Выбрать главу

— Widziałam Myrelle w towarzystwie Llywa — powiedziała Malind na widok Romandy i otuliła się ciasno szalem o zielonych frędzlach. — I nie sądzę, bym kiedykolwiek miała przed oczyma siostrę, wyglądającą na równie wstrząśniętą. — Mimo współczucia w głosie, jej oczy błyszczały, a kąciki pełnych ust unosiły się z rozbawieniem. — Jak ją namówiłaś, żeby nałożyła mu więź zobowiązań? Byłam obecna w chwili, gdy któraś jej to zaproponowała, i przysięgam, że zbladła jak śmierć. Ten mężczyzna mógłby niemal uchodzić za Ogira.

— Wyłącznie obowiązek zmusił mnie, bym to zaproponowała.

Faiselle, przysadzista, o kwadratowej twarzy, wyglądała, jakby mogła każdego do wszystkiego zmusić; zaiste, młot nie kobieta. Stanowiła kpinę ze wszystkich bajek o uwodzicielskich Domani.

— Wskazałam, że z każdą chwilą dzielącą go od śmierci Kairen Llyw staje się coraz bardziej niebezpieczny dla siebie i innych i że tak dalej być nie może. Wytłumaczyłam jej, że jako jedyna siostra, która uratowała aż dwóch Strażników będących w tym samym położeniu, jest najbardziej odpowiednią kandydatką do następnej próby. Przyznaję, że trochę musiałam ją i zmusić, ale w końcu zrozumiała, że mam rację.

— Jak, na Światłość, potrafiłaś do czegokolwiek przymusić Myrelle? — Malind nachyliła się ciekawie.

Romanda poszła dalej. Jak którakolwiek mogła do czegokolwiek nakłonić Myrelle? Nie. Żadnych plotek.

Janya zajmowała swoją ławkę na miejscach Brązowych, i mrużąc oczy w namyśle. Choć pewne było tylko to, że mrużyła oczy, ta kobieta jednak zawsze się nad czymś zastanawiała, nawet w trakcie rozmowy. Może to jednak z jej oczami coś było nie w porządku. Reszta ław wciąż pozostawała pusta. Romanda pożałowała, że nie ociągała się bardziej. Powinna być ostatnią na miejscu, a nie jedną z pierwszych.

Przez moment wahała się, ale w końcu podeszła do Lelaine.

— Mogłabyś mi powiedzieć, jaka jest przyczyna zwołania Komnaty?

Lelaine uśmiechnęła się z wyższością, uśmiech był pełen rozbawienia i przez to chyba jeszcze bardziej nieprzyjemny.

— Równie dobrze możesz zaczekać, aż zbiorą się wszystkie siostry i zaczniemy obrady. Nie lubię się powtarzać. Powiem ci tylko tyle, że rzecz zapowiada się dramatycznie. — Jej spojrzenie pobiegło ku pasiastej stule, a Romandę przeszył dreszcz.

Oczywiście nie dała nic po sobie poznać, po prostu zasiadła na swoim miejscu po przeciwnej stronie niż miejsce Lelaine. Nie potrafiła się jednak powstrzymać, żeby samej nie zerkać na stułę. Czy to jakaś intryga, żeby usunąć Egwene? Wydawało się zupełnie nieprawdopodobne, by Lelaine zdołała znaleźć argument, który przekona Romandę i stworzy większy konsens. Podobnie myślały pozostałe Zasiadające Komnaty, ponieważ oznaczałoby to powrót do sytuacji walki o władzę i osłabiłoby ich pozycję wobec Elaidy. Niemniej atmosfera pewności siebie, jaką roztaczała Lelaine, była naprawdę denerwująca. Romanda przywdziała maskę spokoju i czekała. Nie było nic innego do roboty.

Kwamesa właściwie wbiegła do namiotu, na ostronosym obliczu widniało rozczarowanie, że nie jest pierwsza; po chwili dołączyła do Delany. Po niej pojawiła się Salita, ciemnowłosa, chłodnooka, w zielonej sukni z żółtymi rozcięciami i żółtą wolutą haftu przy dekolcie, a potem zaczął się ruch. Majestatycznie wkroczyła Lyrelle, wdzięczna i elegancka w brokatowym, błękitnym jedwabiu i zajęła miejsce wśród Błękitnych; po niej Saroiya i Aledrin z nachylonymi głowami, jak zwykle przysadzista Domani wydawała się omal szczupła przy postawnej Taraboniance. Kiedy zajmowały miejsca na ławach Białych, Samalin o lisiej twarzy dołączyła do Faiselle i Malind, a do namiotu wbiegła drobniutka Escaralde. Wbiegła! Ta kobieta też była z Far Madding. Powinna wiedzieć, jak się zachowywać.

— Varilin jest w Darein, jak mniemam — powiedziała Komanda, gdy Escaralde wspięła się na miejsce obok Janyi. — Ale nawet gdyby jeszcze parę miało się spóźnić, jest nas więcej niż jedenaście. Może zaczniesz, Lelaine, czy chcesz jeszcze poczekać?

— Chętnie zacznę.

— Wnosisz o ogłoszenie formalnego posiedzenia?

Lelaine znowu się uśmiechnęła. Tego ranka jakoś jej to łatwo przychodziło. Ale uśmiechy w niczym nie łagodziły wyrazu twarzy.

—To nie będzie konieczne, Romando. — Nieznacznym gestem wygładziła suknię. — Ale wnoszę, by to, co zostanie tutaj powiedziane, na razie zostało Opieczętowane przez Komnatę. — Wśród rosnących szeregów sióstr za ławami i przed namiotem podniósł się szmer. Nawet niektóre z Zasiadających zdawały się zaskoczone. Jeżeli posiedzenie nie miało formalnego charakteru, dlaczego tak ściśle utajniać to, co zostanie powiedziane?

Niemniej Romanda pokiwała głową, jakby to był najrozsądniejszy wniosek na świecie.

— Niech wyjdą wszystkie, które nie zajmują foteli. Aledrin, zapewnisz nam prywatność?

Mimo jedwabistych ciemnoblond włosów i wielkich, wilgotnych piwnych oczu Biała siostra z Tarabon nie była szczególnie ładna, miała natomiast, — co znacznie ważniejsze — głowę na karku. Wstała wyraźnie niepewna, czy ma przedstawić formalny wniosek, ostatecznie zadowoliła się splotem osłony przed podsłuchem, którą otoczyła cały namiot i którą miała przez cały czas trzymać. Siostry w towarzystwie Strażników wychodziły poza obręb osłon, szmer powoli przycichał, aż w końcu wraz z ostatnią zamilkł zupełnie, zapadła cisza. Później stłoczyły się w prześwicie wejścia, Strażników odpychając na tyły, żeby każda mogła widzieć.

Lelaine poprawiła szal na ramionach i wstała.

— Do obozu przybyła Zielona siostra i wypytywała o Egwene, w końcu skierowano ją do mnie. — Zasiadające z ramienia Zielonych poruszyły się w miejscach, zerkając na siebie i bez wątpienia zastanawiając się, dlaczego siostry nie skierowano do nich. Lelaine udała, że niczego nie dostrzega.

— Nie szukała Zasiadającej na Tronie Amyrlin, ale Egwene al’Vere. Przyniosła ze sobą propozycję, która może uczynić zadość naszym oczekiwaniom, lecz mnie nie chciała wiele zdradzić z jej treści. Moria, może ją przyprowadzisz, żeby zapoznała Komnatę ze swoim przesłaniem? — Usiadła.

Wciąż marszcząc brwi, Moria wyszła z namiotu, a tłumek na zewnątrz rozstąpił się, by ją przepuścić. Romanda widziała, jak siostry próbują ją wypytywać i jak ona je ignoruje, przechodzi przez ulicę i znika w kwaterach Błękitnych Ajah. Do głowy cisnęły jej się niezliczone pytania, które chętnie zadałaby w przerwie, ale niezależnie od charakteru posiedzenia, na pytania przyjdzie właściwy czas. Jednak inne siostry nie miały zamiaru czekać w milczeniu. Wszystkie Ajah z wyjątkiem Błękitnych zeszły na dół, by się naradzić, i teraz szeptały przyciszonymi głosami. Z wyjątkiem Błękitnych i Żółtych. Salita wstała i chciała podejść do podestu Romandy, ale ta powstrzymała ją gestem.