Выбрать главу

Mimo straży przed drzwiami Devore posłała dwie ze swego oddziału, które z obnażonymi mieczami weszły do apartamentów, podczas gdy Elayne, Aviendha i reszta czekały — ta pierwsza wybijała podeszwą buta niecierpliwy rytm. Wszystkie unikały jej wzroku. Przeszukanie komnaty nie było aktem przygany wobec strażniczek — sama dobrze wiedziała, że można się wspiąć po zewnętrznej ścianie, liczne rzeźby dostarczały dobrych uchwytów na dłonie — ale denerwowało ją, że musi czekać. Dopiero kiedy pojawiły się na powrót i doniosły Devore, że w środku nie czają się żadni zabójcy, nie oczekuje żadna Aes Sedai, która zaraz zawlokłaby Elayne do Elaidy i Białej Wieży, ona i Aviendha otrzymały pozwolenie na wejście, które odbyło się wzdłuż zaimprowizowanego szpaleru gwardzistek. Nie była pewna, czy użyłyby siły fizycznej, gdyby nie zechciała zaczekać, ale lepiej nie wystawiać ich na próbę. Gdyby jej przyboczne strażniczki użyły wobec niej przemocy, nie zniosłaby chyba tego, nieważne, czy tylko wykonywałyby swą pracę. Lepiej nie kusić losu.

W przedpokoju ogień płonął na białym marmurowym kominku. Ogień był niewielki i dawał niewiele ciepła. Z nadejściem wiosny usunięto dywany, a od płytek posadzki ciągnęło chłodem przez podeszwy butów, mimo iż były takie grube. Essande, jej szczupła, białowłosa pokojówka, rozłożyła w ukłonie ozdobione czerwienią szare spódnice; poruszała się wciąż z zaskakującą gracją, choć przecież cierpiała na bóle w stawach, których uparcie nie pozwalała sobie Uzdrówić. Równie zajadłe protesty wzbudzały w niej wszelkie sugestie, by wróciła na emeryturę. Na jej piersiach pyszniła się wielka Złota Lilia Elayne. Dwie, znacznie młodsze od niej kobiety pochylały się teraz w ukłonie o krok za nią. Miały na sobie podobne liberie, tylko róże były mniejsze; ich imiona brzmiały: Sephanie i Naris, były siostrami o podobnych, kwadratowych twarzach. Wstydliwe, ale dobrze wyszkolone przez Essande, kłaniały się zaiste skwapliwie i wdzięcznie, prawie tuląc się do posadzki.

Essande mogła być powolna i krucha, niemniej nigdy nie traciła czasu na błahe pogawędki i potwierdzanie oczywistości. A więc nie było wydziwiania, jak mokre są Elayne i Aviendha, choć bez wątpienia gwardzistki wcześniej ją uprzedziły o stanie pani.

— Wysuszymy i ogrzejmy was, moja pani, a potem ubierzemy w coś stosownego na spotkanie z najemnikami. Czerwone jedwabie z ognistymi łzami u karczku będą w sam raz. Najwyższa też pora coś zjeść. Nie kłopocz się zapewnianiem, że już jadłaś, moja pani. Naris biegnij do kuchni po posiłek dla lady Elayne i lady Aviendhy. — Ta druga parsknęła śmiechem, choć dawno już zrezygnowała z protestów, gdy nazywano ją „lady”. I dobrze, ponieważ Essande i tak nie zwracała na nie najmniejszej uwagi. Służbie pewne rzeczy można było rozkazać, inne trzeba było po prostu znosić.

Naris skrzywiła się i z jakiegoś powodu z jej piersi dobyło się głębokie westchnienie, ale ukłoniła się znowu, tym razem przed Essande i odrobinę tylko bardziej uniżenie przed Elayne — ona i siostra traktowały starszą kobietę z równą czcią oraz lękiem, co dziedziczkę tronu Andoru — a potem zebrała spódnice i wybiegła na korytarz.

Elayne też się skrzywiła. Gwardzistki, także Essande, poinformowały o spotkaniu z najemnikami. Oraz o tym, że nic nie zjadła. Nienawidziła ludzi, którzy mówili o niej za jej plecami. Ale, znowuż, ile w jej reakcji było przesady wynikającej z wahań nastrojów? Nie potrafiła sobie przypomnieć, aby kiedyś denerwował ją fakt, iż pokojówka wiedziała z góry, jaką suknię przygotować, albo że jest głodna, albo że należy bez pytania posłać po posiłek. Służba mówiła — po prawdzie to bezustannie plotkowała, tak już był urządzony ten świat — i przekazywała sobie informacje pozwalające lepiej usłużyć pani; im lepsza służba, tym tych informacji było więcej. Essande była w tym niezrównana. A jednak irytowało ją to, tym bardziej, im lepiej zdawała sobie sprawę z irracjonalności własnych uczuć.

Pozwoliła, by Essande zaprowadziła ją i Aviendhę do ubieralni, Sephanie poszła za nimi. Nagle poczuła się bardzo żałośnie, mokra i drżąca, nie wspominając, że wściekła na Birgitte, iż ta ją opuściła, wreszcie przerażona zagubieniem się w pałacu, który znała jak własną kieszeń, na koniec nadąsana, że strażniczki śmiały o niej plotkować. Jednym słowem, czuła się... wykończona.

Nie minęło wszak wiele czasu, a Essande zdjęła z niej mokre rzeczy i owinęła w wielki, biały ręcznik, który wcześniej wisiał na wieszaku przed szerokim, marmurowym kominkiem, zajmującym tylną ścianę pomieszczenia. Efekt był kojący i natychmiastowy. Ogień nie zdawał się już tak niewielki, pomieszczenie w istocie było niemal zbyt nagrzane, a upragnione ciepło wkrótce napełniło ciało i przegnało dreszcze. Essande wytarła do sucha włosy Elayne, a Sephanie zajęła się w ten sam sposób Aviendhą, co tamtą znowu wprawiło w zdumienie, mimo iż nie był to pierwszy raz. Ona i Elayne często wieczorami czesały się wzajem, a jednak ta prosta przysługa z rąk pokojówki damy wywołała na ogorzałych policzkach Aviendhy plamy barw.

Kiedy Sephanie otworzyła garderobę umiejscowioną wzdłuż ścian gotowalni, Aviendha westchnęła głęboko. Owinęła się luźno ręcznikiem — wstydziła się, gdy kobieta wycierała jej włosy, ale odważny negliż nie sprawiał najmniejszych problemów — drugi, mniejszy, zawiązała na głowie.

— Sądzisz, że powinnam wdziać strój mieszkanek mokradeł, Elayne, skoro mamy się spotkać z najemnikami? — zapytała głosem, w którym brzmiała wyraźna niechęć.

Essande się uśmiechnęła. Lubiła stroić Aviendhę w jedwabie. Elayne natomiast skryła wypełzający na usta uśmiech, co nie było łatwe, ponieważ miała ochotę parsknąć. Jej siostra udawała niechęć do jedwabi, ale rzadko rezygnowała z okazji do ich założenia.

— Jeśli potrafisz to znieść — odrzekła uroczyście, poprawiając starannie własny ręcznik. Essande każdego dnia oglądała ją nago, podobnie Sephanie, ale nie należało obnażać się przed nimi bez powodu. — Dla uzyskania lepszego efektu powinnyśmy obie wywrzeć na nich piorunujące wrażenie. Nie masz nic przeciwko temu, co?

Aviendha była już przy garderobie, rozgarniała suknie, a ręcznik rozchylał się, ukazując właściwie wszystko. W innej garderobie znajdowało się kilka typowych strojów kobiet Aielów, wszakże przed opuszczeniem Ebou Dar Tylin podarowała im skrzynie pełne najprzedniej skrojonych jedwabi i wełen w liczbie wystarczającej do wypełnienia czwartej części rzeźbionych szaf.

Moment przelotnej wesołości odebrał Elayne ochotę do kłótni, bez dalszych dąsów pozwoliła więc Essande ubrać się w czerwone jedwabie ozdobione ognistymi łzami wielkości paznokcia, naszytymi w kształcie kołnierzyka na wysokim karczku sukni. Ubiór wywrze odpowiednio piorunujące wrażenie, co do tego nie było wątpliwości, nie musiała nawet zakładać żadnej biżuterii, poza tym pierścień z Wielkim Wężem na prawej dłoni starczał za wszelkie klejnoty. Siwowłosa miała delikatne ręce, mimo to Elayne skrzywiła się, kiedy zaczęła zapinać liczne, maleńkie guziczki na plecach, ściskając gorset na jej wrażliwym łonie. Opinie różniły się w kwestii, jak długo to potrwa, zgodne natomiast były, że jej piersi jeszcze się powiększą.

Och, jakże żałowała, że Randa nie było dostatecznie blisko, aby poprzez więź w pełni mógł poczuć to, co przeżywała. To by go nauczyło, że nie wolno beztrosko poczynać dzieci. Oczywiście mogła wypić napar z liścia serca, zanim się z nim położyła... Nie, zdecydowanie odepchnęła od siebie tę myśl. To wszystko było winą Randa, i koniec.