– „Lustro”, zezwalam na wejście do strefy oczekiwania kanału.
To jedna ze stacji ochronnych. Stacjonarny kanał to rzecz bardzo stabilna, ale gdyby komuś bardzo zależało, mógłby go zniszczyć. Dlatego wejście otaczało dwanaście stacji bojowych, głównie prawdziwych, zbudowanych w stoczniach, oraz kilka starych, przebudowanych ze statków bojowych. Nie wynikało to jednak ze skąpstwa prezydenta Rtęciowego Dna, po prostu żadna najnowocześniejsza stacja nie była potężniejsza od staroświeckiego liniowca, nawet takiego, któremu usunięto główny celownik i zdemontowano działka planetarne.
– Zrozumiałem was, ustawiam się w kolejce. – Alex znowu wywołał wirtualny schemat. Do kanału podchodziły dwa towarowe nalimy. Pierwszy właśnie skoczył; jego zaokrąglony dziób dotknął migoczącej w pustce zasłony, statek zadrżał leciutko i znikł. Dokładnie osiem sekund później podszedł drugi. Frachtowcami nie sterowali raczej piloci najwyższej klasy, ale działali zgodnie. Alex obrzucił spojrzeniem swoją załogę: wszyscy na miejscach, wszyscy pracują, sytuacja pod kontrolą…
– Zaczynamy skok.
Jakby na potwierdzenie jego słów, jedna z baz oznajmiła:
– „Lustro”, zezwalamy na wejście do kanału.
Alex poprowadził statek powoli – szybkie wejście w kanał doprowadziłoby albo do wyjścia w niewiadomym punkcie sieci transportowej, albo do zniszczenia statku. Szedł trajektorią, która miała doprowadzić statek do Zodiaku.
Kanały hiperprzestrzenne to niesamowita sprawa. Właściwie istnieje tylko jeden kanał w całym wszechświecie – kosmos nie jest w stanie pomieścić więcej. Ale to wiedza dla tych, którzy operują geometrią sześciowymiarową, a więc dla garstki naukowców. Dla potrzeb pilotażu wystarczy wiedzieć, że każdy kanał, zależnie od trajektorii wejścia i fazy pulsacji, wyprowadza statek do tego czy innego wyjścia. Wyjść nie może być więcej niż trzydzieści sześć – dlaczego? Tego nikt nie wie. Kanały przebija się na chybił trafił, chociaż z prawdopodobieństwem ponad sześćdziesięciu sześciu procent zbliżają się do anomalii grawitacyjnych. Na przykład do gwiazd. Poza tym kanały muszą być oddzielone od siebie odległością co najmniej jednego roku świetlnego, chociaż ten fakt nie został jeszcze ostatecznie udowodniony. W dodatku nikt nie wie, gdzie wyjdzie nowy, świeżo przebity hiperkanał. Można przewidzieć jedynie odległość, a i to w przybliżeniu.
Cała historia ludzkiej kolonizacji galaktyki to łańcuch przypadków. Pierwszą kolonią Ziemi był Olimp, zimna i nieprzyjazna planeta, w połowie XXI wieku uważana niemal za raj. Potem stacje kanałowe zaczęły działać pełną parą, dziurawiąc strukturę wszechświata. Odkryto nowe planety, lecz element przypadkowości pozostał. Rajski Eben, bogatą planetę rozkwitającą pod niebieskim słońcem Spicy, skolonizowano dawno temu, mimo ogromnej odległości od Ziemi. Do Alfy Centauri zaś, odwiecznego kandydata na pierwszy przelot międzygwiezdny, ludzie dotarli zaledwie piętnaście lat temu. Ale nie znaleziono tam żadnych perspektywicznych planet.
Rzecz jasna większość statków jest zaopatrzona we własny hipersilnik, pozwalający pokonać kilka lat świetlnych, ale ta możliwość nie ma większego znaczenia komercyjnego. Im większa masa statku, tym więcej energii pożera bezpośrednie hiperprzejście. Wielkość „Lustra” jest właściwie górną granicą dla statku z własnym hipersilnikiem. Kurierskie statki, jachty spacerowe, skauty badawcze – oto cała nisza ekologiczna.
Myśli Aleksa mknęły z nieprawdopodobną szybkością, możliwą jedynie w czasie podłączenia do komputera. Alex prowadził statek wzdłuż widzialnej jedynie dla pilotów osi, odruchowo rejestrując, co dzieje się wokół i rozmyślając o przejściach kanałowych. Kanał Rtęciowego Dna był dość nieprzyjemny. Zaledwie pięć trajektorii wejścia pozwalało na wyjście przy innych planetach Imperium ludzi, cała reszta prowadziła do porzuconych wyjść, kończących się albo w pustych przestrzeniach międzygwiezdnych, albo obok gwiazd nieposiadających planet, albo w pobliżu gwiazd, których planety nie nadawały się do życia…
Albo w pobliżu gwiazd, których planety należały do innych ras.
W większości przypadków przebicie kanału do gwiazdy oznacza „oznakowanie” jej. Ale są dwie rasy, które w ogóle nie korzystają z kanałów, wybierając inne sposoby komunikacji międzygwiezdnej. Niekiedy planetę uznawano za tak kuszącą, że Obcy kolonizowali ją, nie korzystając z hiperkanałów. I tak na przykład jedno z wyjść kanału Rtęciowego Dna prowadzi do planety zasiedlonej przez Halflingów, dziwnej rasy, niemal humanoidalnej, jak
Czygu, a jednocześnie znajdującej się w stanie wiecznej wojny z Gromadą…
– Morrison! – Alex nie potrafiłby powiedzieć, co wzbudziło jego czujność. Wszystko mieściło się w granicach normy… na razie. Ale… – Dokąd się pcha ten tankowiec?
Prawdą powiedziawszy, tankowiec jeszcze się nie pchał. Tankowiec nabierał prędkości i wytyczał trajektorię, mrugając dyszami silników orientacji.
Ale sugerowana trajektoria tankowca dokładnie przecinał trajektorię „Lustra”.
– Do pilota tankowca RT-28, do pilota tankowca RT-28! – Morrison też zauważył, co się dzieje. – Wasz kurs może doprowadzić do zagrożenia!
Żadnej odpowiedzi.
Na razie nie było powodu do paniki… lecz Alex mimo wszystko wywołał przed sobą mapę: prędkość, kierunek, masy obu statków.
I wkurzył się.
Jeśli temu idiocie wpadnie do głowy, żeby włączyć silniki i wycisnąć z nich maksymalną moc, zderzenie jest nieuniknione. Do katastrofy nie dojdzie, pola siłowe i grawikompensatory wytłumią uderzenie. Ale „Lustro” wejdzie w kanał pod innym kątem i…
Pajęczyna trajektorii zapłonęła i znikła. Pozostała tylko jedna. Ta, która wprowadzała „Lustro” do przestrzeni Halflingów.
W hiperkanale nie da się manewrować. Wszedłeś, to sobie radź…
Trafią prosto do małego, wojowniczego narodu, który będzie nadzwyczaj rad, stwierdzając na swoim terytorium parkę Czygu.
Ale ludzi wypuszczą…
Rezerwa prędkości jeszcze była i Alex wykorzystał ją do końca. Tankowiec jakby zamarł… No tak, po co miałby taranować jacht?
A potem zadziałał silnik grawitacyjny tankowca. Przestrzeń zawyła od napięcia, gdy potężny impuls pociągnął cylindryczne cielsko na przecięcie trasy „Lustra” – dokładnie w ten jeden jedyny punkt, która prowadził do zderzenia i wyrzucał jacht w przestrzeń Halflingów.
– Kretyni! – ryknął Morrison. Już zrozumiał, że zderzenie jest nieuniknione, ale chyba jeszcze nie docenił w pełnej mierze jego konsekwencji.
Wtedy tankowiec niespodziewanie przemówił:
– Do pilota jachtu „Lustro”, mamy sytuację awaryjną, samowolne działanie silnika. Wszystkie systemy są zablokowane, manewrowanie na razie niemożliwe. Proszę zwolnić kurs.
– Nie możemy. – Głos Morrisona tchnął lodowatym spokojem. – Nasza rezerwa prędkości wejścia została wyczerpana, statek rozpadnie się przy wejściu do kanału.
– Wzmocnijcie osłonę – poradził niewidoczny pilot tankowca. – To nasza wina, wypłacimy rekompensatę.
Dużo im da ta rekompensata… Być może pilot naprawdę uważał, że wszystko ograniczy się do incydentu transportowego, smutnego, ale nie tragicznego.
A może kłamał z zimną krwią.
Co prawda w tym celu należałoby założyć, że wie o pasażerach „Lustra” i ma niewiarygodny talent do obliczeń przestrzennych.
– Pokład „Lustra”, do stacji osłonowych kanału. – Własny głos wydał się Aleksowi obcy. – Zwracam się o pomoc.
Do zderzenia pozostało dwadzieścia cztery sekundy. Czas subiektywny w przestrzeni wirtualnej płynie znacznie wolniej, ale nie ma to nic wspólnego z prawami fizyki. Tankowiec nie mógł już zahamować, a „Lustro” nie miało możliwości manewru.