Sherlock, po plecach której już spływał pot. Za to też miała ochotę mu przywalić.
– I jeszcze trzy telefony do bukmacherów – do trzech różnych – wszystkim wisiał kasę – powiedział. Nagle Elvis zaśpiewał Blue Suede Shoes. Savich wyjął swój telefon z futerału przypiętego do pasa.
– Savich, słucham?
Zwolnił kroku i słuchał. Kiedy skończył rozmowę, znowu przyspieszył.
– Dzwonił Dane ze szpitala – powiedział. – Mówi, że Perky nadal jest operowana, ale jest dobrze. Jeżeli nic nieprzewidywalnego się nie wydarzy, wyjdzie z tego. Wtedy może będziemy mogli ubić z nią interes.
– Może minąć nawet tydzień, zanim będzie w na tyle dobrym stanie, że będzie można przewieźć ją do Quantico. Może powinniśmy pójść do niej do szpitala i sprowadzić do niej doktora Hicksa.
– Dobra myśl.
Sherlock zwolniła trochę, nadal w bojowym nastroju.
– Lubię imponować szefowi.
– I robisz to codziennie – powiedział, unosząc czarną brew.
– Jesteś facetem, tobie to bez różnicy – rzuciła i zeszła z bieżni. – Musimy wracać do doktora MacLeana. Znowu rozległ się głos Elvisa.
– Savich, słucham? Cześć, Jack, co tam? – Savich słuchał, zadał kilka pytań, znowu przez dłuższy czas słuchał, a kiedy skończył rozmawiać, wyglądał na zamyślonego.
– I jak? Z nim i Rachael wszystko w porządku?
– Tak. Powiedział mi więcej o Laurel, Quincym i Stefanosie. Mówi, że Laurel jest jak groźny wielki pies, jej mąż jest jak szlam, a Quincy prawdopodobnie ma wrzody na żołądku. Mówi, że Laurel nie znosi Rachael i nawet nie próbuje tego ukryć. Co do Quincy'ego, Jack uważa, że jest trochę bardziej skomplikowany. Ma świetną prezencję – jest efektowny, wygląda prawie jak książę w swoich pięknych włoskich ciuchach, ale jest tchórzem, daje się zastraszać, bo jest pod wpływem siostry. Poza tym jego tupecik jest pierwszorzędny.
Jack powiedział, że gdybyśmy go szukali, jest z Rachael w jej domu w Chevy Chase.
– Wcale nie jestem pewna, czy podoba mi się to, co usłyszałam – powiedziała Sherlock, przeciągając się. Jego brew znowu się uniosła.
– Na litość boską, nie mówię o seksie. Jestem pewna, że mogliby spać w tym samym łóżku i Jack by jej nie tknął. To pocieszające. Miałam na myśli niebezpieczeństwo.
– Wiesz, że Jack jest dobry. Nic nie jest w stanie go zaskoczyć. Jest sprytny i przebiegły. Nie martw się, nie pozwoli, by Rachael stało się coś złego. Jutro rano mają spotkanie z szefem doradców senatora Abbotta, Gregiem Nicholsem. Nichols już dowodzi sztabem doradców innego senatora. Jack twierdzi, że już nie może doczekać się spotkania z nim i tego, co ma im do powiedzenia.
– Też chciałabym porozmawiać z tym Nicholsem i wybadać, jak duży wpływ miał na senatora Abbotta. Savich pokiwał głową i westchnął.
– Jack pytał o Timothy'ego MacLeana i czy mógłby jakoś pomóc. Niestety, nie miałem mu nic do powiedzenia. Sherlock także westchnęła, a cały jej słuszny sarkazm prysł w obliczu sytuacji MacLeana. Savich zwolnił kroku.
– Wydaje mi się, że ty i ja powinniśmy raczej skupić się na tych, którzy wydają się mieć najsilniejsze motywy, czyli kongresmenka McManus i Pierre Barbeau. Musimy sprawdzić, czy Jean David Barbeau utonął przed pierwszą próbą zamordowania Timothy'ego. Na wszelki wypadek polecę Dane'owi i Ruth, żeby zajęli się innymi jego pacjentami.
– To brzmi rozsądnie.
– Złóżmy najpierw wizytę naszej kongresmence – powiedział Savich. – Sprawdzimy, czy ma jakieś alibi, co właściwie jest bez znaczenia, bo mogła wynająć kogoś, żeby to zrobił. Poproszę Olliego, żeby sprawdził w biurze FBI w Atlancie, kto prowadził sprawę śmierci jej męża i popytał, czy nie mają jakichś śladów. Może przypadkiem trafimy na ślad zbira, którego wynajęła w Savannah, tak?