Выбрать главу

— Moja pani — powiedział z ukłonem Perival, podsuwając Elayne jeden z trzymanych w dłoniach pucharów. Udało jej się uśmiechnąć i ukłonić, nim wzięła poczęstunek. Kozie mleko. Światłości, powoli zaczynała nienawidzić paskudnej cieczy!

— Luan i Abelle wypowiadali się... niezobowiązująco — ciągnęła dalej Dyelin, spod zmarszczonych brwi przyglądając się halabardnikowi. — Niewykluczone, że skłaniają się ku tobie — słowa te nie brzmiały jednak szczególnie mocnym przekonaniem. — Przypomniałam Luanowi, że na samym początku uczestniczył wraz ze mną w aresztowaniu Naean i Elenii, ale chyba nie wywarło to na nim większego wrażenia niż wcześniej na Pelivarze.

— A więc być może czekają na zwycięstwo Arymilli? — zapytała ponuro Birgitte. — Jeżeli zwyciężysz, to opowiedzą się za tobą. Jeżeli zginiesz, wówczas jedno z nich zgłosi własne roszczenie. Ellorien jest następna po tobie w porządku sukcesji, prawda? — Dyelin nachmurzyła czoło, ale nie zaprzeczyła.

— A Ellorien? — zapytała cicho Elayne. Ale pewna była, że wie jak zabrzmi odpowiedź. Jej matka skazała Ellorien na chłostę. Stało się to pod wpływem Rahvina, niemniej niewielu wiązało te dwa wydarzenia. Niewielu wierzyło, że Gaebril to był Rahvin.

Dyelin się skrzywiła.

— Ta kobieta jest uparta jak osioł! Zgłosiłaby roszczenie w moim imieniu, gdyby dostrzegła korzyści takiego postępowania. Przynajmniej jest dość rozsądna, by wiedzieć, że to beznadziejne. — Elayne odnotowała, że nie padła nawet wzmianka o osobistych roszczeniach Ellorien. — W każdym razie, zostawiłam Keraille Surtovni i Julanyę Fote, żeby ich obserwowały. Wątpię, by wykonali jakiś ruch, ale jeżeli tak się stanie, będziemy o tym natychmiast wiedziały. — Z tego samego względu pograniczników obserwowały trzy Kuzynki, które samodzielnie nie potrafiły Podróżować.

Żadnych dobrych wieści, niezależnie w jakie piórka próbowała je stroić Dyelin. Wcześniej Elayne żywiła nadzieję, że ewentualne zagrożenie ze strony pograniczników skłoni kilka Domów do opowiedzenia się po jej stronie.

„Przynajmniej wciąż aktualnym pozostaje jeden z powodów, dla których pozwoliłam im na przejazd przez Andor” — pomyślała ponuro. Nawet gdyby nie zdobyła tronu, przysłuży się krajowi. Chyba że następny władca wszystko zepsuje. Przed oczyma duszy widziała Arymillę dokładnie w takiej właśnie roli. Cóż, Arymilla nie przywdzieje Różanego Wieńca i tyle. Tak czy inaczej, musi zostać powstrzymana.

— Jest zatem sześć, sześć i sześć — wtrąciła znienacka Catalyn, marszcząc brwi i pocierając kciukiem długi sygnet na lewej dłoni. Sprawiała wrażenie pogrążonej w namyśle, co w jej wypadku stanowiło widok dość niezwykły. Zazwyczaj mówiła, co jej przyszło na myśl, nie dbając o konsekwencje. — Choćby Candraed się do nas przyłączył, brakuje nam dziesięciu. — Zastanawiała się, czy przypadkiem nie związała Haevin z beznadziejną sprawą? Na nieszczęście, sojusz między ich Domami nie był tak ścisły, by nie dało się go rozwiązać.

— Byłem pewien, że Luan się za nami opowie — mruknął Conail. — Podobnie jak Abelle i Pelivar. — Upił głęboki łyk wina. — Kiedy pobijemy Arymillę, przyjdą do nas. Wspomnicie moje słowa.

— Ale co oni sobie właściwie wyobrażają? — gorączkował się Branlet. — Czy próbują rozpętać wojnę domową na trzy fronty? — w połowie wypowiedzi jego głos przeszedł z dyszkantu w bas, a twarz oblała się czerwienią. Schował nos w pucharze i wyraźnie się skrzywił. Zapewne w równym stopniu przepadał za kozim mlekiem co ona.

— Chodzi o pograniczników — Perival mówił dziecięcym głosem, ale w jego słowach brzmiała pewność. — Wahają się, ponieważ wiedzą, że zwycięzca wciąż będzie sobie musiał poradzić z pogranicznikami. — Podniósł statuetkę niedźwiedzia i ważył w dłoniach, jakby stąd mógł zaczerpnąć odpowiedź. — Nie rozumiem natomiast, dlaczego najechali nasz kraj? Andor jest tak daleko od ziem granicznych. I dlaczego nie pomaszerowali i nie zaatakowali Caemlyn? Mogliby zmiażdżyć siły Arymilli, a nie przypuszczam, by z nimi poszło nam równie łatwo. A więc, po co tu przybyli?

Conail uśmiechnął się i klepnął go w ramię.

— To dopiero będzie bitwa, gdy staniemy naprzeciw pograniczników. Tego dnia Orły Norman i Kowadła Mantear okryją się chwałą Andoru, co? — Perival pokiwał głową, ale perspektywa najwyraźniej go nie uszczęśliwiała. W przeciwieństwie do Conaila.

Elayne wymieniła spojrzenia z Dyelin i Birgitte, obie wyglądały na zadziwione. Elayne sama czuła zdumienie. Oczywiście obie kobiety wiedziały, ale mały Perival własnymi siłami prawie się zbliżył do odkrycia tajemnicy, której za wszelką cenę należało dochować. Ostatecznie inni też wykombinują sobie, że obecność pograniczników jest instrumentem, który ma skłonić inne Domy do przyłączenia się do niej, ale fakt ten nigdy nie zostanie oficjalnie potwierdzony.

— Luan i pozostali wysłali do Arymilli emisariuszy, prosząc o zawieszenie broni na czas obecności pograniczników — powiedziała po chwili Dyelin. — Odpowiedziała, że potrzebuje czasu na zastanowienie. Wedle moich obliczeń, to właśnie wówczas zdwoiła wysiłki szturmów na mury. Ich informuje, że wciąż się zastanawia.

— Pomijając wszystko inne — żywiołowo zadeklarowała Catalyn — już choćby dlatego właśnie Arymilla nie zasługuje na tron. Przedkłada własne ambicje nad bezpieczeństwo Andoru. Luan i tamci są chyba głupi, że tego nie widzą.

— Nie są głupi — sprostowała Dyelin. — Po prostu wydaje im się, że widzą przyszłość lepiej niż inni.

„A co jeśli to ona i Dyelin nie widziały jasno przyszłości” — dumała Elayne. Dla uratowania Andoru ogłosiłaby swe poparcie dla Dyelin. Bez większej radości, ale zrobiłaby to, żeby zakończyć rozlew andorańskiej krwi. Dyelin wsparłoby dziesięć Domów, więcej niż dziesięć. Nawet Danine Candraed zdecydowałaby się w końcu ruszyć ze swego leża i poprzeć Dyelin. Tyle że ta nie chciała być królową. Uważała, że to Elayne powinna nosić Różany Wieniec. Elayne też tak uważała. Ale co, jeśli się obie myliły? Nie pierwszy raz przychodziły jej do głowy te pytania, ale chyba po raz pierwszy, gdy tak patrzyła na mapę i jej złowróżbne znaki, nie potrafiła ich zlekceważyć.

Tego wieczoru, po kolacji okraszonej właściwie tylko niespodzianymi drobniutkimi truskawkami, zasiadła do lektury w większym salonie swoich apartamentów. Właściwie tylko udawała, że czyta. Oprawny w skórę tom dotyczył historii Andoru, jak większość jej lektur ostatnimi czasy. Ale trzeba było czytać, ile się da, ponieważ tylko w ten sposób — zestawiając kolejne wersje wydarzeń — można bodaj zbliżyć się do prawdy. Przede wszystkim książki publikowane za rządów danej monarchini nigdy nie wspominały jej błędów ani błędów jej poprzedniczek, jeśli przypadkiem wywodziły się z tego samego Domu. Trzeba było dopiero sięgać do dziejopisarstwa z epoki rządów Trakand, żeby poznać błędy Mantear, a do książek z epoki Mantear, żeby dowiedzieć się o pomyłkach popełnionych przez Norwelyn. Niemniej na błędach innych mogła uczyć się, jak nie popełniać własnych. Matka uczyniła z tego pierwszą lekcję władzy.

Ale i tak dziś nie potrafiła się skupić. Często przyłapywała się na tym, że bezmyślnie wbija wzrok w stronicę, nie widząc na niej żadnego słowa albo zaczyna coś mówić do Aviendhy, dopiero poniewczasie przypominając sobie, że siostry już nie ma. Czuła się strasznie samotna, co było absurdalne. Sephanie stała w kącie na wypadek, gdyby czegoś potrzebowała. Osiem gwardzistek strzegło drzwi do apartamentów, a jedna z nich, Yurith Azeri, była mistrzynią sztuki konwersacji, kobietą świetnie wykształconą, choć unikała rozmów o własnej przeszłości. Aviendhy żadna nie potrafiła jednak zastąpić.