Выбрать главу

Drugą kobietą była Renaile din Calon, swego czasu osobista Poszukiwaczka Wiatru Pani Okrętów. Miała na sobie niebieskie, lniane spodnie i czerwoną bluzkę z niebieskimi rozcięciami, związaną w jeszcze bardziej misterny węzeł. Obie kobiety nosiły długie, białe stuły, znak żałoby po Neście din Reas, mimo iż Renaile musiała odczuć tę śmierć znacznie bardziej boleśnie. Trzymała w dłoni rzeźbioną szkatułkę z przyborami do pisania, w jej jednym rogu osadzony był kałamarz z wieczkiem, do szkatułki przymocowany był zaciskiem arkusz papieru z kilkoma nabazgranymi liniami pisma. Pasma posiwiałych włosów na skroniach skrywały po sześć złotych kolczyków w każdym uchu, znacznie cieńszych niż te, które nosiła, nim dowiedziała się o śmierci Nesty, a złoty łańcuch zaszczytów skroś smagłego lewego policzka wydawał się zbyt masywny dla pojedynczego medalionu z nazwą rodzimego klanu. Zgodnie z obyczajem Ludu Morza śmierć Nesty oznaczała dla Renaile degradację na sam dół społecznej hierarchii, od momentu gdy zrzekła się wszystkich swoich zaszczytów, była równa rangą kobiecie, która dopiero zakończyła terminowanie. Z twarzy nie sposób było jednak usunąć wyrazu dumy, nieco tylko przygaszonej faktem, iż służyła obecnie jako sekretarka Chanelle.

— Właśnie zamierzałam... — zaczęła Elayne, ale Chanele arogancko weszła jej w słowo.

— Masz jakieś wieści o Talaan? Albo Merilille? Czy w ogóle próbujesz je odnaleźć?

Elayne odetchnęła głęboko. Krzykiem nigdy wiele nie potrafiła zdziałać u Chanelle. Ta kobieta uwielbiała wrzaskliwe kłótnie i nadzwyczaj rzadko słuchała głosu rozsądku. A więc nie wolno dać się wciągnąć w kolejną awanturę. Przemykający po obu stronach służący nie przystawali, żeby się ukłonić — potrafili wyczuć, jakie tu panują nastroje — ale popatrywali ponuro na kobiety Ludu Morza. To było miłe, choć nie powinni tak otwarcie tego okazywać. Jakkolwiek nieznośne, Poszukiwaczki Wiatru były gośćmi. I faktycznie były, niezależnie od wiążącej ją z nimi umowy. Chanelle nieraz uskarżała się na demonstracyjną ospałość służby i letnią wodę w kąpieli. Domniemane powody tych skarg też były miłe. Mimo to ona sama musiała zachowywać się i godnie, i grzecznie.

— Od wczoraj nic się w tej sprawie nie zmieniło — odparła pojednawczym tonem. Cóż, spróbowała pojednawczego tonu. Jeżeli w jej głosie wciąż pobrzmiewały ostre nuty, to Poszukiwaczki jakoś to przeżyją. — Podobnie jak od zeszłego tygodnia i jeszcze poprzedniego. Pytano o nie w każdej gospodzie Caemlyn. Twojej uczennicy nie odnaleziono. Merilille nie odnaleziono. Wychodzi na to, że jakoś zdołały opuścić miasto. — Strażników przy bramie uprzedzono, żeby wypatrywali kobiety Ludu Morza z wytatuowanymi dłońmi, ale oczywiście nie zatrzymaliby żadnej Aes Sedai tudzież nikogo, kto byłby z nią. A poza tym, najemnicy przepuściliby każdego, kto zaoferowałby im parę monet. — A teraz, proszę, wybaczcie mi, ale właśnie zamierzałam...

— To mi nie wystarczy — odezwała się Chanelle głosem tak płomiennym, że gotowym chyba osmalić skórę rozmówczyni. — Wy, Aes Sedai, trzymacie się razem jak kolonie ostryg. Merilille porwała Talaan i sądzę, że ją ukrywasz. Ale będziemy ich szukać i zaręczam ci, że kiedy je znajdziemy, zostanie ona przykładnie ukarana, a potem odesłana na statki, żeby wywiązać się ze swej części umowy.

— Chyba się trochę zapominasz — wtrąciła Birgitte. Jej głos był uprzejmy, twarz spokojna, niemniej w więzi tętnił gniew. Ściskała drzewce łuku obiema dłońmi, jakby potrzebne jej to było, żeby nie zaciskać pięści. — Natychmiast cofniesz swoje oskarżenia albo pożałujesz. — Być może nie panowała nad sobą w takim stopniu, jak się to z pozoru zdawało. W ten sposób nie można było niczego osiągnąć z Poszukiwaczkami Wiatru. Wśród swego ludu były kobietami o znaczącej pozycji i przywykły do wszelkich uprawnień, jakie ta zapewniała. Ale Birgitte się nie wahała. — Zgodnie z zawartą przez Zaidę umową podlegacie władzy lady Elayne. Podlegacie mojej władzy. Poszukiwaniom możecie się oddawać, ale tylko wtedy, kiedy nie zostaną wam zlecone inne zajęcia. A jeśli mnie pamięć nie myli, to w chwili obecnie macie się znajdować w Łzie i nadzorować załadunek ziarna i solonej wołowiny. Stanowczo sugeruję, abyście natychmiast tam Podróżowały, w przeciwnym razie same dowiecie się. jak wygląda przykładna kara. — Och, to był całkowicie błędny sposób postępowania z Poszukiwaczkami Wiatru.

— Nie — powiedziała Elayne z równym, co przed chwilą Chanelle żarem w głosie, czym zaskoczyła samą siebie. — Szukaj sobie, jeśli chcesz, Chanelle, razem ze swoimi Poszukiwaczkami Wiatru. Przeszukaj Caemlyn od piwnic po dachy. A kiedy już nie znajdziesz Talaan i Merilille, wtedy przyjdziesz i przeprosisz za to, że zarzuciłaś mi kłamstwo. — Cóż, ta kobieta, praktycznie rzecz biorąc, to jej właśnie zarzuciła. A przynajmniej zasugerowała raczej jednoznacznie. Poczuła intensywne pragnienie, by uderzyć Chanelle. Miała ochotę — Światłości, jej gniew i gniew Birgitte podsycały się wzajemnie! Rozpaczliwie spróbowała opanować swoją złość, zanim wybuchnie atakiem furii, ale jedynym skutkiem okazała się nagła ochota, by się nad sobą rozpłakać. Biedna, dlaczego one ją zmuszają do takich awantur?

Chanelle wyprostowała się, zmarszczyła czoło.

— Twierdzisz, że nie wywiązujemy się z umowy. Od co najmniej miesiąca harujemy jak dziewki na dolnym pokładzie. Nie pozbędziesz się nas, póki nie wywiążesz się ze swojej części umowy. Renaile, Aes Sedai przebywającym w Srebrnym Łabędziu powiedz jednoznacznie — jednoznacznie, powiadam! — że mają przekazać Merilille i Talaan w nasze ręce. W przeciwnym razie będziemy dochodzić u nich należności, jakie winna jest nam Biała Wieża. Oczywiście nie spłacą całej sumy, ale przynajmniej odbierzemy jakiś zadatek.

Renaile zaczęła odkręcać wieczko kałamarza.

— Daruj sobie pisaninę — warknęła Chanelle. — Idź i im powiedz. Teraz.

Renaile zakręciła wieczko, skłoniła się nisko, przelotnie musnęła czubkami palców pierś.

— Jak rozkażesz — wymamrotała, a jej twarz była niczym czarna maska. Do rozkazu zastosowała się całkowicie literalnie, ponieważ pobiegła truchtem w stronę, z której przyszły, ściskając pod pachą szkatułkę z przyborami do pisania.

Wciąż zmagając się z równoczesnym pragnieniem uderzenia Chanelle i rozpłakania się, Elayne zamrugała. Nie pierwszy raz kobiety Ludu Morza wyprawiały się do Srebrnego Łabędzia ani też drugi czy trzeci, ale za każdym razem prosiły uprzejmie, nie zaś stawiały ultimatum. W gospodzie przebywało obecnie dziewięć sióstr — liczba ta zmieniała się w miarę, jak siostry opuszczały miasto, a na ich miejsce przybywały nowe, plotka zaś głosiła, że w mieście przebywają także inne Aes Sedai — martwiło ją, iż żadna jeszcze nie pokazała się w pałacu. Sama trzymała się od tej gospody z dala — doskonale wiedziała, jak bardzo Elaida chce ją dostać w swoje ręce, nie wiedziała natomiast, po czyjej stronie stoją siostry z gospody, ani nawet, czy po czyjejkolwiek stoją; w obecności Sareithy i Careane nabierały wody w usta — niemniej teraz powinna oczekiwać wizyty w pałacu, którą jej złożą choćby w tym celu, by wyjaśnić, co się kryje za roszczeniami Ludu Morza. Dlaczego w Caemlyn znajdowało się tyle Aes Sedai, skoro Tar Valon też było oblegane? Pierwszym powodem, który przychodził na myśl, była jej własna osoba, a to tylko umacniało jej przekonanie, że należy unikać wszystkich sióstr, o których nie wiedziała, że otwarcie popierają Egwene. To nie powstrzyma wszakże plotek o umowie, którą zawarły w zamian za pomoc przy użyciu Czary Wiatrów oraz o cenie, jaką Biała Wieża zdecydowała się zapłacić za tę pomoc. Żeby sczezła, te wieści, kiedy staną się tajemnicą poliszynela wśród Aes Sedai, będą niczym przeklęty wóz fajerwerków odpalonych w jednej chwili. Całe tabory wozów.