— Aviendho, zbyt długo zaniedbywałyśmy twoje szkolenie — zdecydowanie oznajmiła Nadere. — Idź i przebierz się w stosowne rzeczy.
— Ale ja tyle się uczę od Elayne, Nadere. Sploty, jakich nawet ty nie znasz. Myślę, że już potrafiłabym sprowadzić deszcz na Ziemię Trzech Sfer! A właśnie się dowiedziałyśmy, że potrafię...
— Czegokolwiek się nauczyłaś — ostro ucięła Nadere — wchodzi na to, że równie dużo zapomniałaś. Jak na przykład o tym, że wciąż jesteś uczennicą. Moc jest ostatnią z rzeczy, o których Mądre muszą mieć rozeznanie, w przeciwnym razie tylko te, które potrafią przenosić, mogłyby być Mądrymi. Teraz idź, przebierz się i dziękuj, że nie każę ci wrócić nago i poddać się chłoście. Ale Klan właśnie zwija namioty i jeśli przez ciebie wymarsz się opóźni, to chłosta cię nie minie.
Bez jednego słowa Aviendha puściła dłoń Elayne i wybiegła z komnaty, wpadając po drodze na Naris, która omal nie upuściła wielkiej, przykrytej serwetą tacy. Nieznaczny gest Essande wystarczył, by Sephanie pobiegła za nią. Oczy Naris rozszerzyły się na widok kobiet Aielów, Essande jednak tylko obsztorcowała ją za opóźnienia i skierowała z tacą do stołu. Młodsza kobieta pospiesznie wykonała polecenie, mamrocząc pod nosem przeprosiny.
Elayne też miała ochotę pobiec za Aviendhą, żeby wykorzystać do reszty tych parę chwil, jakie im jeszcze zostały, ale słowa Nadere osadziły ją w miejscu:
— Opuszczacie Caemlyn, Dorindho? Dokąd się udajecie? — Niezależnie jak bardzo Elayne ceniła Aielów, nie lubiła gdy wędrowali po okolicy. Sytuacja bez tego była wystarczająco niestabilna, nawet krótkie wyprawy na polowanie i handel często były nie w smak okolicznym mieszkańcom.
— Opuszczamy Andor, Elayne. Za kilka godzin znajdziemy się naprawdę daleko. Jeśli zaś chodzi o cel naszej wyprawy, to musisz zapytać Car’a’carna.
Nadere podeszła do stołu, aby przyjrzeć się, co też Naris przyniosła, a tamta natychmiast zaczęła się tak trząść, że talerze prawie leciały jej z rąk.
— Wygląda nieźle, ale nie poznaję niektórych ziół — skomentowała Mądra. — Twoja akuszerka pozwala ci jeść te rzeczy, Elayne?
— Akuszerkę wezwę, kiedy będzie czas, Nadere. Dorindha, nie sądzisz chyba, że Rand chciałby zataić przede mną cel waszej wyprawy. Co powiedział?
Dorindha lekko wzruszyła ramionami.
— Przysłał posłańca, jednego z tych czarnych kaftanów, z listem do Baela. Bael oczywiście pozwolił mi go przeczytać — z tonu jej głosu należało wnosić, że odwrotna możliwość w ogóle nie wchodziła w grę — ale Car’a’carn pisał, żeby nikomu nie mówić, dlatego i tobie nie powiem.
— Nie masz akuszerki? — z niedowierzaniem zapytała Nadere. — A kto ci reguluje dietę? Kto ci podaje odpowiednie zioła? Przestań tak na mnie patrzeć, kobieto. Melaine ma gorszy temperament niż ty kiedykolwiek będziesz miała, a jednak pokornie słucha wszystkich rad Monaelle odnoszących się do tych spraw.
— Każda chyba kobieta w pałacu sądzi, że ma prawo wtrącać się do tego, co jem — odpowiedziała gorzko Elayne. — Czasami wydaje mi się, że podobnie sądzi cała żeńska połowa Caemlyn. Dorindho, czy możesz w końcu...
— Moja pani, jedzenie stygnie — powiedziała grzecznie Essande, ale w jej słowach dźwięczały odległe, twarde tony, nigdy jednak nieprzekraczające granicy stosownej dla wiekowej emerytki.
Zgrzytając zębami, Elayne podeszła do krzesła i usiadła, Essande stanęła z tyłu. Powoli chyba traciła już grację ruchów. Można więc raczej rzec, że nie tyle podeszła, co sunęła majestatycznie. Essande zdjęła ręcznik z głowy Elayne, wydobyła szczotkę o trzonku z kości słoniowej i zajęła się czesaniem, podczas gdy Elayne jadła. Jadła, ponieważ gdyby wzgardziła posiłkiem, ktoś musiałby podgrzewać jej kolejne dania, ponieważ Essande i jej strażniczki kazałyby jej siedzieć przy stole, póki nie skończy. Niemniej, wyjąwszy niezłe suszone jabłka, reszta zdecydowanie nie była jej w smak. Chleb był chrupiący, ale pełen wołków zbożowych, a namoczona sucha fasola twarda i pozbawiona smaku; właściwie cały zapas fasoli należało uznać za zepsuty. Jabłka zostały podane w misce z ziołami — korzeń łopianu, kalina koralowa i śliwolistna, mlecz, liść pokrzywy — z odrobiną oliwy, na mięsne danie składał się kawałek cielęciny ugotowany w delikatnym bulionie. Wszystko praktycznie nieosolone, jak dalece zdołała się zorientować. Gotowa byłaby zabić za słony, krwisty, ociekający tłuszczem befsztyk! Na talerzu Aviendhy pyszniła się krojona wołowina, choć wyglądała na dość twardą. Ona mogła nawet poprosić o wino, Elayne do picia pozostawała woda lub kozie mleko. A herbaty chciało jej się równie rozpaczliwie co tłustego mięsa, ale nawet najsłabsza herbata sprawiała, że natychmiast biegła do łazienki, a z tymi sprawami już miała dość kłopotów. Jadła więc metodycznie, mechanicznie, próbując myśleć o wszystkim innym, tylko nie o smaku w ustach. No, może te jabłka...
Próbowała wyciągnąć od kobiet Aielów jakieś wieści o Randzie, ale najwyraźniej wiedziały mniej niż ona. Przynajmniej tylko do takiej wiedzy się przyznawały. Kiedy chciały, potrafiły nie puścić pary z ust. Ona wiedziała, że przebywał gdzieś na południowym wschodzie. Gdzieś w Łzie, jak przypuszczała, choć równie dobrze mogło chodzić o równinę Maredo lub Grzbiet Świata. Poza tym wiedziała, że żył, i kropka. Próbowała podtrzymywać rozmowę na temat Randa w nadziei, że wymknie im się jakieś słowo, równie dobrze jednak mogłaby czesać cegły palcami. Dorindhę i Nadere interesowała całkowicie inna sprawa, mianowicie przekonanie jej, iż powinna natychmiast wziąć sobie akuszerkę. Wciąż straszyły, jak może zaszkodzić sobie oraz dzieciom, i nawet wizja Min nie potrafiła ich przekonać.
— Dobrze, dobrze — powiedziała na koniec, z trzaskiem odkładając nóż i widelec. — Jutro sobie jakiejś poszukam. — A jeżeli nawet nie znajdzie, to one się o tym nie dowiedzą.
— Mam kuzynkę, która jest akuszerką, moja pani — powiedziała Essande. — Melfane stoi za ladą w sklepie z ziołami i maściami na ulicy Świec w Nowym Mieście, moim zdaniem jest naprawdę kompetentna. — Przyklepała na miejsce kilka niesfornych loków i z zadowolonym uśmiechem odsunęła się na krok. — Tak bardzo przypominasz mi swoją matkę, moja pani.
Elayne westchnęła. Wychodziło na to, że będzie miała akuszerkę, czy tego chce, czy nie. Ktoś inny się będzie za nią martwił niedobrym jedzeniem. Cóż, może akuszerka coś poradzi na nocne bóle pleców i powiększone łono. Dzięki Światłości, oszczędzono jej wymiotów. Potrafiące przenosić kobiety nie cierpiały w ciąży na tę dolegliwość.
Kiedy Aviendha wróciła, była już w stroju Aielów, na ramionach miała mokry wciąż szal, ciemną szarfą zawiązała włosy, na plecach niosła tobołek. A choć Dorindha i Nadere miały niezliczone bransolety i naszyjniki, Aviendha miała tylko pojedynczy srebrny naszyjnik z misternie kutych kręgów układających się w skomplikowany wzór oraz pojedynczą bransoletę z kości słoniowej. Rzeźbioną w gęsty ornament róż i cierni. Podała Elayne tępy sztylet.
— Dla bezpieczeństwa musisz go nosić. Będę cię odwiedzała tak często, jak to będzie możliwe.
— Może znajdziesz chwilę czasu na okazjonalną wizytę — surowo napomniała ją Nadere — ale masz zaległości i musisz ciężko pracować, żeby je nadrobić. Dziwne — zadumała się, kręcąc głową — żeby tak prosto można było sobie składać wizyty na takie odległości. Pokonać ligi, setki lig, jednym krokiem. Dziwnych rzeczy nauczyłyśmy się na mokradłach.