Выбрать главу

– Tak powiedział doktor MacLean.

– Wierzysz, że ona naprawdę kazała zamordować swojego męża, kierowcę ciężarówki, żeby nie przeszkadzał jej w kandydowaniu do Kongresu? – spytała z niedowierzaniem.

– Owszem, wierzę.

Sherlock zastanowiła się nad tym przez chwilę.

– Może i tak. A ja nadal stawiam na Pierre'a Barbeau. Dużo jest w tej sprawie podejrzanych rzeczy.

– Dowiemy się tego. Jak z twoim francuskim? Wybuchnęła śmiechem.

– Nigdy wcześniej nie narzekałeś. Uśmiechnął się, wycierając twarz ręcznikiem.

– Przez ciebie zapomniałem, dlaczego o to pytałem. Sherlock strzeliła palcami.

– Gotowy, żeby pójść ze mną do sali śmierci?

– Tak się to teraz nazywa?

– Tak. Zamierzam dopilnować, żebyś szybko znalazł z nią wspólny język – przechodząc obok, pacnęła go ręcznikiem.

W jej oczach zobaczył żądzę krwi, a że nie był głupcem, pozwolił żonie okładać się pięściami i ogólnie dostał łomot.

Podkładka do kopania, którą dla niej trzymał, też mocno ucierpiała. W końcu pomyślał, że było warto, bo Sherlock śmiała się, kiedy liczył ciosy, które mu wymierzała. Biorąc prysznic, pomyślał, że przemoc wydaje się uspokajać kobietę i przywracać jej dystans. Podczas tego iście królewskiego wycisku, który dostał, kilka razy nawet poprosił o przerwę, żeby dać odpocząć mięśniom i pozwolić Sherlock triumfować.

W drodze powrotnej zatrzymali się na pizzę w Dizzy Dan, wegetariańską dla Savicha i Seana, i pepperoni dla mięsożercy.

Zamówili dwie dodatkowe pizze, kiedy z wizytą przyszli siostra Savicha ze swoim mężem. Twierdzili, że nie zabawią długo, ale Savich i Sherlock w to nie uwierzyli, widząc, jak idą prosto w kierunku Seana z nową grą komputerową Lily była właśnie w piątym miesiącu ciąży i miała już niewielki brzuszek.

– Trening czyni mistrza – powtarzała zawsze Seanowi, kiedy namawiał ją, żeby grała z nim w „Skarby Ninja”.

O północy w końcu zasnęli. Kiedy Savich już śnił, że bierze udział w rajdzie samochodowym Indy 500, Elvis znowu zaśpiewał mu prosto do ucha. Natychmiast się obudził.

– Savich, słucham? Ach, nie. Tak, rozumiem. Tak, mnie też jest przykro – i rozłączył się. Sherlock leżała wsparta na łokciu.

– Kto to był? Coś się stało?

– Dzwonili ze szpitala. Perky nie żyje. Operacja przebiegła pomyślnie. Przez godzinę leżała w sali pooperacyjnej, nadal wszystko było dobrze, więc przewieźli ją z powrotem do jej sali. Nie było potrzeby przewożenia jej na oddział intensywnej terapii. Kiedy pielęgniarka zajrzała do niej może godzinę później, już nie żyła. – Uderzył pięścią w nocną szafkę. – Od jutra miałem zamiar przydzielić jej agenta do ochrony. Jestem idiotą.

– A może umarła wskutek komplikacji chirurgicznych?

– Jutro się tego dowiemy, po sekcji zwłok. A co, jeżeli śmierć nie nastąpiła wskutek nieoczekiwanych komplikacji? Savich przeklął, a robił to na tyle rzadko, że zabrzmiało śmiesznie. Potem wstał z łóżka, włożył spodnie od dresu i, wychodząc z sypialni, powiedział:

– Może uda mi się wymyślić coś, żeby ruszyć sprawę naprzód – mówił raczej do siebie niż do niej. – Tak, i może MAX jakoś odszyfruje te wszystkie inicjały i numery w notesie Perky.

Sherlock nie udało się zasnąć, zanim nie wrócił do łóżka. Nic nie mówiła, po prostu przytuliła się do jego pleców i położyła dłoń na jego sercu. Czuła, jak mocno bije. Poczuła też, jak jego mięśnie stopniowo zaczynają się rozluźniać i wtedy bezwiednie powiedziała:

– Mogłeś zginąć. Tak się bałam dziś popołudniu, kiedy ona próbowała cię zabić, Dillon. I czułam się tak bezradna, bo nie mogłam ci pomóc. Miałam ochotę cię zabić.

Pocałował jej włosy i ucho.

– A myślisz, że ja bałem się mniej, kiedy strzelała do ciebie? I patrzyła na mnie na chwilę przed tym, jak odwróciła się do ciebie z pistoletem.

– Kocham cię, Dillon, kochałam cię nawet w chwili, kiedy skopałam ci tyłek w sali śmierci.

– Będę o tym pamiętał – powiedział, całując ją. – Zajmiemy się tym jutro rano, Sherlock. Teraz śpij.

31

Waszyngton

Czwartek rano

Jack i Rachael zbliżali się do biurowca Hart, siedziby głównej Senatu przy Constitution Avenue, gdzie o dziewiątej umówieni byli na spotkanie z Gregiem Nicholsem, który objął już nową funkcję w biurze Jessie Jankela, senatora z Oregonu. Wtedy zadzwonił Ollie.

– Włącz radio, Jack, na pewno będziesz chciał to usłyszeć. Savich wypowiada się na konferencji prasowej FBI.

– Założę się, że padło na niego, bo ma dziś dyżur – powiedział Jack i podkręcił dźwięk w radiu. – Musi wytłumaczyć się z tego gówna, które stało się wczoraj w księgarni Barnes & Noble, ale w końcu to jego pięć minut.

Savich miał plan. Stał obok Jimmy'ego Maitlanda, rozglądając się po sali pełnej dziennikarzy z gazet, radia i telewizji, siedzących na plastikowych krzesłach, większość z nich mu znajomych. Ludzie z telewizji byli pięknie ubrani, kamery były w pogotowiu, reporterzy gazet ubrani w dżinsy bardziej przypominali zwykłych ludzi. Spojrzał na Sherlock, uśmiechnął się do niej i skinął głową. Kiedy pan Maitland go przedstawił, podszedł do mikrofonu i spojrzał na żądne informacji twarze, gotowe zasypywać go niezliczoną ilością pytań, czekające na sensację godną nadania w wieczornych wiadomościach.

– Przypuszczam, że większość z państwa słyszała o zajściach, jakie miały miejsce wczoraj po południu w księgarni Barnes & Noble w Georgetown.

Na sali rozległ się wybuch śmiechu, bo każdy z dziennikarzy kręcił się po Georgetown i wypytywał wszystkich w promieniu co najmniej dziesięciu przecznic od Barnes & Noble. Także Steve Olson, dyrektor, zamknął swoją księgarnię, stanął przed nią i odpowiadał na pytania dziennikarzy.

Był też specjalny, nieco dziwny raport wyemitowany wieczorem pomiędzy zwykłymi programami, niektóre podane w nim informacje były bliskie prawdy.

– Kobieta, którą aresztowaliśmy w Barnes & Noble, około północy umarła w szpitalu w Waszyngtonie – mówił Savich. – Sekcja zwłok planowana jest na dziś rano.

– Agencie Savich, po co sekcja zwłok? Czy ona nie umarła wskutek ran postrzałowych?

– Czy to pan ją zastrzelił?

– Jak dotąd z naszych wstępnych ustaleń wynika, że nie umarła wskutek odniesionych obrażeń. Jej rany nie były śmiertelne – powiedział Savich.

– Jednak nie żyje. Zaraz, zaraz, myśli pan, że została zamordowana?

– Ile kul dostała?

– Co zrobiła? Kim była?

– Dlaczego uciekła do księgarni?

– Jak się nazywała?

W końcu Savich podniósł rękę.

Sala ucichła.

– Nazywała się Pearl Elaine Compton. Była zabójczynią, z naszych wstępnych informacji wynika, że bardzo skuteczną i od bardzo dawna, biorąc pod uwagę, że w chwili śmierci miała czterdzieści jeden lat.

Miała trzech wspólników. Jeden z nich nie żyje, drugi leży w szpitalu, a trzeci jest ciągle na wolności. Powtarzam, dziś powinniśmy poznać przyczynę jej śmierci.

Jak zapewne państwo słyszeli, wybuchła panika, co jest zrozumiałe. Jeden z naszych agentów unieruchomił Compton zaraz po tym, jak nastolatka, której używała jako tarczy, ugryzła ją w rękę i uciekła.

Wystarczyły dwa strzały, żeby obezwładnić podejrzaną, w bark i ramię. Potem przewieźliśmy ją do szpitala.

Nikt więcej nie został ranny – nikt z klientów, personelu ani funkcjonariuszy. – Pochylił się do przodu i objął dłońmi mikrofon. – Dyrektorem księgarni Barnes & Noble przy M Street jest Steve Olson, którego znam osobiście. Był bardzo pomocny w uspokajaniu wszystkich tam obecnych. Jednak poskarżył mi się, że dopiero skończyli ustawianie na półkach co najmniej pięciuset nowych książek.