Weiramon wpatrywał się przez chwilę w Cadsuane, odchyliwszy głowę do tyłu tak, żeby móc sprawiać wrażenie, iż patrzy na nią z góry.
— Jak rozkaże Smok Odrodzony — powiedział na koniec — tak też uczyni Weiramon Saniago. Mój statek jutro będzie gotów do żeglugi, ślubuję. Czy to wystarczy?
Rand krótko skinął głową. Będzie musiało wystarczyć. Nie miał zamiaru marnować cennego czasu na tworzenie bramy, którą miałby odesłać tych dwojga głupców do miejsca, gdzie powinni przebywać.
— W mieście panuje głód — powiedział, mierząc wzrokiem złotego niedźwiedzia. Przez ile dni taka ilość złota zdolna byłaby wykarmić Łzę? Na myśl o jedzeniu ścisnęło go w żołądku. I choć nie było to pytanie, odpowiedzi doczekał się prawie natychmiast, tyle że z nieoczekiwanej strony.
— Darlin kazał zagnać do miasta bydło i owce — oznajmiła Caraline raczej dość zapalczywym głosem. Teraz na Randa przyszła kolej, by stał się celem spojrzeń ostrych jak sztylety. — Obecnie... — Głos jej zadrżał, ale w oczach wciąż płonął żar. — Obecnie mięso nie nadaje się do spożycia dwa dni po uboju, a więc zdecydował się na przyprowadzenie żywego inwentarza i wozów z ziarnem. Estanda i jej ludzie wzięli wszystko dla siebie.
Darlin uśmiechnął się do niej z wdzięcznością, jednak w jego głosie brzmiały przepraszające tony.
— Próbowałem to robić trzykrotnie, ale wychodzi na to, że Estanda jest chciwa. W końcu doszedłem do wniosku, że nie ma sensu zaopatrywanie moich wrogów. Twoich wrogów.
Rand pokiwał głową. Przynajmniej Darlin nie zamykał oczu na sytuację w mieście.
— Jest takich dwóch chłopców, którzy mieszkają poza murami miasta. Doni i Com. Znam tylko ich imiona. Wiek mniej więcej dziesięć lat. Kiedy buntownicy zostaną przywołani do porządku i będziesz mógł opuścić Kamień, dobrze by było, gdybyś znalazł ich i otoczył opieką.
W gardle Min zrodził się jęk, a poprzez więź napłynął smutek tak czarny, że niemal zdławił towarzyszące mu uczucie! miłości. Więc tak. Musiała widzieć śmierć. Ale myliła się w przypadku Moiraine. Może tę wizję ta’veren również jest w stanie odmienić.
„Nie” _ warknął Lews Therin. „Nie wolno zmieniać jej wizji. Musimy umrzeć”. Rand zignorował jego słowa.
Darlina prośba wyraźnie zaskoczyła, ale zgodził się — czy miał inne wyjście w obliczu Smoka Odrodzonego?
Rand chciał już wspomnieć o zasadniczym celu swej wizyty, kiedy do komnaty weszła Bera Harkin, kolejna Aes Sedai z wysłanych do Łzy w celu układania się z buntownikami; oglądała się za siebie, jakby Panny czyniły jej jakieś wstręty przy wejściu. Mogło tak być. W oczach Aielów zaprzysięgła Smokowi Odrodzonemu Aes Sedai były tylko uczennicami Mądrych, a Panny korzystały z każdej okazji, by przypomnieć uczennicom, że nie są jeszcze Mądrymi. Bera była przysadzistą kobietą, z krótko przystrzyżonymi, brązowym włosami okalającymi kwadratową twarz. Gdyby nie liczyć zielonych jedwabi i pozbawionego śladów upływu czasu oblicza Aes Sedai, wyglądałaby na chłopkę. Chłopkę, która silną ręką rządzi swoją chałupą i farmą i która potrafiłaby powiedzieć królowi, żeby nie wnosił błota do jej kuchni. Mimo wszystko była Zieloną Ajah wraz z całą dumą i drażliwością Zielonych. Na Alivię spojrzała spod zmarszczonych brwi, zdradzając pełną niechęć Aes Sedai wobec dzikusek i dopiero na widok Randa przybrała maskę opanowania.
— Cóż, nie mogę powiedzieć, że mając na względzie, co zdarzyło się rankiem, czuję zaskoczenie na twój widok — oznajmiła. Rozpięła prostą srebrną broszę przy płaszczu, schowała ją do sakwy przy pasku, a płaszcz przewiesiła przez ramię. — Choć może w istocie chodziło o wieści, że tamci są nie dalej niż o dzień drogi na zachód od Erinin.
— Tamci? — zapytał cicho Rand. Ale w jego słowach pobrzmiewała stal.
Bera jakoś się nie przejęła. Niewzruszenie wygładzała fałdy pluszcza.
— Tamci Wysocy Lordowie i Lady, oczywiście. Sunamon, Tolmeran, oni wszyscy. Najwyraźniej co sił w nogach wierzchowców pędzą ku Łzie.
Rand poderwał się tak gwałtownie, że zahaczył pochwą miecza o poręcz fotela. Ale zahaczył tylko na moment, ponieważ pozłacane drewno, nadwątlone jego poprzednim ciosem, pękło z głośnym trzaskiem, a poręcz spadła na dywan. Nawet na nią nie spojrzał. Głupcy! Seanchanie stoją na granicy Altary, a oni wracają do Łzy?
— Czy wszyscy już zapomnieli, co znaczy słuchać rozkazów? — zagrzmiał. — Chcę, żeby natychmiast wysłano do nich gońców! Mają wracać do Illian jeszcze szybciej albo posypią się głowy!
— Dwa — powiedziała Cadsuane. Co ona, na Światłość, liczyła? — Drobna rada, chłopcze. Zapytaj ją, co się stało dzisiejszego ranka. Podejrzewam dobre wieści.
Bera drgnęła, zdając sobie sprawę z obecności Cadsuane. Zerknęła na nią z ukosa, ostrożnie, zamarły dłonie wygładzające płaszcz.
— Doszliśmy do porozumienia — powiedziała, jakby od powiadając na pytanie. — Teodosian i Simaan wahali się jak zazwyczaj, ale Hearne był równie nieustępliwy jak Estanda. — Pokręciła głową. — Myślę, że Teodosian i Simaan zdecydowaliby się wcześniej, tylko że jacyś ludzie z obcym akcentem obiecywali im złoto i zbrojnych.
— Seanchanie — skonstatowała Nynaeve. Alivia otworzyła usta, po chwili zamknęła je, nic nie powiedziawszy.
— Może i tak — zgodziła się Bera. — Unikali nas i patrzyli, jakbyśmy były wściekłymi sukami, gotowymi ugryźć w każdej chwili. To zgadzałoby się z tym, co słyszałam o Seanchanach. Tak czy siak, po godzinie rozmów Estanda zaczęła pytać, czy Lord Smok przywróci jej tytuły i prawa do ziemi, a po chwili inni zgodzili się z nią. Kształt porozumienia jest następujący — Darlin zatrzymuje tytuł Zarządcy Łzy z ramienia Smoka Odrodzonego, uznane zostają wszystkie twoje prawa, — w ramach reparacji za wzniecenie rebelii zobowiązują się przez rok zaopatrywać miasto w żywność. Ty ze swej strony musisz zapewnić im pełną restytucję, Darlin zostanie królem Łzy, a oni uznają jego suzerenat. Merana i Rafela właśnie przygotowują dokumenty do podpisania i opieczętowania.
— Królem? — z niedowierzaniem zapytał Darlin. Caraline podeszła, by wziąć go pod ramię.
— Restytucja? — warknął Rand, odrzucając puchar i zalewając wszystko wokół winem. W więzi z Min poczuł ostrzeżenie, ale był zbyt wściekły, by się tym przejmować. Mdłości skręcające mu wnętrzności wykoślawiły również jego gniew. — Krew i krwawe popioły! Odebrałem im i tytuły, i majątki za to, że się przeciwko mnie zbuntowali. Mogą pozostać pospolitymi ludźmi i mnie przysiąc wierność!
— Trzy — powiedziała Cadsuane, Rand poczuł gęsią skórkę, a chwilę później coś smagnęło go po pośladkach niczym rozpędzona rózga. Usta Bery otwarły się ze zdziwienia, płaszcz zsunął się na posadzkę. Nynaeve roześmiała się w głos. Szybko się pohamowała, ale wcześniej naprawdę się roześmiała!
— Nie zmuszaj mnie, żebym ci przypominała o dobrych manierach, chłopcze — podjęła Cadsuane. — Alanna poinformowała mnie o warunkach, na jakie gotów byłeś się zgodzić... Darlin jako Zarządca, nienaruszalność twoich praw, reszta sprawą otwartą... i wychodzi na to, że zostały spełnione. Oczywiście, możesz sobie zrobić, co zechcesz, ale wysłuchaj jeszcze jednej drobnej rady. Kiedy ktoś akceptuje podane przez ciebie warunki, trzymaj się tego.
„W przeciwnym razie nikt ci nie zaufa” — powiedział Lews Therin całkiem przytomnym głosem. Na moment.
Rand ze złością spojrzał na Cadsuane i zacisnął pięści, gotów prawie spleść coś, co spali ją na miejscu. Pośladki bolały go, a w siodle będą dokuczały jeszcze bardziej. Urażone miejsce pulsowało, wraz z nim dygotał gniew. Cadsuane spokojnie wpatrywała się w niego znad pucharu z winem. Czy w jej wzroku dostrzegał iskierkę wyzwania, próbę sprowokowania go, by przeniósł? Ta kobieta każdą chwilę w jego obecności wykorzystywała, żeby go prowokować! Kłopot w tym, że rada była słuszna. Faktycznie zaproponował Alannie te warunki. Oczekiwał, że będą ostrzej negocjować, że zdobędą więcej, a dostał tyle, o ile na początku poprosił. Więcej. Nie pomyślał o reparacjach.